<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119</id><updated>2012-02-16T03:47:15.348-08:00</updated><title type='text'>Czarna Owca Apostołki</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>91</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-7847041530946764175</id><published>2011-05-18T02:22:00.000-07:00</published><updated>2011-05-18T02:24:59.454-07:00</updated><title type='text'>nowy blog</title><content type='html'>Dziękuję wszystkim czytelnikom blogu "Czarna Owca Apostołki" za uwagę i zapraszam na mój nowy blog http://plemionaliterackie.blogspot.com/2011/05/plemiona-literackie-nowy-blog.html&lt;br /&gt;Fajnie było, ale się skończyło :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-7847041530946764175?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/7847041530946764175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/nowy-blog.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7847041530946764175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7847041530946764175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/nowy-blog.html' title='nowy blog'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-4163988450651899577</id><published>2011-05-11T12:31:00.000-07:00</published><updated>2011-05-13T13:47:54.482-07:00</updated><title type='text'>TRICKSTER</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-iEcfUNRQh3c/TcrkMeekf3I/AAAAAAAACMA/aTLM2oNp13Y/s1600/tygrys.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 247px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-iEcfUNRQh3c/TcrkMeekf3I/AAAAAAAACMA/aTLM2oNp13Y/s320/tygrys.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5605543589206851442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rezydencja moich rodziców położona jest w zabytkowej dzielnicy miasta, nieco na uboczu i pośród gęstej zieleni drzew przynależących do pasa nadbrzeżnego jeziora Wyden. Wysokie ogrodzenia willi, monitoring wkomponowane zostały w pozostałości murów średniowiecznego założenia klasztornego, które nie stanowią już zbyt trudnej bariery dla kogoś, kto chciałby się wedrzeć na jej teren. Pośród tych murów mieści się również skrzypiąca furtka – luźno, kilkakrotnie obwiązana pordzewiałym łańcuchem. Osoba, która chciałby się dostać do wnętrza właśnie tędy, musiałaby być niezwykle szczupłej, jeśli nie znikomej, budowy ciała.&lt;br /&gt;Zaletą tego nowoczesnego domostwa jest jego dostosowanie do naturalnych warunków podłoża, na którym zostało zbudowane, co oznacza, że jest w nim mnóstwo wcale nie piwnicznych obniżeń i schodów niekoniecznie prowadzących na piętro. Taka urozmaicona i nietypowa budowa zapewnia domownikom wiele komfortu, ponieważ nie mogą na siebie wpadać, nie muszą też na siebie nachodzić – każdy znajduje się w pewnej odległości od siebie, za każdym razem w nieco innej przestrzeni, na różnej wysokości, nie widząc drugiej osoby wcale, albo przynajmniej trochę ukrywając ją przed sobą i na odwrót. Ale są też pewne punkty wspólne. Moi rodzice, na przykład, często wyjeżdżają w delegacje, a właściwie pojawiają się i znikają, nawet nie wiesz kiedy to ma miejsce. Rano można ich zastać w kuchni – mama miksuje tacie koktajl na mleku ze świeżych bananów, a ten mój tata mówi do mnie, a precyzyjnie rzecz biorąc, literuje, że przyszedł do mnie list z fundacji, że to od pani takiej a takiej i że cieszy się, że pisząc listy do fundacji, na które ktoś odpowiada, pokazuje jaka jestem obrotna – a wieczorem w nobliwym jak kruchta przedsionku, utrzymanym w stylu nowobogackiego klasycyzmu.&lt;br /&gt;Być może również z powodu tej luźnej relacji, jaka jest między nami, nigdy nie gustowałam w organizowaniu spędów towarzyskich podczas ich nieobecności. Zawsze miałam dużo wolności, a niespodziany powrót ojca, wizja jego pocałunku złożonego na moim policzku w najmniej komfortowym momencie oraz wizja matki, która kładzie rękę na jego ramieniu, skutecznie odwodziły mnie od urządzania na wypasionych panelach w ich salonie gościnnym hucznych potańcówek. Co nie zmienia faktu, że czasem brakuje mi towarzystwa. Nie mam tu jednak na myśli rozproszonej kompanii, przeplatających się i błądzących spojrzeń ludzi chętnie dających się wprowadzać w stan specyficznego odurzenia. Pod wpływem wspólnego pijaństwa na moment wydobywa się z nich coś spontanicznego, na codzień tkwiącego na pełnym niespokojnych palm rozsądku dnie ich samych, a potem, gdy działanie alkoholu ustaje, ta wyjątkowa i ulotna jakość przepada, robi się smętnie, każde z nich powraca do swoich emocjonalnych przyzwyczajeń, bardzo często pełnych żalów i oczekiwań względem partnera/partnerki. Oni już się urządzili, wyprowadzili od rodziców, pokupowali mieszkania, a także przekonali mnie, że gdy w planie mam pomysł na własną idyllę, na tych, co na dłuższą metę okazują się nierozdzielni względem mieszczańskich mentalności przekazywanych im z pokolenia na pokolenie, specjalnie nie ma co liczyć. &lt;br /&gt;Jakaś taka banda łobuzów krzątała się ostatnimi czasy pod murem mojego Hebronu. „Grzesiu, Krysiu, Marysiu” wołali. Wskoczyłam na parapet z paczką luksusowych mentolowych fajek. Najpierw mierzyliśmy się na wiek i wzrost, bez zbędnych komentarzy sprawdzaliśmy rozpiętość swoich łopatek, ostrość łokcia, sprężystość ramion, stan kolan, a nawet nieuprania spodni – zawsze luźnych, raczej nie podkreślających cech płciowych oraz nie krępujących swobody ruchów. Gdyby nie to, że byłam po drugiej stronie muru, wzięliby mnie za jednego z nich, bidulę o własnych, nieskończonych i nieokreślonych horyzontach, ale ja wolałam posłać ich wszystkich z powrotem w krzaki, skąd przyszli. Nie żeby sobie nie wiadomo co więcej myśleli, lecz własnie, żeby sobie nie myśleli, że tak łatwo przyłączę się do grupy cwanych niedorostków, którzy chcieli ukręcić ze mną tytoniowy interes. Piszę o tym, ponieważ oprócz nich nie przychodzi mi na myśl nikt inny, kto sprowadziłby w moją okolicę Trickstera. Tak nazwałam chłopca, który zakradł się na teren rezydencji państwa, państwa…powiem wam, jeśli wy nikomu nie powiecie…powiem wam, a co mam nie powiedzieć; jakie jest moje nazwisko, powiem, z jakiej szlachty się wywodzą moje pokręcone korzenie, powiem, przez pół godziny drobnej budowy dentystka mocowała się z moją ósemką aż trzema rodzajami kleszczy, powiem, która tak mocno była wczepiona tam, gdzie miała być wczepiona, powiem, jak jest herb po angielsku, powiem, joł joł madafaka, madafaka, joł, powiem, ale teraz jestem zmęczona. &lt;br /&gt;Podesłali go pod oplątaną żelastwem furtę, posłali po niego stąd do nikąd, to znaczy oderwali go od jego rozmaitych spraw, które załatwiał z brodaczami z przeciwległych przedmieść z właściwą sobie lotnością umysłu i zwinnością ciała. Powiedzieli mu zapewne, stary, ty, na jednej dzień przestań się włóczyć, ty, musisz tam być i już. Co za chata. Co za malowana chata. Co za mejling my do ciebie wysyłamy, słuchaj, co za sprzęt w monarchicznym bałaganie cię czeka, no mówię, co widać przez przykrótkie firany! Jedynie ty z nas dasz radę się tam dostać, a potem my między siebie, zgodnie z umową jaką zawarliśmy, rozdzielimy łupy. &lt;br /&gt;I w ten sposób dobrze poinformowany Trickster przecisnął się przez furtkę, o której już dwa razy wspominałam i znalazł się na dziedzińcu. Obok niego, na niewykończonym obrzeżu dziedzińca stało kilka rzędów marmurowych płytek. Jutro panowie budowlańcy znów przyjdą robić nam odpowiedni layout, ale to spokojnie, mamy dużo czasu. Natomiast rodzice w każdej chwili mogli wrócić z Acaplulco jednym z prywatnych dżambodżetów niezniszczalnej kontrahentki, która podobno miała również diamencik w miejscu intymnym; moi rodzice natomiast mieli taką moc, że mogli w każdej chwili jebnąć jakiś ponadprogramowy numer na solidnym pokładzie samolotu – taki, że pilot naprawdę nie wiedziałby, czy akurat startuje, czy ląduje, czy hula po pasie startowym jak bączek! Tacy właśnie byli oni, o czym nikt oprócz mnie chyba tak dobrze nie wiedział. Ale byłam też ja i mój nowy kolega, który wpadł dokonać rabunku.&lt;br /&gt;Ale masz czarną czuprynę, powiedziałam, żeby mu dać do zrozumienia, że choć taki szczuplutki, nie pozostał niezauważony. Jej rozmiar faktycznie był nieproporcjonalny względem reszty ciała. Takiego gatunku czuprynę można było małymi i wielkimi słowami opisać, ponieważ widoczny był każdy jej szczegół, obcięcie poszczególnych włosków, asymetrycznie układających się po bokach. Być może była to doskonale dopasowana do głowy peruka. Ale przede wszystkim był to widok obnażonego majestatu, po którym się nie spodziewałam, że w ogóle będzie w stanie do tego stopnia mnie zainteresować. Chłopak z bujnymi włosami, trzymający w prawej ręce białą koszulę, kadr jak z niejednego Almodovara. Niby nic nowego. Almodovar jest boski, ale czy to nie noc, która, jak mówi porzekadło oraz tekst nie jednej piosenki, jest po to aby spać, przyniosła mi to pomnożenie rzeczywistości - chłopaczysko w postaci Trickstera, czyli moją tęsknotę do złego manifestującą się nagłym zerwaniem łączności między naszymi spojrzeniami oraz niemożliwością uczynienia ani jednego kroku więcej ku sobie? Ale może wcale nie takiego złego. Dobro, prawda, piękno - platońskie ideały zawsze były moimi, tylko rzeczywistość zmodyfikowała, nieco wyostrzyła sposób ich wcielania w życie. &lt;br /&gt;Oczekiwałam cię, napij się wody z cytryną. I ze srebrnej, owalnej tacy podałam mu szklankę schłodzonego napoju. Za chwilę muszę iść, nie mam za wiele czasu dla ciebie, powiedział. Ależ zostań, wejdź do domu. W środku wygląda jak w labiryncie. Jeśli lubisz wyzwania, będziesz zadowolony. Tak, lubię, to pomaga mi doskonalić się w moim fachu. Przyszedłeś obrabować sejf moich starych? Przyszedłeś w porę! Nie? Nie wykręcaj się, to zabawne. Myślę, że mógłbyś się tu zatrzymać na dłużej. Nie został co prawda przewidziany dla ciebie osobny pokój, ale pod stropami jest tyle miejsca, że coś się znajdzie. Byle byś mi tu bab nie sprowadzał, głupich, bezmyślnych kobiet, których po świecie chodzi wiele i których jedynym życiowym celem jest usidlenie faceta, oplątanie go sobie wokół palca. Zresztą zrobisz jak uważasz.&lt;br /&gt;Jakoś nie był przekonany. Wahał się. Miał dwie ręce, dwie nogi, którymi niecierpliwie przestępował. Te mury, kontynuowałam, jak widzę, nie stanowiły dla ciebie przeszkody. Najpierw przeszedłeś się po nich, a potem zeskoczyłeś i przecisnąłeś się przez furtkę. Ja wtedy chodziłam po ogrodzie i obserwowałam cię - obserwowałam jak nic! Nie lubię kobiet. Męczą mnie one i niepokoją. Wciąż składają mi niezapowiedziane wizyty. Podziwiają kwiaty, głaszczą po głowie. Nie wiedzą, że wkrótce kopnę w tej chacie w kalendarz, w związku z czym mogłyby sobie darować powierzanie mi roli mediatorski w ich sprawach. Kobiety bywają słabe, a ty jesteś przyjazną odmianą w całym środowisku, jakie mnie otacza. Kobietom imponuje zwłaszcza kolekcja moich fioletowych tulipanów, ale nie będziemy długo o tym rozmawiać. W zeszłym roku nie było tu aż tak okazale. Więcej wychodziłam do ludzi, nie dbałam o ogród. Tulipany, które wyhodowałam mają to do siebie, że w kielichu kwiatu mieszczą się dwa żółte pręciki. Ta chorobliwa żółć oraz intensywny zapach onieśmiela każdego. Kobiety zbliżają twarz do ziemi, rozchylają kielichy, wąchają i natychmiast się odsuwają. Ale ty na szczęście jesteś inny. Wcale nie jesteś zainteresowany moją uprawą, olewasz to. Przyszedłeś tu przecież w konkretnej sprawie. A zatem rób swoje i zmykaj. Cofnął się. Nie, poczekaj, a znasz takie opowiadanie Edgara Allana Poe, w którym mężczyzna stara się o kobietę zamieszkującą wraz z ojcem w domu z pięknym ogrodem, w którym rośnie wyhodowana przez niego dla niej trująca roślina, której soki utrzymują ją przy życiu? Lecz wystarczy jedno dotknięcie skóry kobiety, a facet pobrata się z umiłowanymi przez niego aniołami. Hihi. No to jak będzie z nami? &lt;br /&gt;Wtedy on nadstawił swą smagłą szyję do pocałunku. Tatuś z mamusią parkowali akurat samochód w garażu, zaraz tu będą, jakoś mnie znajdą i zapytają jak spędziłam dzień, a ja im odpowiem grzecznie, że z całej siły ciachnęłam go srebrną tacą, żeby sobie nie myślał, że został niezauważony i przemilczany jak jego koledzy. I już do rana będę myślała tylko o tym, jaki był niezwykły – bo był! – nie tylko dlatego, że wszystkie ludzkie członki oferował razy dwa. I radość moja będzie wielka, gdyż prawdopodobnie jestem jedyną osobą, która w ogóle potrafiła docenić ten jego nadmiar.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-4163988450651899577?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/4163988450651899577/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/trickster.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/4163988450651899577'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/4163988450651899577'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/trickster.html' title='TRICKSTER'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-iEcfUNRQh3c/TcrkMeekf3I/AAAAAAAACMA/aTLM2oNp13Y/s72-c/tygrys.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1033915986371180306</id><published>2011-05-10T06:07:00.000-07:00</published><updated>2011-05-10T07:47:26.600-07:00</updated><title type='text'>Dziesięć przykazań Czarnej Owcy (Albo: Przy świecy na Pastwisku)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-a3ssCO1l8fo/TclP9kHFm0I/AAAAAAAACL4/50tC472tNgI/s1600/219905_215264921826450_100000288304249_828039_7021773_o.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 197px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-a3ssCO1l8fo/TclP9kHFm0I/AAAAAAAACL4/50tC472tNgI/s320/219905_215264921826450_100000288304249_828039_7021773_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5605099130323311426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Nie czyń sytuacji bardziej złożonej niż ona jest.&lt;br /&gt;2) Bądź gotowa dziś do drogi = krzyżyk wszystkim na drogę&lt;br /&gt;3) Unikaj sytuacji, w której możesz zostać porwana bez świadomości mechanizmów,     &lt;br /&gt;   które stoją za aktem uprowadzenia, który może być wyzwoleńczy, ale może też  &lt;br /&gt;   kończyć się umieszczeniem cię w zoo, albo w cyrku.   &lt;br /&gt;4) Nie kręć lodów. Znajdź sobie lepsze zajęcie, na pastwisku. &lt;br /&gt;5) Wytrzymaj smutne spojrzenie osła. Nie raz wszak robił cię on w konia.&lt;br /&gt;6) Nie powściągaj się. Gdy musisz to robić, to znak, że coś jest nie tak.&lt;br /&gt;7) Weź zażyj trochę świeżej trawy i spokojnie, wolnym krokiem idź do Instytutu.&lt;br /&gt;8) Nie wzbraniaj się, gdy ktoś chce ci wystrzyc wełnę na dupie, lecz patrz czy robi to na osobności czy na forum publicznym, żeby pokazać jakie to ma piękne nożyczki.&lt;br /&gt;9) Spuść ciśnienie, spuść je na drzewo.&lt;br /&gt;10) Jesteś CZARNĄ owcą, pamiętaj!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1033915986371180306?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1033915986371180306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/dziesiec-przykazan-czarnej-owcy-albo.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1033915986371180306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1033915986371180306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/dziesiec-przykazan-czarnej-owcy-albo.html' title='Dziesięć przykazań Czarnej Owcy (Albo: Przy świecy na Pastwisku)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-a3ssCO1l8fo/TclP9kHFm0I/AAAAAAAACL4/50tC472tNgI/s72-c/219905_215264921826450_100000288304249_828039_7021773_o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-31580606991131914</id><published>2011-05-09T11:16:00.000-07:00</published><updated>2011-05-09T11:56:24.850-07:00</updated><title type='text'>WNIOSEK MEN O DOFINANSOWANIE PROJEKU BADAWCZEGO „KURZ NA MONITORZE” (DUST ON THE SCREEN)</title><content type='html'>WNIOSEK MEN O DOFINANSOWANIE PROJEKU BADAWCZEGO „KURZ NA MONITORZE”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Streszczenie i rozwinięcie projektu In one :&lt;br /&gt;Jednostka naukowa: Uniwersytet Czarnej Owcy&lt;br /&gt;Jednostka współpracująca: IHA!!S Poznań&lt;br /&gt;Tematem tego projektu badawczego będzie kurz na monitorze. Chodzi o kurz, który zbiera się na monitorach naszych laptopów oraz w zakamarkach klawiatury. Kurz taki napotykamy w naszej naukowej pracy codziennie, jednak prawdopodobnie z powodu tej oczywistości nie stał się on dotychczas przedmiotem wnikliwej naukowej analizy i interpretacji.  Podejmowany w projekcie badawczym temat przede wszystkim rzuca światło na kwestie obecności – nikt chyba nie zaprzeczy, że jak przejdzie palcem po obudowie ekranu, to ma z czymś do czynienia. W przypadku kurzu rzecz ta staje się jednak o wiele bardziej subtelna: po pierwsze, kurz na monitorze relatywizuje fizyczność materii palca (delikatna szarawa powłoka osadzająca się na ciele uniewyraźnia somatyczne granice), po drugie, kurz pełni funkcję upamiętniającą nasze poczynania na komputerze – to on jest świadkiem każdej naszej myśli, jej korekty, metamorfozy, w ogóle nie umyka mu nic z tego dziania się; po trzecie, kurz na monitorze jest znakiem! Znakiem tego, że oprócz teoretycznych rozważań, które należy spisywać zanim umkną, wokół nas jest cała masa innych rzeczy, które należy oporządzić (np. wyprać brudne gacie i skarpety, czym prędzej znaleźć się przy szafie i odkurzyć płyty). Innymi słowy, kurz o którym mowa nie pozwala nam się oderwać od naszej intymnej rzeczywistości,  która jest istotnym komponentem każdej egzystencji. Inaczej o kurzu myślał hinduski poeta Rabitrum Hartoge, który pisał „Nanosząc kurz na palec wskazujący, doznajesz rzeczywistości onirycznej”. Podsumowując, te wszystkie powody skłaniają do bliższej obserwacji zjawiska i poświęcenia mu naukowej monografii.&lt;br /&gt;W tym celu powołany zostanie specjalny zespół badawczy (skład jeszcze nie ustalony)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Harmonogram, kosztorys i jego uzasadnienie In one:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadanie 1 &lt;br /&gt;Koszt zadania: 15 tys zł&lt;br /&gt;Jazda palcem po 17 calowym HP Pavillon w czteroosobowym zespole. &lt;br /&gt;Zakup sprzętu plus koks plus fajki na tydzień&lt;br /&gt;W tym zadaniu od razu wskakujemy na głęboką wodę. Zamykamy się na tydzień w domku w górach (delegacja i podróż) i analizujemy temat od strony fenomenologii Maurice Marleau Ponty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadanie 2&lt;br /&gt;Koszt zadania 35 tys zł&lt;br /&gt;Podążamy za kurzem, każdy w swoją stronę. Analizujemy wyniki obserwacji, porównujemy, interpretujemy. To zadanie ma miejsce w Afryce, na Safari, gdzie jest dużo kurzu i generalnie nie ma problemu z ciągłością materii badawczej. Wzmacniamy wentylatory w naszych laptopach, lecz gdy to nie pomaga zaczynamy badać kurz w ogóle, bez kontekstu. Ten metawymiar projektu jest kluczowy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadanie 3&lt;br /&gt;Koszt 400 zł&lt;br /&gt;Idziemy do wróżki, która wróży z kurzu. Ona nam mówi co i jak dalej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadanie 4&lt;br /&gt;Koszt zadania 16 tys zł&lt;br /&gt;Jedna osoba biegnie po torach, po których właśnie jechał pociąg i wzniecił smugę kurzu. Cała reszta ogląda się za kolejnym pociągiem. W tym zadaniu jedna osoba zamienia swój stan cielesny na kurzowy i  wykonuje w związku z tym generalny skok w przepaść. Słowa wróżki „ten pęd do doskonałości sprawia, że naukowcy stanowią podwyższoną grupę ryzyka szaleństwa” spełniają się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadanie 5&lt;br /&gt;Pogrzeb &lt;br /&gt;Koszt zadania 15 tys&lt;br /&gt;„Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz…” Nad trumną jednego/nej z nas nadszedł czas na bardziej poważny ton i łyczek czegoś mocniejszego, Amontilado. Pożyliśmy? Pożyliśmy! Położyliśmy cię? Położyliśmy. Było o co się spierać? Oj było. Och tak, o te posiwiałe włosy, które powracają po latach jak kurz na monitorze.  Jakie życie taka śmierć, przyjaciele, jakkolwiek przyznać trzeba, że jest to zadanie rewolucyjne, ekstremalne, nie wiadomo czy któryś z naszych bohaterów się na nie odważy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-31580606991131914?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/31580606991131914/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/wniosek-men-o-dofinansowanie-projeku.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/31580606991131914'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/31580606991131914'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/wniosek-men-o-dofinansowanie-projeku.html' title='WNIOSEK MEN O DOFINANSOWANIE PROJEKU BADAWCZEGO „KURZ NA MONITORZE” (DUST ON THE SCREEN)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6490339478771829535</id><published>2011-05-03T03:20:00.001-07:00</published><updated>2011-05-03T03:31:56.269-07:00</updated><title type='text'>HYMN BADACZKI</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-5rDlxx8DX_Q/Tb_ZFTsghZI/AAAAAAAACLc/ePcbqPvCx28/s1600/59947_kosciotrup_megafon.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-5rDlxx8DX_Q/Tb_ZFTsghZI/AAAAAAAACLc/ePcbqPvCx28/s320/59947_kosciotrup_megafon.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5602435146681714066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Badania prowadzone indywidualnie, na skalę świata!&lt;br /&gt;Obchód naukowego gnata!&lt;br /&gt;Wiwat Robak! Wiwat Polozezzzz, Wiwat day by day!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...nic już nie będzie takie samo, &lt;br /&gt;wszystko będzie inne,&lt;br /&gt;Bo nowe wyzwania i sny i wszystkie dni,&lt;br /&gt;w każdym dniu jest co? półka na nową szufladę i&lt;br /&gt;ucz się ucz się pilnie na chwałę narodu -&lt;br /&gt;Rozpierdol go wreszcie od spodu!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6490339478771829535?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6490339478771829535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/hymn-badaczki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6490339478771829535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6490339478771829535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/05/hymn-badaczki.html' title='HYMN BADACZKI'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5rDlxx8DX_Q/Tb_ZFTsghZI/AAAAAAAACLc/ePcbqPvCx28/s72-c/59947_kosciotrup_megafon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5632056613903098586</id><published>2011-04-30T02:46:00.000-07:00</published><updated>2011-04-30T02:54:24.916-07:00</updated><title type='text'>PAUL NEWMAN</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-sdCIGR9IKAY/Tbva-zB3LII/AAAAAAAACLU/wlF6QwqxTok/s1600/zielone-pastwiska-u-stop-wzgorza.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-sdCIGR9IKAY/Tbva-zB3LII/AAAAAAAACLU/wlF6QwqxTok/s320/zielone-pastwiska-u-stop-wzgorza.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601311333950106754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powierzchnia, po której pięły się dwie kobiety w alpejskich kombinezonach, stawała się teraz bardziej gładka, nastręczając trudności w utrzymaniu się na niej bez problemu. Z lotu ptaka wzgórze przypominało srebrzyste oko Boga, nabrzmiałe od niewykrywalnej alergii, która je unieruchomiła i skazała na wpatrywanie się w jeden tylko punkt – kosmos. W takich okolicznościach dwie kolorowe drobiny, na zmianę jedna pod drugą, wkładały ręce w skalne wklęski i opierały stopy o twarde wypustki, powoli, lecz mobilizowane jakby pogańską werwą, przesuwając się coraz wyżej i bliżej celu. &lt;br /&gt;Zanim dotarły tu, pod sam szczyt, godzinę wędrowały przez las, z którym rzecz ma się podobnie jak ze wzgórzem. Lasem i wzgórzem włada bowiem tajemnicza siła, która każe kobietom iść cały czas przed siebie, bez zatrzymywania się, aż do utraty tchu. Ten wewnętrzny przymus powodowany zagadkowymi energetycznymi odniesieniami z zewnątrz sprawia, że paradoksalnie, chociaż wspinaczki na sławne wzniesienie zawsze odbywają się tym samym szlakiem, nie różniąc się zbytnio od siebie szczegółami, obserwowane mogą być prawie z każdego miejsca na ziemi, uruchamiając różne punkty widzenia. Zupełnie jak w przypadku pielgrzymki, która z założenia jest promienną drogą do świętego miejsca, a w istocie często bywa wędrówką uświęcającą ludzkie ogłupienie tandetną pożądliwością.&lt;br /&gt;To wzgórze, którego dotyka opowieść, swą magnetyczną moc czerpało z samego Hollywood. Na jego szczycie, odpowiednio wąskim i stromym, ktoś kiedyś wyrzeźbił Paulowi Newmanowi pomnik z kamienia – wieńczyła je odtąd taka z grubsza ciosana figura. Artysta może i nie miał zbyt wiele talentu, nie zapomniał jednak swym dłutem zaznaczyć na twarzy Paula Newmana bardzo wyraźnie pary dużych oczu, które rozstrzygały o możliwości odniesienia totemu do amerykańskiego aktora, scenarzysty, reżysera, producenta filmowego. Co ciekawe, ich charakterystyczną niebieską barwę stojący przed pomnikiem mogli sobie jedynie doczytać. W ziemię obok pomnika wbita została tabliczka z upamiętniającym napisem:&lt;br /&gt;„If my eyes should ever turn brown, my career is shot to hell”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed kilku, może kilkunastu laty – jeśli ktoś dokładnie śledzi losy tego miejsca – na wzgórze wspinali się tylko mężczyźni. Z polany tuż za wioską można ich było zobaczyć w gromadach, parach, lub jako samotnych, odważnych rycerzy. W swoich skafandrach wyglądali jak kolorowe pionki dla dzieci. Dziś do Paula Newmana lgną już tylko kobiety i nie jest to żart. Nie pną się bowiem na rzęsach, niczym nie ustępują walecznym mężczyznom. Tak się przyjęło wraz z czasem, który jak wiatr gałązkę przyniósł tę delikatną zmianą w obyczajowości. Dlatego należy powtórzyć: współcześnie wzgórze przeznaczone jest tylko dla kobiet, przy czym każda z nich przynajmniej raz w życiu musi je zdobyć, co oznacza spojrzeć w kamienne oczy Paula Newmana i nie zachwiać się.&lt;br /&gt;Na pierwszy rzut oka różniły się od siebie tylko kolorem skafandra. Jedna miała seledynowy, druga turkusowy. Obie brunetki, śniada cera, długie jak u antylopy nogi. Jedna pomagała nawet drugiej liczyć, gdy tamta na głos wyobrażała sobie wiek Paula Newmana. &lt;br /&gt;„97, 86, 45…” wypowiadane liczby nadawały rytm jej krokom. Tej, która sama była o krok od pochodu. Znaczenie pochodu jest olbrzymie, zwłaszcza jeśli dalej ogarnia nas pragnienie stopienia się z tworzącą go masą, oddanie sił kształtujących i podtrzymujących własną odrębność. Cóż jeszcze to liczenie na świeżym powietrzu mogło oznaczać? Czy nie skryła się w nim potrzeba idealnego zespolenia z rytmem nadawanym przez siły potężniejsze od jej własnych z powodu zwątpienie w nie – sytuacja, w której górę bierze biologiczna konieczność ugięcia się przed czymś, na co nie ma już się wpływu.&lt;br /&gt;„45, 97, 86” wtórowała jej tamta przesadnie ochoczo i wyglądało na to, że są tam razem, łączy jej to samo dążenie, ale kiedy skały i rozpęknięcia pomiędzy nimi przyjmowały hołd złożony z słów w postaci echa, nic znów nie było takie pewne. Myślała o przypadku. Wiele od niego zależało. Bo co innego, jeśli nie przypadek mógł, na przykład, obie nagle pozbawić życia, z góry na dół strącając kamień, który zabrałby je przy okazji. Tak wdzięcznie i niepozornie akompaniowała. Liczyła się z tym, że przypadek był święty.&lt;br /&gt;Gdy wreszcie znalazły się przed posągiem, nastała programowa, uroczysta chwila, nasycona obfitością ziemi, jaką zostawiły pod sobą dwie modelki. Barwny ptak usiadł Paulowi Newmanowi na głowie i wydobył z siebie kilka przyjemnych dla ucha dźwięków. Zza chmur wypadło słońce, którego blask również ożywił niewyraźnie upamiętnioną twarz aktora. Wydawało się, że cel został osiągnięty, lecz nagle stało się coś niezwykłego: pojawiło się miejsce na cud dygresji w scenariuszu, począwszy od sceny, w której jedna z kobiet, ta w turkusowym skafanderku, zwróciła uwagę swej towarzyszki na jedno oko Paula Newmana.&lt;br /&gt;„Patrz, ono zaraz odpadnie”&lt;br /&gt;„A nie, skąd, coś ci się chyba wydaje”&lt;br /&gt;Tamta jednak miała rację. Oko Newmana rzeczywiście kruszyło się i po kawałeczku odpadało. Na szczycie było za mało miejsca, żeby mogły osiąść na skalnej półce; od razu, niewidzialnymi szlakami staczały się na dół po wzgórzu. Dziewczyna w seledynowym skafanderku odwróciła się, jak to czynią zakochani w przypływie uczuć, i roześmiała tak głośno i przejmująco, że tamta miała wrażenie jakby to zza ścian tego śmiechu, powracającego jako echo, odbywała się dalsza część przybierającej postać erozji ceremonii wokół pomnika. &lt;br /&gt;Tylko Paul Newman patrzył na jej koleżankę w taki sposób, a raczej widział ją z każdego miejsca swej pokruszonej kamiennej istoty, w której pokładała swe obnażone w tym momencie nadzieje. Że tym razem jej nie odtrąci, podczas gdy nawet nie będzie miał wyboru. Tylko jej koleżankę stać było na tego rodzaju służalczą empatię wobec niego, lecz, wiesz już przecież co się stało. Mój śmiech, coraz bardziej donośny, przechodzący od tonacji nieco obraźliwego kobiecego chichotu do muzyki gromkiego wyładowania gradowej chmury, w żadnej z tych roli nie czując się w pełni sobą, wciąż przerywał kłopotliwą, wcale nie widoczną na łysym szczycie wzgórza Paula Newmana więź pomiędzy nimi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5632056613903098586?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5632056613903098586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/04/paul-newman.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5632056613903098586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5632056613903098586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/04/paul-newman.html' title='PAUL NEWMAN'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-sdCIGR9IKAY/Tbva-zB3LII/AAAAAAAACLU/wlF6QwqxTok/s72-c/zielone-pastwiska-u-stop-wzgorza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5748822543789952243</id><published>2011-04-27T07:35:00.000-07:00</published><updated>2011-04-27T07:47:53.615-07:00</updated><title type='text'>MISTYCYZM LESBIJSKI I PATRIARCHAT</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-KGst3zV-Sh4/TbgrILMz19I/AAAAAAAACLA/bVMpUn00mJk/s1600/lewitacja.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 255px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-KGst3zV-Sh4/TbgrILMz19I/AAAAAAAACLA/bVMpUn00mJk/s320/lewitacja.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600273556080678866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patriarchat jest ostoją świata. To pewne. Paradoksalnie współcześnie jeszcze bardziej za taki stan rzeczy odpowiadają kobiety niż mężczyźni. Choćby nie wiem jak się wyklinały i jak bardzo podkreślały swą niezależność, ten wyemancypowany wizerunek jaki sobie budują wciąż podlega prawu pożądania bycia służebnicą mężczyzny. W najlepszym przypadku ich aspiracją jest bycie partnerkami mężczyzn, co ciebie też nie urządza. O nie, nie licz na naruszenie tego porządku. Nie podejmuj nawet prób przeciągnięcia kobiet na swą stronę - one już od dawna, do 9 roku życia są gdzie indziej. Nawet jeśli z ciekawością wychylają się ku tobie, dalej niż centymetr nosa nie wysuną poza znajome im rejony. Patriarchat to system, w którym zostały stworzone, wychowane - wzrastały w nim, nadal się w nim z powodzeniem utrzymują. I tylko sobie możesz pogratulować: jak to zrobiłaś, że z niego wypadłaś! Nie, gratuluj, ale znaj swoje miejsce. Nie próbuj naruszać porządku świata, bo stracisz energie, lub inaczej, masz świat, który wziął w nawias znacznie większy niż wszystko co dotychczas widziałaś procent świata i jest to doznanie mistyczne. Oderwana od  tej planety, którą odtrąciłaś, z jej zasadami, zachowaniami kobiet wobec kobiet, kobiet wobec mężczyzn i tak dalej, latasz sobie, lewitujesz zupełnie jak św. Teresa, lub przyglądasz się fundamentom świata jak Hildegarda z Bingen swemu Gmachowi Zbawienia ze „Scivias”. Poza nawiasem przestrzeni dla myśli jest o wiele za wiele, kilka bolesnych punktów granicznych, ślepych uliczek bliżej terytorium objętym patriarchalizmem, jednak na brak swej przestrzeni nie możesz narzekać.  Powtarzam, nie próbuj przerabiać tamtego świata na swój. Utracisz nawias, mistyka odpadnie od ciebie, nie będziesz już gdzie indziej. I dobrze sobie zapamiętaj:  kobiety to pierwsze kobiety, dozgonne klucznice mężczyzn, panoszące się jak w haremie, jedna przez drugą dopominające się z godnością dworskich dam o swoje. Dalej to opiekunki, które w swych mężczyznach widzą dzieciątko Jezus i do wyczerpania sił będą się nad tym nieboractwem pałować i litować.  Taką mam myśl, jaką one misję. To nimfy cycerońskie, oprowadzane po kręgach raju intelektualnego, wciąż tęskniące za manowcami.  Można by długo jeszcze wymieniać rozmaite role jakie sobie dobrały, bądź wykreowały kobiety hodując patriarchat jako formę swego istnienia. Wobec tego co ty robisz, ty gwiazdo spadająca jedna? Jakbyś nie wiedziała...Zajmujesz się swym mistycyzmem, tymi swoimi sprawami. Przechodzisz obok samowynagradzającego się, wiecznotrwałego bokiem jak Indianka z piórkiem w dupie. Machaj nim do Koko Szanel tak, żeby się nie okazało, że sama być może jesteś wytworem patriarchatu, że twój mistycyzm jest zwykłym patykiem. Mniej i to wyobrażenie w zanadrzu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5748822543789952243?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5748822543789952243/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/04/mistycyzm-lesbijki-i-patriarchat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5748822543789952243'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5748822543789952243'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/04/mistycyzm-lesbijki-i-patriarchat.html' title='MISTYCYZM LESBIJSKI I PATRIARCHAT'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-KGst3zV-Sh4/TbgrILMz19I/AAAAAAAACLA/bVMpUn00mJk/s72-c/lewitacja.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8559269230270216489</id><published>2011-04-14T00:48:00.000-07:00</published><updated>2011-04-14T01:38:47.217-07:00</updated><title type='text'>BIAŁE DAMY – LAJKI Z DZIAŁYŃSKICH</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-f_XOiK_w9to/TaatrYBt98I/AAAAAAAACKo/JPKUAog-wXA/s1600/Biale%2Bdamy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 232px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-f_XOiK_w9to/TaatrYBt98I/AAAAAAAACKo/JPKUAog-wXA/s320/Biale%2Bdamy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595350547750057922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Zaklajstrowany Fejsbuk! – choć nikogo akurat nie było w jej młodokobiecym pokoju, Klementyna z B. przeklęła kodem. Tym razem nie chodziło o awarię internetu. Nie, nie będzie w tej chwili spoglądać lirycznym okiem za okno i zapadać się w siebie! Nie, nie czas na to teraz. Tyle było dziś rzeczy do zrobienia, ale póki co Pan Hans I want Your Love, gdyż pod takim pseudonimem występował na portalu, opublikował klip z nową, wyszukaną przez siebie samego we własnej osobie muzyką i w pierwszej kolejności trzeba go było zalajkować. I to jak najszybciej, zanim zrobi to Ona…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć Klementyna była pierwsza, Sabrina była druga. Nie robiło to drugiej różnicy, która jest. By stanąć w szranki do lajków i komentowania, wystarczyło być podatną na osobę Pana Hansa (nazwiska już nie będę wymieniać), organizatora tego całego lajkowania i fejsbukowej miełościo-sympatii. Miał on tę przewagę nad innymi mężczyznami. Wystarczyło pierdolnąć byle rzecz na łola, a po chwili już leciały pod nim naprawdę kobiece silki, łule i kotony. Nawiązując do pamiętnych słów Ewy Mingę, nie ma to jak solidarity, solidarity, solidarity – oczywiście, yhm yhm, kobieca solidarity.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grizelda dziś już niestety nie zdążyła dotrzeć. Śpieszyła się na wykład, nie dała rady wtrącić swych trzech groszy. Teren pozostał niezaznaczony, któraś inna go obsika, pozostaje myślą uszczypnąć w łatę na rękawie marynarki, a potem puścić pawia, cokolwiek, położyć dłoń kobieca na tym i odpuścic, no cokolwiek… Nie było jednak na to rady. Wykład z makro i mikroekonomi się przeciągał. To jest słabe, ale tak słabe, że chce jej się wyć. Bo jak już raz się weszło w tę grę, nie było nawet widać końca, jakiejś konkluzji. Każda kolejna miała zatem pewnie podobnie stany mentalne, coś w stylu solidarity...etc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grizelda, Sabrina i Klementyna like it. Ups. Sabrina, Grizelda, Klementyna Like. Pardon, Klementyna was first on the planet, but it was Sabrina who commented his post. Itp itd. Ale było jednak więcej postów, więcej ukręconego masła, wszystko lajk veri macz. Jedna bardziej błyskotliwa od drugiej, bardziej wycofana od drugiej. No i wszystkie na takim etapie emocjonalnej inteligencji, że chciały dla siebie jak najlepiej. Gdy jest się fejsbukowymi przyjaciółkami łatwiej utrzymać rękę pod brodą. a myśli od razu stają się bardziej wolne, abstrakcyjne. Np. jak podzielić spadochron na trzy, cztery, pięć części przy stale rosnącej liczbie Bialych Dam, a przynajmniej przy ich rosnącej rotacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Pan Hans? Ach, był poniekąd ze starego rodu Kabotynów Pacynkarzy. Lubił mieć kobiety owinięte wokół dłoni, przyległe do niej jak skórzana rękawiczka. A była to mocna, często karcąca dłoń mężczyzny Boga Ojca. A była to łagodna dłoń komplementująca głowę i włosy niewiasty. Długie, rozpuszczone włosy, uplecione w mocny warkocz, lub schowane pod wielką czapką. Dłoń, od której zależało czyjeś samopoczucie, a nawet skłonność do życia. Czy akceptowała starania, czy też notorycznie je odtrąciła, zajęta czymś innym, mocniejszym, była to dłoń najważniejsza na świecie. Taki punkt orientacyjny w świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sabrina, Grizelda (…) a ile ich tam jeszcze było, na przemian bledły i traciły na wadze. Z dnia na dzień upodabniały się do Białych Dam. Ich pszczela obecność na fejsbuku pochłaniała wiele energii, ale też nie za bardzo zdawała relacje z ich prawdziwego stanu zdrowia, również psychicznego. Rywalizacja, zwłaszcza wśród tak wyśmienitych konkurentek i najlepszych psiapsiółek, jest wyczerpująca. Skupić się na niczym innym jak być którąś - niekoniecznie pierwszą, ale może drugą, trzecią, albo dla niepoznaki, najlepiej prawie żadną - nie można. Komentując, zapomina się o świecie, który jest miękkim chujem! Na łeb na szyję, na sztywne łącze, albo wcale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem objawy totalnego zatracenia ustępowały i pojawiał się jakiś taki wewnętrzny spokój, większa skłonność do ludzi i w ogóle predyspozycja do robienia czegoś poza koncentrowaniem pełni uwagi na jendym. Tak, miłość do Pana Hansa była chorobą przewlekłą. Gdyby tak zesłanie? Lub gdyby tylko zechciał którąś wybrać i pokochać, ale odstawiając sznureczki, druciki, pancerzyk i inne zabawki, być może ozdrowiałoby kilka dusz. Ale nawet nie to. Może to po prostu Białe Damy Lajki Działyńskie były pierwsze, a nie Pan Hans. No powiedzmy, zapowiedziały go.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8559269230270216489?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8559269230270216489/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/04/biae-damy-lajk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8559269230270216489'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8559269230270216489'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/04/biae-damy-lajk.html' title='BIAŁE DAMY – LAJKI Z DZIAŁYŃSKICH'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-f_XOiK_w9to/TaatrYBt98I/AAAAAAAACKo/JPKUAog-wXA/s72-c/Biale%2Bdamy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6378398096881211914</id><published>2011-04-03T03:08:00.000-07:00</published><updated>2011-04-03T03:29:01.857-07:00</updated><title type='text'>Bukowski</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-s3zeeoTZ-z8/TZhLxFXBv0I/AAAAAAAACKQ/mGjAqD_kNLM/s1600/charles-bukowski1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 224px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-s3zeeoTZ-z8/TZhLxFXBv0I/AAAAAAAACKQ/mGjAqD_kNLM/s320/charles-bukowski1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591302244004904770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles Bukowski nie potrzebuje kolejnego ołtarza - &lt;br /&gt;potrzebuje antologii, w której znalazłby się wiersz o nim.&lt;br /&gt;Praca nad nią już zresztą posuwa się w zastraszającym tempie:&lt;br /&gt;powstają teksty opracowujące jego twórczość,&lt;br /&gt;rzucane jest na nią światło z sufitu i ze schodów;&lt;br /&gt;na korytarzu tlą się uczeni chętni do podjęcia tematu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles Bukowski potrzebuje wiersza o nim -&lt;br /&gt;bez niego antologia nie będzie pełna.&lt;br /&gt;Niech ktoś nad tym popracuje,&lt;br /&gt;nad niedokończonym tekstem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto kilka luźnych notatek, które wręczył mi redaktor:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli zgubię kolejne dwa kilogramy, będziemy się pieprzyć.&lt;br /&gt;Nigdy nie zapiszę cię do szkoły, zobaczysz, będzie dobrze.&lt;br /&gt;Jeśli stracę, znów pomacham do ciebie rękami, &lt;br /&gt;Pójdziemy w plener, obejdziemy ambit z trawy&lt;br /&gt;Pokażesz mi półkopułę wkopanej w ziemię zwierzęcej czaszki &lt;br /&gt;Teraz wszystko zależy ode mnie, Charlie,&lt;br /&gt;a  ja przytyłam i to jest  mój dramat, prawdziwy dramat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6378398096881211914?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6378398096881211914/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/04/bukowski.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6378398096881211914'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6378398096881211914'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/04/bukowski.html' title='Bukowski'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-s3zeeoTZ-z8/TZhLxFXBv0I/AAAAAAAACKQ/mGjAqD_kNLM/s72-c/charles-bukowski1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-7619651053204712128</id><published>2011-03-24T15:49:00.001-07:00</published><updated>2011-03-24T15:51:18.728-07:00</updated><title type='text'>POGROM CHRZEŚCIJAN</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-J1VW3kmfoik/TYvKs8LwUKI/AAAAAAAACKA/0IDKWYw-V5Y/s1600/IMG_0979.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-J1VW3kmfoik/TYvKs8LwUKI/AAAAAAAACKA/0IDKWYw-V5Y/s320/IMG_0979.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5587782636101718178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwna religia pojawiła się w Poznaniu, a jej wyznawcy to już w ogóle…&lt;br /&gt;- Jesteś chujem, Matko Przełożona Faustyno Kowalska.&lt;br /&gt;Tak powiedziała odziana jedynie hidżiab, przywiedziony prosto z Marsylii, siostra A Cruczy.&lt;br /&gt;- Tak, najdroższa siostro. Czekałam na Ciebie z utęsknieniem. Teraz, gdy już tu jesteś, będziemy mogły razem rozpocząć pogrom chrześcijan w Poznaniu.&lt;br /&gt;Siostra A Cruczy zaczęła tańczyć i wywijać papieską flagą.&lt;br /&gt;- Musisz mi się jednak najpierw wyspowiadać. Opowiedz, ty libertynko zabarwiona egzotycznym nasieniem, o tych wszystkich przygodach, jakie spotkały Cię w słonecznej Marsylii. Słucham.&lt;br /&gt;Siostra A Cruczy rozwiązała język. Z jej ust potoczyła się soczysta opowieść. Każde słowo było lekkie jak chmura i jak dym kadzidlany, którym otoczyła swą utęsknioną Matkę Przełożoną. A gdy skończyła swe papuzie opowieści, tamta klasnęła w dłonie.&lt;br /&gt;- A Cruczy, nigdy nie miałam wątpliwości co do ciebie, jeśli wiesz, co mam na myśli. Ty żyjesz. Pojawiasz się i znikasz. Przybliżasz i oddalasz od siebie kolejnych kawalerów wedle swego uznania. Postępujesz słusznie. &lt;br /&gt;- A teraz powiedz, ex-stara Kowalska z PRLu, za co tak będziemy gnębić chrześcijan. Wiedz, że i ja lubię wsłuchiwać się w osobliwe treści twych wywodów, niezrozumiałe dla reszty świata, ach!&lt;br /&gt;- Otóż, przede wszystkim, będziemy im wyrywać włosy za to, że nadstawiają drugi policzek. I trzeci i czwarty. Nigdy nie mają dość. To nie do pomyślenia. Są masochistami. To istoty stworzone do cierpienia…&lt;br /&gt;- Tak, Matryco Przełożona. Mnie również ta ofiarniczość śmierdzi na kilometr. Będziemy wyrywać im włosy i smarować uszy śniegiem, gdy się do nas zbliżą. &lt;br /&gt;- No bo siostro A Cruczy, czy jest jakiś sposób, żeby ich z tej uparcie sentymentalnej mentalności wyleczyć? Otóż osobiście nie widzę drogi. Nawet jeśli igrają z ogniem, robią to w świętojebliwych rękawiczkach.  &lt;br /&gt;- O Matko! Obawiam się ich przyciężkich, sekretnych uczuć. Obawiam się belek, które noszą na ramionach na wzór ich Pana Jezusa. Obawiam się cierni, po których spływa prawdziwa krew…Obawiam się kawałków mózgu, których pozbawia ich religia. Wszystko to razem wymaga specjalnej krucjaty. &lt;br /&gt;- O, kochana! To dopiero będzie! Krucjata łupieszcza. Mają bowiem coś, co cieszy nasze oczy. Mają skarby. Mają piękne krzyże i zdobne świeczuchny. Mają kościoły o bogatych wystrojach. A już zwłaszcza szaty: komże, alby, ociekające złotem ornaty. Gdy my to przejmiemy, zrobimy imprezę ku czci pogańskich bóstw miłości, rozpusty i destrukcji starego świata. Ty i ja, najdroższa A Cruczy, będziemy skakać po ołtarzach i tańczyć kankana. Spod habitów będą ukazywać się oczom ciemnego ludu podwiązki. Zgłupieją na ten cud, zobaczysz.&lt;br /&gt;- Idziesz prosto do Raju, jak czołg pancerny, Matko Przełożona. Uwielbiam Cię.&lt;br /&gt;- Popraw hidżab, Siostro, przemodeluj go teraz. Nie mamy chwili do stracenie. Albo mamy. Będziemy się podszywać, zaszywać, rozpruwać. Będziemy maczać chrześcijan w pikantnej salsie naszych dusz symfonicznych. &lt;br /&gt;- Ach, ach, ach! Czarne koty, indyjskie przedmieścia, bałagan w każdym zakątku….&lt;br /&gt;I z dwiema butelkami moldawskowo igristoja za 8.70 poszły w noc, przez ciemny park.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Oagw-4EdLW4/TYvK1GYk95I/AAAAAAAACKI/ii0knvXEOw0/s1600/IMG_0981.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Oagw-4EdLW4/TYvK1GYk95I/AAAAAAAACKI/ii0knvXEOw0/s320/IMG_0981.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5587782776278808466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-7619651053204712128?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/7619651053204712128/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/pogrom-chrzescijan.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7619651053204712128'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7619651053204712128'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/pogrom-chrzescijan.html' title='POGROM CHRZEŚCIJAN'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-J1VW3kmfoik/TYvKs8LwUKI/AAAAAAAACKA/0IDKWYw-V5Y/s72-c/IMG_0979.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8228724171840643942</id><published>2011-03-16T00:51:00.000-07:00</published><updated>2011-03-16T01:05:40.593-07:00</updated><title type='text'>TRZY KOBIETY I GRZEBIEŃ</title><content type='html'>Jerzemu Maciudziuakowi, jednemu z wyższych członków partyjnej organizacji, zginął tego dnia ukochany grzebień. W porannym pośpiechu nie mógł nie zauważyć straty, ponieważ podczesywanie było jego ulubionym natręctwem. To żona zresztą, pani Krystyna Maciudziakowa, zwróciła przy śniadaniu uwagę, że małżonek wciąż jeszcze jest potargany, co uznała za dziwne i niuzasadnione. Jerzy zareagował nadmiernie, jednak dopiero w momencie, gdy złapał za stalową pętelkę windy, którą musiał zjechać z dziesiątego piętra, aby wydostać się przed blok.&lt;br /&gt;      Ten rytualny gest, po którym był rozpoznawany w domu – wyciągnięcie grzebyka z saszetki, przeciągnięcie go przez rzadkie, podgolone włosy i przyklepanie spłaszczonej fryzurki ręką – w biurze komórki organizacyjnej, do której należał, zatracał już swą wyrazistą, osobową specyficzność. Tu nagminnie przeczesywali się wszyscy, dlatego od razu zauważono, że Jerzemu czegoś nie dostaje – jest nieswój. &lt;br /&gt;   &lt;br /&gt;     Jakim sposobem mały czarny grzebyczek z cienkimi ząbkami, przeznaczony do naprawdę delikatnych włosów – włosków dziecka – trafił w ręce czarownic? Czy wyjęły mu go z kieszeni, gdy z roztargnienia włożył go tam, zamiast do saszetki, czy podniosły, gdy wyleciał spod pachy, ponieważ włożył go tam zamiast saszetki? Uff, najważniejsze, że wreszcie go miały i mogły rzucić zaklęcie na gejowską społeczność, która urzędowała pod płaszczykiem partyjnej organizacji. &lt;br /&gt;     Tak, Czarownice uznały, że ci panowie za bardzo sobie poczynali na posadach. Przebrani za najbardziej odrzucających urzędników PRLowskich, całymi dniami prowadzili kafkowskie i pseudokafkowskie rozmowy, palili tony papierosów, pili herbatkę bądź wódkę, nawet po godzinach wcale nie zamierzając ściągnąć historycznych kostiumów, które z czasem przyrosły im do ciał. To się z kolei Czarownicom wydało nie do przyjęcia, że tak łatwo, dla własnej wygody rezygnowali z wolności i ceną za względną swobodę i wiele przywilejów obarczali nieświadome kobiety, które za nich wyszły w przypływie życiowej koniczeności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    To Ewa zabrała mu grzebień! To Ona! Wyrwała mu go prosto z saszetki, jednym zdecydowanym szarpnięciem, a jej dłoń przypominała w tym momencie cążki. Podała go Marii, która stała przed dużym, zdobnym lustrem i przyjrzała się sobie ujmującej atrybut zbiurokratyzowanych pederastów między kciukiem a palcem wskazującym. Zresztą widziała przede wszystkim drobne miejsce zacięcia, które szpeciło ją co prawda, ale postanowiła przeboleć to dla wyższej idei, jaką podszyty był rytuał, do którego potrzeba była krew przynajmniej jednej z nich. Maria przekazała grzebień Natalii, która z wyciągniętą ku nim łydką już czekała na znak rozpoczęcia ceremoniału. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      Włosy na łydce Natalki były jak filc - nie - jak forta - nie - jak szczecina. Hodowała je przez ponad dwa tygodnie, wcierając specjalne balsamy z nawozami, żeby je wzmocnić. W efekcie to, co porastało jej skórę, było pojedyncze na skalę świata nie tylko ludzkiego, ale i zwierzęcego. Teraz, gdy Ewunia (Wróżka Chrzestna Pierwszej Ewy) oraz Dziejowo Zatkana Marylka, zasiadły do organów i zaczęła brzmieć Muzyka, Natalka mogła przejechać grzebieniem po łydce i dołączyć się do tych sabatowych, absolutnych dźwięków, mając pewność, że zgodnie z zasadami działania magii sympatycznej, da popalić Jerzemu, a za nim całej siedziby zadowolonych z siebie dżejów systemu. Już po pierwszym namaszczonym zetknięciu z łydką, wyłamały się dwa zęby grzebienia, a Jerzemu wyleciały dwie górne dwójki; w połowie drogi ku kostce pozostało ich tylko kilka z kilkunastu, a w drodze powrotnej – pod włos, że tak powiem – dochodziły z siedziby partii do piwnicy, w której odbywała się Czarna Henna, kolejne jęki i same podwybuchy komunistycznych reaktorów jądrowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzy Ekstermistki, tak, to właśnie one. Podróżują w czasie i wymiarach kultury. Chcesz, żeby to były Twoje koleżanki, doradziły Ci jak się ubrać na wieczór, ale one mówią "Nie, wal się na ryja!" i takie tam...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8228724171840643942?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8228724171840643942/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/trzy-kobiety-i-grzebien.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8228724171840643942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8228724171840643942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/trzy-kobiety-i-grzebien.html' title='TRZY KOBIETY I GRZEBIEŃ'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8357103002886320054</id><published>2011-03-09T10:08:00.000-08:00</published><updated>2011-03-09T10:18:28.216-08:00</updated><title type='text'>CAŁY ŁASUCH</title><content type='html'>Popełniona została okrutna zbrodnia usprawiedliwiona.&lt;br /&gt;Zaciera się w mej pamięci jej sprawca: czy to ja sam dokonałem okrutnego czynu, czy też mam podejrzewać cień strażnika, który zamknął mnie w celi, gdy było już po wszystkim. Czy jeszcze ktoś inny. Mniejsza o to. Dość, że nie mogę się stąd wydostać i ten dystans sprawia….właściwie nic takiego się nie dzieje.&lt;br /&gt;Jest to byt konkretny i przekorny. Nie potrafię wiele więcej powiedzieć na jego temat, ponieważ wewnątrz jest naprawdę ciemno, a ja zwykłem lubić widzieć z czym mam do czynienia. Po omacku znalazłem pled, którym się otuliłem. &lt;br /&gt;Gdy zdarza się, że mam dość leżenia na wznak, przeciskam się przez małe kwadratowe okienko w drzwiach i staję na wąskiej zewnętrznej platformie. Teraz już wiem, mogę rzec: tę celę spośród tysiąca innych jedna chyba tylko cecha wyróżnia: jest zawieszona na nieruchomej pętelce, niestety przypominającej stryczek. Nie sposób się z niej wydostać.&lt;br /&gt;Rana goi się ciężko. Każde uchylenie ust wydaje się naruszać świeżo zaszytą wyrwę. Z trudem przełykam ślinę zmieszaną z krwią. &lt;br /&gt;Przy tak zredukowanym życiu trzymały mnie orgie wyobraźni, jakie rozgrywały się na styku celi i mej podwojonej jaźni. Dotyczyły one głównie napadów na cukiernie. Pragnąłem zbliżyć się do którejś z nich. Rwałem się z mej celi, pokonując najdziwniejsze przeszkody, jakie zostały tu specjalnie dla mnie obmyślone. Zsuwałem się po pętelce dotkliwego doświadczenia, pełnego głębokich kanałów i strzępków zagłuszonego bólu. Najbardziej na świecie pragnąłem najmniej w tej chwili dla mnie osiągalnego: wielkiego pączka! Pragnąłem tego, czego wcale nie pragnąłem, na co nie stać było moje usta.&lt;br /&gt;Tak, dla przykładu, widziałem oczyma wyobraźni: tłusty czwartek, g. 19, cukiernia „Sowa”. Na blacie nie ma już tego, za czym wyobrażałem sobie, że leciała mi ślina. Na szczęście więc spóźniłem się. Ekspedientkę witam przystawianym do jej gardła nożem i nakazuję natychmiast przynieść mi wszystkie pączki. Ona mówi: „Zostały nam dwa, ale są tak wstrętne, tak zeschnięte, że nawet ja bym ich sobie odmówiła. A nie od dziś wiadomo, że lubię suche pączki. Poza tym nadziane są soczystymi jagodami.” I śmieje mi się prosto w twarz, ponieważ przejrzała mnie na wylot od razu. Pod ostrzem miałem samą sprawczynię: „Co sobie hodujesz, człowieku, że musi być w tak drastyczny sposób likwidowane?!”. Ciach!&lt;br /&gt;I wtedy – no nareszcie – przyszedł do mnie mój anioł i zamoczył swój opłatek w mej krwi. Tego dnia zostało mi bowiem wyrwane Pragnienie, więc potrzebowałem go bardziej niż kiedykolwiek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8357103002886320054?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8357103002886320054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/cay-asuch.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8357103002886320054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8357103002886320054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/cay-asuch.html' title='CAŁY ŁASUCH'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-585094028295009113</id><published>2011-03-01T22:37:00.000-08:00</published><updated>2011-03-02T02:43:48.881-08:00</updated><title type='text'>ZAWÓD: ANTROPOLOG DUPY</title><content type='html'>Kozie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była doprawdy bardzo ciemna noc wokół drzewa, gdy przez moje ucho oraz we wszystkie inne wnęki zaczęły wpadać entuzjastycznie brzmiące okrzyki:&lt;br /&gt;- Jestem antropologiem dupy! Nie mylić z antropologiem z dupy! Jestem!&lt;br /&gt;Kobieta, która wypowiedziała te słowa w świetle mojej małej latarki była w stanie ekstazy! W przykucniętej jak do siedzenia pozie starała się przedstawić mi jako wyśmienity kierowca.&lt;br /&gt;- Kim jest antropolog dupy? – spytałam, uczciwie przyznając, że nie wiem.&lt;br /&gt;I pokazała mi, robiąc kolejną rundkę dookoła drzewa:&lt;br /&gt;- Jest to osoba, dość męska, która przez cały czas trzyma ręce na kierownicy – i tu zawiesiła jakby na powietrznym kole zaciśnięte pięści, zupełnie zaprzeczając możliwości skręcania wyimaginowanym pojazdem – a jednocześnie, żeby utrzymać się na rynku pracy, musi mieć je w dupie! – to powiedziawszy jeszcze bardziej docisnęła gazu i zatrzymała się z głową na samym drzewie. &lt;br /&gt;Było tak zimno. Myślałam, że nabawię się zapalenia płuc i zejdę pod okolicznym płotem, a jednak nie mogłam oderwać oczu od dramatycznej pasjonatki jednego z wielu nieznanych mi zawodów. Lecz czułam, że ktoś niezupełnie obcy z powodzeniem zapełniał swym przedstawieniem obszary ciemności, w której się znajdywałam.&lt;br /&gt;- Co robię, kochana! – kontynuowała coraz bardziej podekscytowana – Odrywam grubszą gałąź od pnia i przykładam ją do niego drugą stroną. – Zanim do swego ucha przystawiła kraniec konaru, spojrzała jednak przez jego pusty w środku trzon. – A następnie na-słu-chu-ję! &lt;br /&gt;- I co słychać w środku?&lt;br /&gt;- Głosy starych, szamańskich kóz! Wydawane przez nie dźwięki brzmią jakby sprzed wieków! Dochodzą z ziemi, kochana, z jej przepastnego wnętrza.&lt;br /&gt;Nie mogłam się powstrzymać, by jej profesji nie uhonorować wieńcem, który akurat niosłam wracając z oczepin. Wkładając jej go na głowę, oddaliłam splecione polne kwiaty od haka na drzwiach mego pokoju.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-585094028295009113?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/585094028295009113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/zawod-antropolog-dupy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/585094028295009113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/585094028295009113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/zawod-antropolog-dupy.html' title='ZAWÓD: ANTROPOLOG DUPY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1418956950082436399</id><published>2011-03-01T03:46:00.000-08:00</published><updated>2011-03-01T03:54:49.199-08:00</updated><title type='text'>To miał być mój blog...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-qGWi_fJkszg/TWzeUsckBwI/AAAAAAAACIo/JhVI7QE6JsU/s1600/drzace_traby.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-qGWi_fJkszg/TWzeUsckBwI/AAAAAAAACIo/JhVI7QE6JsU/s320/drzace_traby.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579078485514913538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szanowni Państwo,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To miał być mój blog, a teraz należy on od-do Pafnucka i Kalafasia :)&lt;br /&gt;Mam taki czas izolacji ostatnio, w którym brakuje wzorców osobowościowych także. I oto, z radością prezentuję Wam i odsuwam się w cień:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; http://www.youtube.com/watch?v=8r5VMkZFC-Y&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1418956950082436399?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='' href='http://www.youtube.com/watch?v=8r5VMkZFC-Y' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1418956950082436399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/to-mia-byc-moj-blog.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1418956950082436399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1418956950082436399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/03/to-mia-byc-moj-blog.html' title='To miał być mój blog...'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-qGWi_fJkszg/TWzeUsckBwI/AAAAAAAACIo/JhVI7QE6JsU/s72-c/drzace_traby.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8562790032867563920</id><published>2011-02-26T10:44:00.000-08:00</published><updated>2011-02-26T13:06:39.871-08:00</updated><title type='text'>ROMEŁO i JULJA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Ga3upVd0crQ/TWlK1n0liKI/AAAAAAAACIg/V2f6c94f_78/s1600/lozko%2Bpolowe.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ga3upVd0crQ/TWlK1n0liKI/AAAAAAAACIg/V2f6c94f_78/s320/lozko%2Bpolowe.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578071898558138530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Na honorowym miejscu widowni siedział Prezydent Miasta wraz z Pierwszą Damą, która do niego nie należała, oraz dwóch prywatnych sponsorów. O sfinansowaniu przedstawienia z pokaźnych budżetów szeptano między sobą już od dawna, a te mnóstwo osób, które znalazły się w sali teatru, zawsze uważało dzieje rodów Montecchich i Capulettich za coś rewelacyjnego i pięknego, czego właśnie w tej chwili należało się spodziewać w najczystszym wydaniu.&lt;br /&gt;   Lecz rampa Teatru zadrżała! Odtwórczynie głównych ról chwiejnym krokiem zbliżały się ku scenie, na której od dziesięciu minut publiczność niecierpliwie oczekiwała inscenizacji szekspirowskiego dramatu wszech czasów! &lt;br /&gt;   No cóż, zdarzyło się tak, że przez całą noc poprzednią aktorki Ania i Karolina, pozbywały się tremy przed Wielką Premierą w klubie na terenie stoczniowego miasta.  Mocno napracował się przy tym Anonimowy, aby nadać ich przyjacielsko przeplatającym się krokom odpowiedni kierunek. &lt;br /&gt;   Jakże solidne były w tym szczególnym stanie. Karolina co prawda jak gdyby nabierała już poczucia względnej trzeźwości i jej stopy nieco wyraźniej trzymały się prostej linii, lecz Ania! Wciąż dogłębnie oszołomiona fajerwerkami minionej nocy, na mijanych ludziach i przedmiotach wywierała wrażenie, jakoby trema na dobre wzięła z nią rozbrat. &lt;br /&gt;   - Ale o co ci chodzi? O co ci cho, kochana?&lt;br /&gt;   - Kochana, bo chciałam ci przypomnieć, że ty jesteś Romeło, a ja Julja. Gramy dziś sen stulecia. &lt;br /&gt;   - Doprawdy, jakże bym mogła zapomnieć, że sylwester się skończył i czas wziąć się do dzieła! &lt;br /&gt;   - Słuchaj, Ania, gdybym tylko mogła sobie przypomnieć; pamięcią sięgnąć po pierwszą kwestię, wydaje mi się, że reszta jakoś by popłynęła...&lt;br /&gt;   - A tak, tak, pierwsze zdanie jest najważniejsze. Potem jedno leci za drugim. Jedno drugie nakręca. Przecież to działa jak spirala. Pamiętam tę zadrukowaną stronę i widzę ją, stara, jako jedną z wielu całego tekstu naszego dramatu! Ale nie mam lupy, żeby ją powiększyć!&lt;br /&gt;   Ach, rzecz kluczowa, której nie można pominąć! Dziewczyny, w przypływie twórczej inwencji, której wreszcie dały upust – ponieważ wcześniej trochę zabrakło im odwagi, by wreszcie zmierzyć się z klasyczną koncepcją reżyserską "Romea i Julii" – tachały ze sobą na premierę znalezione na śmietniku polowe łóżko. Ani jego artystyczne przeznaczenie, ani sposób, w jaki udało im się tego dokonywać, nie są jeszcze do końca znane, jedno w takich sytuacjach jest jednak pewne: logika i prawa świata pijanych różnią się od rzeczywistości szarego człowieka znacznie i nie ma co tu za dużo dyskutować!&lt;br /&gt;  Tak oto, wraz z polowym łóżkiem, znalazły się na deskach gigantycznego teatru, co było samo w sobie cudowne, ponieważ inni aktorzy nawet nie dotarli. Na ich widok publiczność zamarła w druzgocących spazmach. Bo gdyby jednak nie dotarły, wciąż byłaby możliwość świętobliwego wyczekiwania i podglądania scenicznych dekoracji. Jeśli ktoś myśli, że zauważyły suflera, który dwojąc się i trojąc, zmuszony był się wszystkim ujawnić, jest w błędzie. &lt;br /&gt;   Ania stała w samym centrum jasnego reflektora i nareszcie, po raz pierwszy od czasu swego stażu wyglądała na bardzo szczęśliwą osobę. Łzy zaczęły kapać po jej policzku, a w oczach latał helikopter. Karolina natomiast miała pierwszy sceniczny przebłysk. „Jezioro Łabędzie” - to ono niosło ze sobą jakieś poczucie wielkości i aktorskiej misji, więc zaczęła biegać po scenie jak szalona. Podfruwała i niebezpiecznie wychylała się ku publiczności. Wpadła nawet między rzędy lokalnych notabli. Publiczność zaznała własnej śmierci: robak toczący ten teatr dał o sobie znać w pełni. &lt;br /&gt;  Wtedy ze sceny padły pierwsze słowa. &lt;br /&gt;           &lt;br /&gt;                                    Juuuulioooo!!!! &lt;br /&gt;                    Tu Twój Romeło!!! Czyż mnie słyszysz, duszko? &lt;br /&gt;               Od dwóch lat należą nam się wakacje, pchajmy zatem to polowe łóżko!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Dopiero transcendentny wymiar sztuki nie oszczędził nikogo! Cały teatr przemienił się bowiem w lotnisko dusz. Oburzone zmarłe heroiny powstały z grobu, dusze aktorskie, katorżnicze, lecz u trzonu mające być wolne wolne!...zaludniły scenę jak niecierpliwe mole z garderoby. Aby pomóc im wystartować, powróciły też wysłużone aktorzyny z emerytury. &lt;br /&gt;   Działo się tego dnia w Teatrze!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8562790032867563920?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8562790032867563920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/romeo-i-julja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8562790032867563920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8562790032867563920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/romeo-i-julja.html' title='ROMEŁO i JULJA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Ga3upVd0crQ/TWlK1n0liKI/AAAAAAAACIg/V2f6c94f_78/s72-c/lozko%2Bpolowe.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-3674310371231054595</id><published>2011-02-21T15:33:00.000-08:00</published><updated>2011-02-21T16:17:28.830-08:00</updated><title type='text'>TEMPLE GRANDIN (i tygrysice)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-eYNEwiSVcgk/TWL_CHQmo0I/AAAAAAAACIQ/m6xyX1-e06Q/s1600/temple-grandin-claire-danes.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 212px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-eYNEwiSVcgk/TWL_CHQmo0I/AAAAAAAACIQ/m6xyX1-e06Q/s320/temple-grandin-claire-danes.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576299700411605826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 72 minucie filmu (nie kliknęłam, nie klasnęłam by wykupić full access) czekam 30 kolejnych minut... W tym czasie brakuje mi tylko jednego w tym wspaniałym, pełnym czucia filmie - sceny dotyczącej pożądania, pożądania odpowiadającego odmienności Temple! Postanowiłam taką jedną, krótką dla niej napisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temple zasnęła w swej maszynie do przytulania. Nagle wszystkie krowy opuściły ją na dno. Temple skomentowała własną sytuacje i zrobiła to o wiele lepiej niż ludzie, którzy komentują posty na facebooku "wszystko spowodowane zostało zmianą klimatu: krowy nie żyją przecież w tropikalnym lesie; prawdopodobnie wolą prawie pastwiska i własne towarzystwo."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liany zwisały przed jej oczami. I choć lubiła je rozsuwać, nie przypominały jej ani znajomych oczu, ani obrazów, którymi jeszcze nie widziała. Wtedy pojawił się ogromny niepokój. Zza buszu dostrzegła płonące świeczki prawdziwego tygrysa. Nie była to krowa pastewna, ooooo nie, o  0 o  o o  nieeee....Było to pierwsze zwierze, które chciało się na nią rzucić. Nie zaczęła jednak uciekać, lecz wspinać się na pierwsze drzewo, które rosło w pobliżu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co to było za drzewo. Suche z mokrym mieszało się pod jej palcami i w pamięci, która z pokaźną prędkością, podobnie jak picassa, wertowała obrazy wszystkich zwilgrniałych i podpruchniałych drzew, jakie widziała. Wertowała ilustracje przedstawiające misie koala na nich; podpowiadały jej jak ma się zachować, jak stąpać by nie ułamać gałęzi, jak nacisnąć dłonią, by cała nie odpaść ze niepewnego drzewa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz tygrys nawet na chwilę nie ustawał. Opierał przednie łapy i kłapał nienasyconą paszczą w kierunku Temple. Chociaż nie, to była przecież tygrysica! Dlaczego w ogóle w tej opowieści pojawił się tygrys? To nie jej jednak, błędnie ochrzczonej "tygrysem" obawiała się dziewczyna najbardziej na świecie, lecz tej drugiej, niewidzialnej tygrysicy, która bezszelestnie skradała się po okolicy już zwąchawszy zapach aaaaa autyzmu, mnożąc się - a konkretnie dwojąc i trojąc - w grozie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-9emeHjA-jdk/TWL_brev10I/AAAAAAAACIY/UjSqBXutKrs/s1600/tygrys.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 247px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-9emeHjA-jdk/TWL_brev10I/AAAAAAAACIY/UjSqBXutKrs/s320/tygrys.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576300139631335234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jak wiele was krąży na świecie!!?" krzyknęła Temple "Wiem, że chcecie mnie pożreć!" Napięcie wprost nie do wyobrażenia motywowało ją do pięcia się i oślizgiwania, pięcia i [ok minęło 30 min. wracam do filmu] POLECAM! "Temple Grandin. Thinking in pictures" w roli Temple znakomita tu Claire Danes. Przesłanie filmy ryczy: DO IT YOUR OWN WAY!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. na drugim zdjęciu autystyczna tygrysica.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-3674310371231054595?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/3674310371231054595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/temple-grandin-i-tygrysice.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/3674310371231054595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/3674310371231054595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/temple-grandin-i-tygrysice.html' title='TEMPLE GRANDIN (i tygrysice)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-eYNEwiSVcgk/TWL_CHQmo0I/AAAAAAAACIQ/m6xyX1-e06Q/s72-c/temple-grandin-claire-danes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2551843484141235023</id><published>2011-02-18T03:36:00.000-08:00</published><updated>2011-02-18T03:39:36.580-08:00</updated><title type='text'>KATALEPSJA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-iSsopahzD7E/TV5acvdj_GI/AAAAAAAACDg/0g3rWCscquU/s1600/katalepsja.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 229px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-iSsopahzD7E/TV5acvdj_GI/AAAAAAAACDg/0g3rWCscquU/s320/katalepsja.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5574992838554549346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Okoliczności&lt;/span&gt;. Dziś w nocy po raz drugi w życiu zdarzył mi się stan katalepsji. Jednak doświadczenie to postanowiłam opisać z tego względu, że poprzedzone ono zostało wstąpieniem jakiegoś ducha bądź szamańskiej siły w moje ciało. Prawdopodobnie pełnia księżyca tworzyła ku temu sprzyjającą okoliczność. Przed zaśnięciem czytałam artykuł o wpływie Freuda i Junga na psychodynamiczne teorie dotyczące sztuki i kreatywności w ogóle. Moje „zdarzenie” miało miejsce między drugą a trzecią godziną w nocy i na długo potem pozbawiło mnie snu. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Body&lt;/span&gt;. Byłam świadomą śniącą swego ciała. Widziałam siebie z nieznacznej odległości, nieco z góry i z ukosa, leżącą na łóżku w pozycji na wznak. Obok, przy kaloryferze spał skulony w kłębek kotek. Lecz jednocześnie nie była to jedyna świadomość we mnie. Czułam, że coś, co przedstawiło się jako medium zapanowało nad moim ciałem. Była to męska energia, słyszałam nawet męski głos. Ta energia wstąpiła we mnie i urządziła sobie tam poważne trzepotanie, telepanie, przetoczyła się od głowy do stóp przez moje ciało. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;The Massage&lt;/span&gt;. Gdy byłam jednocześnie sobą i medium, komunikat dotyczący jednej osoby (nie wymienię jej nazwiska, można się domyśleć) został przepuszczony w ten sposób przez moje ciało. Był to straszliwy komunikat o wielkiej sile. Nie do końca wyartykułowany, a jednak mogłam zrozumieć, że to chodzi o śmierć.  Ale było coś więcej: było to tak silne, że miałam wrażenie, jakby ta osoba umierała właśnie w tej chwili we mnie. Moja świadomość zaczęła dochodzić do głosu, próbując wyrwać mnie z tego stanu. Próbowałam otworzyć usta, Alle nie mógł tego zrobić nawet krzyk jaki wydobywał z środka. Nie odpuszczałam. Wielokrotnie próbowałam rozkleić usta, które były chyba ustami tamtej martwej słowem „MAMA” „M-AM-A” „Ma-mA”. Moja matka na pewno tego nie usłyszała. Zresztą myślę sobie, że to nie było do niej. Aż wreszcie wydostał się pierwszy szept. Kotek dokończył mnie wybudzać ze stanu transowej katalepsji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2551843484141235023?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2551843484141235023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/katalepsja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2551843484141235023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2551843484141235023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/katalepsja.html' title='KATALEPSJA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-iSsopahzD7E/TV5acvdj_GI/AAAAAAAACDg/0g3rWCscquU/s72-c/katalepsja.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5229294786559165932</id><published>2011-02-14T03:26:00.000-08:00</published><updated>2011-02-14T03:54:16.850-08:00</updated><title type='text'>POKÓJ W TESCO</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-TL17XKPoHZM/TVkR8YLHu6I/AAAAAAAACDA/fJupiyH0rZ8/s1600/tesco.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 234px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-TL17XKPoHZM/TVkR8YLHu6I/AAAAAAAACDA/fJupiyH0rZ8/s320/tesco.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573505742826617762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugiego dnia miesiąca dostałam cynk, że pokój już się zwolnił i w każdej chwili mogłam się wprowadzać, a najlepiej jak najszybciej. Nie dostałam informacji, kto przede mną go zajmował. Kilka pozostawionych w nim rzeczy, które tego samego dnia znalazłam, nie pozwoliło mi nawet zgadnąć płci tamtej osoby. Nie były to rzeczy osobiste. &lt;br /&gt;       Pokoje do wynajęcia znajdowały się w środkowej części Tesco – były to trzy rzędy czerwonych szafek, wstawione pomiędzy artykułami spożywczymi i przemysłowymi. Będę mieć blisko i po jedzenie i po środki czyszczące, pomyślałam. Poza tym skoro mój pokój mieści się w samym centrum Tesco, zamierzam traktować Tesco jak swój dom i w swoich potrzebach ograniczać się tylko w zakresie przestrzeni wynajmowanego tu pomieszczenia, o! &lt;br /&gt;     W dniu, w którym się wprowadzałam, nie weszłam od razu do tego pokoju, lecz najpierw jedynie otworzyłam drzwiczki i rozejrzałam się po jego wnętrzu. Składało się ono z dwóch części, górnej i dolnej, przedzielonych cieniutką blaszaną półeczką. W tej dolnej prawdopodobnie mogłabym się zmieścić cała, lecz pokój był tak zagracony, że należało go posprzątać w pierwszej kolejności. Poza tym panowała w nim ciemność i tylko ostre jarzeniowe światło ze sklepu pozwalało mi rzucić okiem na pozostawione tam detergenty oraz sprzęty, których przeznaczenie rozpoznałam tylko w najogólniejszym wymiarze – że mianowicie służyły do sprzątania.&lt;br /&gt;     Nie wiem, na ile i czy w ogóle klienci Tesco byli zorientowani w sytuacji, w której poddawana  falom pracowniczego protestu korporacja wynalazła dodatkowe źródło zarabiania pieniędzy w postaci wynajmu części sprzętów gospodarczych, które odremontowane przeniesione zostały z piwnicy na sklep. Przepraszam jeśli zabrzmię naiwnie, spokojnie nazywając niektóre z nich pokojami, ale czy nie znajdujemy w budownictwie dzisiejszych czasów ślepych pokoi o wymiarach metr na dwa, tzw. box roomów? Do takich wchodzi się po to, żeby spać – wiele spraw dziś załatwić można na zewnątrz. &lt;br /&gt;     Ale w sklepie nie do końca jednak czułam się jak jedna z nich, klientów. Byłam raczej domownikiem Tesco. Wszystko, czego potrzebowałam – nowe środki do czyszczenia (bo tamte były stare i zaschnięte) oraz kilka warzyw i owoców – brałam przecież z półek i nie niosłam do kasy, żeby za nie zapłacić, tylko bezpośrednio do mojego pokoju. Tak było w przypadku „mini-cifu”, nowego produktu na rynku, który idealnie nadawał się do przechowywania w czerwonej szafce pokoju. Tak było w przypadku kostki do toalety, kolejnego produktu spełniającego jedno wyobrażenie jakim się kierowałam podekscytowana przemykając pomiędzy wypchanymi wózkami – malutki rozmiar. Kostka była ponadto tak wyprofilowana, jakby stworzona została do powierzchni obecnie przeznaczonej dla mnie, ponieważ miała specjalne cieniutkie zagięcie, które umożliwiało zaczepienie jej nie tylko na obwodzie muszli klozetowej, lecz i na krawędzi drzwiczek do mojego pokoju. Nie było w nim miejsca na osobą ubikacje, ale nie zamierzałam w związku z tym rezygnować z kostki i przewiesiłam ją po zewnętrznej stronie rzędu, co ułatwiło mi rozpoznanie mojego kąta już z daleka.&lt;br /&gt;     Myślałam, że będę mieć problem ze sprzątaczkami, ale one okazały się życiowo najmądrzejsze. O nic nie pytały, szybko też dały mi do zrozumienia, że nie zamierzają donieść zarządcy Tesco o moim sposobie urządzenia się tu. Tylko one bowiem – w przeciwieństwie do setek anonimowych ludzi którzy codziennie mijali mnie za zakupami – zauważyły, że nie jestem ani pracownicą, ani klientką sklepu. W zamian za to, że ja nie powiem o przerwach, które robiły sobie w toalecie, wykradając z czasu pracy setne sekundy, wyjaśniły mi do czego dokładnie służą sprzęty, które uznałam za pozostałości po moim współlokatorze lub współlokatorce.&lt;br /&gt;    - Wiesz, to nawet nie ta osoba…ależ skąd! To myśmy mściwe, natychmiast, gdy tylko zwolniła się ta szafka – głos sprzątaczki nabrał teraz dumnego tonu chytrego liska - włożyły tam te szczoty, jedna po drugiej, chyba z dziesięć rodzajów ich było, jeśli dobrze pamiętam… &lt;br /&gt;   - Tak, tak, ale były tam jeszcze ścierki do wycierania, nie zapominaj! – wtrąciła się następna. – Jak może zauważasz nasze wózki do dezynfekcji i mycia wyglądają na dość ciężkie. O tu – pokazała palcem na wysokości swych opuchniętych kolan – wozimy wiaderka z wodą i płynem – lecz trudu tej pracy nie umniejsza nawet specjalna wyciskarka do mopa. Do szafki włożyłyśmy też końcówki do mopa kieszeniowego i wycieraczki do podłogi z ząbkami, najnowszy wymysł na rynku. „Praca z nimi ma przypominać jazdę samochodem!” jak mówi elegancka kobieta w reklamie, która czerwonym BMW podjeżdża pod dom, w którym stary gotuje obiad.&lt;br /&gt;  - Ha! - parsknęła śmiechem - Jej praca? Czy może chodzi tu o mój samochód? Też bym chciała mieć takiego starego.&lt;br /&gt;     Skończyło się na tym, że wspólnie ustaliłiśmy nową skrytkę dla tego wszystkiego, co miało ułatwiać im życie – w szufladzie pod śmietnikiem w toalecie dla klientów. Tylko tam było jeszcze trochę wolnego miejsca, zdarzało się jednak, że niektóre klientki przez pomyłkę wrzucały tam artykuły higieniczne. &lt;br /&gt;  - No zużyte podpaski i tampony! Tak masz powiedzieć – skarciła mnie sprzątaczka.&lt;br /&gt;      Wracałam do mojego pokoju z myślą, że kiedyś wreszcie trzeba się będzie położyć spać, gdy na dziale zabawkowym zatrzymał mnie mężczyzna. Był ojcem, który wybierał prezent dla swojej córki i potrzebował rady od kobiety. Stał pomiędzy konikiem na biegunach koloru khaki i wieszakiem z całym rzędem malutkich kolorowych sukieneczek. &lt;br /&gt;     -   Czy wyglądam dobrze? - zapytał, przykładając jedną z nich do siebie. &lt;br /&gt;    Ubranko nie zakrywało nawet połowy jego torsu, a jednak muszę przyznać, że nie miałam nic do zarzucenia. Więcej nawet, odnajdywałam szczególną przyjemność i spokój w patrzeniu na tę dysproporcję, a zwłaszcza w jego spojrzeniu, które nadawało mojemu oporowi oraz wszelkiemu dystansowi, jaki mógł występować między nami z racji tego, że on wynajmował gdzieś poza Tesco, nieodparty urok: po raz pierwszy tak nieświadomie rezygnowałam z siebie na rzecz wejrzenia w życie innego człowieka.&lt;br /&gt;     - Jakby pan…wygląda pan…jakby pan miłość po raz drugi odnalazł w swoim życiu! - oparłam nieco sentencjonalnie i zaczęło mi się spieszyć do miejsca, w którym miałam ten pokój.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5229294786559165932?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5229294786559165932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/pokoj-w-tesco.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5229294786559165932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5229294786559165932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/pokoj-w-tesco.html' title='POKÓJ W TESCO'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-TL17XKPoHZM/TVkR8YLHu6I/AAAAAAAACDA/fJupiyH0rZ8/s72-c/tesco.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8002989658845710741</id><published>2011-02-06T17:21:00.000-08:00</published><updated>2011-02-07T21:07:47.473-08:00</updated><title type='text'>(ZWIASTOWANIE) WYSŁUCHANE MIOTŁY</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TVDCneiyScI/AAAAAAAACCw/rzp1LtYg1Oc/s1600/waz.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TVDCneiyScI/AAAAAAAACCw/rzp1LtYg1Oc/s320/waz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571166722526955970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TVDCUwFLnEI/AAAAAAAACCo/C3yirumVcg0/s1600/zwiast-z.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 316px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TVDCUwFLnEI/AAAAAAAACCo/C3yirumVcg0/s320/zwiast-z.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571166400817110082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokój pomiędzy splecionymi w szaleńczym tańcu był niezbyt egzotyczny jak na tę porę roku. Codziennie, w godzinie, którą łatwo było przewidzieć, zdarzały się w nim ataki prawdziwych węży! Niczym miotły bez wiedźm wpadały do celi po kilka i czyniły w niej jeszcze większe spustoszenie niż poprzednio. Z zewnątrz dało się wtedy słyszeć niebywały hałas, który zdejmował wszystko wokół paraliżującym strachem. To zatrzęsione Zwiastowanie, powtarzane z nieoswojoną regularnością, trwało zaledwie moment, dopóki się nie wyładowały, ale w tym krótkim czasie zawarta została cała historia męskiego wchodzenia na salony, jeśli w ogóle można tak powiedzieć.  Zwłaszcza jeden z węży, który był był dziewięćdziesiąt razy większy od pozostałych, a zatem potężny, którego jadu...którego jadu bały się dwie najprawdziwsze miotły jako jedyne zaludniającę tę służbówkę, przypominał artystę. Jego jad, zazdrosny pomyślisz o giętkie malarstwo podłogowe Pollocka, najpierw wiązł i drętwiał jak zły sen bez ujścia, nie w zębach, lecz w układającym się w rulon wężowym języku, rozdwojonym na krańcu, a kiedy wreszcie wypływał na drewnianą podłogę - zbierało się go każdego dnia zbyt wiele, żeby utrzymać całość w ciele - najbardziej przypominał kupę papugi - jego pseudo-toksyczne właściwości rzedły na obrzeżach plamy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu znajdujemy się na skrzyżowaniu tego Zwiastowania z jego misternym planem - postrzępioną kartką, na której długopisem, bardzo schematycznie, lecz dokładnie, wyrysowany został rozkład codziennych ataków gadów. Powierzchnia kartki stanowiła analogię do planu pokoju, o czym, należy pamiętać, wiedzieć mogły tylko dwie analfabetyczne miotły, jakby nikomu nie było już zwiastować na Ziemi, jakby ten schemat dotyczył tylko wybranych spośród wybranych. Więc drżały już wówczas i szurały o podłogę miotły, gdy mając pod sobą wyrysowane ruchy wężowych ciał w postaci licznych zygzaków, krzyżowały się wzajemnie dla otuchy zanim izbą porządnie zatelepało. Drżały, ponieważ ostre cięcia nachodziły na siebie tak gęsto, że nie sposób byłoby postawić w tej celi nogi bez narażenia się na ukąszenie. Nie było ratunku. Projekt ten, przypominający wizualne notatki dizajnera i upuszczony na podłogę, zastępował niejako dawniejsze banderole ze Zwiastowań, tyle że słowa: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Potężny i nieokielznany gad nadpełznie wkrótce i będzie miotał się po pokoju"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie cisnęły się w tym wyosobnionym przypadku na niczyje usta. Gdy partiami znajdywał się w środku, zaczynał stanowić całą jego długość, a nawet więcej, ponieważ ogon miał jak z Polski do Nowego Jorku...(przypis Barnett Newman był synem żydowskich imigrantów z Polski) Jakże liczyć można było na przyszłe spotkanie tete-a-Tate z obrazem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TVDImpdcrlI/AAAAAAAACC4/21kyyQzpd1Q/s1600/BNewmanAdam.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TVDImpdcrlI/AAAAAAAACC4/21kyyQzpd1Q/s320/BNewmanAdam.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571173305347255890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilustracje&lt;br /&gt;1.Największy waż świata&lt;br /&gt;2.Simone Martini, "Zwiastowanie" 1333&lt;br /&gt;3.Barnett Newman, "Adam" 1951-2&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8002989658845710741?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8002989658845710741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/zwiastowanie-wysuchane-mioty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8002989658845710741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8002989658845710741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/02/zwiastowanie-wysuchane-mioty.html' title='(ZWIASTOWANIE) WYSŁUCHANE MIOTŁY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TVDCneiyScI/AAAAAAAACCw/rzp1LtYg1Oc/s72-c/waz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8805812347851837485</id><published>2011-01-23T19:37:00.000-08:00</published><updated>2011-01-24T08:55:18.722-08:00</updated><title type='text'>NOGA SŁONIA (opowiadnie erotyczne)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TT0Dpt5cyHI/AAAAAAAABoY/QBpZ_0jgVEU/s1600/IMG_5736.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TT0Dpt5cyHI/AAAAAAAABoY/QBpZ_0jgVEU/s320/IMG_5736.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565608729729878130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez cały dzień Marta pilnie pracowała nad rozwiązaniem pewnej zagadki, aż w końcu spostrzegła, że przytyło jej się trochę i nadszedł czas, by pozbyć się kilku kalorii. W tym celu wybrała się do centrum miasta rzucić okiem na turystki i turystów, którzy przyjechali tu w celach innych niż ona - lecz jak jej misja równie przygodowych. Nie spodziewła się nawet, że tego dnia dozna prawdziwego olśnienia w samym środku dżungli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Kopenhadze - ...gdzie właśnie pod płaszczykiem zlecenia reportażu na temat znaczenia drewna w architekturze i urbanistyce, zajmowała się czymś zupełnie innym... - na placu przed budynkiem biblioteki publicznej stała ogromych rozmiarów rzeźba z brązu przedstawiająca słonia. Rzeźba ta postawiona została tu na życzenie porucznika Edmunda Kopplshopen w 1988 roku jako pamiątka sławnej przegranej Danii w tajemniczej bitwie pod Ohrube, jaka miała miejsce niespełna pięć lat wcześniej. Nikt nigdy nie przedstawił pełnego przebiegu wypadków, wszelka dokumentacja, która wcześniej mieściła się w kopenhaskim archiwum, kilka dni temu została z niewyjasnionych względów przeniesiona w niewiadome miejsce. Wtajemniczone osoby sugerowały willę syna niesławnego porucznika jako obecną siedzibę tych ważnych papierów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale oto był też prwawdziwy powód pobytu Pani Marty w Kopenhadze. Jej wizyta nastąpiła w wyniku ponownego zanteresowania wydarzeniami, o których mówiono oględnie, że są wstydliwe, albo nie mówiono wcale. To, co od rana zabierało jej tyle energii i jednocześnie szczególnie ekscytowało okolice jej skroni oraz żołądka, było efektem trafienia na ważny trop w sprawie zagadki Bitwy pod Ohrube. Przeglądając mikrofilmy z Głosu Kopenhaskiego (6 marzec 1984) roku trafiła na zdjęcie porucznika więzionego przez Ohrubów w wielkim dole-pułapce na słonia. Zdjęcie wykonane zostało z krawędzi grajdoła, najprawdopodobniej przez Ohruba, lub Ohrubkę - w każdym razie osobę, która przechwyciła aparat porucznika. Trzyma się on na nim kurczowo nogi słonia i robi przy tym tak osobliwą minę, jakby zachęcał osobę, która stoi przed obiektywem do pomocy mu, a nawet do dołączenia do niego. Natomiast pod zdjęciem umieszczonym pod nagłówkiem "GEORGE ZAPUŚCIŁ GAZ" płowiał już jakby lekko na pożółkłym papierze taki enigmatyczny tekst:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;  6 marca 1984 George, prezydent Republiki ZTP, wydał rozkaz zapuszczenia z awionetek trującego gazu błotnego na wioskę Ohrube, w której od tygodnia więziony jest por. Edmund Kopplshopen, dzielny wojak w przegranej nie tak dawno bitwie pod Ohrube. Do dziś trudno jest ustalić powody, dla których po sprawnej ewakuacji resztek naszych sił zbrojnych przy pomocy aliantów, porucznik wciąż znajduje się w pułapce pierwotnie zastanionej na słonia...Dlaczego biedni, ale odważni i niezwykle waleczni Ohrubowie musieli aż zgłosić się do sąsiedniego, bogatszego państwa, po tak okrutny środek jakim jest gaz błotny, żeby zmusić porucznika do opuszczenia terenu ich państwa? Czyżby Koppleshopena trzymało w dole coś jeszcze, czego nikt oprócz niego samego jeszcze nie wie...?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podniecenie, jakie wywołał w Pani Marcie ten artykuł nie ustąpiło nawet teraz, gdy ujrzawszy rzeźbę stojącego na jednej długiej nodze słonia, zaspokoiła swą ciekawość, . Przeciwnie, wzmogło się ono i nie dawało jej spokoju jak rozjątrzona pszczoła, która dla miodu zrobi wszystko. Faktura nogi była chropowata, z jednej strony rozgrzana letnim duńskim słońcem, z drugiej chłodna, a wręcz lodowata. Pani Marta krążyła wokół niej jak niesyta, dotykając to tu to tam, w rozwikłaniu zagadki zapominając nawet o ludzkim świecie, który miał jej przynieść wytchnienie od zajmowania się tą sprawą - bo doszło do tego, że nawet przed sobą zachowywała najściślejszą tajemnicę autentycznych swych zajęć, pobudek i celów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mijały chwile, a olśnienie nie przychodziło, lecz wreszcie przyszło w niespodzianym momencie, gdy pewna turystka podeszła do rzeźby, przy której spalała się bezowocnie Marta, i wyciągnęła cyfrówkę. Była to brunetka o żydowskiej urodzie, bardzo nietypowej na tle kobiet, które można było zobaczyć w Danii, ale też jej "żydowskość" sama w sobie była intrygująca. Tak rozumnego, a jednocześnie odważnego spojrzenia Pani Marta nie uświadczyła na sobie dawno. W spojrzeniu turystki świeciły się dwa prawdziwe - przysięgłaby Marta - tygrysy, trzymane w szklącej się klatce pary ciemnych oczu. I stała się rzecz następująca. Dziewczyna najpierw zapytała, czy Marta może zostać przy rzeźbie, ponieważ kolor jej bluzki pasuje do rzeźby (a mówiąc to śmiała się z własnego uzasadnienia), co Martę rozczuliło i nie mogła się oprzeć prośbie tej turystki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słoń z brązu napierał na nią teraz całym swym ciężarem. Jego zmaterializowane stąpnięcie nagle przyszpiliło obie jej ręce do siebie, oplotło je wokół wielkiej nogi. Czuła, że jej przytwierdzone do słonia ciało nie jest w tej chwili na właściwym miesjcu, że zdjęcie to pokaże i tylko ją ośmieszy...że to marzenie o locie ponad słoniem, które ją właśnie zagarniało zostanie rozpoznane i uwiecznione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem, moi drodzy, żeby nie zagadać tego ulotnego efektu końcowego innej bitwy - bezkrawej, ale jakże strategicznie trudnej - jaka przez cały czas toczyła się na łamach tej opowieści, dodam tylko, że tym razem wtrąciliśmy nasze trzy grosze do serii "Słoń a sprawa polska". Do następnego razu! Ach, kiedyż on...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8805812347851837485?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8805812347851837485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/01/noga-sonia-opowiadnie-erotyczne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8805812347851837485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8805812347851837485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/01/noga-sonia-opowiadnie-erotyczne.html' title='NOGA SŁONIA (opowiadnie erotyczne)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TT0Dpt5cyHI/AAAAAAAABoY/QBpZ_0jgVEU/s72-c/IMG_5736.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1033371102719378044</id><published>2011-01-20T22:31:00.000-08:00</published><updated>2011-01-21T14:19:54.802-08:00</updated><title type='text'>KIJ JEJ W OKO (Erotyczne opowiadanie)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TTk6609n9XI/AAAAAAAABoE/BQ3G6QcN788/s1600/z8433797M%252CCamilla.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TTk6609n9XI/AAAAAAAABoE/BQ3G6QcN788/s320/z8433797M%252CCamilla.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564543596916897138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Marta była w doskonałej formie, gdy po sześciu godzinach podróży wysiadła na dworcu głównym w Mediolanie. Otoczona kilkoma walizkami, w których streściła dobytek całego życia, ruszyła krętą ulicą św. Ruty w kierunku nowego osiedla, gdzie miała wykupione mieszkanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tak," powiedziała "cieszę się, że przeprowadzam się do Mediolanu. Nareszcie developer zadzwonił do mnie z informacją, że mogę się wprowadzać. O tym mieszkaniu marzyłam od dawna. Udało mi się je kupić za całkiem rozsądną cenę, co też jest ważne. Poza tym ta modernistyczna architektura nietypowa jak na tę dzielnicę, jak na Mediolan w ogóle!" i otarła rosę potu z czoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marta zostawiła w tle bują przeszłość, której nie dopuszczała do głosu w tym słonecznym raju. Miała za sobą wiele trwałych i przelotnych romansów z mężczyznami i kobietami, lecz właśnie to był powód, dla którego podjęła nieodwolaną decyzję tak radyklanej zmiany miesjca zamieszkania. Wolałaby stanąć na krawędzi świata, byle dalej, byle już nie wracać do osób, które przestały dla niej znaczyć, a dla których ona wciąż znaczyła wiele. Marta była bowiem specjalistką w łóżku. Potrafiła w jednej chwili przeobrazić się w gwiezdny pył i obsypać osobę, którą akurat darzyła erotycznym uwielbieniem miriadą dreszczy prosto z kosmosu; lub...lub jeśli miała do czynienia z marynarzem, prawdziwym wilkiem morskim, wystąpić jako miasto portowe, u którego brzegów konają małe rybki, wonne anchois...tak tak, ona miała to czucie, które nigdy jej nie myliło. Natomiast ostatnia jej kochanka, Agata, odcięła sobie cycki po ich rozstaniu i przysłała jej na tacy do hotelu w Acapulco. "O kurde!" przeklęła na ten widok Marta "Ta to ma dopiero tupet! I do tego czuję, że jeszcze mi za skórę zajdzie..." &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mijały minuty spaceru, a Marta czuła jak coraz bardziej oczyszcza się z dawnych historii. Zaczęła nawet medytować między myślami o tym, jak urządzi swoje nowe mieszkanie. Przestała czuć ciężar walizek, w których wiozła książki i jedwabne, ręcznie malowane kreacje. Te ostatnie kupiła tuż przed wyjazdem. Cała chciała być nowa i tylko to się liczyło. Jej ulubione powieści wkrótce staną na półkach. Duże ok(n)a w mieszkaniu z widokiem na Plazze św. Ruty i niebo pozwolą jej nabrać szerokich perspektyw, nic już nie będzie takie samo, wszystko będzie inne, ale przede wszystkim czas wziąć kilka dni urlopu od miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była już prawie na miejscu, gdy znienacka jakaś przebrana postać wyskoczyła zza krzaka i zatarasowała jej drogę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Stoj, pipko, ręce do góry!!!" krzyczy.&lt;br /&gt;"Co?" mówi Marta.&lt;br /&gt;"Ha! Ha-ha-ha..."&lt;br /&gt;"Przepraszam, nie rozumiem. Czy my się znamy?"&lt;br /&gt;"Tak, przez ciebie odleciała mi moczowa cewka! Umrę za jakieś 5 minut!"&lt;br /&gt;"To chyba jakaś pomyłka..."&lt;br /&gt;"Ależ skąd! Rok temu, przechodziłaś przez jezdnię, na skrzyżowaniu Taczaka i Ratajczaka. Miałaś czerwoną czapkę i niebieskie rękawiczki. Była godzina 15.54. Liść jesienny opadał właśnie, biłam się z myślami - podejść czy nie, zakochać się jeszcze raz, zaprosić ją na czekoladę do kakałowej republiki...czy ona jest les bi czy hetero. Chuj wie, zaryzykuję. I tak cię poznałam, zdziro jedna. Szybko przeszłaś do akcji, nie minęła godzina, a już byłyśmy w hotelu Intercontinental w Warszawie. Nie miałaś dla mnie dużo czasu. Zajęta byłaś...artystycznie...też mi coś, ja pierdolę. Przez następny rok dzień w dzień chodziłam do psychoterapeuty, cofałam się w przeszłość aż do dnia mych narodzin - czasem wolałabym, żeby w ogóle nie miały one miejsca - albo wyjąc z otchłani dzieciństwa próbowałam projektować przyszłość na nowo, wymazując dzień, w którym poznałam Ciebie."&lt;br /&gt;"Ale ale" wtrąciła Marta, której coś już jakby świtało w głowie, dlatego próbowała to coś stłumić w(y)trąceniem.&lt;br /&gt;"Nie przerywaj, suko! W końcu cię znalazłam przez google maps detector i nie wypuszczę tak łatwo. Nadszedł czas zemsty. Otóż tydzień temu zaczęłam mieć poważne problemy zdrowotne i tego już było za wiele. Jestem przekonana, że zapalenie pęcherza, którego się nabawiłam podczas pobytu nad jeziorem w Borkowie jest dalekim echem mojego spotkania z tobą. Poza tym zobacz jakie mam bąble po ugryzieniach komarów na nogach!"&lt;br /&gt;"No w życiu nie widziałam większych!" dyplomatycznie komplementem odpowiedziała Marta, szukając już możliwości wymknięcia się scenariuszowi jej losu, od którego - jak się okazywało - nie było ucieczki. Zaczęła nawet myśleć jak ofiara w najtrudniejszym położeniu.&lt;br /&gt;"Słuchaj" powiada "jesteś strasznie podrapana. Może wyliżę ci te ranki, mieszkam niedaleko, a potem każda pójdzie w swoją stronę...?"&lt;br /&gt;"O nie, co to to nie!" denerwuje się postać, która częściowo już odsłoniła swe gałgany, pokazując fragmenty seksownego przekrwionego ciałka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Marta straciła orientację. Nie wiedziała w tej chwili, czy ma do czynienia z pierwszą kochanką o buntowniczych oczach, dziesiątym przydupasem, z którym pobiła rekord Kundery - tak odnosiła się do wyczytanej gdzieś u tego autora fantazji, że największą  frajdą jest mieć kilka seksualnych uniesień dziennie z różnymi osobami - hermafrodytą o twarzy Krystal i Alexis, siostrą zakonną, którą przeleciała w Warsie, panem od wuefu, który w dzieciństwie wciąż kazał jej robić fikołki, mężczyzną, z ktorym spędziła dwa całkiem udane lata życia, bohaterą powieści Wirgini Wolf...itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Więc co?" zapytała jednak, powściągnąwszy mieszane uczucia. Bo najbardziej na świecie bała się obsesyjnych adoracji, ale też lubiła jak osobę stać było na ekstazowanie. A tu działy się obie rzeczy na raz, z przewagą neurozy zaawansowanej po obu stronach. Pani Marta poprawiła rondel słomkowego kapelusza i nachyliła się po legitymacje dziennikrską, która wypadła jej z kieszeni. Wtedy postać przykucneła, wsuwając swe kolana tuż pod jej oczy. Wyglądało to, jakby ktoś chciał kogoś zmusić do&lt;br /&gt;gestu czułości, zgody, ale to tylko chwilowy pozór. Gdy tylko Pani Marta poczuła, że się troszkę podnieciła, tamta wyjęła skądś szpilkę wielkści cienkopisu i wbiła ją jej w oko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"A to! A masz!" tamta odskoczyła nagle w konwulsjach, jakie ogarnęły całe jej ciało. Widziała teraz tylko to jedno przedziurawione, broczące krwią oko kochanki, która ją niegdyś porzuciła. Oto osiągnęła swój cel. Ale jeszcze nie do końca. Teraz musiała tylko poszukać w Mediolanie skały i rzucić się z niej w przepaść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szok chyba najlepiej określał stan Pani Marty. Czuła, że coś się stało, ale nie wiedziała dokładnie co. Ta osoba z przeszłości przytuliła jej głowę do swych kolan, &lt;br /&gt;a potem - raz po raz odtwarza przebieg wypadków - poczuła ukłucie. Miało to chyba związek z jej prawym okiem, pownieważ rozejrzała się wokół siebie i dostrzeła tylko fragmenty walizek, a w oknie jej nowego mieszkania, które widać było z tej odległości już bardzo wyraźnie, wycięta została wielka czarna dziura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko postać w podskokach zniknęła z jej horyzontu, zza rogu ulicy wyłonił się gentelmen w białym garniturze, typ italiano, i podał jej ramię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiż morał z tej erotycznej opowiastki z dreszczykiem? Jeśli myślicie, że zdołacie uwolnić się od swej przeszłości w pełni, jesteście w błędzie. Zawsze coś zostanie po byłych kochankach i zalega na dnie każdej nowej historii...Być może dlatego Pani Marta jest tak atrakcyjna dla kolejnych apsztyfikantów/tek, bo cała jej osoba, nieświadomie jak poruszana wiatrem jedwabna, malowana w smoki materia na nocne odzienie, rozsiewa posmak rozmaitych opowieści - od wzniosłych romasnów, mistycznych traktatów, po wodewile a nawet awantury...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1033371102719378044?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1033371102719378044/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/01/kij-jej-w-oko-erotyczne-opowiadanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1033371102719378044'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1033371102719378044'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/01/kij-jej-w-oko-erotyczne-opowiadanie.html' title='KIJ JEJ W OKO (Erotyczne opowiadanie)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TTk6609n9XI/AAAAAAAABoE/BQ3G6QcN788/s72-c/z8433797M%252CCamilla.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-4236023989440902941</id><published>2011-01-17T16:43:00.000-08:00</published><updated>2011-01-17T16:54:07.827-08:00</updated><title type='text'>My location</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TTTkp5ENGfI/AAAAAAAABnM/zhsGP8l-g6k/s1600/IMG_2962.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TTTkp5ENGfI/AAAAAAAABnM/zhsGP8l-g6k/s320/IMG_2962.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5563322848053631474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;See, this is my location. Everywhere is very close. That`s why I like my location. These are three highways intersecting, I-35 is that one, and this one is 183 and it goes downtown. That`s where we came from. And it`s also very quiet here. I like people do not disturb each other, everyone living in peace. I don`t like messy people. Just like I told you my location is so good. It`s close to the supermarkets, post office, see, everything is right here when you want to go somewhere. And here is Red Lobster, you said you like seafood and they specialize in seafood. One day we can go there. And it`s also very close to my house. But you must have a car, otherwise everything is very far away,,,,,,,........,,,,,,,,,,&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-4236023989440902941?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/4236023989440902941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/01/my-location.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/4236023989440902941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/4236023989440902941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/01/my-location.html' title='My location'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_jaoimSaeQq4/TTTkp5ENGfI/AAAAAAAABnM/zhsGP8l-g6k/s72-c/IMG_2962.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-280005086221559606</id><published>2011-01-12T11:06:00.000-08:00</published><updated>2011-01-12T11:08:17.015-08:00</updated><title type='text'>GŁÓD SERCA</title><content type='html'>Bankiety, uroczystości okolicznościowe i tzw. „parties” omijam szerokim łukiem, ponieważ uczucie śmiertelnej nudy, jakiego zazwyczaj można na nich doświdczyć, jest dla mnie nie do zniesienia. Trudno mi przebywać z ludźmi, którzy ze swoimi drinkami snują się po rezydencjach jak błyszczące cienie rzucone w różnych kierunkach, czasem tak dramatyczne, że sprawiające wrażenie zawieszonych na drzewie. Ten rodzaj uniesienia, a raczej desperacji, jest mi obcy. Jednak zdarzyło się niedawno, że po prostu nie mogłam odmówić – z ulicy zostałam wciągnięta na przyjęcie urodzinowe jakiejś nieznanej mi osoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była to wyjątkowo sroga zima, zaspy sięgały prawie po pachy, a wnętrze tego domu emanowało ciepłem i złotym elektrycznym światłem, które kojarzyło mi się ze słońcem, jakiego dawno nie było widać na niebie. Niewiele osób tu świętowało - rozejrzałam się - właściwie oprócz dziewczyny, która mnie zaprosiła, nie było nikogo. Jednak wystój wnętrza robił wrażenie i nie pozostawiał wątpliwości, że jest to przyjęcie urodzinowe! Wszędzie pełno było półmisków z napoczątym, smakowicie wyglądajacym jedzeniem, a na dużym stole w salonie stał jeszcze nie tknięty piętrowy tort urodzinowy. Confetti opadało z żyrandola i mebli, do ktorych przywiązane zostały kolorowe balony. Panował też ten rodzaj nieładu, który świadczył o tym, że coś dzieje się tu, jakaś energia przetacza przez przygotowane stoły i porusza wesoło dekoracjami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z początku czułam się jeszcze bardziej onieśmielona, ponieważ przyjęcie to nie przystawało do moich wyobrażeń o uprzedzeniach do imprez towarzyskich. A za oknami trwała w najlepsze śnieżna wojna. Dwie dróżyny okładały się białymi kulkami. Raz po raz kulki trafiały w szybę, lecz nikt z bawiących nie przejmował się tym, że są obserwowani. Ktoś podskakiwał, ktoś głową z rozpędu lądował w wysokim śniegu: cóż za radosne współżycie, jakież ci ludzie mieli rwanie! Chciałam zapytać, kiedy przyjdzie reszta gości, ale pytanie jakoś ugrzęzło mi w gardle i powstrzymałam się, zamiast tego kucnając do podłogi. Stąd widziałam sznureczki balonów umocowane do nóg krzeseł i stołów, jak ja umykające przed atmosferą, jaką współtworzyła pani domu, stojąc w przejściu i rozsyłałając powitalne uśmiechy na lewo i prawo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wtedy wpadł mi do głowy szalony pomysł, jak zazwyczaj się dzieje, gdy moje położenie staje się zbyt trudne. Ponieważ wiedzaiałam już, że to przyjęcie zostało zorganizowane z okazji moich urodzin - a jak zaznaczyłam na początku tej opowieści, jest coś męczącego i niezręcznego w przyjęciach - postanowiłam natychmiast ulecieć. Rozplątałam wszystkie balony i obwiązałam nimi każdą wystającą część mego ciała. Balonów naliczyłam chyba ze trzydzieści. Od dołu widziałam, że jedne z nich są mniejsze, drugie większe i prosiłam w duchu, żeby zwłaszcza te większe dały radę podnieść wagę mego entuzjazmu.  Lecz oto nadszedł i prezent urodzinowy: gdy już byłam gotowa do lotu jak śnieża kulka, wybiła szósta i balony po kolei zostały przebite szpikulcem do kruszenia lodu. Trochę świeżego powietrza dostało się do wnętrza. Nastąpił jakby Fitzgeraldowski przełom. Zostałam jeszcze trochę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-280005086221559606?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/280005086221559606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/01/god-serca.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/280005086221559606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/280005086221559606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2011/01/god-serca.html' title='GŁÓD SERCA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6681956406908171016</id><published>2010-12-29T13:35:00.000-08:00</published><updated>2010-12-29T14:01:57.721-08:00</updated><title type='text'>WIERZCH</title><content type='html'>Obszerna, prawie przemysłowa winda zwoziła ludzi na basen. Jeśli zdarzało się, że znalazły się w niej tylko dwie osoby, co miało miejsce właśnie w tym momencie, kiedy na basen zjeżdżali córka i ojciec, poczucie tonięcia w pustej przestrzeni kabiny, która na dodatek zacinała się w jeździe i trzeszczała, mogło ogarnąć natychmiast któreś z nich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyźni wodzili za nią wzrokiem nawet teraz, gdy w ich mniemaniu zaczynała się widocznie starzeć oraz tym bardziej, że nie mieli ku temu specjalnie wielu okazji. Odkąd wybrała życie na własnej, wiejskiej wysepce, jakże często dopytywali się o powody takiej decyzji. Wskazywała im przypominającym nieco krętą drogę palcem na swoją jasną, ostrzyżoną głowę i opowiadała historie o złotych łanach zboża i o kiszonych ogórkach, które kiszą się bez końca w beczce. Te łany stawały przed oczami każdemu, kto o nich od niej usłyszał i pokładały się od wiatru, gdy o nim wspominała. Dali jej nawet przezwisko: „Chagall”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z wybitnych kobiet odezwała się do niej ostanio przez facebooka. Pływaczka nie spodziewała się tak ekscytującej wiadomości. Respektowana w swoich kręgach umysłowość napisała do niej, jakkolwiek niezręcznie to brzmi, w języku angielskim...coś w stylu, że przesyła jej wielki, rozciągliwy uśmiech, czy pocałunek, już nie pamiętam. To ją poruszyło do tego stopnia, że patrząc teraz na ojca, myślała tylko o tym, jak się jej coś rwało w pamięci – substancja podobna do wody, lecz inna –czym z nikim nie chciała się dzielić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Woda przypominała ojcu błękitny pergamin. Była nieprzeźroczysta, lekko pofalowana, a jego rozpierała duma, ponieważ Pływaczka trenowała przed finałem Wielkich Zawodów w Rosji. Wzięła w nich udział raczej dla żartu i oczywiście postanowiła zwyciężyć. To jej sprawa. Rzadko przyprowadzała kogoś na próby, więcej zainteresowanych osób, przeważnie jednak mężczyzn, można było spotkać przy wąskich prostokątnych okienkach, wychodzących na zewnątrz tuż pod sufitem basenu. Lecz przypuszczenie, że przybywali tam po to, by podglądać świetny styl pływacki Chagall nie do końca jednak sugerowałoby sesns ich wyczekującej obecności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był taki jeden numerek, z którego znana była Chagall-Pływaczka. Miał on tyle wspólnego z pokręconymi drogami we wsi, na której się zaszyła, nie szukając z nikim kontaktu, co z powietrzem wielkiego miasta, do którego jeździła tylko po to, aby trenować przed zawodami. Tak przynajmniej rozpowiadano między sobą o jej śmiałym popisie. To jednak, trzeba przyznać, za bardzo przyzwoita jego recenzja. Jak często go wykonywała? Czy za każdym razem, gdy pływała? nie było już im wiadomo.  Ciekawość, a nawet  obłędna presja towarzysząca osobom przy okienkach fragmentaryzujących widok w głąb pływalni, nie ustępowała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ponieważ jeszcze nie byłem na basenie, a chcę zobaczyć!” uparł się ojciec. Był jak kółko. Potrafił toczyć się i kręcić niestrudzenie wokół jednego tematu, aż robiła się ciężka atmosfera i najłatwiej było mu ustąpić. Odkręcił zasuwę kraty od windy, po czym udał się w kierunku ograniczonej do dwóch rzędów siedzeń przestrzeni dla widowni. Co jakiś czas widział, jak Chagall wynurzała się spod wody, by zaczerpnąć powietrza. Instynkt podpowiadał mu, że to była dopiero jej rozgrzewka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wsie doprawdy mogą stać się bardziej zaludnione od miast. Zmienia się sytuacja, w której wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Ludzie stają się bardziej wybredni. Zwłaszcza w wielkich metropoliach coraz trudniej skupić się na jednej osobie i czuć pełnię zadowolenia ze spotkania z nią. Kobiety i mężczyźni stali się jeszcze bardziej zmęczeni. Szukają dla siebie ekstrawagancji, bardzo łatwo potrafią tobą wzgardzić, lub znudzić się rozmową. Z nadmiaru możliwości przestają próbować poznawać siebie nawzajem. Znużenie i pragnienie pożądania bez wzajemności, słowem, jakieś okropne lenistwo stało się przyczyną chorobliwego zainteresowania życiem pływaczki Chagall.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ ona pływała! Nigdzie nie czuła się tak u siebie jak w wodzie. Kiszone, chropowate ogórki w beczce mogłyby pozazdrościć jej samopoczucia, podobnie jak ludzie, którzy dopiero potrafią przywalić z nudów, albo w wyniku jeszcze gorszych doświadczeń,  w beczkę! Z biegiem lat Chagall nabrała w wodzie takiej wprawy, że trudno było ją dogonić wzrokiem. Gdy trzepała nogami o wodę, czuła się świeżo, znakomicie oraz do tego stopnia bezpiecznie, że tuż przed naprzeciwległymi ścianami wybijała się spod wody i wykonywała salto całkiem imponująco wysoko ponad jej taflą. W taki sposób zmieniała kierunek pływania o 180 stopni, zazwyczaj pozostając na tym samym torze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec już podniósł się z siedzenia i bił brawo. Echo klaśnięć rozbijało się o powierzchnie wody. Jego klaśnięcia były wyrazem uznania dla umiejętności córki, której w tak dobrej formie jeszcze nie widział. Nie ważne, co o niej mówili. Aż sam miał ochotę wskoczyć do basenu i potrenować jak za dawnych lat, kiedy znany był jako „Motylkowy”, a jego krągłe ramiona wywoływały chichot w dziewczęcych gardłach. Nie mógł być aż tak ślepy i nieustępliwy, żeby nie przyznać, że jego córka była rewelacyjną zawodniczką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seledynowe pasmo naprężonego do ostateczności materiału przepasającego pachwiny nieznacznie się odwinęło. Wierzch – bo po jakie inne określenie sięgnąć? – wygiętego ciała, dostępnego tuż poniżej sufitu, jawił się niewyraźnie, jako zaciemniony punkt nawet pod jaskrawym blaskiem wielkiej płaskiej lampy. Niektórym jednak udało się zobaczyć pojedyncze źdźbła ciemnych włosków wyrastających w okolicach ud Chagall. To był moment, w którym zawisła do góry nogami. W każdej sekundzie materiał mógł pęknąć. Dupa Pływaczki wypinała się do sztucznego światła.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6681956406908171016?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6681956406908171016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/12/wierzch.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6681956406908171016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6681956406908171016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/12/wierzch.html' title='WIERZCH'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2732258997182697109</id><published>2010-11-16T17:15:00.000-08:00</published><updated>2010-11-16T17:16:01.067-08:00</updated><title type='text'>Odśnie</title><content type='html'>Odśnieżam się od lekkości&lt;br /&gt;czujesz moje myśli płyną&lt;br /&gt;w palce różnych miast świata&lt;br /&gt;Odrastam od lodu w pauzach&lt;br /&gt;przygaszam te najmniejsze &lt;br /&gt;Od śnienia co ci przybywa&lt;br /&gt;ust przychylających zmroku&lt;br /&gt;I jak już lekko lekko głębiej&lt;br /&gt;i to niesprawiedliwe a fe&lt;br /&gt;odśnieżam się&lt;br /&gt;odśnieża się&lt;br /&gt;odśnież&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2732258997182697109?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2732258997182697109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/11/odsnie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2732258997182697109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2732258997182697109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/11/odsnie.html' title='Odśnie'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1089520792470402979</id><published>2010-10-29T15:50:00.000-07:00</published><updated>2010-10-29T15:52:59.092-07:00</updated><title type='text'>KAZANIE POŻEGNALNE</title><content type='html'>Moje drogie Czarne Owce,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadchodzi czas odlotu Waszej pasterki, odlotu z dymem i petardą, jak donoszą Nasze Media. &lt;br /&gt;W związku z tym kieruję do Was kilka słów pożegnania i wskazówki moralne na czas mojej nieobecności pośród wielkopolskich gleb i dalej. Przez ponad rok – powtarzam ponad rok! – poprzez pisma apostolskie XXI wieku zwracałam się do każdej z Was z osobna, nie szczędząc dobrej nowiny. Nadszedł jednak moment, w którym muszę zostawić czarne owce same i wyruszyć w poszukiwaniu nowych, lepszych lub gorszych, to się dopiero okaże, pastwisk dla nas…Zostawiam wam całkowicie wolną rękę na ten czas, chciałabym jednak wiedzieć, że nie zaprzepaścicie mego dzieła. Czy wiecie co mam na myśli? Niech każda z was zapyta siebie z osobna „Czy chcę przepierdolić opus apostolski?”. Dużo mam przy was pracy, a czas jest jeden…Poznałam wasze zwyczaje na tyle, że wiem, że się rozproszycie, każda z was złapie indywidualny wiatr w wełniane żagle. Będziecie pisać artykuły naukowe, ślęczeć nad książkami, wykonywać rozmaite prace i psuć zbudowaną wam przeze mnie reputację. Ja to rozumiem i doskonale zdaję sobie sprawę, że wybrałam was spośród najczarniejszych, kudłatych stworzeń, wobec czego nie mogę mieć pretensji. Życzę wam zatem: grzeszcie i nawracajcie się, ulegajcie pokusom i oczyszczajcie się, bądźcie żywe, byle nie żadne! A teraz oddalam się. Zostawiam WASZ pod czujnym okiem Biskupa Pawła, który będzie pilnował, żebyście chodziły domyte i inteligentne…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apostołka XXI wieku&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1089520792470402979?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1089520792470402979/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/kazanie-pozegnalne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1089520792470402979'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1089520792470402979'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/kazanie-pozegnalne.html' title='KAZANIE POŻEGNALNE'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1942574354144232182</id><published>2010-10-29T00:29:00.001-07:00</published><updated>2010-10-29T02:15:24.435-07:00</updated><title type='text'>LIST KORYNTIANKI prof. MARYLI POPRZĘCKIEJ DO APOSTOŁKI XXI WIEKU</title><content type='html'>Wskakuję na Twe kolana. A teraz będę Cię ganić. Zaskoczyło mnie bardzo to, dziecko, że uwagę uczestników Nieborowa  (edycja teksańska) odwróciłaś swoją twórczością literacką. Nie tak, nie tak miało wyglądać rozpoczęcie naszych obrad: nie należy do porządku naukowej obrady taki eksces, powtarzam. A teraz będę się kołysać na Twoich kolanach. Odpowiesz zapewne „Ależ ja tego nie planowałam, ta rola została mi niejako narzucona tuż pod sceną.” W takim wypadku rozumiem, to już zupełnie inna sprawa i pytam, kiedy przywiążą mnie do maski amerykańskiej bryki? Jak zawsze, mam worek pełen rozmaitości i pragnę dzielić się nimi, jeszcze raz wjeżdżając tu do nas przez szeroką bramę uniwersytecką. Nie autobusem, nie w towarzystwie profesorów, ach! Nie spodziewałaś się mnie na swoich kolanach, Apostołko, prawda? Wyobrażałaś sobie zapewne jakąś teksańską gwiazdę muzyki country, a tu Maryla Poprzęcka, od której dzielą cię jedynie kwiaty, wychodzi do Ciebie poza konwencję statement of research. O czym zatem będzie tegoroczna sesja? Klasa milczy, wszyscy opuścili już sale. Surowa, drewniana podłoga została. Może o krasnalach, do których ja sama należę? Schodzę z kolan. Zaraz usiądę przy ławce i napiszę wypracowanie pt.: „Jak Marylka przez przypadek wpadła w ciemny otwór w lesie”. A ty, dziecko drogie, wdziej kowbojki i osłoń kapeluszem z szerokim rondem swe jasne lico. Idź teraz, nie zwlekaj, głoś, nauczaj i nigdy nie narzekaj, bo staniesz się jak miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M.P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1942574354144232182?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1942574354144232182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/list-koryntianki-prof-maryli.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1942574354144232182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1942574354144232182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/list-koryntianki-prof-maryli.html' title='LIST KORYNTIANKI prof. MARYLI POPRZĘCKIEJ DO APOSTOŁKI XXI WIEKU'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-409831217955711590</id><published>2010-10-28T09:52:00.000-07:00</published><updated>2010-10-28T09:52:49.118-07:00</updated><title type='text'>Rozcięte oko</title><content type='html'>Do Izabeli K.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytasz, co się stało, co się dzieje. Jakaś taka jesteś znów jakbyś nie wiedziała - a przecież rozcięłaś sobie lewe oko od końca! Lewe oko, powiadam, w poprzek je rozcięłaś. Płynęłaś złotą łódką w siną dal i fala Każuala ci je rozcięła. Stało się. Szara woda tnie jak naostrzony panpen, prawdażŻ? Pencil, którego w ręce od czasu do czasu tszymaszszsz, notując. Issabello Rozprute Oko, teraz mnie nie słuchaj, muszę zadzwonić po karetkę. A znów wróżę: co do pękniętego oka, mam nadzieje, że szybko Ci je zszyją i będziesz znowu w futerku named "Cyrulik Seberyjski" mogła zasuwać motoróweczką po falach. Co do mnie, coś tak czuję, oj to unosi się jak zapach pieczeni w powietrzu, że Ty wkrótce wdziejesz właściwe futerko, w centki. Czyli moje futerko. A póki co opiekuj się dobrze panią Beatą Kozidrak, naszą cudowną artystką: troszcz, dbaj, chuchaj, dmuchaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dasein&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-409831217955711590?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/409831217955711590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/rozciete-oko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/409831217955711590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/409831217955711590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/rozciete-oko.html' title='Rozcięte oko'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-3016707497695867782</id><published>2010-10-23T15:38:00.000-07:00</published><updated>2010-10-24T02:44:11.340-07:00</updated><title type='text'>PALEC KULTURY</title><content type='html'>PALEC KULTURY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostałam Mierniczką E., lecz proszę nie sugerować się kafkowskimi bohaterami – tu chodzi o sztukę nieledwie współczesną, w której zawsze jest konkretna robota do wykonania! &lt;br /&gt;     Pracujący w Sony historyk sztuki obwieścił Warszawie przejęcie Pałacu Kultury dla naszego celu: otwieramy w całej przestrzeni Pałacu galerię „Palec Kultury”, w której będziemy handlować dziełami sztuki o jedynie słusznych gabarytach! Ja, powiadam, będę mierzyć dzieła, nasze z historykiem sztuki z Sony zarobki oraz wypłaty dla znanych i powszechnie cenionych  artystów. Założyliśmy sobie bowiem, że będziemy płacić od metra, bez wahnięć, z linijką.&lt;br /&gt;     W sprawie ustanowienia kolekcji: kontakty z Narodowym w Gdańsku, Poznaniu, Krakowie powoli są już nawiązywane; Warszawa nie chce być ani „muzeum krytycznym” ani relokować swe największe obrazy do „Palca Kultury”, rezygnuje zatem z ostatniej szansy dla siebie. Powiem tak: chcemy mieć Memlinga, „Bitwę pod Grunwaldem”, „Panoramę Racławicką” (choćby strzępy) i „Melancholię” Malczewskiego, ponieważ dzieła te doskonale spełniają stawiane sztuce przez nieubłagany, współczesny świat wymagania – są duże, naprawdę duże, a myśmy między sobą ustalili, że nie bierzemy sztuki poniżej wymiarów 3x3 metry. Jako historyczka sztuki ja wreszcie pomyślałam pragmatycznie: muszę mieć co robić przez następne lata. Moje interpretacje o metafizycznym smaku, pardon, prawie nikt nie rozumie. Byle więc dzieło nie przekraczało rozmiarów Pałacu Kultury, nakreślającego horyzont naszych możliwości wystawienniczych.&lt;br /&gt;      300 zł za metr. Dla przykładu 900 x 900 co nam daje? Otóż daje nam 810000 tys. minimalnej ceny takiego dzieła sztuki, o które nam chodzi. Z tego oczywiście ja, co zaznaczam po raz kolejny, wykrawam zapłatę dla artysty, wymierzam wynagrodzenie dla mnie i historyka sztuki z Sony, reszta idzie na rozmaite kwestie administracyjne związane z prowadzeniem naszej galerii. Zdradzę wam, że w przyszłości, gdy trochę metrów nam odjedzie, zamierzamy też założyć specjalną Fundację „Wróć”, aby wspierać Polską sztukę za granicą. W przyszłości marzy się taka nowa polska jakość, nowa całość, w której każdy metr dzieła, w którym każdy mieszczący się w tym metrze palec, palec który sam wymierzył dzieło, dotknął je, wskazał na nie, bądź przyczynił się do jego stworzenia, będą bardziej harmonijnie ze sobą egzystować, bez groteskowej rozłączności między istotą ludzką a transcendentalnością.&lt;br /&gt;      Skąd jednak wziął się pomysł, jak narodziła się idea? Otóż, przechadzając się ostatnio po Warszawie, dotkliwie odczułam rozproszenie polskiej sztuki współczesnej – nawet nie „Panoramy Racławickiej” względem „Bitwy pod Grunwaldem”, chociaż to też, lecz przede wszystkim artysty z Bródna i artystki rozdartej między Warszawą i Poznaniem, twórczyni o pięknych, wertykalnych skłonnościach! A te  bloki pomalowane a la Mondrian i Strzemiński autorstwa „natrętnych apostołów sztuki”? Jeśli się mieszkańcom nie podoba, proszę mnie ten tynk zabarwiony czym prędzej metr po metrze zedrzeć – historyk sztuki z Sony zaraz przyjedzie z transportem i tak je wykupi, że mieszkańcy osiedla przynajmniej będą mieli co jeść przez zimę. Bo jak człowiek ma co jeść, jest mu ciepło i kocha go rodzina, to mniej jest skłonny rzucać w sztukę jajkami i ma więcej dla świata otwartości. Człowiek cierpiący przepada, albo pozostaje w sferze transcendencji. Podsumowując: oni wszyscy, ten od samolotu dla Bródniarzy, ta od palmy i minaretu oraz biedna Nieznalska w ogonie powinni być i tworzyć razem, inspirować się i wspierać, patrząc i ucząc się od najlepszych, od Matejki i Malczewskiego, którzy tworzyli wielkie i pełne treści obrazy.&lt;br /&gt;        Tak więc, przy okazji ja i historyk sztuki z Sony, będziemy sobie żyć całkiem dobrze i wygodnie, ponieważ nas, historyków sztuki, nie nauczono podstaw biznesu! Ja przyrządami do pomiaru sztuki sama się ich nauczę – metrówką, linijką i kalkulatorem! A historyk sztuki z Sony już żyje ze świadomością konieczności wdrażania podstaw edukacji artystycznej polskim biznesmenom, bo im wystaje słoma z butów i na ogół nie orientują się na sztukę inną niż malarstwo Kossaka. Uwrażliwianie tych nieotrzaskanych, za bardzo moim zdaniem targujących się przedsiębiorców na duchowe walory wynikające z obecności sztuki w domu, biurze i prywatnym zbiorze pozostawiam jemu, który poznał smak korporacjonizmu. Ale i z mojej strony nie będzie zmiłuj! Jak zobaczę żonę, czy lalunię takiego, taką co to nosi perły, futro i sandały z krokodylej skóry, a na sztuce się nie zna, tylko chce zaoszczędzać, będę linijką łajać po stopach.  &lt;br /&gt;     Jak już powiedziałam i będę się tego trzymać: chodzi wyłącznie o duże, współcześnie tworzone z przeznaczeniem na metry, na zajmowanie przestrzeni, a więc skazane na Palec Kultury dzieła.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-3016707497695867782?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/3016707497695867782/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/palec-kultury.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/3016707497695867782'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/3016707497695867782'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/palec-kultury.html' title='PALEC KULTURY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5078629514140757410</id><published>2010-10-21T05:24:00.000-07:00</published><updated>2010-10-21T05:24:40.795-07:00</updated><title type='text'>dupka kotka</title><content type='html'>kotek ma małą dupkę, &lt;br /&gt;lecz myliłby się kto szalenie,&lt;br /&gt;myśląc że w tej dupce mieszkają brudki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo to co pod ogonem, którym steruje&lt;br /&gt;się mieści, jest czyściutkie, kotek&lt;br /&gt;nawet nieczęsto se popierdzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anus kotka, żeby podsumować, &lt;br /&gt;jest właściwie trochę jak anegdotka&lt;br /&gt;o Derridzie i dzwonku, który nie dzwoni,&lt;br /&gt;ponieważ nie ma środka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5078629514140757410?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5078629514140757410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/dupka-kotka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5078629514140757410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5078629514140757410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/dupka-kotka.html' title='dupka kotka'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1693964664075041547</id><published>2010-10-19T16:50:00.000-07:00</published><updated>2010-10-19T16:53:20.771-07:00</updated><title type='text'>K.</title><content type='html'>Kocham kotka jak nikogo na świecie&lt;br /&gt;Kiedy kotek się jawi czuję się bezpiecznie&lt;br /&gt;Cały czas bawię się, kotek czyści futerko&lt;br /&gt;Kiedy kotka nie ma umieram od lęku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę rozłąki z kotkiem, o nie!&lt;br /&gt;Chcę cały czas z kotkiem być, oł je!&lt;br /&gt;Czuję tu taki potencjał symbiozy&lt;br /&gt;patrzenia w oczy i metampsychozy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czumu ten kotek tak ach sprawił, że.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1693964664075041547?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1693964664075041547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/k.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1693964664075041547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1693964664075041547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/k.html' title='K.'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2751918403443976324</id><published>2010-10-16T17:44:00.000-07:00</published><updated>2010-10-16T17:44:45.596-07:00</updated><title type='text'>LIST DO DOROTY</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;br /&gt;Witam Cię, Doroto, jest godzina 02.18, czyli spoko. Miałam napisać dla Ciebie opowiadanie o tematyce fotograficznej, jednak okazało się ze zatrzymuję się na poziomie mętnej metafizyki, a każde kolejne zdanie tylko pogarsza sytuację. Nie ma, nie ma zatem opowiadania, gdyż jest na wysokości. Oto jego kawałek:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To niemożliwe! Kamienna Madonna ma wyrazistą, zwróconą frontem do dziedzińca twarz botticellianskich Madonn!” I natychmiast pomyślała o wodzie, którą niedawno udało jej się sfotografować. Właściwie nie była to woda, lecz fragment morza, nad którego taflą, na żelaznych palach unosiła się ciemna ażurowa konstrukcja. Chyba zazdroszczono jej tego zdjęcia, które sama sobie zrobiła i na którym otaczała ją woda w postaci mnóstwa prawie przeźroczystych kropel. Nieruchoma maszyneria z platformą mogła służyć do utrzymywania letniej sceny przypominającego teatr miejsca, w którym obecnie się znalazła, uciekając przed napastliwym fanem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Moja chyba kotka już mnie polubiła. Z wzajemnością. Na początku była trochę dzika i jakby nieśmiała, ale już jesteśmy przyjaciółkami od serca, sądzę…Ciekawe, co teraz robisz. Czy pijesz kolejnego drinka z Jakubczakiem i już snujesz się po stole za przekąskami, czy też może, co najbardziej prawdopodobne, jarasz Smolka pod gołym niebem i marzniesz. W takim razie spójrz, przeczytaj, co za gorący fragment!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten gatunek nie miał jednego odwłoku. Kilka kolorowych jak szklane paciorki, purpurowe i różowe, rozrzucone wokół klamki i połączone cienkimi czarnymi nitkami nóżek odwłoczków mieniło się w skąpym świetle dochodzącym z centrum wydarzeń. Czegoś takiego nie widziała jeszcze w życiu, chyba że u jubilera. Z bezpiecznego miejsca w jej łóżku żaden pająk na suficie nie wystawał aż tak poza swój kąt. Ciemna kulka odwłoku pracowała nad tkaniem sieci gęsto pokrywającej klamkę. To jej strzępy Gail zobaczyłaby w wyobraźni, gdyby tylko zdecydowała się wyciągnąć rękę. Wolała jednak pozostać na swoim miejscu, sparaliżowana, a jakżeby inaczej, gdy ktoś nieoczekiwanie położył jej dłoń na ramieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kochana, tak se siedzę, zasnąć nie mogę i myślę, że naprawdę powinnam teraz dużo czytać, jeśli cokolwiek ma z tego być. Ale wiesz, co przeczytam, to czuję, że mi z głowy ulatuje. Chyba to jest powód, dla którego od lat zajmuję się czasem. Wcielam temporalny paradygmat &lt;br /&gt;W 100 procentach, jakże więc zapisać cokolwiek mam w trwałej wiedzy, skoro posiadłam ezoteryczne prawdy???!!! NO POWIEDZ,  Ty, która nawet nie wiem co robisz całymi dniami, ale sądzę że myślisz, piszesz i ogólnie pracujesz nad kondycją swej wiedzy. No to sobie pogadałam, czas na kolejną porcję mego knotka&lt;/i&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dziedzińcu znajdowała się fontanna, która pośród przytłaczającego nadmiaru jakby występującej z ram materii, przykuła jej uwagę swą minimalną formą. Składała się z prostej czarnej rury umocowanej po przeciwnej stronie w kolumnie krużganka oraz półokrągłej kamiennej niecki, do której spływała woda. Gail chciała sfotografować tę fontannę z oddalenia, jednak wokół niej ciągle kręcili się ludzie, maczając palce w wodzie, przecinając kadr, przemykając znienacka. Gdy wreszcie uchwyciła moment, w którym turyści nie zasłaniali już interesującego ją motywu, okazało się, że na zdjęciu pojawił się nieostry profil twarzy figury Madonny, której kobieta nie zauważyła wcześniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Już wystarczy. Patrzę się w komputer i mam skwaszoną gębę, ponieważ w ogóle nie jestem z siebie zadowolona. Jestem szczęśliwa, owszem, pełna życia, ale swą pracą twórczą, dogłębnie rozczarowana. Nic mnie się nie wiąże, ja w życiu nic nie trzyma. Wkrótce już zupełnie doświadczę w pełni nieosadzenia w świecie. Wyjadę-jeśli-dotrę do Juesej, pozbęde się parszywej klatki mysiej nory na Nieszawskiej. I tak i tak, droga dziewczyno, idziesz idziesz idziesz przez ten life. Podaj namiar na ten artykuł co ci mam obfotografować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buziii&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2751918403443976324?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2751918403443976324/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/list-do-doroty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2751918403443976324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2751918403443976324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/list-do-doroty.html' title='LIST DO DOROTY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-153395213692365397</id><published>2010-10-12T10:39:00.000-07:00</published><updated>2010-10-12T15:27:36.166-07:00</updated><title type='text'>TRR-AKCJA. Dramat lesbijski</title><content type='html'>.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA 1&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CHŁOPAK i DZIEWCZYNA znajdują się po przeciwnej stronie sceny. CHŁOPAK siedzi na krześle. Częściowo zwrócony jest w stronę publiczności, częściowo ku drabinie, po której wspina się tyłem do niego odwrócona DZIEWCZYNA. Po jej stopniach wnosi ze sobą lekkie i puste w środku rzeźby. Przystaje. Próbuje ogarnąć wzrokiem jak najwięcej przestrzeni. Na każde z nich  pada punktowe światło. Reszta sceny zanurzona jest w ciemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Nigdy nie wzięłabym pod bok profesora, ani na konferencji, ani z powodu innej okoliczności. Nie włożyłabym mu też palca między żebra dla zabawy, ani z innej przyczyny. Lecz mimo to często słyszę w środku jego śmiech, jakby to już się stało. Jakby dla niego było oczywiste, że prędzej czy później będę potrzebować jego pomocy przy zejściu z drabiny. A teraz z innej beczki: chociaż trudnię się pracą naukową na uczelni, wolę latać i swobodnie dotykać przestrzeni.&lt;br /&gt;Zazwyczaj do latania używam sztucznych skrzydeł, które wykonałam łącząc kilka kolorowych latawców. Mają one specjalne zaczepy na ramiona, których długość po założeniu znacznie się zwiększa. Gdy już się odbiję od ziemi, patrzę w lewo, patrzę w prawo i widzę moje nowe ręce, które uwijają się w powietrzu, najpierw nieco niezręcznie, jedna przez drugą, a potem nabierając więcej wprawy. Moje skrzydła mogą być nawet uszkodzone, ponieważ siła tych ramion jest większa niż przypuszczałam. Skrzydła mogą być nawet skradzione, ponieważ do latania służy mi oprócz nich jeszcze kilka innych sprzętów. &lt;br /&gt;Jednak przede wszystkim muszę uważać na trolejbusową trakcję miejską. To ona, rozpięta  ponad ulicami miasta, gęsta jak rybacka sieć, stanowi dla mnie główne zagrożenie. Jej ciemne i napięte przewody, których nigdy nie dotknęłam, nie musnęłam nawet, wyglądają złowrogo. Gdy latam, czasem aż czuję na sobie ich dotkliwy ciężar. Wiem dobrze, że gdybym zahaczyła skrzydłem o pas trakcji, natychmiast bym runęła i rozbiła się o trawnik, ulicę, bądź chodnik. Ale to jest w porządku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CHŁOPAK: Dziś będę maszerował ulicami Śląską i Wielkopolską. Zwłaszcza na ich rogu, gdzie przecinają się drogi wielu przechodniów, będę przeprowadzał moją ankietę. Wezmę ciepłą kurtkę i czapkę na wypadek deszczu. Myślę, że ludzie czują przede mną respekt, a koleżanki mojej narzeczonej milką, gdy siadam z nimi przy stole. To o czymś świadczy, nie? Przede mną pracowity dzień. Jest, kurwa, tak dużo do zrobienia! Jeżeli chodzi o te ankiety, nie mam sobie nic do zarzucenia. To prawda, że pytania nie są tendencyjne, są trochę przebiegłe, ale cel uświęca środki. A czyż nie jest słusznym celem uzmysłowienie każdemu mieszkańcowi tego miasta, jak wielkim jest homofobem. No sam powiedz!&lt;br /&gt;Zanim wyjdę, muszę oczywiście wykonać kilka pielęgnacyjnych zabiegów, żeby zmylić te cioty. Muszę, między innymi, nadać blasku mej prawie łysej głowie, z której gdzieniegdzie wyrastają włosy. Muszę ponadto rozpalić czerwone lampki sekretu tych oczu [aktor wskazuje palcami na swe oczy]. Muszę wreszcie nałożyć jak dynia pomarańczową kurtkę, bo ja przecież jestem tęczowy chłopak! Ciekawe ile lesbijek i gejów nadzieje się dziś na mnie. Liczę na to, że oni będą mnie widzieć na ulicy i bać się mnie, nie wiedząc o co temu paradującemu w deszczu dziwakowi chodzi. Będą czuć respekt, bo zmylać ich będzie mój kark i moja prawie łysa głowa! Czy my, heteroseksualni mężczyźni, cokolwiek o nich wiemy, oprócz tego, że niszczą struktury polskiego społeczeństwa!&lt;br /&gt;Lubię chodzić. Lubię szybko chodzić w tę i z powrotem. W bardzo krótkim czasie potrafię przemieścić się z jednego końca ulicy na drugi. Dlatego nadaję się na posłańca ich dobrej wieści. Dlatego jestem wybrańcem, obok którego nikt spokojnie nie przemknie. Patrzę ludziom głęboko w oczy i przekazuje im tajne treści dotyczące lesbijek i gejów. Mówią nawet, że potrafię magnetyzować lesbijki nie tylko z chodników, ale i z samochodów. Czasem zwyczajnie siadam na siodełku, tyłem do pedałów. A jak mi się robi za gorąco, wkładam nogi w szklane klosze od żyrandola. Zawsze mam przy sobie specjalnie dla niech przeznaczone ankiety i na ogół wszystko jest tak jak powinno być: oni śmiertelnie lękają się mnie, omijają, nie ważą do mnie podchodzić…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA:  Ooo, rozpędzam się, wzbijam w powietrze i po raz kolejny lecę. Moje skrzydła otulają kolorowe pokrowce, ponieważ jest jesień. W każdej chwili, nawet w powietrzu mogę zmienić narzędzie i sposób latania. Wykonane z latawców skrzydła wcale nie są zobowiązujące. W dowolnym momencie, przy odrobinie uwagi mogę posłużyć się spuścizną Leonarda da Vinci. Wystarczy nabić jego stożki na dłonie – o tak – wymienić co trzeba w powietrzu i dalej lecieć. Czasem trochę opadasz, ponownie odbijasz się od ziemi podskakując trochę jak wróbel i czując ciężar swego ludzkiego ciała i dziwisz się. Ale to nic, jednak lecisz…&lt;br /&gt;Trakcja trolejbusowa znów stała się dla mnie punktem odniesienia. Mając ją nad sobą, nie raz marzyłam, aby się ponad nią wyrwać do przestrzeni. Nie każdy może latać i wierzę, że nie ja jedna…Podnoszę lewe ramię i wykonuję pętelkę, obracam się w powietrzu. Ups, prawie niechcący musnęło o fragment elektrycznej sieci.&lt;br /&gt;Ale co to krzyżuje się nade mną? Czy Michael Jackson wykonywał tędy swoje słynne kroki? Powiem tak: oczywiście są możliwości, są też luki, przez które, trzymając ręce przy ciele, ewentualnie mogłabym wzlecieć nie dotykając kabli, lecz wymagałoby to niewyobrażalnej energii i pewnej akrobacji. Ponieważ latanie potrzebuje nieustannego ruchu ramion – to bardziej gimnastyka niż cokolwiek innego – taka operacja wykonalna staje się o tyle, o ile odbiję się od podłoża wystarczająco wysoko i z należytym impetem, odpowiednio sterując lotem swego ciała, by przez druty przelecieć…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CHŁOPAK: Zastanawiam się, czy ona została ostrzeżona, że tam gdzie kończy się trakcja, czyli na dole ulicy, we własnej osobie ja będę na nią czekał. Odbiorę ją, przechwycę jak piłkę do tenisa i karzę wypełniać moją ankietę. &lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Tak, zostałam w prawdzie ostrzeżona, że tym razem, gdy tylko zlecę, może grozić mi niebezpieczeństwo. Że tym razem nie chodzi o tykanie profesora, lecz o kolesia, który może być uzbrojony w nóż. O potwora, którego nawet nie było we śnie, choć jego oczy świeciły się jak dwie czerwone lampki tabernakulum. [W konwencji wyliczanki:] Lecz on nie wie, że ja wiem i nie wie, że ja po sobie nie dam niczego poznać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA  2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz światło pada na dużą, tyłem do widzów odwróconą komodę, która reprezentuje przestrzeń hotelowego pokoju. Do tej pory była ona dla publiczności niewidoczna. W zakurzonej dykcie „pleców” komody, które stały się jej „czołem” wycięte zostały dwa otwory. W jednym z nich umocowany jest duży czerwony podsłuch (może to być np. sito pomalowane czerwoną emalią, kojarzące się z telefoniczną słuchawką megafonem, czy clitoris). W drugim otworze zainstalowana jest przemysłowa kamera wideo. Wewnątrz komody, ukryci przed oczami widzów, siedzą aktorzy wcielający się w role Podsłuchu i Monitoringu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PODSŁUCH: Czy my jesteśmy na 31. piętrze?&lt;br /&gt;MONITORING: Nie przeszkadzaj. Nie mogę się skupić. Na rogu Śląskiej i Wielkopolskiej właśnie wylądowała młoda kobieta. Weszła na pasy opatrzone światłami dla szkolnych dzieci! Czy słyszysz?&lt;br /&gt;PODSŁUCH: Słyszę tylko wulgarny męski śmiech i walenie jej kobiecego serca.&lt;br /&gt;MONITORING: Hmm…na pewno nie stać ją na pokój w Marriocie. Wygląda całkiem jak bezdomna. &lt;br /&gt;PODSŁUCH: I jest tu z nami, tu z nami na 31. piętrze hotelu Marriott. Ja też nie jestem zwolennikiem nie wiadomo jakich ubrań. Wyobraź sobie, że nie jestem nawet podsłuchem, lecz zwykłą pokojową pluskwą, kochanką kochanki głównej, czyli zwykłym alfonsem. Czy wiesz o tym?&lt;br /&gt;MONITORING: Sza…dziwko! Po drugiej stronie ulicy jakiś gość w pomarańczowym dresie zaczepia dziewczynę. Czy może to być sprzedawca lokalnej gazety? Przekażże wreszcie co tam się dzieje!&lt;br /&gt;PODSŁUCH: On pyta „Czy możesz poświęcić chwilę na wypełnienie tej ankiety?”. Przepraszam stary, powiedz mi proszę, jak ja wyglądam.&lt;br /&gt;MONITORING: Jesteś zaczerwieniony, częściowo dziurawy, ale ja nie widzę wyraźnie. Pochłonięty jestem w tej chwili. Zajęty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do komody podchodzi DZIEWCZYNA i czerwonym markerem zapisuje na jej odwrocie, pod  otworem PODSŁUCHU: „Nie wiedziałam, że właśnie tak wyglądają pokoje w hotelu Marriott”. Następnie do komody zbliża się CHŁOPAK i przykłada ucho od oka kamery, którą częściowo rozbraja, bawiąc się obwodzącym ją czarnym elementem jak klipsem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PODSŁUCH I MONITORING: Dość! Wystarczy! Bu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA i CHŁOPAK odskakują od komody i patrząc po sobie jak zbite psy, wracają na krzesło i drabinę, zamieniając się jednak miejscami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MONITORING: Widok z 31. piętra hotelu Marriott obejmuje dalszy kawałek ulicy Śląskiej. To tam, na krawężnik chłopak odciągnął dziewczynę. Tym razem ona coś do niego mówi i coś mu pokazuje przy uchu. Nie wiemy, mój drogi, czy zgodziła się na wypełnienie ankiety.&lt;br /&gt;PODSŁUCH: Zwyczajnie zagaduje go, albo odciąga jego uwagę: „Może chcesz zobaczyć moje nowe klipsy? Kupiłam je wczoraj w sklepie &lt;i&gt;Wszystko po 4 złote&lt;/i&gt;. Czy wiedziałeś, żeby raczej nie kupować niczego za 4 złote? Wszyscy moi znajomi, którzy kupili ostatnio jakąś rzecz za 4 złote, teraz narzekają. Więc kupuj za 5 i za 6, ale nie za 4. Mnie się jednak te klipsy podobają. Wyglądają jak dwa podsłuchy. Zwłaszcza te nacięcia na wierzchniej stronie.”&lt;br /&gt;MONITORING: A on za to wygląda na zaskoczonego. Czekaj. Nie daje za wygrana. Wciska jej do ręki kartkę.&lt;br /&gt;POSŁUCH: Pyta ją „Czy wierzysz w sprawiedliwość i życie muzułmańskiej kobiety?”&lt;br /&gt;MONITORING: Teraz ona jest zaskoczona, ale porusza ustami.&lt;br /&gt;PODSŁUCH: No właśnie porusza i nic więcej.&lt;br /&gt;MONITORING: On wkłada jej coś do otwartych ust, ona się grymaśnie wykręca.&lt;br /&gt;PODSŁUCH: Pyta ją „Czy rzeczywiście sierp i młot kojarzy ci się ze smakiem wegetariańskiego dania?”.&lt;br /&gt;MONITORING: Co?! &lt;br /&gt;PODSŁUCH: Ona milczy. Słyszę jej kroki. Odchodzi. Obraziła się.&lt;br /&gt;MONITORING: On idzie za nią. Ona odwraca się i zaczyna przed samym nosem…&lt;br /&gt;PODSŁUCH: …grać mu na bębnie. Ale jak! Jej dłonie raz po raz,  w szybkim tempie, walą w skórę bębna. Ta muzyka jakby krzyczała: „No wywal z siebie to, co chcesz mi powiedzieć!”&lt;br /&gt;MONITORING: Deszczyk zaczął padać. Widoczność słabnie i ściemnia się.&lt;br /&gt;PODSŁUCH: Tak, nagle wszystko milknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA 3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na sali gasną wszystkie światła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CHŁOPAK: Słyszysz?&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Co?&lt;br /&gt;CHŁOPAK: Ciszę.&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Tak, rzeczywiście panuje cisza.&lt;br /&gt;CHŁOPAK: Czy lubisz tę ciszę? Bo ja tak. Jak jest to cisza, w której jestem spokojniejszy.&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Wolę jak się coś dzieje.&lt;br /&gt;CHŁOPAK: A ja nic nie widzę…&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Bo to jest 31. piętro hotelu Marriott, głupcze. I wszystkie pokoje są zajęte. Drzwi pozamykane. Okna szczelne. Nawet wiatru nie słychać.&lt;br /&gt;CHŁOPAK: Czy wiesz zatem, po co nas tu umieszczono?&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Żebyśmy nasłuchiwali tej twojej ciszy.  W przeciwieństwie do ciebie ja chyba jednak nie nadaję się do tej roboty. Jestem po pracy, a wciąż mi w uchu brzęczy, a na dodatek słyszę głosy. Tu mamy szelest przypominający lot ptaka, a tam skwierczenie i iskrzenie na elektrycznej pędzi.&lt;br /&gt;CHLOPAK: Nadajesz się. &lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Ale ja nawet nie chcę być podsłuchem! Spróbuję teraz jedną kratką (?) wpuszczać, drugą wypuszczać. Wiesz, czasem wolałbym być podglądem.&lt;br /&gt;CHŁOPAK: I na co chciałbyś patrzeć?&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Marzy mi się widok na zatokę i dalej, na otwarte morze. Tu rośnie drzewo, które trochę szumi i karmi ptaszęta, a tam, po linii horyzontu, sunie statek i rozrzuca fale. Mimo, że daleko, chciałbym móc go obejrzeć z bliska. Chciałabym poznać dziewczynę i zabrać ją w rejs tym stateczkiem.&lt;br /&gt;CHŁOPAK: Chyba już się trochę rozpychasz...&lt;br /&gt;DZIEWCZYNA: Bo robi się ciasno.&lt;br /&gt;CHŁOPAK: Rozsuńmy się zatem jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CHŁOPAK i DZIEWCZYNA rozchodzą się na boki, popychając przed sobą odpowiednio  ze krzesło i drabinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KONIEC&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-153395213692365397?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/153395213692365397/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/trr-akcja-dramat-lesbijski.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/153395213692365397'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/153395213692365397'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/trr-akcja-dramat-lesbijski.html' title='TRR-AKCJA. Dramat lesbijski'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1699599896018897329</id><published>2010-10-09T18:18:00.000-07:00</published><updated>2010-10-09T18:18:43.775-07:00</updated><title type='text'>NOCNA POEZJA</title><content type='html'>Już koniec&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już koniec&lt;br /&gt;ale noc szykuje się&lt;br /&gt;kieruje się ku Wschodowi&lt;br /&gt;Zapalam lampiony&lt;br /&gt;Śmieje się&lt;br /&gt;Nie odpowiadam na maile&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Pani Mego Serca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdziekolwiek jesteś&lt;br /&gt;jakikolwiek nosisz rozmiar T-shirta&lt;br /&gt;posłuchaj raz co do ciebie mówię &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jest taka sprawa&lt;br /&gt;moja nowa różowa walizka dziwnie pachnie&lt;br /&gt;Chodź zobacz, powąchaj, sama oceń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeśli masz na to radę &lt;br /&gt;spraw żeby tak akurat nie pachniała!&lt;br /&gt;A teraz przejdźmy do spraw istotniejszych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo ja dla ciebie piszę wiersz&lt;br /&gt;w którym twe osiągnięcie zajmuje znaczące miejsce&lt;br /&gt;A mówiąc jaśniej:&lt;br /&gt;Wciąż udaje ci się być gdzieś, w jakimś miejscu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1699599896018897329?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1699599896018897329/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/nocna-poezja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1699599896018897329'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1699599896018897329'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/nocna-poezja.html' title='NOCNA POEZJA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6740344042660132812</id><published>2010-10-09T17:50:00.000-07:00</published><updated>2010-10-09T17:59:14.483-07:00</updated><title type='text'>ZROBIŁA COŚ STRASZNEGO...</title><content type='html'>Weszła w dialog jednym z wierszy typowanego do literackiej nagrody Nobla Adama Zagajewskiego &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Czy chcesz płakać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przechodziłem pod namiotami drzew&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i krople deszczu dosięgały mnie niekiedy,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jakby pytając:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czy chcesz cierpieć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy chcesz płakać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powietrze było wilgotne,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liście błyszczące,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zapach wiosny i nieszczęścia"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był Adam Zagajewski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja wersja:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CZY CHCESZ SIĘ DRAPAĆ&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LEŻAŁAM NA ŁÓŻKU NA WZNAK&lt;br /&gt;I ROBAK ZYGZATY USIADŁ NA MEJ PIERSI&lt;br /&gt;JAKBY PYTAJĄC&lt;br /&gt;CZY CHCESZ SIĘ DRAPAĆ?&lt;br /&gt;CZY CHCESZ...?&lt;br /&gt;ALARM WYŁ NA ZEWNĄTRZ&lt;br /&gt;ZIĄB NADCHODZIŁ&lt;br /&gt;CZERWONA PLAMA SYRENA NA MEJ PIERSI&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6740344042660132812?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6740344042660132812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/zrobia-cos-strasznego.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6740344042660132812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6740344042660132812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/zrobia-cos-strasznego.html' title='ZROBIŁA COŚ STRASZNEGO...'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1496001811333299414</id><published>2010-10-05T07:04:00.001-07:00</published><updated>2010-10-05T07:25:27.323-07:00</updated><title type='text'>KOŁYS(ANK)KA</title><content type='html'>Umie Thruman&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co jeśli poetka po obfitej nocy nie ma córy, lecz rachitycznego synka? – młoda kobieta zaczepnym tonem zapytała Annę po spotkaniu promującym jej najnowszy tomik, w którym większość wierszy została zadedykowana Umie, jej córce. Czytając tę poezję nie mogła pozbyć się wrażenia, że słowami roztacza ona złudzenie i coś innego musi kryć się za misternie utkaną przez nią, lotną rzeczywistością, czego otulona piękną wzorzystą chustą nie dopuszczała do swej erudycyjnej wyobraźni.&lt;br /&gt;- To niemożliwe! &lt;br /&gt;- A ja jestem przekonana, że pani wiersze wciąż odsyłają do odległych krain, miejsc mitycznych, w których być może jednak była pani sama... Chciałam być szczera, ponieważ wszyscy bili brawo, gdy udało się tam pani przenieść grono wielbicieli jej twórczości, jednak musi pani wiedzieć, że Uma, nawet gdyby chciała, nie mogła by tam być z panią.&lt;br /&gt;Poetka przystanęła na korytarzu. Miała niezwykle hojne spojrzenie i młoda kobieta przez moment znów poczuła się onieśmielona, gdy w jego promieniu dojrzała pobłażliwe zdumienie. Zupełnie jak dawniej, gdy wpatrzona w nią sama nie znajdywała słów uznania dla jej twórczości. Tymczasem Anna słuchała jej z niedowierzaniem, jakby dawno już uporała się z krytyką. Bo właściwie czuła, że nastał w życiu etap, w którym człowiek orbituje już poza jej zasięgiem. Nie mogła jeszcze wiedzieć, jak bardzo rzecz między nimi nie dotyczy tylko poezji.&lt;br /&gt;- &lt;i&gt;Nie można zrobić więcej ponad to, co się czuje, Umo&lt;/i&gt; – kobieta zacytowała ją. – Czy dlatego pani tak napisała, że Uma, jaką znałam wciąż jednak przekraczała własne możliwości? Gdyby pani wiedziała jak ona mnie potrafiła ukołysać…nawet nie do snu! I nie w Galilei, ani w Dolinie Mekongu, jak pani pisze, ale w chłodnej piwnicy, w porcie, do którego nie dopływa wodny skuter, w mieszkaniu, którego wciąż jeszcze nie mam, chociaż ona jest samą Umą Thruman!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Do piwnicy schodziło się od podwórka. Z jakiegoś powodu wszystkie dzieciaki wolały zabawę tam, niż na górze. Może dlatego, że nie były tu obserwowane przez rodziców. Jednak nie każdy miał tam dostęp, a dokładnie wstęp wzbroniony był dziewczynom. Mogły się one pojawić na dole jedynie na specjalnych warunkach, lub, gdy się wyglądało tak jak ja. Oni nigdy nie mieli pewności, czy jestem dziewczyną czy jednym z ich. Doskonale grałam w piłkę nożną, wspinałam się po drzewach, łaziłam po najwyższych dachach. Jednak wcale nie oznaczało to, że nie miałam własnych spraw, innych niż te, którymi po kryjomu zajmowali się oni, razem albo osobno, w splatanych sznurach piwniczych korytarzy. &lt;br /&gt;Moje życie zbyt często wybiegało do przyszłości. To, że chłopcy wpuszczali mnie do piwnicy, nie oznaczało, że nie czuli, że coś jest ze mną nie tak. Tej przyszłości mi zazdrościli, nie mogli jednak wtedy mieć jej na wyciągniecie ręki tak jak ja. A przyszłość o której mówię wydarzała się w tej samej, zatęchłej piwnicy o okratowanych drewnianych wejściach do komórek i w jej pomieszczeniu najbardziej tajemniczym, położonym na końcu korytarza, przeznaczonym na węgiel i oddzielonym od reszty żelaznymi drzwiami z kratą, przez którą można było częściowo zobaczyć jego niedostępną  przestrzeń.&lt;br /&gt;Na ołtarzu z tego węgla mieszkała moja ukochana, która mi raz pokazała pewną sztuczkę - do dziś potrafię się pochwalić. Była ode mnie starsza i smuklejsza, o czym i chłopcy musieli wiedzieć. Patrzyli po sobie za każdym razem gdy znajdywałam się pośród nich, dając mi odczuć mą wątłość, która stawała się podskórnym tematem ich myśli. Ponieważ schodziłam do piwnicy nie po to, by mieszać się w ich chłopięce sprawy, lecz aby udać się w swoją stronę, musiałam być na to przygotowana. To nie ich cierpliwość mnie ocalała, lecz przyszłość, którą moja obecność materializowała dla mnich jako zaczadzony obłok przypominający kobietę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przyszłości jednak nie będzie mojej opowieści, jeśli sama nie zadbam o jej napisanie. Potrafiłam rozmawiać z chłopcami, jak i przemawiać do poetek, w których światach nie było dla mnie miejsca. Chłopcom mówiłam „W przyszłości będziecie mieć własne tory wodne, kolorowe i mocne liny żeglarskie, które, gdy tylko zechcę, opuszczę na morze i poluzuję. Będą wam one utrudniać płynięcie. Długo będziecie szukać odpowiedniego kawałka brzegu, z którego będziecie mogli wypłynąć po towar do handlowania, po waszą białą bawełnę.” Poetce, matce mojej ukochanej, mojej pierwszej kołyski, też odpowiem, gdy porwie mi ją do własnej Ziemi Obiecanej, szerokim łukiem omijając prawdziwe życie jej pofalowanego życiorysu. Tymczasem moja opowieść również płynie dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz stało się to pomiędzy drewnianymi kratami. Zobaczyłam tam Umę, która ułożyła swe ciało na kształt litery U. Gdy powiedziałam chłopcom o tym, że widzę wśród nas bardzo wysportowaną kobietę, z nimi również coś się stało. Zgasili pety, wytężyli wzrok, stanęli jak na baczność przed kratami. Lecz wtedy Uma zawołała mnie do siebie, a im kazała odejść. Wyłamałam kratę i ułożyłam się na betonowym ołtarzu jak struna. Ona kołysała się obok, a mnie tak bardzo rozbolało mięso mojego ciała i kości, że zapytałam ją na wyrost „Kiedy znów będziemy się kołysać w Galilejskiej Kanie?”  &lt;br /&gt;Sięgnę teraz pamięcią do przeszłości. W tej piwnicy, mimo obecności chłopców, którzy widzieli tylko to, co chcieli widzieć, działy się cuda rozmnożenia i ukołysania ludzkiego mięsa. Uma, zanim bezpowrotnie dla mnie zamknięta została pomiędzy węglem za żelaznymi drzwiami a Doliną Mekonga, ledwie przylegała do ścian piwnicy i nasze ciała wspólnie rozwiązywały najtrudniejsze równania. „Kiedy znów będziemy się kołysać w Galilejskiej Kanie?”. Uma miała niezbyt mocno przymocowane do głowy włosy, za które wciąż ją chwytałam, gdy całe moje ciało przylegało do sprężystej kołyski jej rachitycznego ciała. Jej kości potrzebowały mojego mięsa, a potem w mojej pamięci tak się ono przelewało, że aż wyciągałam nogi ponad ich miarę do tego, co się wtedy działo.&lt;br /&gt;Nadszedł czas, że chłopcy zaczęli za moimi plecami rżnąć się z dziewczynami w piwnicy. Między sobą szeptali, jak to opierali je o ściany i podnosili ich uda, tworząc razem z nimi literę H. Poetka, która zabrała mi Umę, dowiedziała się już, że poznałam jej alfabet i że nigdy nie udało jej się dotrzeć do litery „U”, za to, podobnie ja, na swój sposób opisała wypełniającą ją gęstą i gorącą pustkę. Lecz gdzie jest teraz Uma Thruman, skoro nie ma jej przy mnie, obecnie tak bardzo do niej podobnej, ani przy jej przybranej matce, która na łamach poezji organizuje im wspólne wyprawy? Gdzie jest, skoro w moich myślach wciąż kołysze się…&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Wtedy młoda kobieta zdjęła ciemną perukę wykonaną z kręconych włosów, a poetka nagle zobaczyła, z kim rozmawia. Miała przed sobą wciąż jeszcze dziecko z poczochraną głową. Nieco z góry spojrzała na kameralnie oświetlony korytarz ewakuacyjny Teatru Dramatycznego, który jawił jej się teraz, jak to poetce kontemplującej mgnienia rzeczywistości, na sposób muzyczny, jako nocny akord egzotycznego hotelu, w którym kiedyś miała spędzić noc z córką, przybraną treścią jej wierszy. Lecz tak się nie stało. Jej puste ramiona zacisnęły się na piersiach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1496001811333299414?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1496001811333299414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/koysankka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1496001811333299414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1496001811333299414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/koysankka.html' title='KOŁYS(ANK)KA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2223241413353720092</id><published>2010-10-01T16:42:00.000-07:00</published><updated>2010-10-01T17:09:47.143-07:00</updated><title type='text'>SPOTKANIE</title><content type='html'>Rzadko się zdarza Czarnej Owcy pisanie dziennika, lecz dla wspomnienia, którym się za chwilę podzieli, wciąż jeszcze nie znalazła odpowiedniego literackiego ujęcia.&lt;br /&gt;Ujęcia dla jednego z takich fragmentów życia, które właściwie spajają je w całość, albo przynajmniej możemy i chcemy je tak postrzegać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znałam kiedyś wspaniałą osobę, malarkę z Gdańska, która przygotowała mnie na egzamin z historii sztuki na studia. To były zupełnie wyjątkowe spotkania przy dużym kuchennym stole; spotkania, które od samego początku wykraczały poza przekazywanie wiedzy. Ofiarowały znacznie więcej: opowieści o bogatym (duchowo) życiu, o wartościowych przyjaźniach, ciepło, mądrość i dojrzałość osoby. Za każdym razem, gdy przychodziłam na te korepetycje z historii sztuki, uczestniczyłam w czymś więcej i szybko poczułam, że tego nadmiaru moi rówieśnicy mogliby mi pozazdrościć. Przede wszystkim dlatego, że czułam się wyjątkową osobą, że mogłam się rozwijać pod specjalnymi skrzydłami. I wykluła się z niego przyjaźń, bo jak ktoś tak dużo z siebie daje, to pękasz z wdzięczności i szczęścia i czujesz, żeby z tym nadmiarem też iść do innych, w miasto, wszędzie rozprowadzać go dalej. Zaczęłyśmy spędzać ze sobą jeszcze więcej czasu. Malarka była również doskonałym towarzyszem podróży. W tym czasie tłumaczyłam opowiadanie Balzaka "Serafita", do którego ona wykonała obrazy, a w trakcie naszych wypraw, np. nad otwarte morze, powstało wiele szkiców do obrazów. Długo szłyśmy brzegiem morza rozmawiając, a potem siadałyśmy na piasku i ucztowałyśmy patrząc w morze. Piłyśmy wino, jadłyśmy bułki, pomidory i zagotowane w turystycznej menażce parówki. Pamiętam, wtedy intensywnie zaczęłam czytać opowiadania Tomasza Manna. O tych opowiadaniach rozmawiałyśmy chyba najwięcej. Ale cóż to były za wspaniałe wyprawy! Przestrzeń nieba, morza, ziemi i osoba u boku z własną, bardziej rozbudowaną i tajemniczą głębią. Jakkolwiek to górnolotnie zabrzmi, ale właśnie to razem nadawało sens istnieniu. Już kończę: przyjaźń to jest najlepsze co może nas spotkać, a przypomniałam sobie o malarce, która dziś jest daleko ode mnie, ponieważ sięgnęłam po książkę, jaką otrzymałam od niej w prezencie, gdzie na ostatniej stronie znalazła się taka dedykacja:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moją emanacją jest miłość&lt;br /&gt;Moim życiem jest miłość&lt;br /&gt;Moim dziełem jest miłość&lt;br /&gt;Jeśli nie możesz tego dostrzec&lt;br /&gt;oznacza to&lt;br /&gt;że musisz otworzyć swoje serce&lt;br /&gt;Jestem zawsze Twoim zwierciadłem&lt;br /&gt;w każdym momencie zmieniam&lt;br /&gt;wyraz twarzy - odpowiednio do twarzy,&lt;br /&gt;którą widzę.&lt;br /&gt;Ale właściwie nie widzę żadnych twarzy.&lt;br /&gt;widzę tylko serca.&lt;br /&gt;Twoja twarz jest zwierciadłem &lt;br /&gt;twojego serca. Moja twarz jest &lt;br /&gt;dla ciebie zwierciadłem abyś&lt;br /&gt;mogła widzieć swoje serce.&lt;br /&gt;Otwórz swoje serce. Powitaj&lt;br /&gt;trudności, ból oraz cierpienie&lt;br /&gt;i otwórz serce jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;Zobaczysz wówczas, że moja twarz&lt;br /&gt;jest pełna miłości&lt;br /&gt;światła i łaski - dlatego, że Twoja taką jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie trzeba być grzecznym&lt;br /&gt;nie trzeba pokutnie wlec się na klęczkach&lt;br /&gt;sto mil po pustyni.&lt;br /&gt;Wystarczy pozwolić miękkiemu zwierzęciu ciała&lt;br /&gt;kochać to, co kocha&lt;br /&gt;Opowiedz mi o swojej rozpaczy, &lt;br /&gt;a ja opowiem ci o mojej.&lt;br /&gt;Tymczasem świat nadal się kręci.&lt;br /&gt;Tymczasem słonce i czyste kamyki deszczu&lt;br /&gt;omiatają krajobrazy,&lt;br /&gt;prerie i wysokie drzewa,&lt;br /&gt;góry i rzeki,&lt;br /&gt;Tymczasem dzikie gęsi wysoko w czystym błękicie&lt;br /&gt;znów zmierzają do domu.&lt;br /&gt;Komukolwiek jesteś, niezależnie od stopnia &lt;br /&gt;swej samotności&lt;br /&gt;świat oddaje się twej wyobraźni,&lt;br /&gt;wzywa cię jak i te dzikie gęsi,&lt;br /&gt;szorstki i ekscytujący,&lt;br /&gt;wciąż i wciąż ogłaszając twe miejsce&lt;br /&gt;w rodzinie stworzeń.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2223241413353720092?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2223241413353720092/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/spotkanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2223241413353720092'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2223241413353720092'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/spotkanie.html' title='SPOTKANIE'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6547163033958600647</id><published>2010-10-01T01:26:00.001-07:00</published><updated>2010-10-01T01:26:48.286-07:00</updated><title type='text'>CHUJEK W CENTRUM ZAINTERESOWANIA</title><content type='html'>Płotki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CHUJEK W CENTRUM ZAINTERESOWANIA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Galeria Arsenał w Poznaniu: feministyczny dyskurs spacyfikowany!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30 września Br. odbyła się w Galerii Arsenał promocja nowej książki znanej krytyczki o feministycznych zainteresowaniach, Izabeli Kowalczyk. Niestety uwaga uczestników spotkania skoncentrowała się na facecie, który zaczął się lizać po chujku od razu gdy usiadł na wyznaczonym mu miejscu. Ale jak! Lizał się, jak sam powiedział, z długoletnią wprawą, werwą – padł niezidentyfikowany głos z sali – godną ojca pięciu niepłodych katolickich dzieci, sam właśnie oczekując porodu i jednocześnie garnąc się do aplauzu. Nawet nie zapytał nikogo „czy to Państwu odpowiada, czy ktoś może wolałby, żebym zajął się czymś innym?” W obliczu wzwodu feministyczny dyskurs z książki „Matki-Polki, Chłopcy i Cyborgi…Sztuka i feminizm w Polsce” stanął pod znakiem zapytania. Niektórzy patrzyli na bok, bo nagle się okazało, że jest na co. Inni nie wiedzieli, gdzie mają podziać uszy, bo wokół rozporka aż tak furczało! „Seksualne zwyczaje Papuasów to było nic w porównaniu z tym, co zaprezentował Pan dr Patataj” powiedziała Płotkom zbladła uczestniczka spotkania. „Ależ był w tym co robił zapamiętały! Aż się chciało go namoczyć w wiadrze z klejem i ścierkami! Brak słów, brak tchu” dodała jej zniesmaczona koleżanka. Cóż, pozostaje współczuć przykrej nadwrażliwości. Nieznośne musi być gadanie osoby, którą podnieca najmniejszy okruszek upuszczony przez ptaszka w locie, bo czy to jest powód, żeby molestować otoczenie? Na sali byli też tacy, którzy wcale nie zauważyli, co on tak naprawdę robi, aprobując nawet to wiercenie się dla żartu (sic), ale na koniec nawet oni podeszli z słówkiem „Nie mówi się z pełnymi ustami!”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6547163033958600647?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6547163033958600647/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/chujek-w-centrum-zainteresowania.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6547163033958600647'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6547163033958600647'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/10/chujek-w-centrum-zainteresowania.html' title='CHUJEK W CENTRUM ZAINTERESOWANIA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5650352425542067798</id><published>2010-09-29T15:34:00.000-07:00</published><updated>2010-09-29T16:20:41.593-07:00</updated><title type='text'>W KUWECIE</title><content type='html'>Wreszcie człowiek dostrzega, że w jego kuwecie nie dzieje się dobrze! Widok  ścian tego miejsca jak i rozpadający się żwirek nie zachęcają go do działań, a na dodatek on sam nie przyznaje się do tej roboty. Chciałby mieć zatem piękną, czystą kuwetę i z zazdrością patrzy na kocie łapki, które odruchowo potrafią zrobić w niej chociaż trochę porządku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały człowiek zmieścił się oto w kuwecie danej chwili! A okoliczności dla takiej izolacji były sprzyjające, ponieważ skończyło się safari, a zaczęły bombardować kasztany. Myśli o tym co na siebie włożyć gdy pada taki deszcz też go przygniatają – nie tak jak kotki, które mają  aerodynamiczne ciałka na wypadek zetknięcia z ziemskim podłożem w porze jesieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby ktoś chciał wiedzieć, kuweta to nie miasto. Chociaż nie musi tu człowiek załatwiać tysiąca różnych spraw, w jej otchłani dosięga go pilna potrzeba: że jednak, mimo wszystko pasowałoby czymś wypełnić pustą lodówkę. Mało kto jest w tym względzie w komfortowej sytuacji. Kotki z pewnością przejedzą to co wiedzą, ale zjadacz chleba? Zdany jest wyłącznie na swój pożal się doprawiony szczyptą intuicji instynkt drapieżcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Skoro nie ma czystego i wyczesanego futra, po którym można byłoby mnie głaskać i drapać, muszę przede wszystkim zadbać o swoje wnętrze, żeby w nim było mi dobrze i w miarę ciepło – rzecze ludzisko, a karcące spojrzenie kotów na panujący w kuwecie rozpierdol odbiera mu nadzieje i ośmiesza nagie blade cielsko. Trzasnęły drzwiami i tyle je widział, co mógł sobie wszystko jeszcze raz przemyśleć…jak mało czarującą jest istotą. Czasem wolałby nie wiedzieć, że może sam siebie pogłaskać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym zatem jest życie w kuwecie? O, tu dotykamy nieskończoności, która pojawia się natychmiast wraz pierwszym, najczarniejszym gówienkiem. Mogłoby być mnóstwem drobnych przyjemności, odosobnionym miejscem niemalże pielęgnacyjnych zabiegów, jak u Feaków, gdyby nie to, że to co tam przez pomyłkę wpadło na naszych oczach cierpnie i drewnieje. Cóż, środkowoeuropejskim kotkom po takim potknięciu pozostaje obszerny ogród i nawet to dla nich lepiej, inaczej gdy się ma w pamięci zbyt ciepłe i zbyt przestronne miejsce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5650352425542067798?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5650352425542067798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/09/w-kuwecie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5650352425542067798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5650352425542067798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/09/w-kuwecie.html' title='W KUWECIE'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-7825528137511711480</id><published>2010-09-22T12:13:00.000-07:00</published><updated>2010-09-27T13:16:13.130-07:00</updated><title type='text'>RYJEK</title><content type='html'>Ryjek – nowoodkryty gatunek ssaka z rzędu ryjkonosów – prawdopodobnie doznał szoku kulturowego wkrótce po tym jak trafił z afrykańskiej sawanny na polskie pole przy drodze dojazdowej do Poznania. Czuł zimno, gdy jego długi i wrażliwy organ wziewny zderzał się z czymś owalnym i twardym, trochę pomarszczonym i częściowo wystającym z ziemi. Warzywo to tak było różne od zachodzącego słońca z rodzinnych stron! Tego wielkiego i gorącego słońca, w obfitym świetle pozwalającego baraszkować pośród traw mnóstwu soczystych owadów i bezkręgowców.&lt;br /&gt;Po asfaltowej drodze do miasta szli mężczyźni w garniturach, w parach niosąc biało-czerwone kawałki materiału. Widać było na nich jakieś ptaki z żółtą obręczą przy głowie i wzniesionym ku górze dziobie. Ptaki te przypomniały mu o afrykańskich papugach w wersji super light i znów zatęsknił. Gdy zauważono Ryjka, nie było odwrotu ani ucieczki: siłą wtłoczony został w ich szeregi. „Pis, pis!” takie niezrozumiałe słowa słyszał z ust tych ludzi, a że poza mową afrykańskich plemion zetknął się był tylko z językiem angielskim, nie chcąc za bardzo od nich dostawać po piętach – niepokoiła go również przebijająca przez skandowane hasła fala dźwiękowej agresji – za każdym razem popiskiwał od siebie „…and understanding!” Nigdy jeszcze nie czuł się tak zażenowany i pożałował, że szarpnął się na tę daleką wycieczkę. &lt;br /&gt;Tam, gdzie tramwaj poznański wyrusza w miasto, dostrzegł Ryjek wysokiego młodzieńca w okularach, który mu się przedstawił jako Młody Biskup. Ten, widząc jak odosobnioną wśród partyjnych jest Ryjek przybłędą, przechwycił go z korowodu. W domu wyjął co miał najlepszego z lodówki i troskliwie marszcząc czoło zapatrzył się w delikatne rysy osobliwej twarzy gościa. Reprezentant tego gatunku, którego nie widział nigdzie przedtem, prawie niczego z biskupiego talerza nie tknął…Bezradny chłopak strzepał mu tam wreszcie z sufitu polską muchę i obcokrajowiec lekko się do niego uśmiechnął, jakby ucieszył go jej widok. Albo Ryjek naprawdę zaznał głodu, albo pochodził z arystokratycznego rodu, bo choć był od Biskupa znacznie mniejszy, tamten czuł, że ma do czynienia z jakimś wyższego rodzaju bytem.&lt;br /&gt;Pierwszy wieczór Ryjka w Polsce upłynął na rekolekcjach w prywatnym mieszkaniu. A żył tam jeden z najzdolniejszych młodych duchownych w tym ambitnym mieście. Na ścianach w powściągliwie urządzonym wnętrzu wisiało tylko wiele świętych obrazków, ukazujących półnagich, opalonych mężczyzn, którzy bliżsi wydali się Ryjkowi niż tamci panowie w garniturach.  Przynajmniej tak przypuszczał Biskup. Przypuszczając na kogo trafił nie ustawał podlewania gleby z dzbanu opowieści „A to jest św. Gerardusek z Pizy…A ten z bławatkowym spojrzeniem to św. Nynosek…A tamten na tle drzewa też był biskupem…to znaczy, został nim dopiero wtedy, gdy zszedł z drzewa, na którym mieszkał wraz z ptakami i wyssał z nosa trędowatego to, co ten kazał mu wyssać”.&lt;br /&gt;W tym czasie Apostołka XXI wieku usłyszała w radio reportaż, z którego dowiedziała się, że na terenach Poznania pojawiło się dziwne zwierzę, ni to dzik ni to ryjówka. Główne pytanie, jakie ze trzy razy padło przez głośnik „czy zwierzę to trafi do miejskiego zoo i będzie reprezentowało pretendujące od stolicy kulturalnej Europy 2016 miasto Poznań?” ubodło odzianą w chłopięcą szatę komunijną młodą kobietę i klasnęła w dłonie „O nie! Po moim trupie Ryjek stanie się kartą przetargową municypalnych rozgrywek! Czym prędzej muszę go nawrócić!” Właśnie wtedy połączyła się z Wildą, gdzie rezydował jej serdeczny przyjaciel w wierze, Biskup, i jakaż była jej radość, gdy usłyszała, że zwierzę już znajduje się w dobrych rękach. &lt;br /&gt;„Nie zgadzam się jednak, żeby mieszkał cały czas z Tobą. Chcę przyłożyć kobiecą  rękę do tej ewangelizacji.”&lt;br /&gt;„Jutro z rana wysyłam go do Ciebie tramwajem na rekolekcje.”&lt;br /&gt;Jaki most porozumienia musiał być pomiędzy nimi i jaka siła przeczucia, skoro Apostołka XXI wieku na koniec rozmowy w ostrych słowach dała Biskupowi radę „Tylko dopilnuj, żeby wsiadł do właściwego tramwaju. I niech nie pokazuje! Niech nie pokazuje zbyt wiele Biskup. Chcę mieć Ryjka-pilnego ucznia, a nie Ryjka-takiego-konsumenta-co-to-już-swoje-widział. Będę czekać na przystanku.” &lt;br /&gt;„Nie-e-e-e-e!!!” krzyknął biskup do słuchawki kwadrans po jedenastej następnego dnia, gdy okazało się, że Ryjek na rekolekcje apostolskie nie dotarł.&lt;br /&gt;„Kochana, co z Ryjkiem? Czyli, że nie wróci do mnie na obiad? Czy może być, że został przez Ciebie nie zauważony na tak niewielkiej powierzchni jaką jest przystanek? Wsadziłem go rano do szybkiego tramwaju, miał się przesiąść na Teatralnym, dałem mu na drogę obrazek ze świętym Pawłem Chong Hasaniem, moim opiekunem, i pomachał mi łapką na ...pożegnanie. Tak go pamiętam. Boję się, że ktoś go zabrał...”&lt;br /&gt;„Ufam, że tak właśnie było, Biskupie, ale musimy teraz skupić się na najboleśniejszym - RYJEK ZNIKNĄŁ. Możliwości jest wiele. Ktoś z wczorajszej inkwizycji go nam porwał i trzyma w ciemnym lochu bez promienia światła. Zwerbowali go ludzie z YOUCANDANCE i nastawią go na robienie kariery. Do głowy przychodzi mi jeszcze jedno… może postanowił wrócić do Afryki? Może to, co mieliśmy mu do zaoferowania, do ziemi go przygięło? Nawet nie miałam okazji go poznać. Mogłam nie żądać rozdzielenia Ciebie i Ryjka w dniu, w którym nawet jeszcze nie potrafił sam poruszać się po mieście. Ach!” &lt;br /&gt;I Apostołka XXI wieku zaszlochała do słuchawki.&lt;br /&gt;„Och, nie wyrzucaj sobie tego! W swej naiwności nie wierzyłem, ze ktoś może go porwać. A Ryjek tak garnął się do ludzi! Najbardziej boję się, że ktoś go porwał do programu kulinarnego - dziś widziałem auto TVNu w Poznaniu! Może go porwali i z...jedli, co zobaczymy dopiero w następny weekend! Co ja powiem jego żonie, matce i dzieciom? Na kogo wyjdę wobec podlegającej mi poznańskiej diecezji?”&lt;br /&gt;Rozłączyli się. I Biskup rozpłakał się jak dziecko.&lt;br /&gt;Ach ciemne kocie futro, zamiast jasnej, nieco kolczastej sierści. Opatrzone penerskie wąsy zamiast wrażliwego ryjka, który chłonął życie! Łapki drapiące w kuwetę zamiast raciczek posuwających pustynię! A zatem Ryjek był dziki! Ryjek był niedostępny! Ryjek przez cały czas był nieobecny w czasie i przestrzeni i to w momencie rozstrzygającym dla Polski, która na sztandary pchała wciąż te same białe gołębie! W chwili, gdy na ogół wierzącej w lepsze jutro młodzieży brakowało nadziei. Bo to już nie były te czasy, co kiedyś, gdy ludzie spotykali się ze sobą i na żywo dyskutowali ważkie kwestie, paląc pety i jedząc ukradzione z pola ziemniaki. Te ziemniaki teraz zalegały na tym polu, a we znaki dawał się nie głód, lecz boląca kość ogonowa. To były czasy, kiedy na portalach społecznościowych można było jedynie na cudzy ogon nadepnąć! Ale Ryjka nie było nawet na Facebooku. On musiał być offline.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-7825528137511711480?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/7825528137511711480/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/09/ryjek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7825528137511711480'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7825528137511711480'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/09/ryjek.html' title='RYJEK'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2123469400106009944</id><published>2010-09-17T12:40:00.001-07:00</published><updated>2010-09-17T12:41:54.345-07:00</updated><title type='text'>REKUPERACJA SAMOLOTU</title><content type='html'>Wybieram się w podróż do Hiszpanii. Samolot już czeka na mnie na lotnisku. Różne emocje i moje sprawy z przeszłości wloką się za walizką. Wkrótce wszystko będę oddawać sjeście. Rękaw to droga łącząca lotnisko z moim samolotem, który jest niezbyt duży, ale pękaty. Znajduję w nim dla siebie dość miejsca, aby przed odlotem przez owalne okienka spojrzeć po raz ostatni przez geste powietrze. Nie macie mi chyba nic do zarzucenia? Całą moją rodzinę wchłania wilgotna polska gleba, tłusty czarnoziem jak z obrazów. Drzwi już się zamknęły i startujemy. Jest ze mną kilku współpasażerów, którzy zajęli mniej wygodne siedzenia. Moje siedzenie jest rozkładane, to właściwie leżanka. Nie spodziewałam się takiej wygody na pokładzie. Być może zasłużyłam na nią po miesiącach cierpień związanych z sennymi koszmarami, w których główną rolę odgrywał startujący do ekwilibrystycznej katastrofy samolot. To są właśnie te moje sprawy, dlatego niezmiernie ucieszył mnie gładki wzlot i moje stopy, jak ciepłe korzenie oderwane z ziemi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2123469400106009944?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2123469400106009944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/09/rekuperacja-samolotu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2123469400106009944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2123469400106009944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/09/rekuperacja-samolotu.html' title='REKUPERACJA SAMOLOTU'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-494183871891078942</id><published>2010-08-29T15:58:00.000-07:00</published><updated>2010-09-13T00:28:15.102-07:00</updated><title type='text'>PRZEJĘCIE PAŁACU KULTURY</title><content type='html'>O zbiórce historyków sztuki o 3 w nocy pod Pałacem Kultury wiedzieli tylko specjalnie wyedukowani! Bardzo inteligentni ludzie z Poznania, którzy utworzyli Tajemne Zgromadzenie mające na celu przejęcie Pałacu Kultury. Władzio stanął na czele tej organizacji, bo Pałac byłby spełnieniem jego wieloletnich, radykalnych planów na polu kultury. Władzio był przede wszystkim człowiekiem niedocenionych w dzisiejszym świecie ideałów, ale w didaskaliach miał też zapisane „przejęcie okolicznych pizzerii za jednym zamachem!” Nosił powyciągane sweterki i sztubacki kaszkiet na poczochranym łebku. &lt;br /&gt;Jego dziewczyna o ksywie Wybranka św. Mikołaja też należała do tej bandy trendy inteligentów, a w realizacji odważnego posunięcia miała odegrać kluczową, lecz wcale nieoczywistą rolę. Ubrana zbyt dobrze, w orientalny płaszcz przypominający szlafrok, nieopatrzne zwracała uwagę niedobitków imprezowych sunących w okolicy Cafe Kulturalna. Jej marzeniem było zorganizowanie w Pałacu Kultury Wielkiego Intelektualistycznego Balu jeszcze z początkiem roku oraz dostosowanie poziomu umysłowego pracowników budynku do standardów współczesnej humanistyki. Rozmowy na temat akcji PPK oraz kłótnie co do przyszłego programowego kształtu instytucji toczyły się w domku tej pary nieustannie od kilku miesięcy i teraz, kiedy już uzgodnili ze sobą, że na pewno każde z nich chce tego samego z osobna, kiedy już zgarnęli z poznańskiego klubu Meskalina chętnych do realizacji dzieła, Wybranka nałożyła płaszcz o wiele za wcześnie!&lt;br /&gt;     - Nie zimno ci, tej? - zagadał przygarbiony Kotlet, który wyłonił się zza krzaka. W ustach męł końcówkę pomarańczowego Palla Malla Super Lighta. Pod osłoną nocy przypominał Hindusa żującego betel. Wcale nie czekał na odpowiedź dziewczyny. Wydawało się, że napawa się własnymi słowami, które przecedził przez wzdęte usta. Potem chrząknął po męsku, ponieważ czuł się w 100 % gotowy do działania, a każda kobieca kwestia mogłaby go z tej gotowości rozproszyć. Znakiem rozproszenia była u Kotleta maksymalna koncentracja uwagi na tematach naukowych, precyzyjne formułowanie pytań, trafna riposta, dowodzenie, kto tu ma racje. Lecz wielogodzinny pobyt w Meskalinie sprawił, że nareszcie był w miarę zrelaksowany i skłonny poświęcić się innej sprawie niż stan badań dotyczący ikonografii Himalajów w perspektywie najnowszych teorii na temat tych gór. Był najstarszy w grupie, lecz to nie z tego powodu otrzymał swe przezwisko. Wszystkie adoratorki, które brały go zbyt serio i którym złamał serce na pół mu je nadały! Ale te same osoby na każde jego skinienie mogły znów obwieszczać go w ciszy dziewczęcych pokojów ideałem mężczyzny. Fiksowały na jego punkcie, a on czaił się przy książkach.&lt;br /&gt;      - Dzieeeeeń dobry!&lt;br /&gt;      Afrodyta? Żona Niemieckiego Dyplomaty? Trzeba jej pozwolić, aby nie rozstrzygała, który alias pasuje do niej bardziej o poranku. W każdym razie nikt nie miał wątpliwości do kogo ten donośny głos należy. Była uważna. Miała aspiracje. Dopiero co wróciła ze stypendium naukowego w Nowym Jorku. W Pałacu Kultury zamierzała stworzyć sobie idealne warunki wypadowe dla podoju uczonego świata Europy Środkowej, Wschodniej a także szeroko pojętego Zachodu, na temat którego miała swoje zdanie. Lecz jeśli Władzo nie przewiduje parcelacji Pałacu? To ona swej bietki do dyskursu jego przejęcia nie przyłoży! Szkoda czasu na wątki nie perspektywiczne dla własnej wizji nauki, myślała zataczając hermeneutyczne koło wokół jednego pytania. Niemniej chyba przewiduje skoro podkreślił jej doskonałe zdolności organizacyjne oraz w ogóle wartą odnotowania szczególność. &lt;br /&gt;     Tuż za tą pannicą balowym krokiem zjawiła się AKP, lecz chyba nikt jeszcze nie wie co ten skrót oznacza… Tak, lapidarna ksywa musi dotyczyć prawdziwej kobiety, która żadnej pracy się nie boi i w każdej chwili skłonna jest sama rozwiązać zagadkę własnego istnienia w społeczeństwie. I tym właśnie się zajmowała przez cały czas AKP oraz tym samym w obecnych okolicznościach. Była w TZ Pierwszą Deszyfrystką. Miała za zadanie łamać najtrudniejsze kody komunikacyjne, piny wejściowe, ale także obezwładniać strażników, przechytrzać system skomplikowanych alarmów tkwiących w ludzkich umysłach płci męskiej.&lt;br /&gt;      Wreszcie była z nimi Drwal, dziewczyna w luźnych portkach, z siekierą w dłoni – lesba, która nie mogła dłużej skrywać swej orientacji seksualnej pod wiórkami drewna i między warstwami elektronicznej celulozy. Nie wiadomo zarówno jak się ona wśród nich znalazła jak i po chuj się znalazła tam, pod Pałacem Kultury i właśnie dlatego białe iskry leciały z jej oczu. Miała bowiem zrąbać dotychczasowy Pałac Kultury jako falliczny symbol władzy i przemocy względem nieba, które było raczej zmienną kobietą, a czasem płynną jak deszczowa chmura lesbijką To ona będzie zatem rżnąć stołeczne axis mundi i nic już nie stanie na przeszkodzie, aby obsadzić kochającymi inaczej nowy intelektualny gmach. To oni będą wyznaczać właściwe trendy w nauce, wskazywać wyzwania, które warto podjąć, a które odpuścić. Taki był jej sen głęboki, a do swych przyjaciół z lasu miała największe zaufanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas przywalić siekierą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt tego nie przewidział, ale Bal u Senatora trwał w najlepsze. Na tym etapie kilka dodatkowych osób, które wmieszało się w tłum, nie wzbudziło podejrzeń. Na widok Wybranki Św. Mikołaja zgodnie okrzyknięto nawet „A co to za poważana osoba!” I nasz Władzio się niepokoił, obmyślał plan B. Już widział jak ustawionymi przy ścianie kariatydami wali po głowach notabli, którzy głosili nieświeże poglądy. On nigdy w życiu by do nich nie przystał. W tak młodym wieku dobrze już wiedział z kim się chce zadawać i chwała mu za to. Dlatego wtrącał się we wszystkie kurtuazyjne rozmowy, w jakie wdawali się uczestnicy TZ i bezczelnie je ucinał. Nie interesowało go poznawanie wroga. &lt;br /&gt;Tymczasem wszystko działo się wedle nieoczekiwanego scenariusza. Gdy Żona Niemieckiego Dyplomaty wreszcie znalazła wolny stolik, zajęła przy nim miejsce. Trochę zakręciło jej się w głowie i musiała przemyśleć strategię, a jako że na stole stały jej ulubione bezmięsne zakąski, wspomogła umysł zastrzykiem energii. W tej akurat chwili Kotlet nie widział dogodnej sposobności dla przeprowadzenia podboju Pałacu Kultury i przyglądał się układom tanecznym par na parkiecie. AKP poznała kilku wyfraczonych panów przy barze, lecz gdy oni z tęsknym spojrzeniem zaczęli do niej mówić o szynusi, serdelku, boczuniu, natychmiast przypomniała sobie, po co tu przyszła. Dała znak Drwalowi, Drwal dał cynk Kotletowi, Kotlet szturchnął Władzia, Władziu szepnął do ucha Wybrance, a ta zatkała usta bekającej w kącie humusem Afrodycie. A co za durni ludzie ich otaczali! Figuranci, którzy nie mieli o niczym pojęcia, tylko tkwili w dogodnych dla siebie okolicznościach dziejowych, mieli w posiadaniu Pałac Kultury! Osoby niezbyt otwarte mentalnie, o wąskim spojrzeniu na świat, a więc groźne, w starciu dające ból głowy i złe samopoczucie jeździły winda na 30 piętro i korzystali do woli z tarasu widokowego. To z nimi należało się rozprawić w pierwszej kolejności, a nie z majestatyczną budowlą i to szybko – zanim TZ zda sobie sprawę, jak wewnętrznie skonfliktowaną grupą sami mogliby się stać po jej przejęciu.&lt;br /&gt;No to się podziało! Drwalowi nie pasowało, że jakiś facet zapytał, co trzyma w ręce. Czuć było od niego mięsem i ziemniakami. Kazała mu się zamknąć. Kotlet nie oponował, po raz pierwszy po prostu bez zastrzeżeń chwycił gościa od tyłu za ręce, aby Drwal mogła przelecieć mu siekierą po nosie. Władzio przestał tłumaczyć sąsiadce sens bezcennych rzeźb na piedestale, tylko chwycił za jedną i zdzielił nią ją po głowie.&lt;br /&gt; - Nie ma jak brąz! - okrzyknął zadowolony z siebie.&lt;br /&gt;  - Co ja mówiłam?! - Wybranka św. Mikołaja zadała pytanie, na które nikt z jej przypadkowych znajomych nie potrafił odpowiedzieć. - Cisza! - oświeciła ich i wszyscy przestali bez ładu kłapać przy niej dziobami. Rozsunęła poły płaszcza i oczom zebranych ukazała się wielka naukowa piczka, co ostatecznie pozbawiło wszystkich wątpliwości, że mają do czynienia z przejęciem Pałacu Kultury. Afrodyta, Żona Dyplomaty dostała dziwnej czkawki. Odbijało jej się Heideggerem i Derridą. Majaczyła niezrozumiałe frazy napotykanym gościom Senatora, którzy gorzko pożałowali, że zaprosili tę piękną kobietę, która ich kompromitowała. Kotlet spojrzał łaskawym okiem na AKP, która nie miała ochoty na prelekcje do siebie, więc zaczęła publikować niecenzuralne komentarze pod adresem ludzi, co do których miała mieszane uczucia. Miejsca, w których bywała ta intelektualistka, ludzie, o których się w swoim życiu otarła, nauczyli ją jak dymać prawdę w twarz! Jak dymać, żeby przypadkiem nie wydymać siebie. Jak dymać, żeby…no dobrze, potencjał kreatywności AKP nie zna granic. Dwanaście razy przeszła dookoła Pałacu zanim się zorientowała, że jednak mówi do siebie. Kotlet przez chwilę perorował jeszcze o ostrzu intelektu, ale bez przekonania. Coraz bardziej stawał się bowiem mocnym zapaśnikiem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Pizzeria Józek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słońce już było wysoko na zboczonym niebie Warszawy, gdy Władziu prowadził ich przez Plac Defilad. Tu w okolicy znał taką pizzerię, Giuseppe chyba się nazywała. Drwal wlokła siekierę po ziemi jak własną kość. Nie chciała wracać do Poznania. Kosmici już czekali na nią, jak niegdyś na Fallon w szczerej prerii. AKP wciąż krążyła wokół Pałacu. Afro…szła błędnym krokiem, wciąż jak pomiędzy stolikami kila godzin temu. Wybranka postanowiła nie obnażać swojej prawdziwej natury aż do momentu, w którym dostanie pizzę. Na północy był Gdańsk, na południu był Kraków, na Wschodzie Białystok, a na Zachodzie…żydowska gmina. TZ byli kompletnie spłukani i chyba to przede wszystkim ich łączyło poza pasją do historii sztuki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-494183871891078942?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/494183871891078942/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/przejecie-paacu-kultury.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/494183871891078942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/494183871891078942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/przejecie-paacu-kultury.html' title='PRZEJĘCIE PAŁACU KULTURY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5262083188366972108</id><published>2010-08-28T06:24:00.001-07:00</published><updated>2010-08-28T06:31:53.021-07:00</updated><title type='text'>BATMANKA</title><content type='html'>Kiedy pojawiła się druga kotka, od razu pochłonęła moją uwagę. Fado czuwała przy wyglądającym na wyczerpane zwierzęciu jak strażniczka, a pieszczoty, które zostały jej odebrane i które spływały na przybłędę traktowała z wyższością, na jaką stać tylko koty. Patrzyłyśmy na siebie porozumiewawczo, próbując ustalić jakim sposobem znalazła się w mieszkaniu na ostatnim piętrze kamienicy i szybko przypuszczenie jakoby przywędrowała z dachu okazało się raczej mylne.&lt;br /&gt;Była wątła. Spod czarnego futerka przezierał biały kołnierzyk, a od ciemnej podłogi odróżniała ją przybrudzona biel łapek. Trochę podkarmiona, wkrótce zaczęła stawać pierwsze kroki. Dawała diablo więcej przyjemności niż zwykły widok małego zwierzaka, jednak niepokoił jej brak apetytu. Była neurotyczna i wydawała się mniejsza niż podzielony na pół melon, który stał na stole w kuchni. Właśnie w momencie, w którym zamierzałam go poćwiartować, kotka nagle zerwała się ze swego legowiska, popędziła przez pokój i rzuciła się z balkonu. Zdążyłam zobaczyć obracające się w powietrzu małe ciałko i modliłam się, żeby tak było z kotem, jak się o nim mówi w przysłowiu. Lecz gdy tylko upadła na trawnik, natychmiast podniosła się z niego i jeszcze prędzej wbiegła po pionowej ścianie domu z powrotem. &lt;br /&gt;To zdarzenie sprawiło, że dałam jej na imię Batmanka. Lecz proszę, wyobraźcie sobie, jak bardzo była poturbowana i zdezorientowana. Serce żal ściskał i odwracałam wzrok, ponieważ nie mogłam znieść widoku nie trzymającej się na łapkach dzieciny. Nawet Fado, mimo że wciąż otaczała chorą opieką, zaostrzyła wobec niej dystans. Najrozsądniej byłoby oczywiście pójść z Batmanką do lekarza, ale gdy tylko próbowałam ją podnieść, zaczynała miauczeć tak okrutnie i głośno jak nie potrafiłby żaden kot przy zdrowych zmysłach. Zrozumiałam, że tu chodzi o kocią duszę.&lt;br /&gt;W oknach zamontowałam siatki, czego wcześniej nie musiałam robić. Gdy stan Batmanki znów nieco się polepszył, kupiłam smycz i zaczęłam z nią wychodzić na zewnątrz. Bardzo spodobała się starszym panom z okolicy, którzy całymi dniami przesiadywali na ławce, pili piwka i rżnęli w karty. Lubili głaskać jej małą czarną główkę, którą porównywali do kuli bilardowej. Mnożyła im się ona w oczach, a mnie dzieliła na dwie części. Nie mogłam jej odciągnąć od tego towarzystwa, dlatego przestałam wyprowadzać na dwór. Jeszcze bardziej straciła apetyt.&lt;br /&gt;Aż pewnego wieczoru sama do mnie przyszła. Wskoczyła na kanapę i zmusiła do przyjęcia wygodnej dla siebie pozycji. Miałam tę kotkę w misce obu dłoni. Pod cienką warstwą futerka i skóry dały się wyczuć drobne, pogruchotane miejscami kości.  Całe jej wnętrze pod palcami wyczułam jako bardzo niepewne. Położyłam ją sobie na kolanach i głaskałam delikatnie pod szyją, gdyż było to jedyne miejsce, które nie sprawiało jej bólu. Po godzinie mruczenia sama zeskoczyła i udała się na swoje legowisko. Fado położyła się przy niej. Rano nie było już z nami Batmanki.&lt;br /&gt;„A ty co? – powiedziałam do mojej dobrej przyjaciółki, która siedziała na parapecie –Co się tak patrzysz? Gdzie jest twoja myszka do zabawy?”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5262083188366972108?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5262083188366972108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/batmanka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5262083188366972108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5262083188366972108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/batmanka.html' title='BATMANKA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-951806839405822558</id><published>2010-08-15T08:45:00.001-07:00</published><updated>2010-08-15T08:46:31.792-07:00</updated><title type='text'>LALKA</title><content type='html'>Dla Magdaleny Moskalewicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzedawczyni najlepszych ciastek w mieście od wielu lat pracowała za małym okienkiem. Jednak od jakiegoś czasu jej praca nie przypominała już ani układania słodkich wypieków na wielkich tacach ani pakowania ich do firmowych torebek. Właśnie z tego powodu znacząco zmniejszała się liczba klientów tej ciastkarni. Obecne zajęcia ekspedientki jednym kojarzyły się niestosownie, inni w jej dziwnym zachowaniu dostrzegali pojedynczy gest jak gdyby wydawania reszty. Lecz skoro nie było w dłoniach kobiety żadnej widocznej reszty, stwierdzili po prostu, że przelewała z pustego w próżne. Niestety ciastkarnia bankrutowała.&lt;br /&gt;Do okienka podeszła przejezdna i - mimo gorliwego zaabsorbowania sprzedawczyni jak gdyby namiętną plotką - poprosiła o pączka &lt;br /&gt;- Czy nie widać, że lada z pączkami jest pusta? - odparła jej.&lt;br /&gt;-  Przeciwnie, widać, że zostało na niej jeszcze kilka pączków.&lt;br /&gt;Wtedy coś pękło w tej ekspedientce, której sprzeciwiono się po raz pierwszy.&lt;br /&gt;- Dzielę, dzielę i jeszcze raz dzielę! – rozłożyła ręce, które delikatnie gładziły powietrze. – Czy pani wie, co ja tak dzielę? Wszystko to moja robota. Obok pani stała przed chwilą kobieta, z którą rozmawiałam, ale mniejsza o to, ponieważ została przesunięta łokciem. Teraz muszę obsłużyć, a jak zwykle nie mam na to czasu. Ja wiem, że pragnienie słodyczy jest w ludziach przeogromne i nawet jak nie widzą ciasteczka, to im się wydaje, że ono gdzieś tu jest. Być może, ale mnie od lat kręci się w głowie, a od tego bezproduktywnego gorąca race lecą z dupy. Bo co mam powiedzieć? Piece, cholera, pracują od nocy do rana: nic z tego nie wynika. Skąd w takim razie zapach? Ano nie wiem. Leży tu kilka starych drożdżówek, lecz ja już o nic nie dbam. Czy mam nadal przesuwać pączka z jednego skraju tacy na drugi? Potem będą mnie sobie przypominać jako tę, której gest się urwał i która nie miała dla siebie właściwego zajęcia. Osy poleciały dziś na bankiet, ale to wyjątek. Na ogół lata tu ich taka chmara, że nie sposób przejść pomiędzy nimi. A to swoją droga ciekawe, jak im na tym bankiecie, prawda? Czy już je wpuszczono? Czy trafiły na bufet szwedzki, czy też ktoś zorganizował osoby stół specjalnie dla nich? Martwię się…Pączka pani chciała, tak? Proszę bardzo. Jeden jest oblany lukrem, drugi obsypany pudrem.&lt;br /&gt;I podała przejezdnej niezborny kawałek ciastoliny, który przypominał lalkę voodoo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-951806839405822558?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/951806839405822558/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/lalka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/951806839405822558'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/951806839405822558'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/lalka.html' title='LALKA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2976985998722770500</id><published>2010-08-09T16:23:00.000-07:00</published><updated>2010-08-09T16:28:50.971-07:00</updated><title type='text'>IKEA ZAMKNIĘTA</title><content type='html'>A bo mi się przydarzyła taka historia. Cała Ikea została zamknięta. Ale najpierw mama mnie zostawiła w chińskich piłeczkach i znad talerza patrzyła jak się bawię. A potem za godzinę, gdy Ikea została zamknięta, znaleziono mnie w toalecie z ogoloną głową, na którą naciągnęli kolorową czapeczkę. Chcieli ze mnie zrobić chłopca. Pomyliłam rączki. Ikea została zamknięta!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2976985998722770500?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2976985998722770500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/ikea-zamknieta.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2976985998722770500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2976985998722770500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/ikea-zamknieta.html' title='IKEA ZAMKNIĘTA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8145547297020835560</id><published>2010-08-09T07:57:00.000-07:00</published><updated>2010-08-09T07:57:29.632-07:00</updated><title type='text'>CZARNA OWCA APOSTOŁKI ODKRYWA W SOBIE ZDOLNOŚCI JASNOWIDZENIA</title><content type='html'>Nie wiem gdzie jestem. Dym ulatuje znad klawiatury. Widzę Dużo twarzy lgnących do okna. Pani Mionio, proszę zdjąć nakładki z moich hantli. Zawężyłam się. Proszę podpłynąć tu tyłem. Cierpiałam na bezsenność. Proszę włożyć mi źdźbło trawy. Czuję jakieś dziwne feng shuuui. Zostawiłam otwarte drzwi do łazienki, żeby kotki mogły swobodnie przechodzić. Interesujący jest tylko świat poza mną. Wybieram się w podróż. Poznaję wielu ciekawych ludzi. Moje wyobrażenia się spełniają. Jej wyobrażenia zostają zaspokojone. Pułapy i papaja. Bazylia z ogródka. Sam prosiak. Skorpion mnie zaspokaja. Wybieram się w podróż. Zaniemówiłam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8145547297020835560?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8145547297020835560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/czarna-owca-apostoki-odkrywa-w-sobie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8145547297020835560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8145547297020835560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/czarna-owca-apostoki-odkrywa-w-sobie.html' title='CZARNA OWCA APOSTOŁKI ODKRYWA W SOBIE ZDOLNOŚCI JASNOWIDZENIA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-7043661320802635261</id><published>2010-08-03T02:08:00.001-07:00</published><updated>2010-08-04T14:00:27.485-07:00</updated><title type='text'>Serwis „ NAPISZ HISTORIĘ IWONY” na blogu Czarnej Owcy Apostołki:</title><content type='html'>17 lipca br. w Jelitkowie zaginęła Iwona W.. Dziewczyna wracała pieszo z Sopotu do domu w Jelitkowie. Wcześniej pokłóciła się ze znajomymi. W poszukiwania zaangażowana została policja sopocka i gdańska. Wynajęty został również prywatny detektyw oraz jasnowidz. Ostatnie chwile, kiedy widziano Iwonę żywą, pochodzą z zarejestrowanej monitoringiem taśmy. Jest godzina 4.12, Iwona idzie boso aleją, za nią podąża mężczyzna w rozpiętej koszuli, z przerzuconym przez ramię białym ręcznikiem. Rozgląda się.  Niedawno odnaleziono biały spermiogenezy ręcznik oraz   &lt;br /&gt;pijanego mężczyznę. Jest przesłuchiwany. To nie ten. Media nagłaśniają sprawę Iwony. Wiele osób zastanawia się, co mogło się z nią stać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczegóły zaginięcia Iwony http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,8188925,Zaginiecie_Iwony__Odtwarzamy_minute_po_minucie.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W związku z tym Czarna Owca otwiera &lt;b&gt;serwis „NAPISZ HISTORIĘ IWONY”&lt;/b&gt;. Wymagane jest twórcze potraktowanie tematu, a jedynym ograniczeniem jest treść nie przekraczająca objętości 1 strony dokumentu wordowskiego. Najciekawsze nadesłane historie zostaną opublikowane na blogu „Czarna Owca Apostołki”. Historie ślijcie na adres Apostolka21w@gmail.com, z odpowiednim dopiskiem w tytule.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;Jest 3. HISTORIA IWONY, autorstwa Kiciusia.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ale tu dziewczyna do mnie przyszła!&lt;br /&gt;Może pójdzie koleżanka ze mną na jedno piwo? Wypijemy tu zaraz po drugiej stronie parku, pośmiejemy się, chodź. Chodź. Widzę u ciebie ładne nogi, wszystko siedzi tam gdzie bym chciał. Wyłoniłem się z jeziora, jestem chłopakiem z głębokich wód. Brzydzę się martwotą nadmorskiego piasku dlatego, że jest sproszkowaną skałą. Tym ręcznikiem nie wytrzymałbym wycierać słonej wody. To co. Wypijemy gazowane, potem zanurzymy się z gazem w ustach po czoła w buzującą wodę. Ty jesteś młoda dziewczyna i nie potrzebujesz nic mówić, zdaj się na atmosferę, bo ze mną tu jesteś. Wydobędę z ciebie dziewczyno zielony rdzeń zbity ze szmaragdowych języków. Ugniemy nogi i przytrzymamy się pod wodą za gumki od majtek, oprę ci ręce na biodrach, nie mam złych zamiarów. Zmyjemy niejadalny brokat z twoich ramion. Ujdzie nam to wszystko, bo jesteś zła na swojego chłopaka. Już widzę wyraziście co tu się będzie działo, choć mam trochę wypite. Jesteś dość głupia zaraz z tobą skończę."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy już &lt;b&gt;zapowiedź historii 2&lt;/b&gt;, autorstwa Jagny Szymaniak. Oto ona: &lt;br /&gt;"Dziewczyny usiądźmy pod chodnikiem. postukamy głowa w chodnik od środka i będziemy straszyć ludzi."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Historia 1 pt.: "4.13". Autorka: Czarna Owca Apostołki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;4.13&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„godz. 4.12 Iwona mija wejście na plażę nr 63 w Jelitkowie. Jest już jasno, w alejce jest sporo osób. Do domu ma dwa kilometry, ok. 20-30 minut drogi.” Gazeta&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja historia Iwony zaczyna się minutę później, kiedy dziewczyna znika z pola widzenia kamer Straży Miejskiej w Gdańsku oraz jest poza zasięgiem sieci komórkowej, ponieważ rozładowuje się jej telefon. Właśnie wtedy stała się pierwsza rzecz rozstrzygająca o jej zaginięciu dla rodziny, przyjaciół, znajomych, policji i zainteresowanych śledzących sprawę w mediach. Iwona straciła możliwość porozumiewania się w języku polskim oraz angielskim, który znała dość dobrze!  Nie  koniec jednak na tym. Rzeczywiście, szedł za nią facet, który ją bełkotliwie zaczepił, ale ona spojrzała na niego w taki sam sposób, jak patrzyła na otaczające ją morze, las sosnowy i alejkę, którą szła. Niepokój budziło w niej raczej to, że widziała świat odmieniony, prawie wcale jej nieznany i nie mogła nic z tego widzenia wysłowić, zupełnie jakby ją coś wtłoczyło jeszcze głębiej w nią samą i tam trzymało bez możliwości nawiązania kontaktu z własną przeszłością. Patrzyła więc na mężczyznę, który ją zaczepił z takim samym niezrozumieniem jak postrzegała wydarzenia sprzed godziny, kiedy w niedobrym nastroju odłączyła się od swoich znajomych: to oni odłączyli się od niej, a ten facet nie mógł jej nic zrobić! Jeszcze przez moment próbowała przypomnieć sobie jakieś słowa, jakiekolwiek, ale nic z tego. Świat, w którym się znalazła był zbyt  wielki, aby z miejsca go ogarnąć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-7043661320802635261?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/7043661320802635261/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/serwis-napisz-historie-iwony-na-blogu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7043661320802635261'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7043661320802635261'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/08/serwis-napisz-historie-iwony-na-blogu.html' title='Serwis „ NAPISZ HISTORIĘ IWONY” na blogu Czarnej Owcy Apostołki:'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-4960359339238802994</id><published>2010-07-30T04:58:00.000-07:00</published><updated>2010-07-30T05:44:49.022-07:00</updated><title type='text'>IN LOVE WITH MADONNA</title><content type='html'>Chyba nikt dokładnie nie wiedział, kto właściwie miał tego wieczoru wystąpić przed publicznością. Koncert miał się odbyć w kameralnej sali ze sceną zbudowaną na kształt barokowej loży. Ciężka purpurowa kurtyna nadal szczelnie zasłaniała wnękę, gdy wszystkie miejsca – zaledwie dwa rzędy rozciągające się przez całą długość sceny – były już pozajmowane. Przyszli starzy i młodzi, kobiety i dzieci. Niektórzy zapomnieli o szatni, ponieważ rozpłaszczyli się na oparciach krzeseł, inni robili wokół siebie sporo hałasu. Ze swego miejsca w pierwszym rzędzie po prawej stronie sceny kątem oka zauważyłam, że to bardzo mieszane towarzystwo zaczynało się niecierpliwić. Pojawiły się pierwsze brawa.&lt;br /&gt;Nie wiem czy byłam jedyną osobą, która nie miała pojęcia, że na scenie pojawi się sama Madonna. Cóż za nietypowy koncert się rozpoczął! Ubrana w seledynowy kostium o syrenim kroju piosenkarka stała na scenie i trzymała w dłoni czarny mikrofon. Pierwszy raz widziałam ją na żywo i do tego z tak bliska. Fale rozpuszczonych blond włosów otaczały twarz, której cielesność była niemalże na wyciągnięcie ręki. Pierwszej piosenki – była to chyba jakaś ballada - wysłuchałam na wstrzymanym oddechu, nadal nie mogąc uwierzyć, że widzę tę roztańczoną Madonnę z wielkich aren koncertowych, tę ledwie widoczną Madonnę z telebimów, skąd wywierała na mnie zgoła inne wrażenie niż teraz. Trzon jej mikrofonu obciągnięty został czarną skórą.&lt;br /&gt;Jestem fanką Madonny. Nie słucham jej muzyki codziennie. Znajduję dla niej odpowiedni czas i miejsce. Te popowe utwory są dobrze wyreżyserowaną rozrywką. Lubię robić sobie „przerwy z Madonną”, tzn. przebierać się i tańczyć do jej teledysków. Aż do tego wieczoru wczesna Madonna, ta szmaciara u początku drogi do wielkiej kariery w show biznesie, bardziej mi się podobała niż obecna Lady Madonna. W jej współczesnych występach brakuje tego CZEGOŚ!, dawnego, powiedzmy, naturalizmu, który zastąpił wykalkulowany perfekcjonizm i gimnastyka. I tak jest kurwa królową! Nie raz też łapałam się na tym, że za wizerunkiem piosenkarki próbowałam jednak doszukać się „żywej” osoby. Czasem oglądałam fragmenty jej koncertów z YouTubie pod kątem pęknięć w scenariuszu, potknięć w choreografii, zbliżeń na twarz ikony podczas gdy nawiązuje ona  kontakt z publicznością. &lt;br /&gt;Tymczasem publiczność klaskała tej Madonnie, która na niespodzianym koncercie śpiewała swe przeboje bez zespołu, tancerzy i szumnej oprawy. Nawet bez gitary, która zwykła towarzyszyć jej przy tak skromnej formule występu! Co mogło ją skłonić do tego, żeby w ogóle wystąpić w ten sposób i aż tak zbliżyć się do „zwykłych” ludzi? Jednak moje zdumienie osiągnęło apogeum, gdy mniej więcej w połowie koncertu zeszła z czarnego podium na drewniany parkiet i znalazła się o kilka kroków ode mnie. Stała się rzecz niebywała. Głos Madonny oddzielił się od głosu puszczonej z playbacku piosenki „Mother and Father” i słyszałam go prawie równolegle do tego zremasterowanego. W ten wydobywający się z jej gardła, lekko wyprzedzający muzykę, czasem wkradały się fałszywe nuty. Nie było też wątpliwości, że Madonna śpiewa tę piosenkę dla mnie! &lt;br /&gt;Poczułam się uszczęśliwiona, lecz ten stan dla reszty przybyłych na koncert niepokojąco się przeciągał. Czułam to, choć nie mogłam oderwać oczu od Madonny. Pewnie gapili się to na nią, to na pustą scenę, nie mogąc pojąć tego, co się stało. Bo nie tylko tę jedną piosenkę zaśpiewała dla mnie. Po chwili już nawet nie było słychać playbacku. Reszta koncertu przebiegała a capella, a zdezorientowana publiczność zaczęła się rozchodzić. &lt;br /&gt;Wtedy Madonna zajęła miejsce tuż obok mnie. Zdawałam sobie sprawę, że śpiewała słowa mniej lub bardziej banalne, teksty, które dobrze znałam, a jednak w tamtej chwili nie mogłam śpiewać razem z nią. Słowa brzmiały w moich uszach niezrozumiale obco i podniecająco. Po chwili nie byłam w stanie rozróżnić, o czym ona właściwie do mnie śpiewa.&lt;br /&gt;Ile mitów na temat kultowej piosenkarki stało się nieaktualnych. Każdy kto uważa, że Madonna jest żylasta, zwyczajnie myli się! Z jej dekoltu wyłaniały się dwie ćwiartki lekko opadających cycków, a na jednym z nich widać było czerwony pypeć. Nie mogłam się powstrzymać przed rozchyleniem jej dekoltu. Część dłoni przeciągnęłam po gładkim materiale kostiumu, natomiast palce sunęły wgłąb po skórze, która była nieco pomarszczona w dotyku. Rozchyliłam dekolt i dostrzegłam, że skóra na piersi Madonny zagina się i wiotczeje w okolicy pachy. &lt;br /&gt;Było mi nie do wysłowienia dobrze. Pożądałam Madonny, która usiadła na moich kolanach, śpiewając mi do ucha, każdą komórką ciała i powstrzymywałam się, żeby w zamian nie usiąść na jej ustach. Zatkać je serdecznym uśmiechem. Ponad miarę pragnęłam tego, co aktualnie działo się ze mną.&lt;br /&gt;Zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się, że gwiazda musi wracać do Nowego Jorku.&lt;br /&gt;- Czy nie mogłabyś zostać jeszcze chwilę? Tak przekonująco fałszujesz. Uwielbiam cię.&lt;br /&gt;- Skarbie, muszę lecieć dalej w trasę. Będę tęsknic za tobą. Przylecisz do mnie do Nowego Jorku. Jesteśmy od siebie oddalone o jakieś dwadzieścia trzy godziny.&lt;br /&gt;- Co? Jakie dwadzieścia trzy godziny? Ja lecę do Nowego Jorku jedenaście godzin! Ja już wsiadam w samolot i lecę! Wyskakuję w powietrzu i popycham go w twoją stronę!&lt;br /&gt;- A ja dwadzieścia trzy godziny.&lt;br /&gt;Rzekła to spokojnym tonem, stąd nie chcąc jeszcze bardziej się przed nią obnażyć, nieznacznie zmieniłam temat.&lt;br /&gt;- Czy to jest bezpośredni lot, czy może lądujesz nad oceanem na pyszne śniadania, obiady i kolacje z szampanem?&lt;br /&gt;- Kotku, tyle trwa bezpośredni lot z Polski do Nowego Jorku. Poczekam na ciebie te dwadzieścia trzy godziny. Jestem zakochana. Nie spodziewałam się tego po sobie, ponieważ od dawna żyję na walizkach. &lt;br /&gt;- Szczerze mówiąc ja też się tego nie spodziewałam. Przed dzisiejszym wieczorem angażowałam w odbiór twojej osoby tylko część człowieka – rozumiesz? - lecz gdy podeszłaś, została poruszona całość. Nie wiem jak to się stało. Wyrwałam se Madonnę. Zdobyłam Himalaje. Gdybyś wiedziała, z jak różnych światów jesteśmy...&lt;br /&gt;Madonna pocałowała.&lt;br /&gt;- Będę dla ciebie śpiewać bez playbacku. A teraz muszę lecieć na samolot.&lt;br /&gt;Odkąd odleciała, jestem w drodze. Gdziekolwiek bym nie była, jestem o krok bliżej Madonny. Ona pierwsza przełamała dystans między bożyszczem mas i doktorantką-niczyim bożyszczem, a teraz ja – czy to na klatce schodowej, w windzie, na wieży, na zasranym przez psy chodniku – doświadczam uczucia zakochania. &lt;br /&gt;Niedawno przydarzyła mi się naprawdę śmieszna i urocza historia. Znalazłam się u kolegi w domu. Zapytałam czy ma balkon, ponieważ chcę wyjść na papierosa.&lt;br /&gt;- Słuchaj, zazwyczaj nie mam balkonu, ale wygospodaruję go dla ciebie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-4960359339238802994?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/4960359339238802994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/07/in-love-with-madonna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/4960359339238802994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/4960359339238802994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/07/in-love-with-madonna.html' title='IN LOVE WITH MADONNA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8807488270907172853</id><published>2010-07-16T06:50:00.001-07:00</published><updated>2010-07-16T07:22:04.930-07:00</updated><title type='text'>PORA OBIADU</title><content type='html'>Gdy z Zamku wyszło dwoje młodych ludzi, na zewnątrz panowało tak nieprzyzwoite światło, że można było zwątpić w całe to letnie popołudnie, które przeznaczyli na sprawy wyższe! Mógł to być wschód, jak i zachód słońca, kulminacyjna jakaś między-pora. Ona i on, z zapałem wciąż pozbawionym erudycyjnych fraz współczesnych magazynów o sztuce, rozmawiali o wystawie, którą właśnie widzieli w Zamku i być może sami, z jakiegoś powodu i na własny sposób jednak dochodząc do wniosków płynących z lektury niektórych z nich, ozłacali kunsztownymi i pełnymi blasku słowami parkowe towarzystwo. &lt;br /&gt;-Czy ty widziałeś ten żółty obraz z żółtymi zaciekami? Jest rewelacyjny!&lt;br /&gt;- Mówisz o tym, który wisiał na samym środku sufitu na piętrze?&lt;br /&gt;- Tak! Te zacieki i rozchlapania przy krawędziach obrazu były nieprawdopodobne. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, a widziałam już wiele dobrej sztuki, przyznasz?&lt;br /&gt;-Świetne miejsce mu wybrano: na suficie. Patrząc z dołu, miałem wrażenie zaciętej walki pomiędzy tym obrazem a przestrzenią i poczucie, że obraz ją zwycięża. Że go ktoś tam  wiesza i on wygrywa z resztą. Rozumiesz? Czy nie odebrałaś tego tak, jakby te żółte plamy i cienie – dla ciebie te intelektualne dyspozycje kształtów - dodatkowo zasadzały się na pustce białego sufitu, którą pochłaniają?&lt;br /&gt;- Hm... Dla mnie to jest po prostu najlepszy obraz w całym zamku i to akurat kuratorzy musieli zaznaczyć, a my w końcu przyznać. Jeśli przejdziesz i go nie zauważysz, miniesz coś naprawdę istotnego w sztuce.&lt;br /&gt;- Ja sam musiałem włączyć wsteczny! I moje drugie wrażenie było inne niż pierwsze. Pierwsze było abstrakcyjne, a drugie figuratywne. Słuchaj, z tych pomazanych trapezów przedstawiły mi się skąpane w słońcu sadzawki, jedna w drugiej, głębsza w płytszej. Najpierw nie było wyboru, a potem pojawił się gwałt! W pewnej chwili nie mogłem ruszyć nogą.&lt;br /&gt;- Jaki gwałt, Tomek? O czym ty mówisz? &lt;br /&gt;- Bo w tym obrazie zanurzyło się moje spojrzenie i w jego iluzorycznej głębi dostrzegłem bilet.&lt;br /&gt;- Dobre wystawy robią w tym Zamku – nie słuchała go za bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeszli już przez most rozpięty ponad szerokim pasmem ulicy i zaraz za nim dziewczyna zobaczyła dom, którego nie widziała tu odkąd wprowadziła się do Warszawy rok temu. Od tego czasu nie opuszczała ani jednej wystawy w Zamku, ponieważ w przyszłości chciała zostać krytykiem sztuki. Roczny, ufundowany przez jej ojca pobyt w Paryżu, tylko utwierdził ją w tym postanowieniu i podkręcił entuzjazm dla sztuki. Zdała już egzaminy i po wakacjach rozpocząć miała studia z historii sztuki, które powoli nadać miały jej rozmaitym intuicjom oraz dobremu gustowi, który wciąż imputował jej ojciec, zawodowy wymiar. Chciała bowiem mieć wpływ na to, co się o sztuce myśli i jak się ją postrzega. Nie mogła jeszcze wiedzieć, że póki co, to ta sztuka, o której mówiła z zaangażowaniem i zaczątkiem profesjonalizmu, zwracając przede wszystkim uwagę na jej estetyczne walory, gapi się na nią i zakochanego w niej chłopaka oczami owalnymi jak sadzawki, właściwie mając ich na wyciągnięcie ręki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był to obraz, który wisiał tu od dawna. Perełka w kolekcji. Niewielu przepuściło okazję zobaczenia go na żywo, a ci, którym to się udało, serdecznie się śmiali z całego zamieszania. Podarowany został Zamkowi i w zamian za tak szacowne miejsce ekspozycji, jakim jest sufit, roztaczać miał na znawców i miłośników sztuki swój urok, polegający właśnie na tym pańskim doznaniu rzędu estetycznych dreszczy, które przechodzą człowieka po ciele jak armia ciemnych żołnierzy, która przychodzi z zewnątrz, nawet nie wiadomo z której strony i stopniowo zagarnia przeżarte umysłowym wysiłkiem ciało. Zaczyna się to od stopy, potem maszeruje przez tułów, a następnie rozchodzi się po ramionach i zatrzymuje przed samymi oczami, które muszą pozostać wolne, zupełnie jak sufit dający miejsce obrazowi wielkiego artysty. Nie da się temu dziełu zatytułowanemu „Przekwitłe dzieci rewolucji” odmówić siły oddziaływania. Jest wielce prawdopodobne, że to jedyny taki obraz w Polsce i gdy raz się go dostrzeże, cała reszta prac tu pokazywanych rozpatrywana będzie już tylko w jego świetle. Nie chodził jedynie o jego imponujące rozmiary i miejsce, na którym można go oglądać. Ten obraz po prostu zdawał się zawierać w sobie jakości każdego innego obrazu, pokazywanego na każdej organizowanej tu wystawie. Z czasem stał się uniwersalny i ponadczasowy. Jeszcze nie tak jak „Bitwa pod Grunwaldem”, ale już prawie i nieznacznie inaczej, ponieważ ten – walczono o to w licznych interpretacjach mu poświęconych – miał pozostać genialny, gdyż nierozwikłany w swej treści. Tak zadecydowano, a nieliczni z amatorów sztuki zastanawiali się nad innymi efektami takiego stanu rzeczy, a już prawie nikt nad dominującą jego cechą – żarłocznością!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od jakiegoś czasu rosła więc między Tomkiem i Anką przepaść, wynikająca z rozbieżnych poglądów, właśnie na sztukę! Wkrótce staną do wojny. On za dużo narratywizował i skrajał doznanie artystyczne do swych przeżyć, które nacechowane były erotycznie. Dla niej erotyka nie miała prawa wyjść poza krawędzie dopiero co otwartego dla niego łóżka. Na sztukę patrzyła chłodnym i, jak sama twierdziła, obiektywnym okiem. Była żądna wiedzy. Chciała mieć pod kontrolą jak najwięcej informacji, zarówno z historii sztuki jak i ze świata sztuki dzisiejszej. Tu była nienasycona. Zamek, według niej, był miejscem najodpowiedniejszym dla współczesnej sztuki, ponieważ łączył stare z nowym, mieszał style, syntetyzował opowieści, a oglądając zrobione w nim wystawy, jak nigdzie indziej, można było wyrobić sobie jakiś strawny obraz teraźniejszej sztuki. Wszystko było tu na swoim miejscu. Był pomysł na rozmieszczanie nie bylejakich prac w salach. Nie to co Paryż, ale zamierzała starać się w przyszłości o praktyki w Zamku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Jestem głodna. A ty? - powiedziała, patrząc na ten dom, znad którego unosił się dymek.&lt;br /&gt;-Ja też – odparł lekko przygaszony. Już czuł z jej strony opór, gdyż z powodu upału nie był w stanie wykrzesać z siebie ani słowa więcej w temacie sztuki współczesnej.  &lt;br /&gt;-   Czy to jest dom, czy restauracja? - zapytała wskazując na szary budynek za kępą krzaków – Czekaj. Przypomina mi...miniaturkę Zamku. Co ty na to?&lt;br /&gt;Podeszli bliżej, tuż pod elewację. Stał tam stolik ogrodowy z ażurowym, trochę zniszczonym parasolem, który rzucał na niego koronkowy cień.&lt;br /&gt;- Być może. Ale ściany ma jakieś plamiaste, nie sądzisz? - przychylił głowę do muru i zaobserwował dwie nachodzące na siebie i jakby ruchome żółte plamy. - I śmierdzi tu stęchlizną.&lt;br /&gt;- Jesteśmy na podwórku mieszkalnego domu – zauważyła, gdy z drzwi wyszła mała, rachityczna kobieca postać. Wyglądała osobliwie: jak dziewczynka, która próbowała przekluć się w kobietę o postarzałej twarzy. Jej prezencja wywierała na nich przykre wrażenie. Trudno też byłoby wskazać jej wiek. Podeszła do nich.&lt;br /&gt;- Czego tu szukacie? - zapytała spokojnym tonem.&lt;br /&gt;- Szukaliśmy miejsca, w którym można coś zjeść. Wydawało mi się, że wcześniej była tu restauracja – zauważył chłopak, odsuwając się nieco z powodu przykrego zapachu nikotyny, jaki wydobywał się z jej ust, ubrań i całej skóry.&lt;br /&gt;- To nie prawda, ale możecie zjeść ze mną obiad. Właśnie miałam sobie nakładać – rzekła przekonująco.&lt;br /&gt;Oboje byli zmieszani absurdalnością sytuacji i tym, że nie potrafili odmówić. Zareagowała na ich milczenie.&lt;br /&gt;- Poczekajcie. Siądźcie przy stoliku. Przyniosę talerz. &lt;br /&gt;I rzeczywiście, po chwili przyniosła talerz, na którym znajdowały się połówki młodych ziemniaków w mundurkach oraz sałata z pomidorami.&lt;br /&gt;- Częstujcie się. Myślałam, że ziemniaków wyjdzie więcej, ale nie wyszło. Sałatę można chwytać palcami. Chyba że nie chcecie ich sobie ubrudzić. Tu wszystko jest lekko brudne, więc się nie przejmujcie.&lt;br /&gt;Jedzenia na talerzu było tak niewiele, że żadne z nich nie odważyło się po nie sięgnąć. Nie mieli zresztą ochoty na cudzy obiad, ani na ziemniaki w mundurkach. Nie mieli ochoty jeść patrząc na ściany domu, które przypominały kameleona. &lt;br /&gt;- No, śmiało – zachęciła dziewczyna sięgając ręką po ziemniaka. - W Zamku podobno jest restauracja, ale musielibyście się wrócić i zapłacić krocie.&lt;br /&gt;- Słuchaj, a powiedz, co ty tutaj, w sąsiedztwie Zamku robisz? - zapytała wreszcie dziewczyna, nie mogąc zdecydować się na kęs.&lt;br /&gt;- Jestem artystką.&lt;br /&gt;- W tym domu mieści się twoja pracownia?&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- A można zobaczyć twoje prace?&lt;br /&gt;- Właśnie oglądasz jedną z nich. Nieźle żre, gdybyś miała wątpliwości.&lt;br /&gt;- Jaka praca? Gdzie żre?&lt;br /&gt;- To jest talerz z obiadem na kolejny dzień – odparła zalotnie i posępnie zarazem.&lt;br /&gt;- Mało jedzenia jest na nim – chłopak nie mógł się powstrzymać. Słuchał jej z rosnącym zaciekawieniem i niepokojem. Czuł, dosłownie, jak go różne myśl nachodzą i przybierają kształt znanych artystycznych form, poza które nie widział ucieczki. Był w samym ich środku, ze spojrzeniem pokurczonym do wewnątrz i światem na zewnątrz, który za często sprawiał mu ból.&lt;br /&gt;Anka wstała i gotowa już była do odwrotu. Oparta o płot czekała na Tomka. układał sobie w głowie kolejną historię, która opowie jej w drodze do domu.&lt;br /&gt;- Wiem – mówiła, częściowo do siebie - I to jest powód, dla którego wciąż nie mam wystawy w Zamku obok – teraz tonem głosu przecinając to irytujące jego patrzenie na nią. - Oni mi tam powiedzieli, doskonale wiedząc, że zawsze jadałam mało i nie zarabiam tu też wystarczająco na utrzymanie tego spodku, że jeżeli chcę mieć tam pokaz prac, muszę napieprzyć tego ziemskiego jedzenia naprawdę dużo. To banalny wymóg i niepotrzebny zabieg  – chyba przypetowała o plastikowy stół. - I muszę też mieć więcej talerzy. Tak mówią. Jeden talerz nie wystarczy. Ja miałam nawet taki pomysł, żeby moją głodową w skali tego miasta porcję wystawić jako instalację, tuż pod obrazem pana, który namalował „Przekwitłe dzieci rewolucji”. Czy wy w ogóle wiecie, że buch z tego krateru ma więcej otwartości dla sztuki niż przekwitłe dzieci rewolucji, którymi ten obraz obwieszcza wszystkich wokół? Buch, buch - i wskazała na grajdołek na podwórku - Chciałam go karmić prostym jadłem, ponieważ w pewnym sensie przypomina mi ono zapyziałe żółcie na suficie w Zamku. To połączenie jeszcze nie zostało ustanowione. Jestem bliska rezygnacji i szukania innej instytucji. Nie spocznę jednak dopóki coś się nie zmieni. Odbiór. Śmieją się z nas. Żółte słońce mnie wzywa, a ja nie mam biletu. Bez odbioru. Co innego robią jeszcze?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8807488270907172853?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8807488270907172853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/07/pora-obiadu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8807488270907172853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8807488270907172853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/07/pora-obiadu.html' title='PORA OBIADU'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5288622623123382976</id><published>2010-06-27T10:10:00.001-07:00</published><updated>2010-06-27T10:10:48.624-07:00</updated><title type='text'>WICHURA IRENA</title><content type='html'>Korytarze zostały świeżo pomalowane olejną na żółty i biały kolor. To w ich plątaninie pracowali ci sami lekarze, którzy przyjmowali pacjentów w niedawnej przychodni. A jednak dziewczyna zgubiła się i przez dłuższą chwilę pod ciągłą linią rozdzielającą dwie barwy ściany nie mogła znaleźć drzwi do gabinetu dr Krzyś. Miała czas, żeby zebrać rozproszone myśli i nadać im kierunek. Gdy wreszcie dotarła pod gabinet pani doktor Ireny, poczuła że serce jej łomocze o pierś jak piorun kulisty,  nieregularnie i spektakularnie.&lt;br /&gt;       Nie było drugiej lekarki, do której chodziłaby z tą szczególną dolegliwością, polegającą na wymyślaniu sobie jeszcze bardziej szczególnych chorób oraz sugerowaniu ich także i jej. Robiła to z premedytacją, z częstotliwością raz na około pół roku i w sposób możliwie delikatny, w miarę rzeczowy i jak najmniej hipochondryczny. W ten sposób dawała dr Krzyś powody do incydentalnego, korespondującego z jej zawodem niepokoju o ludzką naturę. Wyglądało to bowiem tak, jakby podczas tych wizyt, w częściowo poufałej i ograniczonej ścianami przestrzeni, pacjentka negocjowała z lekarką przewlekły charakter swej choroby.&lt;br /&gt;      Jednocześnie w tym gabinecie, do którego przychodziła od lat, mimo braku zdrowia czuła się dobrze. Najlepiej wiosną, keidy kasztany opuszczały swe liście tuż za jego oknem i do środka przedostawało się złote, mistyczne światło. Dr Krzyś miała gęste kasztanowe włosy i oczy pełne ognistej ciszy. Podczas badania za parawanem dziewczyna stawała się spokojna jak przygasający wegielek, lecz nigdy nie dopuszczała do tego, by jej wyrafinowane objawy znikły w jego trakcie, a następnie całkowicie odeszły. Była trochę drobniejsza od lekarki, której dłoniom i narzędziom zdumiewająco chętnie się poddawała.&lt;br /&gt;     Odkąd przychodnia stała się kliniką, niewiele się zmieniło. Usprawniono proces rejestracji, gabinety dostały nowe, lepsze wyposażenie, lecz w mentalności lekarzy wciąż pozostawały pewne zaszłości, pewne potężne uposażenie, którego dotąd tylko dr Krzyś nie zdradzała. Ludzie, wśród których przebywała poza pracą, być może byli do niej poodbni. Inni lekarze często traktowali swych pacjentów przedmiotowo. „Co jej dolega?”, „Podniesie ręce wyżej”, „Ja nie wiem co z tymi waszymi mężami, że się tak mało starają”. Natomiast pani doktor Irena, choć tak bardzo profesjonalna, potrafiła być więcej niż serdeczna, a w jej sposobie bycia wyróżniał się poskramiany temperament, który temperowała w zawodową energię.&lt;br /&gt;- Proszę usiąść – dr Krzyś wskazała jej miejsce, tym razem nie podnosząc kasztanowych oczu znad notesu - Co pani tym razem dolega? Czy mam prewencyjnie przepisać zabiegi biczami wodnymi? A może tajskie masaże refundowane przez NFZ, hę? Tak patrząc na panią – nagle oderwała spojrzenie od kartki -  pomyślałam jeszcze o kapsułkach z tranem na wzmocnienie organizmu.&lt;br /&gt;- Pani doktor...Mnie nic nie dolega. Przyszłam w pani sprawie.&lt;br /&gt;      Dr Krzyś spojrzała na nią uważnie. Zbita z tropu przez moment milczała, a potem spytała już wyłącznie profesjonalnym tonem:&lt;br /&gt;      -  Nie rozumiem. Czy pani przyszła do tego gabinetu, żeby mi stawiać diagnozę?&lt;br /&gt;Dziewczyna trochę się speszyła, ale kontynuowała wedle swojego zamysłu:&lt;br /&gt;      -  Chciałam powiedzieć...Nie wiem czy pani wie, ile wspólnego z moim zdrowiem mają pani wątpliwości.&lt;br /&gt;    - Nie rozumiem...&lt;br /&gt;   Dziewczyna rozejrzała się po gabinecie. Jej bystry, trochę melancholijny wzrok spoczął na półce obok biurka. Stały na nim trzy oprawione w proste, gustowne ramki zdjęcia.&lt;br /&gt;    - Wcześniej nie widziałam w tym miejscu tych zdjęć.&lt;br /&gt;    - Przyznam, że nie wiem, do czego pani zmierza. Zdaję sobie sprawę, że to może być niemile widziane przez część pacjentów, ale odkąd zginął mój mąż... – dr Krzyś przerwała i splotła ręce w geście prawie jak do modlitwy.&lt;br /&gt;    - Pani doktor. Znamy się jeszcze z oddziału pediatrycznego, gdzie moja matka, a pani przyjaciółka, przyprowadzała mnie na kontrole, dlatego powiem pani wprost: jest pani...wyczuwana..., przeze mnie. Rozumiem, dlaczego na drugim zdjęciu jest pani córka, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego na pierwszym jest papież!&lt;br /&gt;       Spokojny ton dr Krzyś ustąpił miejsca wzburzeniu, w którym mówiła ona już z potarganymi włosami, śliniąc się i wypluwając nieco śliny na plik z receptami. &lt;br /&gt;      - Nie spodziewałam się takiej rozmowy. To jakieś absurdalne. Dlaczego papież jest nieporozumieniem? Zresztą co ja się będę tłumaczyć. Z kim ja rozmawiam? Takie wyznania to do doktora Samberowicza proszę. Gabinet 314. Trzecie piętro, czwarte drzwi po prawej stronie korytarza. Dziękuję. &lt;br /&gt;        - Nie powiem tego doktorowi Samberowiczowi.&lt;br /&gt;        - A to niby dlaczego?&lt;br /&gt;        - Ponieważ jest złamanym chujkiem!&lt;br /&gt;       Wychodząc dziewczyna trzasnęła drzwiami. Te wizyty zawsze kończyły się dla niej podobnie i z tego powodu wracała tu co jakiś czas. Na doktora Samberowicza natknęła się przy drzwiach obrotowych. Był to postawny mężczyzna, u którego leczyła się jej matka i nigdy nie mogła się wyleczyć. Z tego względu dziewczyna okopała się TaaaaKim wałem obojętności względem niego i wraz z jego „dzień dobry” opuściła tę klinikę.&lt;br /&gt;        Przez chwilę stała pod daszkiem, szukając parasolki. Wystawiła otwartą dłoń przed siebie Deszcz wzmagał się na jej twardej, pofałdowanej powierzchni coraz większymi i gęstszymi uderzeniami. I poczuła, że z samego jej środka nagle zrywa się potężna trąba powietrzna, a wokół tej trąby wytwarza się porywista wichura o nazwie „Irena”. I że ta wichura, której nie potrafi stawić oporu, gna ją prosto na plażę, gdzie jeszcze bardziej potężnieje. Tuż obok, po swej lewej i prawej stronie, widzi wydmy, w których wygrzebane, wykute i wyrzeźbione zostały nieregularne otwory. Wiatr dmie teraz ze śmiertelną, niszczycielską siłą, waląc w nią piaskiem, patykami i plażowymi śmieciami. Przez wszystkie otwory już przecisnęli się ludzie i drżeli schowani w najodleglejszych kątach jam. Ta z wyrzeźbionym wejściem była z zewnątrz najgładsza, wyprofilowana i wyszlifowana jak kamień, z którego budowano piramidy. Na niej wyryto napis:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;                                   NIE LĘKAJCIE SIĘ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;      I wtedy dopiero dziewczyna rozpłakała się, ponieważ wszyscy - również wszyscy pacjenci - szli za nim, za papieżem, a nie za nią, Apostołką XXI wieku. Kompletnie nie mogła zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Samberowicz zastawił ten opisany wylot swoim wielkim brzuchem i nawet nie mogła dostrzec, kto dokładnie znalazł się w środku i czy dr Irena też przepadła w ciemnej dziurze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5288622623123382976?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5288622623123382976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/wichura-irena.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5288622623123382976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5288622623123382976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/wichura-irena.html' title='WICHURA IRENA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5544195608631208073</id><published>2010-06-22T15:40:00.000-07:00</published><updated>2010-06-22T15:40:58.655-07:00</updated><title type='text'>SERAFITEK SZUKA OSOBY TOWARZYSZĄCEJ DO PODRÓŻY (MOŻE COŚ WIĘCEJ)</title><content type='html'>Osoby dobrze zorganizowanej we wszystkich sferach życia do podroży międzykontynentalnej (może i podniebnej). czego oczekuję:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- uwagi nakierowanej na terminale&lt;br /&gt;- koncentracji&lt;br /&gt;- poczucia humoru, gdy ktoś inny daje znaki braku organizacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co daję w zamian:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- program rozrywkowy non-stop&lt;br /&gt;- łatwość w nawiązywaniu kontaktów interpersonalnych&lt;br /&gt;- wspólną bezstresową podróż&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podróż samolotem, pod koniec października. Chętnych proszę o wysłanie cv ze zdjęciem&lt;br /&gt;na adres Apostolka21w@gmail.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5544195608631208073?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5544195608631208073/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/serafitek-szuka-osoby-towarzyszacej-do.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5544195608631208073'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5544195608631208073'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/serafitek-szuka-osoby-towarzyszacej-do.html' title='SERAFITEK SZUKA OSOBY TOWARZYSZĄCEJ DO PODRÓŻY (MOŻE COŚ WIĘCEJ)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-3710697132832151198</id><published>2010-06-22T00:50:00.001-07:00</published><updated>2010-06-22T01:05:00.004-07:00</updated><title type='text'>PROROCTWO APOSTOŁKI XXI WIEKU</title><content type='html'>Postanowiłam podzielić się z wami swoim proroctwem, chociaż do 1 września pozostało nam jeszcze dokładnie 70 dni. Postanowiłam nie chować się z tymi słowami, ponieważ moje mistyczne sensory już teraz odbierają spektrum doznań, za którymi zbliża się nieprawdopodobny na szerszą skalę symbol wojenny – dwóch dziwnie uradowanych żołnierzy pędzących na jednym koniu. &lt;br /&gt;(Prawie takich jak z grafiki znajdującej się w Muzeum Narodowym w Poznaniu).  Zdecydowałam, gdyż stabilna wizja Polski drży i rozprasza się we mnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może to zbyt śmiałe proroctwo, ale w niektórych wizja tego, co oni nazywają II wojną światową, wywołuję zrozumiałą panikę i poczucie, że trzeba by zabrać zapasy i powoli kończyć, co znaczy udać się do bunkra, żeby już pozostać przy tej przekonującej historycznej glossie. Inni się obudzą,   &lt;br /&gt;walną pięścią w stół i sięgną nawet do XIX wieku, w którym dziś częściowo żyją! Ojcowie rodzin, wypatrują przed oknami, czy już nadchodzi i z której strony, ale o dziwo, nic nie widzą. Dlatego właśnie oraz ponieważ wyglądam skądinąd znajomo pytają mnie, co ja widzę. A ja widzę i to i to. I XIX wiek i wielkiego ptaka rodem z Sezamkowej Ulicy, zwiastuna mego proroctwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie szczędzę szczegółów. Ten barwny ptak bierze rozbieg przed memi oczami. Z gleby uczynił sobie jakby bieżnię. Na razie zatacza jedynie koła w wąskim zakresie, tylko pod osłoną nocy, czuję się jednak, że to już niedługo, że za nim przyjdą następne, jemu podobne, postrzegane jako zło na skalę właśnie II wojny światowej. Dlaczego o tych skojarzeniach nie mówi się wprost, tylko domyśleć się ich można po zachowaniu Polaków? Bo wielu Polaków ma w sobie wiele niesprecyzowanej nienawiści oraz katastrofalnej dla mentalności defensywy, polegającej na grodzeniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ja widzę znacznie więcej. I jeśli mam przemawiać do wyobraźni ojców rodzin, powiem tyle: widzę naboje z kokosowych kulek Rafaello, palce lizać. Co się dzieję, gdy im to mówię? No kurwa! Zamiast wyluzować, oni lecą do sklepu, żeby kupić dwa razy tyle nabojów, a z części ustawiają płot jeszcze zanim je przyniosą do domów. Ja też częściowo mam dostęp do tego co siedzi w ich głowach. Nie szczędzę detali: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Od 5 minut wielkie barwne ptaszysko jak szalone krąży pod naszymi domami!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ja bym tu mogła dokonać porządnej hermeneutycznej analizy tego zdania pod kątem wypowiadającej je osoby, jednak tę przyjemność pozostawiam czytelnikom. Zamiast tego powiem, co się dzieje z obrazem Polski pod wpływem coraz bardziej przekonujących uderzeń ptasich skrzydeł, bo to jest dopiero wyzwalające. Swe myśli, które marzyłabym wcisnąć w ich usta, ubrałam w poezję mej duszy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wielki ptak na dziedzińcu zagościł&lt;br /&gt;Słodkie kokosowe kulki spadły nam z nieba&lt;br /&gt;Nieśmiało i bez złości wyglądamy zza firan &lt;br /&gt;Niczego już nam do szczęścia nie trzeba&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego barwne pióra rozproszyły mrok&lt;br /&gt;Nagle mniej straszne okazało się zło&lt;br /&gt;Słonecznym cytrusem pachnie ptasi pot&lt;br /&gt;Ach, chodź do nas, Wielki Ptaku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz ja widzę również, dlaczego on tak biega! Ponieważ oskarżono go na granicy, że skoro był w Azji Środkowo-Wschodniej w odwiedzinach, mógł przywieźć nam ptasią grypę. Nawet moja apostolska wyobraźnia ugina się wobec opresji i przeszkód, jakie wciąż są jej podsuwane. Dzieją się rzeczy tak doniosłe i ważne, wciąż szturmowane i nieustannie zagrożone rożnem! Jestem tak mocno zintegrowana z mą prorocką wizją, że czym prędzej muszę uciekać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-3710697132832151198?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/3710697132832151198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/proroctwo-apostoki-xxi-wieku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/3710697132832151198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/3710697132832151198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/proroctwo-apostoki-xxi-wieku.html' title='PROROCTWO APOSTOŁKI XXI WIEKU'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-486413970495349725</id><published>2010-06-18T10:11:00.001-07:00</published><updated>2010-06-18T10:49:27.536-07:00</updated><title type='text'>CHERRY LADY:  PRoGRAM WYBORCZY</title><content type='html'>Drodzy Wyborcy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O, nie mogę wyjaśnić, za każdym razem jest tak samo, o czuję, że to jest prawdziwe, weź moje serce...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytat z naszej ulubionej piosenki z dzieciństwa – słuchaliśmy jej na łące, pod drzewami i na plaży – stanowi motto mojego programu wyborczego. Pamiętajcie jestem DLA WAS (dla tych, którzy mają dowód osobisty, ale nie do końca wiedzą jak się nim posługiwać) i szykuję nowy szlagier pt.: KOCHAM POLSKĘ. A teraz konkrety:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. INWESTYCJE: Chcę aby emigracja i ludzie rubieży – każdy człowiek - mogli pojechać ze mną do wielkiego wesołego miasteczka, jakie wybuduję z pieniędzy podatników.&lt;br /&gt;2. WIZJA SPOŁECZEŃSTWA: Chcę, aby każda osoba trafiła w tym wesołym miasteczku skrytkę z pieniędzmi z nielimitowaną możliwością wyboru „wziąć/nie wziąć”. &lt;br /&gt;Żeby było jasne: rodzinę tworzy każdy kto chce tworzyć rodzinę, nawet pies z kotem!!!!&lt;br /&gt;3. Zamierzam zredefiniować POLSKĘ. Moja prezydentura polegać będzie również na aktywnej przebudowie definicji „POLSKI”. Nikt nie będzie dyskryminowany za to, że nie mówi „POLSKA” lecz nuci sobie np. „BIEDZIOLSKA”, „PINDOLSKA” albo wedle własnych odczuć. Pewne rzeczy trzeba wyrazić trzewiowo!&lt;br /&gt;4. Zamierzam zorganizować warsztaty kreatywnego pisania i osobistego rozwoju, aby każdy w ich trakcie miał okazję nabrać dystansu do siebie i Polski. Abyśmy w  tej nowej rzeczywistości nie upierali się tylko przy swojej wizji, nie burmuszyli się na tzw. zły los, lecz do każdej kwestii potrafili podejść z dużą świadomością, wrażliwością na innych ludzi oraz bogactwem możliwości ujmowania świata i AFIRMACJĄ.&lt;br /&gt;5. Stawiam na Polskę z wisienką na torcie, na Polskę apetyczną i nie pozbawioną fantazji!!!&lt;br /&gt;6. Śląska na rozciągliwym jelitku otoczona dwoma ziemnymi orzeszkami dla każdego - to a propos kwestii Adama i jego żebra. Czereśnie zamiast naświetlanych jaj i nieszczęśliwych kur!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cherry Lady&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-486413970495349725?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/486413970495349725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/cherry-lady-program-wyborczy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/486413970495349725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/486413970495349725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/cherry-lady-program-wyborczy.html' title='CHERRY LADY:  PRoGRAM WYBORCZY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6203892132512474973</id><published>2010-06-15T08:36:00.001-07:00</published><updated>2010-06-15T08:58:27.647-07:00</updated><title type='text'>NOS</title><content type='html'>Kiedy doszli na plażę okazało się, że dalszy spacer jest niemożliwy. Taki sztorm musiał rozpocząć się jeszcze w nocy. Woda podeszła aż pod otoczone wydmami wejście na plażę. Nigdy przedtem dziewczyna nie widziała, aby morze tak wezbrało i zagarnęło całą połać plaży. To był moment, kiedy napieranie fal ustało, a płaska powierzchnia zrównała ze sobą kawałek lądu i zatokę, pustosząc to miejsce z ludzi i statków. Jak okiem sięgnąć wszystko byłoby spokojnie równe  oraz niespotykanie kompletne, gdyby nie brązowe kikuty wierzb rokita wystające ponad szaro-granatową taflę wody. Rozczapierzały swe witki, pomiędzy którymi się przelewało.&lt;br /&gt;Jej brat zaproponował by nie zatrzymywali się tu zbyt długo i zawrócili, kiedy w otwartym na oścież oknie mieszkania, tego na ostatnim pietrze kamienicy położonej tuż przy plaży, dziewczyna dostrzegła starszego człowieka, który również przyglądał się morzu, lecz szybko odwróciła wzrok.&lt;br /&gt;- Czy widziałeś tego mężczyznę w oknie? - spytała.&lt;br /&gt;Z okna wyprutego w ciemnym wnętrzu mieszkania patrzył na morze człowiek, który miał w nosie mrówki. Nigdy nie ukrywał ich przed światem, wręcz przeciwnie. Chociaż wyglądał na takiego, co na ogół nie wychodzi z domu, miał tak wielkie dziury w nosie, że nie dało się nie zauważyć uwijających się po ścianach obu otworów nosowych owadów. Wnyki zdawały się jeszcze być rozciągnięte od  morskiego powietrza, czy jakby od gapiowskiego spojrzenia, bądź nagłych ludzkich odwrotów. Jego nos zawsze pierwszy wychylać się musiał zza okna i patrząc z dołu pomyśleć by można, że oto jest nos samego cyklonu otoczony przez noc swojej tajemniczej egzystencji. Pierwszy nos, przez który przepływały fale powietrza i w który dął morski wicher, nigdy jednak do końca nie wytrzebiając mrówek, które w nim zamieszkały. Biegały one po jego wnętrzu jak szalone kobiety po salonie, drążyły go od spodu jak kosmiczne sądy posłane na nowo odkrytą planetę. A to osobliwe, ponieważ wyzierał z nich tak smutny, najczarniejszy mrok. A to paradoksalne, lub dziury musiały być naprawdę ogromne. Właśnie dlatego możliwe było  tylko momentalne spojrzenie na tę twarz. Dwie ciemne otchłanie ujęte w masywnie prezentującą się formę po prostu nie dawały się niczym wypełnić. I z tych też powodów nie można mu było zwyczajnie nadać ksywę „mrówkojad” i dalej wciskać w to słowny kit. Jakież pożądanie strawić musiało każdego, kto na niego spojrzał.&lt;br /&gt;- Jakiego?&lt;br /&gt;- Tego, który patrzy na morze z okna. Chociaż chyba wolałby zostać niezauważonym.&lt;br /&gt;- Może i widziałem. Chodźmy stąd gdzie indziej.&lt;br /&gt;- Jaki on miał wielki nos! Dziwnie się poczułam patrząc na niego. &lt;br /&gt;- Jaki on miał wielki nos!&lt;br /&gt;- Nie przedrzeźniaj mnie, głupku. Czyli i ty go widziałeś. Widziałeś go na pewno! Nie,nie mogłeś przecież widzieć tego, co ja... &lt;br /&gt;- Czyli i ty... &lt;br /&gt;Przedrzeźniał ją i najchętniej zrobiłby to jeszcze wiele razy, ponieważ wiedział, że i ona będzie teraz długo wywoływać widok wspólnie pochwyconej twarzy tego mężczyzny.  Chociaż nie dawał tego po sobie poznać, wionącej z niej pustce chłopak powierzył cały niepokój towarzyszący mu od poprzedniej nocy. Powtórzyłby się jeszcze kilkakrotnie, przestali jednak mówić na ten temat i wrócili tą samą ukruszoną asfaltową drogą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6203892132512474973?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6203892132512474973/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/nos.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6203892132512474973'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6203892132512474973'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/nos.html' title='NOS'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5384252854152107715</id><published>2010-06-09T05:51:00.003-07:00</published><updated>2010-06-09T05:59:38.365-07:00</updated><title type='text'>CZARNA DZIURA</title><content type='html'>To spotkanie od początku odbywało się w niejasnych warunkach, które się umacniały w wyniku wątłych więzi łączących trzy osoby; wątlonych prawie pustymi słowami, wypowiadanymi w pozornie nieistotnych sprawach i pobudzających ów szczególny nadmiar obrazów, które napierały na kontury ich twarzy i tego pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może szczególna właściwość tej kobiety polegała na tym, że zbyt prędko zmieniła pracę – ze stewardessy stała się konsultancką w jednej z bardziej prestiżowych firm kosmetycznych.&lt;br /&gt;Córka pani domu zauważyła katastrofalne zmiany, jakie pojawiły się na twarzy przyjaciółki matki i już nie spieszyła się aż tak bardzo. Miała zamiar dojechać tam autobusem, a następnie tramwajem, ale matce wydało się to bezsensowne, żeby córka jechała tramwajem z przesiadką z brytfanką pełną wciąż jeszcze rosnącego ciasta. Miała je tam zawieźć i wrócić, ale teraz powstrzymywała ją twarz tej kobiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadała mi o kosmetykach. Mówiła, które są naprawdę rewelacyjne, a które można sobie odpuścić. Ja mam zupełnie inną pracę i córkę, która co przepracuje to zjada. Taki zawód. Dlatego trudno mi było poświęcić jej pełnię uwagi, gdy opowiadała jak wspaniale kosmetyki działają na jej cerę, jak wreszcie czynią jej życie piękniejszym. Tak się stało odkąd z nieba zeszła na ziemię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tylko półmrok narożnego miejsca, jakie zajęła na naszej wyszczerbionej kanapie przysłaniał jej twarz. Jej osobliwości hipnotyzowały spojrzenie córki, która zaczęła dostrzegać, że spora jej część ukryta jest za zaaranżowanymi woalami. Prawie całą jej twarz – co już było odczuwane dotkliwie – pokrywały rozmaitego rodzaju wgłębienia: przypuszczalne blizny po ospie, pogłębiające się, gdy drążyło je oko córki, nie zagojone otwory o nieregularnych kształtach – ślady po zmyśleniach, po fikcji – będące też efektem w sumie niewłaściwie dopasowanych do skóry kosmetyków. I wiele innych, łączących się ze sobą, lub nie i tworzących z jej twarzy obłędną osiedlinę dla spojrzenia. Wystarczająco ten obłęd wzmagały słowa, którym ewidentnie zaprzeczało jej oblicze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej oko. Było osadzone najgłębiej, a jego woal ujawnił się dopiero po chwili. To jednak dziwne, żeby tak od razu dostrzec to, co za woalem, a przynajmniej wbrew spodziewanej logice. Spodziewanej przez kogo? Jej czarne oko skryło się za cienkim bordowym woalem, w mroku słów opiewających nowe trendy w kosmetyce i przekładające się na jakość życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twarz tej kobiety, która została w salonie u matki, opowiadając jej o swym nowym życiu pochłonęła większość zaułków, które minęłam, w wyobraźni i o tej porze roku i nocy, przemierzając trasę z naszego do babcinego domu. L`oreal to jest najlepsza firma kosmetyków w całej galaktyce. Chce brać nasze twarze i drukować się na nich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niespodzianie śnieg przeobraził się w deszcz, który kropił na… zakalca, jakiego za wszelką cenę obmyśliłam sobie dowieść babci.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5384252854152107715?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5384252854152107715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/czarna-dziura.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5384252854152107715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5384252854152107715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/czarna-dziura.html' title='CZARNA DZIURA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-3195812413278006331</id><published>2010-06-06T01:20:00.001-07:00</published><updated>2010-06-06T04:05:24.241-07:00</updated><title type='text'>PAN W KŁOPOTACH</title><content type='html'>Jedyny tego typu człowiek, jakiegokolwiek w życiu widziały, pojawił się nad zamarzniętym jeziorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie było tam prawie nikogo, a ci nieliczni, którzy akurat byli, wcześniej zjedli w specyficzny sposób i nawet nie śmieli znaleźć się bliżej tam, gdzie on tkwił w przerębli, bojąc się za pewne wpaść do zimnej wody. Można by pomyśleć również, że nie tylko ze względu na to, co zjedli, ale nawet czego nie zjedli, zachowywali ostrożny dystans, z ośnieżonego wału tylko wpatrując się w niego. Wpatrując, ale po chwili także porównując do drugiego mężczyzny, który bez chwili zastanowienia odważył się opuścić po stromej skarpie, zaczepić o konar pochyło wyrastającego z brzegu drzewa i negocjować z nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na górze pozostało zatem kilka młodych kobiet, a on był przewodnikiem górskim i nieźle znał się na literaturze. Nic dziwnego, że się w niego wpatrywały oczami, które jakby nie dowierzały, że ten facet, który całymi dniami siedzi i czyta książki, okazuje się tak sprawny fizycznie. Nie wiedziały, że jest również przewodnikiem. Jego zresztą by te rozróżnienia w koło obeszły. Raz po raz któraś strzepywała z okolic ust okruszki po ciastkach, które jeszcze przed chwilą jadły, szalejąc z rozkoszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odległość między nimi była jednak zbyt duża i nie mogły słyszeć wszystkiego, o czym z nim rozmawiał. A on, nawykły do kameralnych rozmów cichym, lecz nie pozbawionym potężnej ekspresji głosem, być może świadczącej o takim charakterze, wcale nie krzyczał do tamtego człowieka. Wcześniej to one z nim rozmawiały, po tym jak w ten zimowy dzień wyszły z baru - jak się tam po wielu latach przypadkowo spotkały i poznały od razu, z imienia, z twarzy... – a teraz on rozmawiał z tamtym...wariatem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie wrażenie musiał zrobić przynajmniej na jednej z nich nagi mężczyzna w rozpęknięciu lodu. Wyłonił się z tej przerębli jak syrena. Był chudy, najpierw spokojny, a potem zaczął pokazywać coś rękami, a nawet wykłócać się do lodu, powietrza i drzewa, co właściwie przyciągnęło naszą uwagę, bo w jakiś sposób wyniosło go ponad jezioro. Wcześniej nie pociągał nas ku sobie tak gwałtownie. Był nagi i siny jak posąg i tylko jago genitalia położone na lodzie – genitalia o rozmiarze i kolorze tego ciastka z wiśniami, o którym wiedziałam, że jest sprasowane i podobno najlepsze na świecie – pozwalały sądzić, że jest jednak żywym człowiekiem. Ślizgając się po lodzie, to one właśnie skupiały uwagę i pozwalały wykryć jakieś jego ruchy – mogły być złudzeniem - i tym samym odróżnić go od posągu. Zanim oczywiście cały zaczął się poruszać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żywo, brawo! Jaki strach, że ten pan się utopi! Że będziemy wracać aleją przy jeziorze już bez niego. Że zamiast jeziora zobaczymy wówczas zbiornik z kolorowymi drobiazgami, może bombkami. Że zobaczymy go również w naszym przyjacielu na smyczy, ratlerku. Lecz czy ten biały aż za bardzo puchaty piesek, który nie ma wpływu na to, jak mu rośnie sierść, to rzeczywiście ratler?  Skąd biorą się ratlerki, że bieżą pomiędzy nami, razem z nami zatrzymują się, gdy mamy czerwone światło i rozmawiamy, między innymi o nich? Dostosował się do nas. Co z nim!? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze. W takim razie wariat. Lecz jakiego rodzaju? Coś mu się wymknęło spod kontroli i znalazł się tam, gdzie się znalazł. Robił zresztą, zwłaszcza potem gdy podniósł ręce w górę, spore wrażenie. Rybak bez wędki byłby przy nim nikim. Podobnie zwykły ekshibicjonista byłby niczym. Ten już bowiem niczym nie zaskoczy ludzi, którzy choć trochę rozmawiają o książkach i przynajmniej raz w życiu jedli dobre ciastko. Nawet nie samobójca, choć do tego samotnej postaci umocowanej w przerębli było najbliżej. Kto zatem, kto zatem? Ich szanowany znajomy mocno trzymał się ciemnego konaru. Był jednak ze wszystkich najostrożniejszy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-3195812413278006331?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/3195812413278006331/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/pan-w-kopotach-jedyny-tego-typu-czowiek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/3195812413278006331'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/3195812413278006331'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/pan-w-kopotach-jedyny-tego-typu-czowiek.html' title='PAN W KŁOPOTACH'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-9136698433532726313</id><published>2010-06-04T23:02:00.000-07:00</published><updated>2010-06-04T23:02:09.995-07:00</updated><title type='text'>Boor-suk (piosenka hip hopowa)</title><content type='html'>Słuchaj mnie małpo, żyrafo, kangurze,&lt;br /&gt;wszystkie zwierzony przekażcie procent podatku na ręce w górze&lt;br /&gt;Ziomal jeż niech przestanie niuchać&lt;br /&gt;Jak ma jakiś problem to niech se go wyrucha&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo to będzie piosenka o borsej suce&lt;br /&gt;Co w rzece robi (pauza)&lt;br /&gt;Co robi?&lt;br /&gt;Siku i zabija nudę  &lt;br /&gt;Wcześniej 5 lat tkwiła w tornado &lt;br /&gt;A teraz ją wysadziło na dno,&lt;br /&gt;Nasamodno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I stała się Boor-suką&lt;br /&gt;Z delty, gdzie powstaje rzeka&lt;br /&gt;Chuj strzela zwykłego&lt;br /&gt;Szarego człowieka&lt;br /&gt;Gdy tak popierdala &lt;br /&gt;a zimna jest woda&lt;br /&gt;Gdy tak popierdala &lt;br /&gt;Z grzeszkiem swym do Konga&lt;br /&gt;Z grzeszkiem powiadam&lt;br /&gt;ta Boorsuka uparta&lt;br /&gt;dyma ogonem w oko policjanta &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rap Boorsuka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podniósł się poziom rzeki &lt;br /&gt;Przykrył na głowie moje czarne pręgi &lt;br /&gt;Nie widzą ich gwiazdy nie ogląda księżyc&lt;br /&gt;Jak mi ząbki znów hołubią po korze z kornikami&lt;br /&gt;Piździ jak chuj bo łapy mam zakończone pazurami&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekcja-Rap Gajowego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończył się okres godowy boorsuka&lt;br /&gt;W sierpniu, kochani, porządnie się wyciuka&lt;br /&gt;Gdy będzie ciepło miło i ładnie&lt;br /&gt;Bo teraz wciąż jest mu za zimno i kradnie prąd&lt;br /&gt;Chyba że zaleje nas wszystkich rzeka&lt;br /&gt;I kurwa jej nurt uderzy w nasze domy i potopi nasze dziecka&lt;br /&gt;I wszystkie boorsuki będą ciukać się w salonie&lt;br /&gt;Koło kominka twego na skórze z jelona&lt;br /&gt;I nie będziesz mieć w tym udziału Humbercie&lt;br /&gt;Jak cię szlam jasny trafi to dopiero będzie&lt;br /&gt;Bo jesteś człowiekiem cywilizowanym&lt;br /&gt;Praca myśli zabije cię zanim...&lt;br /&gt;powstanie prawdziwa tama na rzece!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-9136698433532726313?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/9136698433532726313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/boor-suk-piosenka-hip-hopowa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/9136698433532726313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/9136698433532726313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/boor-suk-piosenka-hip-hopowa.html' title='Boor-suk (piosenka hip hopowa)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6285244768411776863</id><published>2010-06-03T04:23:00.000-07:00</published><updated>2010-06-03T04:44:03.664-07:00</updated><title type='text'>Strych/Tekst napisany przy okazji lektury Primo Levi „Czy to jest człowiek”</title><content type='html'>Strych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst napisany został przy okazji lektury Primo Levi „Czy to jest człowiek” i wynikł z potrzeby spontanicznego (stąd jego pośpieszny styl) uchwycenia czegoś w sposobie odbierania/przeżywania treści książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy czyta książkę na swój sposób. Mniej lub bardziej rytmicznie. Z większym lub mniejszym zrozumieniem. Angażując się bardziej w jakiś fragment, a w inny mniej, bądź, jak to się mówi,  jednym tchem. Ale to zaledwie zarys aktywności, które towarzyszą lekturze. Zdarza mi się na przykład, że gdy książka „mnie wciąga” reaguję na nią cała moja wyobraźnia, a świat, który przeżywam w zagadkowy sposób sprowadza się do jej treści, która z kolei wykracza poza zapisane strony. Tworzą się wówczas bardzo delikatne światy i pojawia subiektywne doznanie, że oto lektura jest pełna, że nasyca sobą świat wokół i przemienia go. Tak jest w przypadku „Czy to jest człowiek” Primo Levi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Primo Levi, uczestnik obozu koncentracyjnego w Auschwitz, pisze o kondycji „bycia na dnie” wiążąc ją z określonym pojęciem człowieczeństwa. Ciemne ludzkie masy wędrujące rozchybotanym krokiem marionetek. Nie w tym jednak rzecz, abym streszczała koncepcje wynikające z tej książki. Chodzi bowiem o czytanie. Silna sugestia beznadziejnego horyzontalizmu obozu koncentracyjnego – w sensie sprowadzenia ludzkości do parteru , rzucenie jej na beton jak blade dżdżownice na deszcz – wymogła na mej wyobraźni szczelinę, która prowadziła „na strych”, wiążąc z nim rozmaite dosięgania i aspiracje bohatera obarczonego opisaną przez Leviego kondycją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc – nie mogąc znaleźć sobie miejsca pośród więźniów obozu - uchwyciłam swą świadomość jako przyswajającą lekturę Leviego poprzez szczelinę prowadzącą na strych. W jego książce nie było dotychczas mowy o strychu, lecz o parterze, a dokładnie o dnie, na którym próbuje się umieścić jak największe masy ludzkie i jeszcze do tego zachować porządek. Być może właśnie dlatego czytając wciąż podskakuję z jednej ciemności w drugą, tę bardziej chaotyczną, na której pochowane zostały szczątki ocalenia. Lecz najważniejsze jest to nieustanne „podskakiwanie”,  w którym jakaś część wciąż sprowadzana jest w dół, podczas gdy inna część łapie się na uwielbieniu? darowanemu myszom, pajęczynom, skrzynkom, starym drożdżom. Skoro już książka Leviego informuje nas o skrajnościach, podzielę się swą myślą: kondycją człowieka jest latanie, latanie ponad i wobec wszelkich ograniczeń. Przelatywanie nad każdą łatwizną i trudem , w szczęściu spotkania innych sposobów latania niż własny, w tym rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz otwór przez który czytałam był jeden i do tego wąski, nieregularny, wybity w deskach o poszarpanych krawędziach. Z tym należało się pogodzić, na to przystać. Moje dopatrywanie się nie prowadziło do niczego. Nic nie podwiesi mnie na strychu – myślałam - w który zaglądam przez dziurę, ani nic ostatecznie nie sprowadzi mnie na dół. Zadołować! Skakanie jako czytanie Leviego, czytanie będące konwulsyjnym, znikającym w ciemności obrazu podskokiem, ma ocalić przed zadołowaniem. A zostało mi jeszcze 150 str...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6285244768411776863?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6285244768411776863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/strychtekst-napisany-przy-okazji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6285244768411776863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6285244768411776863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/strychtekst-napisany-przy-okazji.html' title='Strych/Tekst napisany przy okazji lektury Primo Levi „Czy to jest człowiek”'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1423569368768921639</id><published>2010-06-02T03:29:00.000-07:00</published><updated>2010-06-02T14:59:54.977-07:00</updated><title type='text'>KIDNAPPING</title><content type='html'>Kiedy zaczęły się wypady za miasto z Mercurito? Trudno powiedzieć. Zresztą jakie to ma znaczenie teraz, kiedy małpka została uprowadzona. Opowiem o tym, nie będę szczędzić wszelkich szczegółów, jakie mogą przysłużyć się śledztwu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mercurito jest małą małpką. Bardzo niesforną, niesubordynowaną. Wszystko robi wedle własnego „widzi-mi-się” i z pewnością ma to wpływ na...Ach! I do tego jej rozmiar. Kieszonkowy, podręczny. Wszędzie się zmieści,  a gdy się schowa nikt jej nie znajdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spróbuję teraz wypowiedzieć się na temat przebiegu wypadków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracałyśmy skądś. Do krawężnika podjechał czerwony samochód i zatrzymał się. Zatrzymał się, na Boga, tak blisko, że prawie najechałby na mą stopę. Siedział w nim mężczyzna, który od początku nie wzbudzał mego zaufania. Propozycję podwiezienia mnie sformułował szybko, sprawnie, jakby nie dając mi czasu do namysłu i odmowy. Mercurito nawet nie zauważył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz, panie policjancie wyższy szeregowy, Mercurito to jeszcze dziecko...A ten okropny facet zaproponował mi miejsce obok siebie. Wygodne, przestronne. Spokojnie mogłabym wyciągnąć nogi. Scharakteryzowałam już po krótce małpkę. Gdy wyczuła, całkiem zresztą mylnie, że miejsca dla zwierząt w tym aucie się nie przewiduje, chyłkiem wskoczyła do bagażnika, a ja nawet nie zdążyłam się zorientować kiedy to się stało. Bagażnik był szary, wyściełany filcem. Nie wsiadłabym do tego samochodu. Nie z tym człowiekiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko nacisnął pedał gazu, jego usta – wielkie, mokre, rozwarte – przylgnęły do mego policzka. Wtedy powiedziałam „Stop!” oraz „Ja wysiadam”. Lecz nie zdążyłam uchylić drzwi do bagażnika i pozwolić Mercurito wysiąść wraz ze mną. Czerwone auto odjechało z piskiem opon! Prędko, dezorientującym slalomem, po wilgotnym asfalcie. Wiedziałam, co muszę teraz zrobić. Bo jedyne, co mogłam wtedy zrobić, to zapamiętać numery rejestracyjne tego samochodu. W takich okolicznościach nie było to proste. Zwłaszcza, że samochód, gwałtownie skręcił w lewo i zdążyłam jedynie kątem oka uchwycić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;DS 133767, DS? Czy DS 133767? Dziś mamy tyle samochodów, że najmniejsza pomyłka może uniemożliwić odszukanie właściwego. Nie jestem pewna co do samej struktury znaku rejestracyjnego samochodu. Być może to by ułatwiło zadanie. Gdybym wiedziała, że składa się on najpierw z liter, potem z cyfr, a nie z liter, cyfr i znów liter, lub z liter, cyfr i...nie wiem. Mam mętlik w głowie. Zapamiętane cyfry i litery wirują mi przed oczami, a im bardziej próbuje ustalić ich rzeczywistą konfigurację, tym bardziej tracę pewność. Momentami wydaje mi się, panie wyższy szeregowy policjancie, że trzymam w ręku Biblię. Moglibyśmy stracić razem wiele czasu na medytacje wypełnione niepewnymi materializacjami mojej pamięci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na niewiele zda się panu moja dotychczasowa pomoc w śledztwie, dlatego przejdę do rzeczy: powiem, co ja o tym myślę. To porwanie ma bowiem, moim zdaniem, wiele wspólnego z wyprawą, z tym co ją poprzedzało, ze światem i skomplikowanymi relacjami, których ona była częścią. Chcę również przez to powiedzieć, że jeśli na podstawie moich fragmentów nie wyrobi pan sobie wyobrażenia na temat całości, odnalezienie Mercurito nie wydaje mi się możliwe. Ten mężczyzna ją krzywdzi, tego mogę być pewna. Niekoniecznie w ten sam sposób, w jaki mnie odstręczył od siebie. To może być coś zupełnie innego. Jak jeszcze mogę pomóc? Sądzę, że już po Mercurito! Śmieję się, tak, to prawda. Chyba że...będzie na tyle przytomna i na tyle pozostanie sobą w tej trudnej sprawie, że otworzy se bagażnik od wewnątrz, tak zresztą jak se od zewnątrz potrafiła otworzyć, ta cwaniaczka, spryciarka, łobuz, i sama do nas znajdzie drogę. Ale wypadki mogą się potoczyć i w nieprzewidywalny dla nas sposób. Dziękuję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1423569368768921639?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1423569368768921639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/kidnapping.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1423569368768921639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1423569368768921639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/06/kidnapping.html' title='KIDNAPPING'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1491714328463621811</id><published>2010-05-31T15:02:00.000-07:00</published><updated>2010-05-31T15:06:48.675-07:00</updated><title type='text'>Kurtka</title><content type='html'>Mam niebieską kurtkę&lt;br /&gt;Którą nakładam, którą nakładam i zdejmuję&lt;br /&gt;Tyle miejsc i przestrzeni odmawia mi nabicia rąk w jej rękawy&lt;br /&gt;I osłonięcia pleców&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To musi być kwestia przestrzeni...&lt;br /&gt;Nawet jeśli poproszę tego gentelmana&lt;br /&gt;Nawet jeśli on sam się zaoferuje&lt;br /&gt;Przestrzeń wszystkim nam pokazuje TAKIEGO WAŁA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe życie, z przerwami,&lt;br /&gt;Poświęcam na ten gest&lt;br /&gt;W którym z tyłu ręce rozdziawiam&lt;br /&gt;A one wpadają do studni zamiast do rękawa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co chcę powiedzieć?&lt;br /&gt;Że przestrzeń nie pozwala mi się ubrać i wyjść?&lt;br /&gt;O nie nie nie&lt;br /&gt;Przestrzeń nie pozwala mi się ubrać, tłoczyć się z wami&lt;br /&gt;na dziedzińcu, prosić was o ręce, &lt;br /&gt;gdybyście tylko widzieli te ręce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe życie z przerwami&lt;br /&gt;Ten gentelman stoi za moimi plecami&lt;br /&gt;Już jestem prawie gotowa, siostro&lt;br /&gt;Dlaczego siostrze się wydaje że ja nie pojadę?&lt;br /&gt;Pojadę, w swoim czasie pojadę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(z dedykacją dla Mai Komorowskiej za rolę w filmie "Rok Spokojnego słońca" http://www.youtube.com/watch?v=69dqLQJ9BdA)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1491714328463621811?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1491714328463621811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/kurtka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1491714328463621811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1491714328463621811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/kurtka.html' title='Kurtka'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6189939629229894888</id><published>2010-05-30T03:12:00.000-07:00</published><updated>2010-05-30T03:19:03.645-07:00</updated><title type='text'>DO ZIELNONEJ GÓRY?</title><content type='html'>Stało się. Kupiłam bilet na pociąg. Miałam wracać jeszcze tego samego dnia. Zrobiło się ciemno. Ledwie widziałam dworzec i jego liczne perony. Zupełnie jak w Moskwie, jak w Petersburgu,w  których nigdy nie byłam. Lecz zimno, zimno jak na Syberii. Jednak załatwiłam tu swe sprawy i teraz przez głośnik padały nazwy miast "Gdynia" "Zielona Góra" "Zielona Góra" "Gdynia"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko zajęłam miejsce w przedziale, zadzwonił telefon. Odebrałam. Patrzyłam przez duże, otwarte okno. Nie znałam tych widoków, nie przypominałam sobie żadnego szczegółu. A pamięć mam dobrą. Mówiłam do słuchawki, że słabo widzę, że pociąg wjeżdża w tunel. Kolumny, mury, kompletna amnezja. Powiedziałam, że chyba pojechałam w złym kierunku, słyszysz? No... na pewno mój przyjazd się teraz opóźni. Może nawet o cały jeden dzień. Nie wiem, jaka jest następna stacja. Wiem, że miał być z Zielonej Góry do Gdyni, ale okazuje się coraz wyraźniej, że jest na odwrót.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogłabym godzinami jechać prosto przez ledwie oświetlony tunel. Chodzi o to, że spojrzenie ma zajęcie i to porządne. W cieniu, w ciemności wysila się i - jeśli jest nadzieja, że jedzie się we właściwym kierunku - doszukuje podobieństw względem już kiedyś przemierzonej drogi. Jasne, że zawsze jedzie się przy tym w nieznane. Tunel pochłania, wciąga. Jednak tę samą drogę można pokonywać wiele razy i za każdym razem dostrzeże się coś innego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje położenie było za bardzo zdumiewające. Nie tyle nie mogłam dopatrzeć się znanego w nieznanym, lecz musiałam skoncentrować się, aby ten dziwny pociąg wysadził mnie na najbliższej stacji, która mogła być dopiero za jakiś czas, jeśli oczywiście nie byłaby stacją końcową, bo wówczas moja pomyłka miałaby fatalne konsekwencje w czasie. Mówiłam, że pociąg jest dziwny. Prawdę mówiąc, to po pociągu zorientowałam się, że wsiadłam do niewłaściwego. Miejsca na trzy dupy, trzy dupy na jedno miejsce oraz więcej, zdecydowanie więcej przestrzeni. Tak właśnie to wyglądało. Nie trudno już się zorientować, ze ja zwyczajnie wsiadłam do pociągu towarowego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz teraz jak to będzie z biletem? Jeśli przejadę w złą stronę jak najkrótszy odcinek, może da się to odkręcić? Ciekawe czy na tej najbliższej stacji również będzie tak wiele kas jak na tej, na której wsiadałam i można będzie ten problem&lt;br /&gt;sprawnie rozwiązać. Gorzej będzie jak dojadę tam, gdzie grubi jawią się jako chudzi,&lt;br /&gt;chudzi jako grubi, a stare dobre piosenkarki powracają na przystanki i śpiewają swoje szlagiery. Wtedy już nic na pewno nie załatwię. Co się będę martwić na zapas, najwyżej posiedzę se na przystanku i posłucham tych szlagierów. Może nawet wypowiem komplement "jak dobrze pani wygląda". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mały czarny węgielek! Upewnił mnie! Nie ma już innej pomyłki. Jadę w towarowym. Nie pół-towarowym, semi-towarowym, lecz takim towarowym, w którym nie ma ludzi. Nie ma tu siedzeń dla grubasów, ani grubasów dla siedzeń. Skąd zresztą człowiekowi tyle do głowy przychodzi, skoro patrzy cały czas prosto, cały czas przed siebie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6189939629229894888?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6189939629229894888/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/do-zielnonej-gory.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6189939629229894888'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6189939629229894888'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/do-zielnonej-gory.html' title='DO ZIELNONEJ GÓRY?'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8812990748307581369</id><published>2010-05-28T15:14:00.001-07:00</published><updated>2010-05-29T00:31:13.904-07:00</updated><title type='text'>NIETOPERZ WENECKI</title><content type='html'>Przyłożono mi ostrza do szyi i kazano opowiedzieć tę historię!     &lt;br /&gt;Rzecz zaczyna się w Chinach, skąd do Wenecji przybyło dwóch kucharzy o twarzach bladych jak u leciwych dam. Do miasta położonego na wodzie Chińczycy przywieźli w smakowych kubkach receptę na sukces i po roku skromnego życia wynajęli lokal pod restaurację w najciemniejszym zakątku miasta. Tam, gdzie charakterystyczne sploty uliczek znikają i nie pozostaje nawet nadzieja na powrót, Wenecjanie i turyści pokochali &lt;i&gt;Sos nietoperzowy wraz z nietoperzami&lt;/i&gt; podawany w restauracji „Pod Prawdziwymi Nietoperzami”! &lt;br /&gt;Wszyscy narażają się na utratę reputacji, gdy w grę wchodzi konsumpcja. Jednak dla smaku tego dania mężczyźni płoszyli swe kochanki, a kobiety przestawały palcami wskazywać na koronkowe wykończenia pałaców! Fakt, że się tam chadzało należało trzymać w ścisłej tajemnicy przed światem, ponieważ prawdziwe konsumowanie jest konkurencją dla światowej polityki i najważniejszych monoteistycznych religii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracowałem dla Chińczyków jako naganiacz o pseudonimie „Czarny Zwiastun”. Obijałem się o mury kamienic, trafiałem na Plac św. Marka. Uwodzenie potencjalnych degustatorów nie sprawiało mi najmniejszego kłopotu, a jako że wyróżniałem się na tle gołębi  groźnym wyglądem i wprawiającym w oszołomienie sposobem lotu, podążano za mną jak w hipnozie. Stali bywalcy bawili się mną nawet - łapali w garść i podrzucali w górę, wykrzykując „Hej ho!” O przewrotny losie! &lt;br /&gt;Tego lata Wenecja zorganizowała biennale sztuki, a ja oblatywałem Arsenał oraz Giardini. Gondolier doświadczony jest w możliwościach manewrowych czarnej gondoli, ja wyćwiczyłem się w eskortowaniu symultanicznym. I wszystko szło jak z płatka do momentu, gdy w cieniu elewacji wypatrzyłem dziewczynę o rozwichrzonych włosach i niebieskich oczach w kształcie migdała, jakże różnych od moich. Oparta o nagrzaną fasadę św. Fiony de Gusto, przypominała anioła chłonącego światło. Rysy jej twarzy ginęły w słońcu i tworzył się uderzający kontrast między nimi. Bowiem ta druga, szatynka o ciemnej, chłopięcej twarzy prowadziła poufałą rozmowę: &lt;br /&gt;„Nie namawiaj mnie do picia alkoholu. Wiesz jak to się skończy!?”&lt;br /&gt;„Wiem.”&lt;br /&gt;„Więc dlaczego to robisz?”&lt;br /&gt;„Czy ja wiem? Może dlatego, że przyjechałyśmy do Wenecji razem...”&lt;br /&gt;„Powinnam zwiedzać, a staczam się przy tobie.” &lt;br /&gt;„To zwiedzaj!”  &lt;br /&gt;„Kiedy nie mogę!”&lt;br /&gt;„A to dlaczego?”&lt;br /&gt;„Bo chce mi się wina!”&lt;br /&gt;Sfrunąłem zataczając pętelkę między jedną, a drugą panną. Czułem, że doprowadzenie obu na miejsce będzie moim osiągnięciem.&lt;br /&gt;„O, ten nas poprowadzi”&lt;br /&gt;„Nie...”&lt;br /&gt;I poszły za mną. Załapałem wiatr dalmatyński, który odciążał lot styranych skrzydeł, a gdy oddaliliśmy się od gwarnego placu, już bez zakłóceń słyszałem każde ich słowo. Barwy głosów – melodyjnego i miękkiego oraz pełnego z trudem powściąganej ekspresji – splatały się ze sobą: &lt;br /&gt;„Popatrz na niego. Ile musi się namachać rachitycznymi skrzydłami, biedaczek. Gdzież nas prowadzi?” &lt;br /&gt;„Jest taki ciemny, kosmaty. Wcale a wcale nie boję się tego miejsca, do którego zmierzamy.” &lt;br /&gt;„Słusznie, gdyż nic nam nie grodzi. Dobrze znam tę okolicę."&lt;br /&gt;"Doprawdy ciemne wody, jakie od kilku wieków płyną w tych kanałach nie są mniej bezpieczne niż kuracyjne baseny, w których prowadzi się wodny aerobik dla pań”.&lt;br /&gt;Pociągnęły po łyczku Brunello di Montalcino i oto miały przed sobą numer z szyldem. Zanim wstąpiły, padło jeszcze pytanie i odpowiedź.&lt;br /&gt;„A czy Pani karnet po Wenecji obejmuje wyprawy w nieznane?”&lt;br /&gt;„Smak wina często krzyżuje się ze smakiem dobrej potrawy...”&lt;br /&gt;Chińczycy przyjęli gości z Chinom właściwą elegancją, a ja z ulgą zawisłem głową w dół pod sufitem ciemnej obniżonej Sali. Stąd miałem wszystkich na oku.&lt;br /&gt;„Czuję się trochę niepewnie w totalnym mroku. Można by zapalić świece?”&lt;br /&gt;„Drogie panie” przemówił uroczyście pierwszy z Chińczyków „Wkrótce ta skromna sala rozświetli się blaskiem specjalności kuchni, pod której próg przywiódł was czarny Zwiastun ”. &lt;br /&gt;Na te słowa wydałem z siebie pisk, a futerko na mym brzuchu najeżyło się. Zza zasłony przepierzającej kuchnię i jadalnię drugi Chińczyk wniósł półmisek z &lt;i&gt;Sosem nietoperzowym wraz z nietoperzami&lt;/i&gt;. Emanowało z niego światło o czerwono-rdzawym odcieniu, jaki trudno by odszukać na obrazach Tycjana oraz Rembrandta. &lt;br /&gt;Podwójne „ach!” to obawa zmieszana z obrzydzeniem i fascynacją, skoro ich oczom ukazało się wiele sprasowanych nietoperzych ciałek ułożonych płasko jedno na drugim, bądź nabitych na kilka drewnianych pałeczek. Mimo że zanurzone w sosie, wciąż wyglądały na chrupiące.&lt;br /&gt;Kładąc danie na stole, Chińczyk przemówił w macierzystym języku:&lt;br /&gt;„Chociaż przy pierwszym odruchu mięso nietoperza wydać się może naszym gościom nie na miejscu, wierzcie mi, że w wielkim kraju obwiedzionym  murem panuje właśnie taki obyczaj kulinarny. Uważa się tam nawet, że mięso nietopezie jest wzniosłym substytutem mięsa rybiego. Jego konsystencja delikatniejsza, bardziej elastyczna, sprawia, że doznania podczas konsumpcji okazują się niepomiernie względem Europejskich zniuansowane. A teraz kosztujecie i niech smak ten pozostanie w pamięci waszych podniebień. Od tego momentu tracić będziecie wyrozumiałość dla pospolitych rozkoszy tak popularnych tu pizzy i spagetti".&lt;br /&gt;Mniej odważna z dziewczyn rozpłatała nietoperza nożem. Najsubtelniejsza wiązka kilku mięśni i ścięgien osadzonych na drobnych kostkach przypominających ości, jaką w życiu widziała! Widelcem odciągnęła dla siebie kęs, umoczyła go w sosie i po przełknięciu, jak już się pewnie domyślacie, twarz jej zmieniła się nie do poznania. &lt;br /&gt;„Wspaniała robota! Chyba powinnaś spróbować...” spojrzała wymownie na swą towarzyszkę.&lt;br /&gt;Lecz zamiast chęci skosztowania potrawy, tamta wybranka tonem przytomnym wyraziła zdanie w innej, niespodzianej dla mnie sprawie. Zupełnie jakby była nadmiernie religijna, albo wręcz święta, oznajmiła:&lt;br /&gt;„Coś tu poczyna dominować nad waszą salą, gospodarze, i mnie się chce udzielać. Co za dziwny triumf... o woni przypalonego afrodyzjaku. W górę i w dół, chce brać mnie, lecz nie zjedzie mi po dupie! Co ja mówię? Dziwnie się czuję. Jakby przez szybkę, przez okienko. Jakbym się znalazła w jakieś gejowskiej dupie. Lecz zanim stąd wyjdę...”&lt;br /&gt;Wtedy uniosła swój widelec, stanęła na krześle i zbliżyła go do mnie. &lt;br /&gt;„A ty? Wisisz tu sobie jak dywan na trzepaku. Nie chciałbyś dołączyć do swoich kolegów i koleżanek na talerzu?”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8812990748307581369?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8812990748307581369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/nietoperz-wenecki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8812990748307581369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8812990748307581369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/nietoperz-wenecki.html' title='NIETOPERZ WENECKI'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1164288051466913286</id><published>2010-05-26T02:48:00.000-07:00</published><updated>2010-05-26T02:53:09.089-07:00</updated><title type='text'>DOBERMAN Esej filozoficzny</title><content type='html'>...śmiertelnie poważnie i ekstatycznie obawiam się psów, które nie wiadomo skąd pochodzą i przed którymi w związku z tym nie sposób uciec w razie niebezpieczeństwa. Takie psy, mam na myśli dobermany, mogą nawet człowieka rozszarpać. Ale intensywniejsza jest chyba świadomość tego, że właściwie to nie wiadomo, co one mogą człowiekowi zrobić. Substancję z jakiej jest ona złożona równie dobrze można nazwać „dobermanem”. Każde wyjście z domu naznaczone jest nieokreślonym lękiem, że właśnie w dowolnej chwili ten pies skądś może wyskoczyć – np. zza domu, powozu, krzaka – a następnie stanąć przed tobą i wówczas będziesz mieć tę swą bezimienną obawę nie do zniesienia ucieleśnioną.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ludzie w naszych domach gniotą się po dwóch w jednym łóżku. Dzieci powracają do swych dziecięcych łóżek, które tak szybko stają się dla nich przykrótkie. Ich sny przerastają te meble znacznie szybciej niż ciała, a ich pragnienia – każde – prędzej czy później spełniają się, znakując dorosłość. Jak to się dzieje, że mieszkamy wszyscy „na kupie” i obserwujemy siebie mniej lub bardziej uważnie, mając jeszcze przed sobą tak wiele do ukrycia? To sprawia, że mimo ciasnoty, mimo że udało nam się wpuścić pod kaptur nasze marzenia – mówię o tym, że one często się spełniają, lecz nie w tym problem – byle dalej uciekamy z gromadnego miejsca, byle dalej i goniąc nie wiadomo za czym. A potem znów wracamy. Uciekamy, wracamy. Jak tu się nie roześmiać? Jak też nie poczuć przez moment siły płynącej z samowystarczalności jednego umysłu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;spełnienie może przybrać nieoczekiwaną postać. Może być tą ulubioną, żywiołową piosenkarką, ale może być też i pryszczatym sąsiadem, a zwłaszcza już tym i tym. Zatem potargane blond włosy lub peruka i żółte pryszcze na policzku. Czy taka konfiguracja nie powoduje, że spełnienie nas przerasta, że miesza nam tyle z życia i snu, że ledwie zdołamy się otrząsnąć? Znów wówczas powierzamy siebie stanowi nieokreślenia, zagrożenia, tej tam zza płotu, zza miedzy adrenaliny ochrzczonej mianem dobermana? Od wielu lat uprawiam tę filozofię, ponieważ nikt ze mną nie rozmawia, ponieważ pozwalam sobie w ten sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no właśnie. Może się już tu niektórym wydać, że to wywód nudny, mętny lub przewidywalny, a zwłaszcza już odstąpią, jeśli odniosą wrażenie, że „doberman” ma nam tu coś objaśniać. A to nieprawda. Doberman to jest doberman, a ja piszę esej filozoficzny, przez który prowadzi mnie coś, co się jeszcze nawet na smycz nie dało złapać, a czym ja już wymachuję niby jest na łańcuchu i jakbym dopiero co z gór zlazła. Pomyślałby kto, ze to po to, aby przestraszyć. Tymczasem to siła filozoficznego wywodu jest pociągająca, siła która wymyka się spod kontroli, której należy obawiać się aż do samego końca. Ale spokojnie. Chociaż taka moc niejeden domek z kart by wywróciła, niejedną tabliczkę mnożenia zwyczajnie pożarła, a piach na drodze rozjątrzyła w poszukiwaniu swego, spokojnie. Wszystko się może wydarzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;doberman był już dalej i bliżej, trochę na zewnątrz, trochę w środku, trochę pomiędzy. Chociaż zdołał już niemal wpędzić mnie do grobu, wciąż nie wiemy, co on chce nam uczynić i medytujemy nad tym, trochę na wyrost wywołując w sobie dreszcze. Schody, po których się przed nim ucieka z podwórka, zza płotu, urwą się w końcu. Kilka stopni trzeba będzie uczynić z powrotem. Zmierzyć się z obserwacjami bliskich, uchylić rąbka kołderki w kratki i wpuścić tam...fryzjera. Irytacja czytelnika jest dla mnie czymś nieznośnym. Nie można przeciągać, nadużywać czytelniczej uwagi. Być może podążam za smaganym wiatrem kciukiem, który zostanie mi odrąbany. Jednak gdy dzieje się to wszystko, pojawia się doskonałe skupienie, jakiś motyw przewodni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1164288051466913286?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1164288051466913286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/doberman-esej-filozoficzny.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1164288051466913286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1164288051466913286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/doberman-esej-filozoficzny.html' title='DOBERMAN Esej filozoficzny'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-969060965159054129</id><published>2010-05-23T13:37:00.001-07:00</published><updated>2010-05-23T13:37:58.077-07:00</updated><title type='text'>LUDEK</title><content type='html'>Ludek, którego znałam, zawsze był gruby, pękaty.&lt;br /&gt;Robił taką minę, że się uśmiechał i zastanawiał.&lt;br /&gt;Ludek był zawsze większy ode mnie, potężniejszy od mnie,&lt;br /&gt;Nie żaden tam pamperek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak więc wytłumaczyć, że się skurczył do takich rozmiarów?&lt;br /&gt;Że mu z serca wypadł trzeci szlachetny kamień?&lt;br /&gt;Że stoi, maleje, a wszyscy wokół niego biegają?&lt;br /&gt;Że go mijają, a on przerasta ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można też powiedzieć:&lt;br /&gt;Ludek – skóra cielista&lt;br /&gt;Rozmiar – litrowa butelka coca-coli&lt;br /&gt;Serce – z piernika, ukruszone&lt;br /&gt;Nie sięga okienka kiosku, żeby dokupić brakujący kamień.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-969060965159054129?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/969060965159054129/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/ludek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/969060965159054129'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/969060965159054129'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/ludek.html' title='LUDEK'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-155107810608191709</id><published>2010-05-22T04:09:00.000-07:00</published><updated>2010-05-23T07:48:40.886-07:00</updated><title type='text'>Pies</title><content type='html'>PIES&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z mojego pokoju na trzecim piętrze w domu akademickim okno wychodzi na plac przy magazynie. Plac porasta częściowo i w nieregularny sposób koszona trawa, na której również składowane są części do samochodów przemysłowych. Większość z nich pomalowana jest na zielono. Mój najbliższy widok przypomina trochę plac zabaw dla dużych chłopców, lecz unieruchomiony i tchnący dziwnym spokojem bocznicy. Nieco dalej stoją częściowo chyba już nieczynne industrialne budynki, ceglane ściany, które wzmagają poczucie wyizolowania, jakiego można doznać przez to miejsce. Komin, który wyrasta znad przeszklonych pordzewiałym blaskiem dachów, przewyższa rząd przyulicznych topoli, a raczej pozostałych po nich sterczących konusów. Zazwyczaj jest tu bardzo cicho, lecz dość niedawno, na tym właśnie placu miało miejsce niespodziane, ale też groźne wydarzenie.&lt;br /&gt;Trudno dokładnie powiedzieć, kiedy to się stało.  Widoczność była znakomita, dlatego musiał to być dzień. Poza tym pamiętam, że poprzedniej nocy miałam problemy ze snem i pamięć niepokoju rozpiętego pomiędzy dwie rzeczywistości powróciła pierwsza w momencie zdarzenia. To był dzień. Tajemniczość tego, co chcę opowiedzieć, polega na tym, że chociaż tuż za bramą placu otaczającego magazyn, będący biernym obiektem moich spojrzeń, stoi budka ciecia, nigdy nie widziałam tam żadnego psa. Przypomina mi się natomiast jeż, którego kiedyś przyuważyłam buszującego w nocy pod płotem magazynu. Padało na niego światło latarni. Z molochu, jakim jest akademik, wydał mi się mały, bardzo malutki, lecz jednocześnie widziałam go tak dokładnie, jakby był bliżej mnie niż w rzeczywistości.&lt;br /&gt;Lecz nie o tym chciałam mówić, ponieważ stała się rzecz następująca: vis-á-vis mojej twarzy, pojawił się pies. Dosłownie zawisł on na moment w powietrzu. Trudno wyobrazić sobie większe zdziwienie i przez to wskazać wszystkie dodatkowe okoliczności, które je potęgowały.  Sposób, w jaki umysł mój próbował sobie ten wypadek wytłumaczyć nie był bez znaczenia i musiał wynikać z dezorientacji i destabilizacji ludzkiego świata, tak nagle i osobliwie przemienionego. Bo pomyślałam sobie między innymi: ktoś kopnął tego psa, wykopał go w górę. Co za okrutny stróż mógł się dopuścić takiej przemocy?! Lecz zastanawiające było też to, jak człowiek mógł tak wysoko wykopać psa? Dodam, że nie był to pies mały, czy niewiele większy od jeża, lecz bardzo duży, jak rottweiler. Małe miał tylko uszka, które mu fircykowato odstawały od głowy. Pytam: czy na samym środku ponad placem, pojawił się jak Alladyn? &lt;br /&gt;Na ten widok ze mnie coś wystrzeliło. Ogarnął mnie tak wielki niepokój, że przeciwstawić mogłam się mu jedynie poprzez wykonanie kontrruchu wobec pionowej osi, na której szczycie pojawił się pies. Gdzieś w środku siebie czułam ogromny rozpęd, który spożytkowany w poziomy lot zdołałby podciąć podstawę jego istnienia. Na końcu takiego lotu, wyobrażałam sobie, mogło być tylko spotkanie z jakąś podobną do mojej twarzą, lub z wieloma twarzami, a być może pocałunek, na który miałam gorącą i tłumioną ochotę. Lecz czym stała się moja twarz w obliczu takiej sytuacji i czy ktokolwiek jeszcze zniósłby widok takiego zdziwienia, jakie się wtrąciło w jej rysy? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22.05.2009&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-155107810608191709?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/155107810608191709/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/pies.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/155107810608191709'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/155107810608191709'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/pies.html' title='Pies'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-992148240082850532</id><published>2010-05-18T05:23:00.000-07:00</published><updated>2010-05-18T05:23:24.387-07:00</updated><title type='text'>SENTENCJE PODRÓŻNICZE CZARNEJ OWCY</title><content type='html'>SKAŁY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kwiaty opadły, pozostały skały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lina opuszcza się w głąb litych skał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dłonie ścierają się z powodu skał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podróżuję we wszystkich wymiarach czasu, pomiędzy skałami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Medytuję nad zdaniami, które napisałam na temat skał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;RZUTNIK&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzutnik służy mi do wyświetlenia filmu i slajdów z podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzutnik pojawił się w pokoju, w którym nikt się go nie spodziewał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzę skały, pojemnik na korki, licznik i nierówności ściany - nie widziałam ich przedtem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SMAK SKAŁ&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polizałam kawałek skały. Była słona, ale solą która wchłonęła podróżnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sól skały dostała się do moich ust i zassałam skałę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod pokrywą skały zasmakowałam czegoś innego - jej chichotu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-992148240082850532?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/992148240082850532/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/sentencje-podroznicze-czarnej-owcy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/992148240082850532'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/992148240082850532'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/sentencje-podroznicze-czarnej-owcy.html' title='SENTENCJE PODRÓŻNICZE CZARNEJ OWCY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6672000724876394570</id><published>2010-05-14T08:20:00.000-07:00</published><updated>2010-05-14T11:54:21.310-07:00</updated><title type='text'>SERAFITA</title><content type='html'>- Oj dzieje się, dzieje! – stojąc na balkonie byłego własnego domu, wyszeptał Serafita gawędę swego serca.&lt;br /&gt;Został tu zamknięty, a właściwie zatrzaśnięty, nieszczęsny miłośnik nieba – tak - ponieważ do jego domu wprowadziło się młode małżeństwo. Kątem oka widział co oni tam robili, w jego dawnym salonie, przemieszczając się, opatrując znakami zapytania pozostałe po byłym mieszkańcu cienie i czuł tylko duchowe napięcie, materializację ludzkości, która miała związek... z jego drewnianym stołem!&lt;br /&gt;- Misiu, misiu, misiu! – melodyjnym głosem, pełnym słodkiej harmonii nieba i smutnej wesołości uprzedził Serafita dialog pomiędzy nimi. Cóż jedno mogło powiedzieć do drugiego, co by się nie zawierało w tym potrójnym wołaniu! &lt;br /&gt;O zbyt wielu rzeczach pomyślał już, że są jego i przeklął, i ostro skrytykował siebie ponownie wpatrując się tam!  Lecz w pewnym momencie jego spojrzenie spoczęło na przeciwległym podwórku, zwabione chichotem. Bławatkowe, ba!, bławackie oczy Serafity, nie myliły go. Pomiędzy drzewami, na ciemnoziemistym placyku obok oldskulowych komórek ujrzał swą dawną przyjaciółkę, która po wyjeździe do Londynu wiele, wiele lat temu, przestała być Swedenborgianką, zgoliła głowę, zmieniła imię i w ogóle słuch po niej zaginął.&lt;br /&gt;Teraz pojawiła się w towarzystwie swej siostry i obie najwyraźniej szykowały się do przejażdżki rowerowej. Agata – to ta we fioletowym kapeluszu z pióropuszem – oraz (J)ola, do której ta pierwsza zdaje się wołała „Loyal”.  W obu było coś osobliwego. Odwrócone do Serafity tyłem, przypominały mu kiście winogron, na które miałby w tej chwili ochotę. Drobne ludzkie kiście nalane na siodełka i wyodrębnione w okolicach głowy. Ciemne, nieco zazielenione okrągłości. Bagatelna tęsknota!&lt;br /&gt;Nie był to wysoko nad ziemią zawieszony balkon. U dołu widać było ogrodowe rośliny, z których jedna nawet pięła się po ścianie. I Serafita uczepił się jej jednak na widok dawnej bratniej duszy, zapominając kim teraz się stał: że kontynuował swedenborgiański styl życia ze wszystkimi jego blaskami, cieniami oraz stanami pomiędzy. Zwinnie zsunął się po rdestowym pędzie jak strażak i podszedł się przywitać. &lt;br /&gt;- Agata – powiedział.&lt;br /&gt;- Agatha – poprawiła go Loyal.&lt;br /&gt;- Czak, czo ja – odpowiedziała po polsku, ale z przewagą brytyjskiego akcentu. Całość przypominała odgrywanie roli, rap, slang, coś co przyciągnęło uwagę Serafity, który nie nawykł do ziemskiego zaśpiewu.&lt;br /&gt;- Jesteś w Polsce! U rodziny. Do kiedy zostajesz? Jedziecie teraz z (J)olą na przejażdżkę rowerem? – Serafita zasypał Agatę lawiną pytań.&lt;br /&gt;- Czaaak – przeciągnęła, teraz trochę na modłę Bradta Pitta z „Inglorious Bastards”, który puszczono pasażerom w samolocie relacji Londyn – Gdańsk. – Czo znaczi jecziemy z (J)olay na rołwer, am, na pszczejaszczkę po aleykach. Aleykach. Czak?  Emm. A ty czo? &lt;br /&gt;„Mówiła jak robot, jak nakręcona laska, gwijdum, gwijdum, kręć się, plącz w ojczystej mowie!” pomyślał Serafita, którego ojczyzna była wszak gdzie indziej...&lt;br /&gt;- Ja właśnie miałem wypić popołudniową herbatę z piękną Patsy Backer - wymyślił na poczekaniu - ale może skuszę się na przejażdżkę rowerową – dorzucił chętnie. &lt;br /&gt;- Z Patsy Backer? – wtrąciła się Loyal. – A to ciekawe. To ta młoda mężatka, która sprowadziła się do naszego miasta prosto z Amiens? Na jakiś czas, o ile pamiętam. Na dwa, trzy miesiące, może mniej. &lt;br /&gt;- Czo ona muszi bycz teras barco zajęcza... – spostrzegła Agata patrząc na swój rower.&lt;br /&gt;- Nie tak bardzo... – poprawił ją Serafita.&lt;br /&gt;- Ee... barcoł! Moszesz s namy jechacz na rołwer. Jak mogłesz pomyszlecz, że ona teras, w takym życzowym momencze będzie mieć czasz na herbatkę?! Gupku! Pczecież ona teras kcząta szę po domu, robi wokół męsza, masz robbi, samo się robbi, you, don`t you know how it is between the two kjudel dudel old fashion relationship?&lt;br /&gt;Serafita pobladł. Stał pomiędzy dwoma rowerami i czuł, że chce natychmiast unieść się w powietrze. Absolutnie, bezwarunkowo! Jednak Agata, choć minimalnie zarumieniła się na twarzy, oczekiwała, że on jej coś odpowie. A że on nie raczył odpowiedzieć, bo pewne procesy miał już za sobą – przeszedł mianowicie transformację i stał się androgynem – zezłościła się na niego gorzej niż dziecko. I gdy rumieniec kokieterii przemienił się w purpurę gniewu, niespodzianie, obie młode kobiety zaznały mistycyzmu swego sąsiada, w wersji z dwudziestego pierwszego wieku.&lt;br /&gt;Serafita wciąż stał przed nimi, lecz całe jego oblicze pogrążone było w największym skupieniu. Organizacja wyjazdu z tego miejsca, powiedzmy, do Teksasu, nie wymagałaby od niego takiego stanu gotowości, jaki osiągnął teraz. Było to zresztą coś zupełnie innego. Oto z okolic śmietnika przyciągnął do swego policzka stary widelec z ułamanym psztyczkiem. &lt;br /&gt;- Dawna przyjaciółka swedenborgiańska! – wykrzyknął wreszcie, a ona, w całkowitym osłupieniu wyglądała w tej chwili również tak, jakby miała rzucić się na jego policzek, oderwać z niego ten widelec i wsadzić mu do oka. To właśnie był obraz zdrady, zdrady najszlachetniejszych młodzieńczych ideałów, odstąpienie od wspólnoty bycia. Lecz zamiast gwałtownej akcji, na którą ostatecznie nie znalazła w sobie odwagi, powtórzyła wcześniejszą kwestię, dodając do rozmowy niewiele nowego:&lt;br /&gt;- Jak mogłesz pomyszlecz, że ona teras, w takym czasze będzie mieć czasz na herbatkę?! Gupku! Pczecież ona obejmuje swoje życie, a ty tylko jakieś dżiwne powietsze. &lt;br /&gt;Na takie słowa Serafita zareagował halucynacją. Zobaczył w jej twarzy pięciopunkowe wgłębienie. I już! I poczuł, że nie ma ochoty na przejażdżkę rowerową ulicą kocich łbów, szlakiem dziecięcych wspomnień. Że czas z powrotem wleźć na balkon, modlić się, czekać, unieść wysoko czoło i ręce.&lt;br /&gt;- Serafito – nieoczekiwanie przemówiła  (J)ola, która dotychczas uważnie przyglądała się tej sytuacji z boku, bardziej jako niezależny obserwator niż uczestnik -  Wydaje mi się, że powinieneś dmuchnąć w alkomat...&lt;br /&gt;I wyciągnęła z plecaka czarny atłasowy worek, obszyty koronką, który od razu nieznacznie wypełnił się wiosennym wietrzykiem. Kształtem przypominał obecnie ziemskie tyłeczki obu dam, których miejska wycieczka została odwleczona. Nieśmiało wysunęła go w kierunku Serafity, a ten dmuchnął do jego wnętrza tak niezgrabnie, wydając przy tym odgłos całkiem pozbawiony wdzięku, że na całym podwórku nagle zrobiło się ciemno. Tak, czerń atłasu rozprzestrzeniła się wszędzie jak duch, który nie pozwala przez siebie przebrnąć i budzi grozę. Z woreczka udało się tej istocie, której uroda przypominała którąś z zachowanych przed oczami świata Madonn samego Rafaela, wywabić wszystkie cienie bytu. To już nawet nie był dzień zamieniony w noc, najodleglejsze miejsce, w które dociera się rowerem, czy firanka zasunięta w oknie świeżo poślubionych. Był to inny rodzaj zwieńczenia. Lojalność wobec cienia.  &lt;br /&gt;(J)ola będzie mogła zorganizować dzieciom w przedszkolu wycieczkę do strażackiej remizy. Agatha poprawi kapelusz i zaśpiewa na pokładzie wojskowego samolotu, wypełnionego armią pełnokrwistych żołnierzy! Patsy i jej mąż otrą się o wspólny stół i jedno z nich jęknie. Natomiast Serafita, ten wygnaniec nieba? Widzi zbyt wiele, aby przystać na strzępki istnienia, jakie wyłoniły się po wydmuchaniu atłasowego woreczka. Jeszcze trochę potknięć pośród nieznanych akcentów mowy. Jeszcze raz zawiesza się o barierkę swego balkonu – i najprostsze, najbanalniejsze, lecz i tajemnicze, bo niezamierzone - umocowanego pomiędzy jego ziemskim i niebiańskim domem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6672000724876394570?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6672000724876394570/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/serafita.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6672000724876394570'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6672000724876394570'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/serafita.html' title='SERAFITA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8733119446680820832</id><published>2010-05-11T09:01:00.000-07:00</published><updated>2010-05-11T09:03:44.786-07:00</updated><title type='text'>SENTENCJE CZARNEJ OWCY</title><content type='html'>LUDEK&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludek się zmniejszył do rozmiarów pół litrowej butelki coli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludek stracił większość swojej objętości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwiedziłam ludka, obwiodłam go spojrzeniem i wyprowadziłam z duchowej opresji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SERCE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddam ci moje serce, lecz jest z piernika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje serce jest ukruszone: wypadł z niego jeden z trzech szlachetnych kamieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje serce jest podpisane na trzy różne sposoby: EJot, &lt;i&gt;EJot&lt;/i&gt; oraz tak samo, lecz z większym rozmachem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;DUCH&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duch napierdala w powietrzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duch wezbrał przed sklepem i stworzył niewidzialną barierę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwytam za rękę co mogę i przeprowadzam przez duchowe zgęszczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ROMBY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Romby ścisnęły czaszkę i szczękę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Romby odebrały mowę i kazały uważniej analizować sytuacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Romby to nie są znane nam z ilustracji kształty, lecz aktywni aktorzy świadomości oraz percepcji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8733119446680820832?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8733119446680820832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/sentencje-czarnej-owcy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8733119446680820832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8733119446680820832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/sentencje-czarnej-owcy.html' title='SENTENCJE CZARNEJ OWCY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8515762112584943338</id><published>2010-05-09T13:30:00.000-07:00</published><updated>2010-05-09T14:23:46.331-07:00</updated><title type='text'>KRÓTKA HISTORIA O ŚWINCE, KTÓRA SIĘ NIE PORUSZYŁA.</title><content type='html'>Może wam się tak historia wyda niedorzeczna, ale zaczyna się tak: &lt;br /&gt;Wśród świń poruszenie: Pan przyjechał na folwark samochodem! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma w tym nic dziwnego, powiecie, a ja dodam: Pan, który był nieugięty i pełen twórczej energii. Teraz proszę was już tylko o skupienie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały folwark zawczasu rozciągnął się przed nim. Dom, stodoła, obora – a tak to się działo - wszyscy mieszkańcy wyszli jego pięknym ogonem pokręcić. Miał bowiem ogon. Kupił sobie w Istambule i doczepił do spodni w taki sposób, że gdzie się nie pojawił, wydawał z siebie osobliwe dźwięki. Nie dało się tego pomylić z niczym innym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie, w dziurawych rękawiczkach rzucił cukierki swym świnkom! Teraz dopiero - choć nic jeszcze nie powiedział wprost – żądać będzie prezentacji papierków. Żądać, ponieważ wcześniej wszystkim się z nimi podzielił. Jednak nie potrzeba było nawet jego słowa, tym bardziej niczyjego komentarza, że nie wszyscy zjedli. Co za wstyd, co za drżąca pogoda. Ktoś musiał otworzyć im usta, a nie tylko szukać pośród torfu i chrumkać na widok słodkości marki „Benjamento”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gdy już Pan stanął nad nami, zakwiczałyśmy chórem - kwi kwi kwi, chrum chrum chrum – wszystkie oprócz jednej. Następnie kazał nam przeciskać się przez oborę. Każda pchała się w tę szparę jako pierwsza, jak najprędzej. W nagrodę, z uniesionymi dłońmi, miał poczytać nam książkę z papierków, przepraszam, to chyba chodziło o recenzję książki. Patrzcie w górę, świnki. Już stanął nawet po drugiej stronie, już wysoko uniósł ręce, a my, jedna po drugiej, pod spodem przejdziemy na jego żądanie w dwóch rzędach. Tu troszkę, tam troszkę.  Aż w końcu każda przejdzie. &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tej, że się tu wtrącę, jak jej tam na imię było…? Ta weszła i w środku celowo utknęła, spokojnie obserwując jak przechodzi reszta. Gdy więc kanał został przez nią zablokowany, znieciecierpliwiły się pozostałe świnki, a nawet troszkę postarzały. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wyjdź stamtąd, albo przeciągnij mnie do mojego pana!” nachyliła się najstarsza świnka do tej, która opóźniła przejście i krzyczała na nią „Czemu tam jesteś?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niech inne cię przeciągają, jedna z jednej strony, druga z drugiej. Ta, która już przeszła i ta, która jeszcze nie przeszła. Niech najpierw wezmą od ciebie laskę, a potem cię przepchną. Ja tu zostanę.”&lt;br /&gt;„Zwariowałaś, głupia locho! Zajmujesz miejsce w przeciągu” odezwały się zwierzęta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ona tylko patrzyła, jak tamte przeciągały starą. Potrzeba było na to sporo siły, ponieważ od czekania zrobiła się wyjątkowo utyta. I gdy one ją wydłużały, że podobnie zajęła całe miejsce, Pan na zmianę czytał z papierków oraz grał na flecie. W międzyczasie znów postawił warunek i zakręcił ogonem „Jeśli dojdzie do tego, że wszystkie świnie nie przejdą, przestanę czytać biblijną recenzję! Chodzi mi o maciorę. Chcę dać jej cukierka”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem co się stało z resztą, ale maciora tam została. Wzrok jej się poprawił od wpatrywania, które pozbawione było widoku cukierków. Obora coraz mniej dociskała ją z każdej strony, jednak naprawdę nadal nie było sposobu, żeby ją stamtąd wyciągnąć! Wszystkim odpowiadała, że była to ostatnia rzecz, jakiej ona chciała: smak cukierków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pigi Guggenheim&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8515762112584943338?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8515762112584943338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/krotka-historia-o-swince-ktora-sie-nie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8515762112584943338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8515762112584943338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/krotka-historia-o-swince-ktora-sie-nie.html' title='KRÓTKA HISTORIA O ŚWINCE, KTÓRA SIĘ NIE PORUSZYŁA.'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2598014713012212215</id><published>2010-05-06T06:16:00.000-07:00</published><updated>2010-05-06T06:16:59.237-07:00</updated><title type='text'>FRAGMENTY Z PODRÓŻY</title><content type='html'>&lt;b&gt;Fragment 1&lt;br /&gt;O dziewczynce, która zatopiła statek swoim dziewczęcym gadaniem&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Teraz, gdy minęło już wiele lat, opowiesz nam tamto wydarzenie?&lt;br /&gt;- Czy naprawdę chcecie usłyszeć moją wersję? Jestem już starą kobietą. Wiele umknęło mojej pamięci. Wszyscy wiecie, co się stało.&lt;br /&gt;- Wiemy, że ty nie jesteś starą kobietą i nic nie umknęło twojej pamięci. Wiemy, że przenosisz twarz z jednego miejsca w drugie, lecz to nie do końca twarz. To rodzaj wydętych ust. Ponieważ nigdy o tym nie opowiadałaś, opowiedz choć raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Z drzwi pokładu, pośród ciemności, machała do mnie ręką postać. To było zaproszenie w rejs najpotężniejszym promem świata. Lecz mimo wielu stopni jakie nas dzieliły – może nawet kilkudziesięciu - mogłam ją widzieć i wiedziałam, że do mnie skierowana była  ta ręka. &lt;br /&gt;     Nie podobał mi się stukot dobiegający z maszynowni, gdy wchodziłam na górę. Nie lubię dźwięków, które się pojawiają na przekór, gdy chcemy słyszeć coś innego. Jakże są przeklinane przez człowieka te wtórne hałasy. Ponieważ byłam nisko, a na pokładzie nie zapalono jeszcze światła, chciałam słyszeć tylko odgłos machającej ręki. Skrobanie i pukanie coraz głośniej dobiegało zza białej blachy promu i nic już nie mogło mi dać ciszy, której potrzebowałam na wejście. &lt;br /&gt;     Wielu było pasażerów na pokładzie. Dużo rozmawiali. Zazwyczaj o odbytych wcześniej podróżach. W tym temacie mieli sobie mnóstwo do opowiedzenia, a wielka przestrzeń statku była w stanie wszystkie te ich historie pomieścić. Statek odcumowywał od brzegu, a pasażerowie wspominali minione przygody nie spuszczając z siebie oczu. Jedli i pili oraz, wiadomo, robili zakupy w sklepie bezcłowym. Wszędzie jednak te rozmowy. Poczekaj, niedługo będzie ich jeszcze więcej i nie będzie wolnego miejsca od tematów, które cię nie interesują. Chciałam się przychylić jeszcze niżej i usłyszeć morze. Jak brzmi na zewnątrz i jak opływa zanurzoną część statku.&lt;br /&gt;     Postać, która machała do mnie ręką, okazała się moją daleką krewną. Jadła i piła jeszcze więcej niż inni pasażerowie, zachęcając mnie do tego samego. Nigdy nie stroniłam od jedzenia i picia. Zawsze chciałam odnaleźć swą daleką krewną i posłuchać jak to było, kiedy ostatni raz płynęła promem do Szwecji, a sztorm przewrócił statek na środku morza! A tak, właśnie, wywrócił go do góry dnem, czego ona spodziewała się już na samym początku, jeszcze stojąc na lądzie, w bezpiecznym porcie wahając się co do podróży. Szukam ludzi, którzy opowiedzą mi o swoich doświadczeniach bardziej ze względu na ciszę niż na siebie. &lt;br /&gt;     Ze względu na ciszę chciałabym mówić o fali, która nadciągnęła z głębin morza i uderzyła o dziób tamtego promu. Wszyscy pasażerowie, łącznie z moją krewną, schowali się do swych dwumetrowych kajut. Po części przypominali i falę - w tym, że wezbrali strachem przed śmiercią jak małe błękitne toytoye. Tymczasem fala była pojedyncza i szła na nas ja rulon, coraz większa. Wszystkie wasze historie umrą, lecz moja ostatnia historia dotyczyć będzie fali, która rąbnęła o statek i przelała wodę na jego pokład. Potem była następna. &lt;br /&gt;      Hej, czuję, że nie będę musiała już utrzymywać naturalnych kontaktów z krewną! Hej, nie nakarmi mnie już żaden stół, ani nie napoi kieliszek! Niech ten, kto nie ma nic do powiedzenia, nie mówi: jego cisza jest zbawienna. A ten, kto czuje, że mu odebrało mowę…co on ma zrobić? A skąd mam to wiedzieć! Fala ryknęła i tylko to się liczyło. Gdyby nie fala, nie słyszelibyśmy się wzajemnie. Ledwie się słyszymy. Nie chcę, żebyście słyszeli mój infantylny głos. Z wielu innych względów nie pozwoliłam ratować tej wycieczki. Katastrofy są najpłodniejsze. Znam je od podszewki.  Znów stoję pomiędzy dziobem a falą i nie dam zatopić tego statku. Co?! Nie wrócę do portu i nie pozwolę znów dziać się tym wszystkim strasznym rzeczom. Nie ma odwrotu, gdy już pozamykałam wszystkich w błękitnych toytoyach…&lt;/i&gt;    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Fragment 2&lt;br /&gt;Wspomnienie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalazłem się pomiędzy drobinami przestrzeni o słabej widoczności. Rozciągnięty – patchworki polan i lasów zmieniły się pode mną - pytający, gdy mogło się to stać, zadałem kolejne rezonujące pytanie „jakie jest powietrze?” Otwarta przestrzeń zbierała się wokół mnie. Lecz właśnie z tej niewiedzy bierze się błaganie, żeby pisać dalej. O tej przestrzeni, która zagarnęła i wciąż jest jej więcej. Niedostępnej, o którą się ocieram i którą wydzielam z siebie. Na dole zostały kobiety i mężczyźni, odległe wspomnienia mojej konsystencji. Wspominam ich, ponieważ dzieli nas i przybliża głupie echo. Najdotkliwsze wspomnienie stworzone jest z powietrza i oddalone przez powietrze. Nie takie jednak, którym na co dzień oddychasz, lecz tylko poprzez rodzaj wytężonej uwagi możesz utrzymywać je i wydychać z siebie. Zatrzymałem się na chwilę. Wróciłem w to samo miejsce. W dole widać słabnące patchworki złożone z kobiet i mężczyzn. Jestem w stanie ciągłego wdychania i wydychania zamglonego powietrza. Nie jest to jednak mgła, jaką widzisz za oknem wodząc palcem po szybie. Jest podobna do najgęstszej, gdy w jej nierozproszeniu obraca się powietrze i wspomnienie, a drzewa dłubią w niej, żeby cię dosięgnąć. Z powodu tych drzew masz dodatkowe wspomnienia. Jestem w stanie zbyt rozciągliwym, a moje nozdrza wdychają powietrze, które przemienia umysł w delikatne włókno. Czuję zapach własnego rozkładu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2598014713012212215?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2598014713012212215/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/fragmenty-z-podrozy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2598014713012212215'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2598014713012212215'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/05/fragmenty-z-podrozy.html' title='FRAGMENTY Z PODRÓŻY'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-1614013530302269264</id><published>2010-04-28T01:31:00.001-07:00</published><updated>2010-04-28T01:31:48.073-07:00</updated><title type='text'>BEZRADNOŚĆ NAUCZYCIELKI</title><content type='html'>Dla A.S&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;     Co to był za konik, ach, co za polana! &lt;br /&gt;     Z daleka wyglądał jak zmęczona szkapa trudząca się drogą pod górę. Lecz w miarę jak się zbliżał – okazało się, że ma białą sierść – jego chód przypominał kołysanie się konika na biegunach. Uśmiechnął się do mnie i jego wydłużony pysk stał się jeszcze bielszy. Pomyślałam, że to wcale nie częste oglądać przód konia. Od razu też pewne części wydały mi się u niego nie na miejscu. Oczy miał osadzone wyżej niż zazwyczaj mają konie. Wesoło rozdęte chrapy mieściły się bardziej po bokach. Niby nic nadzwyczajnego, ale w połączeniu z jasnymi ustami, miękkimi jaz z wełny, ten koński pysk, który przybliżał się i tyle samo oddalał, nie przypominał po prostu oblicza swego gatunku. &lt;br /&gt;     W miejscu, w którym stałam, polana zaginała się, a droga zwężała. Nie było tu miejsca dla mnie i dla niego. Ponieważ on szedł bardziej w lewo niż w prawo, znalazłam się na linii jego pyska, przyciśnięta. Widziałam teraz więcej polany. Było to chyba jak kręcenie i cięcie filmu. Obracana na strony świata, pod takim i takim kątem, obserwowałam przyjemny, wiosenny pejzaż, od czasu do czasu spoglądając także na grzbiet, który byłby w stanie mnie pomieścić. Niebo nie było jednak całkiem bezchmurne, a pośród trawy kryło się też trochę cienia. Drobne listki  wydawały się z tej odległości potężniejsze. Powtarzam, co to był za konik!&lt;br /&gt;     Jestem wiejską nauczycielką, bardzo obowiązkową. Mieszkam w górę od wioski, pięć kilometrów do szkoły. Latem przemierzam ten dystans na piechotę. Teraz jest wiosna, a na połowie mojej drogi wciąż jeszcze zalega śnieg. Konika spotkałam właśnie w miejscu, gdzie śnieg przechodzi w pierwszą zieleń. Cofnęłam się wraz z nim do domu i ulokowałam w naszej małej stajni. Teraz były u nas trzy konie! Dwa do uprzęży i ten mój źrebak, przekornie do sanek, ale i to było niepewne, ponieważ nie wiadomo było od czego on się urwał i czy się nadaje.&lt;br /&gt;     Moja matka przyniosła mu jedzenie, ale nie chciał jeść końskiego. Zauważyła, że jest z nim coś nie tak. Powiedziała „Ten konik cierpi, dziecko. Na razie nie nadaje się do zaprzęgu. Trudno mi powiedzieć, co mu jest. Przyjdzie ojciec, to obejrzy”. Dla mnie to był trochę inny kłopot, ponieważ ja już nie mogłam zlokalizować żadnej rany na jego nogach, ani pomiędzy kopytami. A chociaż zewnętrznie był nieskazitelny, kuśtykał. Mama wpadła na pomysł, którego nie mogły obserwować nawet dwa pozostałe konie. Z naszego stołu zniosła źrebakowi dwa kawałki czegoś do jedzenia i umieściła pomiędzy paszą. Ku mojemu zdziwieniu zjadł tylko jeden, na chwilę pozostawiając niemiłą dla oczu większą dziurę pośród drobnego ziarna. Mówię o tym, że zjawiłam się natychmiast po skończonym posiłku. Był przede wszystkim markotny.&lt;br /&gt;    Potrzebowałam zaprzęgu, aby zawieść szkolnym dzieciom lekturę do czytania na następny dzień. Ojciec właśnie wyprowadzał dwójkę. Nie miał teraz czasu obejrzeć sobie nowego. Moje serce krajało się, ale musiałam zaprząc źrebaka. Zrobiłam to jednak inaczej niż zwykle. Aby zmniejszyć sobie widok na jego cierpienie, umocowałam lekki zaprzęg, złożony z małych dziecięcych sanek, na przedzie. Moje nogi nie mieściły się na nich całkiem. Odstając mogły ewentualnie przyczynić się do jazdy. Lecz konik ani mnie nie ciągnął, ani nie popychał sanek silnym pyskiem. Odwróciłam się do niego wymownie. Miał wielkie oczy. Powietrze przepruwało jego cienkie nóżki. Coraz ciemniejsze powietrze. Zbójcy mogli przyjść w każdej chwili i wyśmiać mój pojazd z kart. &lt;br /&gt;     Co miałam robić, skoro dzieci nie mogły zostać bez tekstu na drugi dzień?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-1614013530302269264?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/1614013530302269264/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/bezradnosc-nauczycielki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1614013530302269264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/1614013530302269264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/bezradnosc-nauczycielki.html' title='BEZRADNOŚĆ NAUCZYCIELKI'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2388215149062501133</id><published>2010-04-24T22:09:00.000-07:00</published><updated>2010-04-24T22:17:55.218-07:00</updated><title type='text'>Piosenka Czarnej Owcy Apostołki</title><content type='html'>Jestem Czarną Owcą –&lt;br /&gt;Pi-ja-niu-teńką&lt;br /&gt;a gdy ja pijana&lt;br /&gt;całe stadko ze mną&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cała polanka&lt;br /&gt;jakby podchmielona&lt;br /&gt;lecz to tylko trawka&lt;br /&gt;rosą pokropiona&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pójdę se nad strumyk&lt;br /&gt;gdzieś do wodopoju&lt;br /&gt;wszystkie owce za mną&lt;br /&gt;nie ma kto do boju&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Hola! Dreszcze przeszły wełnę:&lt;br /&gt;przecież Apostołka została beze mnie!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jaka ja biedna&lt;br /&gt;jaka ja głupiutka&lt;br /&gt;wieść dziś wystrzyżona&lt;br /&gt;bez czarnego futra&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieść bez czarnej duszy&lt;br /&gt;wysublimowana&lt;br /&gt;że pastwisko znikło,&lt;br /&gt;nie ma go od rana!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2388215149062501133?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2388215149062501133/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/piosenka-czarnej-owcy-apostoki.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2388215149062501133'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2388215149062501133'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/piosenka-czarnej-owcy-apostoki.html' title='Piosenka Czarnej Owcy Apostołki'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-7500049494101334554</id><published>2010-04-22T05:58:00.000-07:00</published><updated>2010-04-22T06:37:31.269-07:00</updated><title type='text'>GLAMOUR: OD FANTOMU DO ŚMIERCI</title><content type='html'>O festiwalu inSPIRACJE 2010.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W feministycznej perspektywie książki „Glamour: Women, History, Feminism”  napisanej przez Carol Dyhouse pojęcie glamour rozświetlone jest jako składnik kobiecości należący do sfery realizacji władzy wykraczającej poza męskie fantazje na temat kobiecego wyglądu. Z kolei książka “The Beauty Myth - How Images of Beauty Are Used Against Women”  autorstwa Naomi Wolf rozpoczyna się znanym cytatem z Wirginii Wolf „It is far more difficult to murder a phantom than a reality”. Chciałabym jednak skupić się na tym, że ta władza uroku, co jest już moją interpretacją, nie należy tylko do kobiet, ale i mężczyzn, i innych bytów. Jest władzą oraz kategorią estetyczną, jak mało która podszytą śmiercią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Wizualnej inSpircje (18-21.03. 2010) odbył się pod auspicjami pojęcia glamour. W Szczecinie (plus klasyka gatunku: berlińska wystawa niemieckiego fotografa Helmuta Newtona „Sumo”, której tytuł odsyła do niezwykłego przedsięwzięcia fotograficznego, gigantycznego albumu z fotografiami ze świata mody, obchodzącego swe dziesięciolecie) pokazane zostały indywidualne i zbiorowe projekty mające przybliżyć to pojęcie poprzez eksplorowanie związków sztuki, mody, fotografii i dizajnu, najogólniej rzecz ujmując. Daleka od kierowania się definicjami książkowymi, lecz zasugerowana transgresyjnym pierwiastkiem tkwiącym w glamour, przyznam, że po wybrzmieniu patronującego festiwalowi hasła, oczekiwałam wydarzenia, które zapraszałoby szczególny estetyczny nadmiar w kreowaniu rzeczywistości, spektakularnie folgowałoby sobie po to, aby je podziwiać z przymrużeniem oka i jednocześnie śmiertelnie serio. Na inSpiracje przybyłam zatem z wachlarzem własnych wyobrażeń o glamour, w których mieści się zarówno przepych jak i kamp – ale nie tylko – w związku z czym za ich otwarcie uznałam moment pojawienia się w różowej scenerii jednego z pawilonów na Wałach Chrobrego pary hermafrodytycznych bliźniąt z przyszłości, berlińskiego duetu Eva&amp;Adele. &lt;br /&gt;Gwiazdy wkroczyły na festiwal prosto z maszyny czasu, którą podróżują również po ziemi, w blasku fleszy, odziane w pink-kostiumy własnego kroju, z charakterystycznym logo dwóch nierozłącznych łysych główek ujętych w formę serca. Następnie, wdrażając ideę Lebenskunstwerk w każdy fragment życia, duet udał się oglądać własne prace z cyklu „Mediaplatic” (1989-2000). Złożyły się na nie okładki magazynów ukazujące zjawiskową parę spoza granic płci tak jak postrzegają ją oczy mediów. Roztaczając aurę ekscentrycznej bajkowości, wcielając wizję utopijnej tolerancji, pozowali na tle własnych, zgodnych wizerunków - czegoś na skrzyżowaniu podstarzałego kosmity z progeryjnym dzieckiem. Urzeczywistnieniem siebie rzucili wyzwanie ramom sztuki, nadając jej efemeryczny posmak przyszłości, ponieważ - jak twierdzą - ich istnienie dzięki mediom jest krótkotrwałe i w każdej chwili mogą zniknąć. „Dzisiaj jesteśmy, jutro nas może nie być”.&lt;br /&gt;Tak się złożyło, że oni dla mnie wyznaczyli pewną skalę (czy raczej stężenie glamour w glamour), która wydała przygotowaną przez organizatorów nieco chaotyczną miksturę na pastwę możliwie osobistej refleksji. Przekazanie amplitudy glamour indywidualnej intuicji zbiegło się zresztą z inicjalnym na polskim gruncie charakterem imprezy o takim temacie. Bynajmniej nie chodziło mi o spłaszczoną wersję glamour. Zdana na żywioł złaknienia oblicz tej jakości, po konfrontacji z wieloma pracami doszłam do wniosku, że najbardziej odpowiada mi, gdy prowokuje ona paradoks, a mianowicie gdy utrzymuje widza w stanie przyjemności, tj. za jej sprawą uśmierzone zostają wszelkie okoliczności, które mogłyby uziemiać, a jednocześnie wzbogaca wyobraźnię w przebłysku spełnionej fantazji o quasi-namacalną jakość możliwą do osiągnięcia w pewnych warunkach otwartości na nowe. Owo osiąganie wiązałoby się w tym przypadku również z grą konceptami i materiałami coraz mniej należącymi do przedmieść estetyki, a jednak nigdy nie docierającymi do jej centrum. Będę się upierać przy tak enigmatycznej definicji.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inaczej w przypadku nowojorskiego projektanta Karima Rashida, „wysoce stylizowanego gościa przybyłego z syntetycznego wszechświata”, nieco irytującego lanserskim naddatkiem. Swe przedmioty z serii  POLUXURIOUS (2010) – w tym wokabularzu mieszczą się m.in. zmaterializowane ikony o amorficznych kształtach przypominających te znane nam z wirtualnej rzeczywistości - sytuuje „między cyfrową fikcją a namacalną rzeczywistością.” Z pewnością, lecz kto widział, być może zgodzi się z przeczuciem, że ich miejsce może być jeszcze gdzie indziej: w ekskluzywnej skończoności. Moją uwagę zwróciły natomiast fotografie młodego Rosjanina, Olga Dou, z cyklu „Toystory”, dzięki którym motyw przewodni festiwalu skojarzony został z radykalnymi manipulacjami przeprowadzanymi na dziecięcych twarzach za sprawą cyfrowej obróbki zdjęć. Zafascynowany „problemem nadczłowieczej tożsamości” zaprezentował zdjęcia twarzy, z których wymazane zostały znamiona cielesności. W efekcie nowe twarze kojarzyły się z niepokojącymi obliczami manekinów, wobec czego nie mogłam się oprzeć, by na próżno nie obliczać różnicy wieku między nimi a mną! Kwestię manipulacji obrazem oraz usytuowania glamour w czasie i przestrzeni podjęły również fotografie berlińskiej artystki Ivonne Thein z cyklu „Trzydzieści dwa kilo” (2006-2007), wprowadzając w jej obszar element grozy. Ukazane na nich zostały upozowane, anorektyczne ciała kobiet, częściowo ubrane i zabandażowane, będące karykaturą idealnej kobiecej fizyczności.  Memento mori!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dniu inauguracji festiwalu można było zobaczyć także wystawę „Fashion Invasion. Współczesna moda i fotografia z Polski”, której charakter skupiło, nieco upraszczając, umieszczone vis-á-vis wejścia do wydzielonej dla niej przestrzeni zdjęcie dużego formatu.  Sfotografowana modelka na fragmencie ciała odsłoniętym przez bluzkę z głębokim dekoltem nosi nanizany na żyłkę naszyjnik-napis z czarnych liter „Polish invasion”. Jest atrakcyjna, gdyż ma wyrazistą, asymetryczną twarz i rzuca widzowi zawadiackie spojrzenie. Bliższe przyjrzenie się jej zdradza ciekawe detale-pęknięcia: niedokładnie rozprowadzony fluid, który przyprószył nastroszone włoski na nosie, czy popruty dekolt bluzki. Zdjęcie to mogłoby być ilustracją korespondującą z deklaracją kuratora wystawy, Adama Mazura: „Moda polska nie istnieje. (...) W Polsce nie ma mody jako szeroko dyskutowanego fenomenu społecznego i kulturowego. Nie ma mody jako ważnej formy ekspresji i mody jako przestrzeni eksperymentu z tożsamością jednostek i grup.” I wystawa ta, prócz swego wyrazistego akcentu, ledwie zaistniała w mojej świadomości. Znamienne okazało się to, że oprócz takiej cechy skonstruowanego obrazu polskiego świata mody - ukazanego, jak zaznacza Mazur, obiektywami najwybitniejszych fotografów i stylistów - jak obiecująca potencjalność (fotografie Zuzy Krajewskiej/Barka Wieczorka, Aldony Karczmarczyk, czy Artura Wesołowskiego) odnaleźć można było element amatorskiej próby, czy jakości stylu życia celebrytów (fotografie paparazzo z serii „Okiem Komara” Mikołaja Komara), wobec których zrodziło się wrażenie wtórności i poczucie bezradności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był również pokaz kosmiczno-naturalej kolekcji robiącego karierę na Zachodzie polskiego projektanta mody Kristofa Stróżyny. Poprzedził on prezentację najnowszego modelu luksusowej limuzyny BMW, przy czym nieproporcjonalność obu składników miała już bardziej biznesowy odcień. I tu o cyklu fotografii Kobasa Laksy „Portrety Prezesów z Listy 500” (2009), gdzie każdy gest i gadżet należący do sportretowanego budował wizerunek cezara naszych czasów. Jeszcze więcej sztabek złota, przetopionych na błyskające w uśmiechu zęby, krawat po którym brawurowo zsuwałby się kieliszek z wódką, zdradzający ekwilibrystyczne umiejętności człowieka, który osiągnął szczyt, i byłabym w stanie uznać glamour prezesów! Moje wyobrażenia rozminęły się z rzeczywistością jak fantom. Jednak chcę również przez to zasugerować spektrum recepcji odpowiadających tej kategorii estetycznej, od skrajnej afirmacji i gloryfikacji królestwa zewnętrzności sprzeciwiającej się idei wnętrza, za którym mieściłaby się jeszcze jakakolwiek motywacja wyzwolenia człowieka, po krytyczny dystans, niewrażliwość, czy wręcz wrogość. Każdy z tych składników wędrował wraz ze mną po różowych labiryntach jak sanie św. Mikołaja wypchanych atrakcjami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak w przypadku otwartej drugiego dnia kolejnej dużej wystawy projektów indywidualnych. Pojawiło się tu większe zróżnicowanie i ekspresja odcieni glamour. Zacznę od prac z inspiracją religijną, w pierwszej kolejności od „Pawia” (2009) Iwony Demko, czyli ozłoconego cekinami zestawu szufelki i zmiotki, ustawionych na piedestale, w glorii. To, co było na dole, znalazło się u góry, a czerwony dywan, jaki połączył poziom profanum z sacrum, prowadząc do monstrancji codziennego użytku, zachęcał do aplauzu! Na moment, ponieważ z piedestału prosto na surową podłogę: „Skulpt up” Karoliny Szymanowskiej (2007). Chciało się zakuć w dyby tego urządzenia przypominającego krzyż utworzony z dwóch czerwonych, wygodnych desek do prasowania! Służący do kształtowania idealnej kobiecej sylwetki sprzęt, ze swoimi mechanizmami przytwierdzającymi i regulatorami, żywo przypominał urządzenia korekcyjne Zbigniewa Libery. Mniej krytyczny, a bardziej sexy, akcentujący styk męki i rozkoszy, wzbudził lęk przed zatraceniem i anihilacją. Natomiast postać Marfy Filipownej z fotograficznego cyklu „Punkt G” (2009) Łukasza Owczarzyka wywołała falę sympatii, ponieważ Marfa okazała się kobietą właśnie nieskrępowaną, która ma odpowiedni stosunek do wartości związanych z modą; wiele potrafi też wykrzesać z siebie. Oto naga, przy kości, wybielona jak gejsza, bądź umarana czekoladą, pozuje w domowym wnętrzu, pośród zwierząt sztucznych i prawdziwych, następnie jako karmicielka, która sama staje się pokarmem ofiarowanym na kuchennym stole. Pyta Gwiazda „Co dla ciebie znaczy być glamour?” i Marfa odpowiada trochę na modłę autoreklamy „(…). Prawdziwy glamour to zawsze mieć cel w życiu i robić rzeczy, które są potrzebne i sprawiają, że ty sama czujesz się potrzebna. Bo gdy dajesz innym coś z siebie, wzrasta twoje poczucie własnej wartości, a kobieta glamour powinna znać swoją wartość.” Za mało było jak dla mnie kpiny z wartości ekonomicznej jako jedynej drogi do bycia glamour. Demistyfikacyjny wydźwięk miała praca Katarzyny Łyszkowskiej „Na co mnie stać” (2008-2010). Artystka wyczarowała luksusowe przedmioty za pomocą papieru i ołówka. Jej bezkrwiste Posrshe o porysowanej ołówkiem karoserii otoczone zostało zamkniętymi w szklanych gablotach atrapami, które otrzymały metryczki autentyków informujące o tym, czym są, np. torebką z krokodylej skóry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec „Faktura kobiecości” (2009), czyli pokaz mody grupy „Pinkhaus”. Dziewczyny zaprojektowały sukienki z wszytą w nie ideą recyclingu. Na wybiegu pojawiły się modelki w sukniach wykonanych np. z kapsli od butelek, blachy offsetowej i opakowań po tabletkach. Ich kunsztowne odzienia dopiekły sezonowym zużyciom, hołdując pomysłowej wtórności czyniącej oryginał.  Lecz jedna z nich szczególnie zapadła mi w pamięć. Zrobiona została z pomniejszonych klisz rentgenowskich, z pośród których niezdolną już do ani jednej emanacji sztuki więcej, nagle zatrzymał motyw prześwietlonej czaszki. Wspomniałam EVĘ&amp;ADELE, które może bawiły już na innej planecie, że tak przedziwne przebrane trafiają w czułą strunę. Przypomniała mi się scena halucynacji sennej z serialu „Anioły w Ameryce”, w której boskie alter ego umierającego na AIDS bohatera zasiada przed stołem do makijażu i monologuje do lustra: „Przez życie chcemy iść z elegancją i gracją, rozkwitając często, lecz w wykwintnym stylu i doskonale o czasie, niczym rzadki wykwit, orchidea”. Suknia ta była jak orchidea o spłowiałych kwiatach i jak obnażenie śnienia sztuki życia na jawie. I korzystając z okazji, że to glamour splata nam niebiańską przyjemność z ziemską rozpaczą, stawiam znicz na grobie niedawno zmarłego Blake`a Carringtona (+02.04.2010).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fotodokumentacja http://inspiracje.art.pl/2010/dokumentacja&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-7500049494101334554?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://inspiracje.art.pl/2010/dokumentacja' title='GLAMOUR: OD FANTOMU DO ŚMIERCI'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/7500049494101334554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/glamour-od-fantomu-do-smierci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7500049494101334554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7500049494101334554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/glamour-od-fantomu-do-smierci.html' title='GLAMOUR: OD FANTOMU DO ŚMIERCI'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2516432467274766633</id><published>2010-04-22T00:50:00.000-07:00</published><updated>2010-04-22T00:51:34.653-07:00</updated><title type='text'>OPOWIADANIE ANALNE</title><content type='html'>Jest wiele różnych miejsc na ziemi. Czasem zwyczajnych, czasem kuriozalnych. Są szczęśliwe i nieszczęśliwe topografie. A nawet takie, które zdolne są pomieścić zmartwienia i zobojętnienia  świata. Przynajmniej tak o nich myślimy.&lt;br /&gt;Są przeludnione miasta, uporządkowane szwedzkie dzielnice, lotniska z samolotami, które stratują prawidłowo, bądź po linii korkociągu, nad drzewami, zatłoczone metra, mola pod które podpływają szare morskie stwory i walą głowami, patrolowane plaże, budki ratownicze, ręczniki z czytającymi magazyny wobec zielonych mórz, lasy ze strumieniami rozchodzącymi się w niewiadomych kierunkach. Są elementy, które nie pasują do reszty. Wyłania się willa nachodząca na zbocze: czarne tarcze o zaostrzonych krańcach na białych kolumnach portyku. Wszystko jednak można rozciągać. Za strumień, do ujścia rzeki, w zakole mostu z pontonem. Rwący wodospad, tama, trochę soli. Uwaga: nie jest to odbyt mego Ojca Natury. A teraz zamykają się usta, którymi posługuję się na co dzień, nie dogadując się z ludźmi zazwyczaj. &lt;br /&gt;Ponieważ  nie ma drugiego takiego miejsca na ziemi. &lt;br /&gt;Od jakiegoś czasu mój Ojciec Natury nie wychodził z toalety i tylko czytał gazetę, aż poprosił mnie, żebym zajrzała w jego odbyt i sprawdziła, czy jeszcze znajduje się tam coś takiego…nie pamiętam słowa, którego użył, aby nazywać to. Co może oznaczać, że i połowicznie straciłam już pamięć tej prośby. &lt;br /&gt;Czy zatem wciąż jeszcze jest tam, ponieważ on się niepokoi. &lt;br /&gt;Zaczęłam nawet analizować jego prośbę. Z tego, co mówi wynika, że coś tam jednak w tej dupie miał, co go uwierało, a teraz być może już go nie uwiera. W każdym razie nie jest tego pewien. Lecz jeśli zajrzę w jego tunel i powiem mu jak to z nim jest, on będzie spokojniejszy. Nawet naj-okru-tniej-szą prawdę. Zgodziłam się.&lt;br /&gt;Anus Ojca Natury był rozwarty. Najbardziej przypominał mi jamę ustną. Wielokształtny, nieregularny, wyglądał na miękki w środku. Z górnej ściany wystawał jakby migdałek. Od razu uznałam, że jest to najistotniejsza część tego odbytu, jeśli nie całego jego ciała w ogóle. W obecnym stanie miał trochę wolnego miejsca dla siebie. Wywalczył je pośród trudów odmowy, która nie nastąpiła. &lt;br /&gt;Onieśmielona i poruszona patrzyłam prosto w ten krąg tak jakbym sama była migdałkiem, czyli jakby i dla mnie nie istniało już nic więcej prócz chroniącego mnie miejsca. Lecz po chwili powróciła mi mowa. Jeszcze tam byłam.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W twoim odbycie nie ma niczego takiego. Jest nieco zaczerwieniony u ujścia, jest ciemna otchłań w środku. Gdy się wypinasz bardziej pod światło widzę, że nie ma się czym martwić. Na pewno. Drzwi do latryny nie runęłyby. To tylko przewracane strony gazety zaszeleściły. Mogę ci przy okazji powiedzieć, że ty masz podwójną jamę ustną.  Twój odbyt jest jednak piękniejszy. Mówi do mnie, że nic tam nie ma i że trudno mi się będzie od tego widoku oderwać. Ma racje. Skąd zatem twoje zmartwienie, wynikające z  poczucia, że coś jest nie w porządku? Założę się, że inni ludzie tak imputowali. Coś się musiało takiego stać. To mogła być najdrobniejsza rzecz, jak dmuchnięcie w ucho. A jednak. Wielu ludzi wiele rzeczy ma w dupie i ich nie widzi. Najwidoczniej z tobą jest inaczej. Ty też nie widziałeś, ale za to poczułeś. I nie wychodzisz, dopóki nie będziesz mieć jasności. Ty i ja jesteśmy teraz bardzo blisko siebie. Cała reszta jest bardzo daleko. Gdy poprosiłeś mnie o tę szczególną rzecz, na raz w wyobraźni zaczął rozwijać się przede mną krajobraz. Nic wysilonego. Po prostu tak jak to widzę. Lecz gdy dotarłam do tego miejsca, zdałam sobie sprawę, że ty niczego takiego  nie masz w dupie. A ja chciałabym jeszcze dalej trwać w patrzeniu. Ty już pewnie masz dość wypinania się. Już jesteś bezpieczniejszy, może nawet posikany ze szczęścia. Ale mnie trudno oderwać się i powrócić do krajobrazów i twarzy innych ludzi, o których nic tu nawet nie wspomniałam. &lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2516432467274766633?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2516432467274766633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/opowiadanie-analne.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2516432467274766633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2516432467274766633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/opowiadanie-analne.html' title='OPOWIADANIE ANALNE'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-4100350527041715235</id><published>2010-04-20T00:14:00.000-07:00</published><updated>2010-04-20T00:52:04.257-07:00</updated><title type='text'>CZARNA OWCA DO MĘŻCZYZN</title><content type='html'>Z inspiracji &lt;br /&gt;dwóch dyskursów, które mnie uwiodły,&lt;br /&gt;MarySatan i AKP. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ mężczyźni mają penisy – długie i rozciągliwe – z pewnością nie wiedzą, jak to jest wkładać sobie tampon. Nie wiedzą, czym jest tampon ani po co on jest, nie wiedzą jak go sobie wkładać; dalej nie wiedzą, co się dzieje z tamponem, gdy już znajdzie się w środku. Słowem, nie mają pojęcia i nigdy nie będą go mieć, jeśli ja im nie powiem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyłaniam się naprzeciw tej ich chmurce niewiedzy. Co niektórzy mężczyźni powiedzą od razu „A co ona z kolei może wiedzieć o męskich penisach, skoro jest Czarną Owcą?” Jest to być może ten sam rodzaj wiedzy – odpowiem robiąc uczoną minę – jaką mniszka Hildegarda miała o stosunkach płciowych, pożądaniu męskim i kobiecym, a nawet o antykoncepcji. Przy czym ja nie jestem multiutalentowaną mniszką-mistyczką, lecz Czarną Owcą spod jedynej latarni na pastwisku. Wywód na temat mojego pochodzenia i związków z wymienionymi elementami pozostawiam na inną okazję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej chwili konkretyzuję się naprzeciw długich i rozciągliwych penisów, które widzę wzniesione i położone na brzuszkach. Penisów rodem z seminarium, które jest pod pewnymi względami izolatką i co do których mam stosunek instruktażowy z niewykluczonym ekumenicznym zaśpiewem. Ponieważ jestem Czarną Owcą, nie przyznam się, że nie wiem, co to za ruchy - czy z góry, czy z dołu one pochodzą, czy może też z płynącego z zewnątrz pobudzenia palcem u stopy – lecz sama &lt;i&gt;vis-á-vis &lt;/i&gt;zacznę wykonywać ruchy alternatywne tamponem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są to mianowicie ruchy do wewnątrz w poszukiwaniu najodpowiedniejszego miejsca. Może być, że i do wyjaśniania tych spraw nie jestem najwłaściwsza, napiszę jednak jak mi się one jawią, ponieważ jest to trochę inne niż wciskanie sobie tampona na szybko, bez właściwego wglądu w sytuację. Takie wciskanie znajdziecie rozrysowane na załączonych do opakowań tamponów ulotek. Będą to jednak ulotki bez tej edukacji, jaką ja uprawiam – pisania dla mężczyzn o sprawach im niewiadomych w sposób jak najbardziej, w moim wyobrażeniu, dla nich zrozumiały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas gdy wzwiedzone penisy jeszcze bardziej rosną, prezentując żyły i gotowość do wejścia w nieznane, ja wkładam sobie wielkiego tampona. Jest to rulon zbindowanej waty nadziany na palec, po którym spływa przyczepiony do tampona sznureczek. Tak jak oni mają swoje prezerwatywy (swoje błękitne antykoncepcje), po których małe, kolorowe opakowania – zupełnie nieproporcjonalne do ich penisów - wyrzucają do śmietników w toaletach tak jak kobiety wrzucają zużyte tampony, ja mam możliwość zabezpieczania się tym białym kawałkiem waty z wydrążoną dziurką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Penisy nie maleją, czekają, a tu pojawił się mały problem. Myślałam, że wychodząc im naprzeciw oczami wyobraźni, trafię w odpowiednią dziurę, lecz ta dziura jakby się gdzieś przesunęła. Na oczy wybite i po kilku dniach odnalezione w miejscu kostek u stóp: gdzie jest moja kotlina na tampon? Przesuwam nim w górę, wodzę nim w dół, wchodzę i wychodzę, wszędzie jednak dociera jedynie częściowo, w sposób niepełny. Tu trochę dobije do ściany, a tam już ma plażę zamkniętą, zieloną, napotyka opór. Długo to wszystko trwa. Miejsce, na które został nadziany rozstąpiło się.  Wciąż mam ochotę objaśniać wszystko i mówić o tych sprawach, do których oni mieli, nie mogli dotąd mieć dostępu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-4100350527041715235?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/4100350527041715235/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/czarna-owca-do-mezczyzn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/4100350527041715235'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/4100350527041715235'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/czarna-owca-do-mezczyzn.html' title='CZARNA OWCA DO MĘŻCZYZN'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6029420296181664701</id><published>2010-04-08T11:34:00.000-07:00</published><updated>2010-04-08T11:37:59.906-07:00</updated><title type='text'>LESSELER (zajawka)</title><content type='html'>Arcydzieła najbardziej współczesnej literatury światowej – „Alchemik”, „Kod Leonarda Da Vinci” i „Harry Potter” – dostały się w ręce Apostołki 21 Centuri, która postanowiła napisać pierwszy Lesseller. Odtąd „L-World” będzie tylko prozaicznym wspomnieniem, nie dość czytelniczo wysmakowanym. Nigdy jeszcze w literaturze nie było takiej orgii wyobraźni. Oto fragmenty zapowiadanej książki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kiedy Alchemik szedł po pastwisku zobaczył coś dziwnego. Wszystkie owce robiły sobie minety tak naiwnie i prosto jakby to było picie wody ze strumienia. Gdy owce oderwały się od swych zajęć, wełna zjeżyła im się na głowie. ”&lt;br /&gt;Z rozdziału „Lesbijski Alchemik”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kiedy Harry poznał Sally, nie wiedział, nie mógł mieć cienia pojęcia, że tak skończy się ich magiczny romans w nowojorskim gniazdku na Manhattanie. Cóż, Sally poznała wiedźmę Telmę na peronie w Londynie. Był rok 1829, a wcale nie, bo 1978: w pewnych momentach chronologia wcale nie ma znaczenia!”&lt;br /&gt;Z rozdziału „Lesbijski Harry Potter”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ostateczną konsekwencją ujrzenia zmitologizowanego łabędzia na jednym z obrazów w Luwrze  jest śmierć kustosza Jacques Saunière. Zwłoki zostają odnalezione w pozycji łudząco  podobnej do młodego, szarego nielota, którym Leonardo da Vinci wzgardziłby natychmiast. Edwarda Jamesom, prawnuczka kaznodziei Jonathana Edwarda, zaczyna parać się ikonografią lesbijską w celu wyjaśnienia zagadki tajemniczej śmierci. Nieoczekiwanie jej zdeterminowanie skutkuje usunięciem dziekana z uniwersytetu w Harvardzie”&lt;br /&gt;Z rozdziału „Lesbijski Kod Leonarda da Vinci”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6029420296181664701?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6029420296181664701/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/lesseler-zajawka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6029420296181664701'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6029420296181664701'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/lesseler-zajawka.html' title='LESSELER (zajawka)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-2182106143593602552</id><published>2010-04-05T02:07:00.000-07:00</published><updated>2010-04-05T02:07:46.674-07:00</updated><title type='text'>Coś zrobiłam źle! (krótki dramat dyngusowy)</title><content type='html'>Była Uczennica spotyka swoją dawną profesorkę z liceum w niewielkiej galerii handlowej. Profesorka, którą zapamiętała jako wykwintną kobietę i niezłą aktorkę, okazuje się mieć tu własny interes, nie tak rozbudowany jak podziemia galerii, ale…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 1 &lt;br /&gt;Przed sklepem Pani Profesor&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była Uczennica zauważa znajomą postać kroczącą w kierunku własnego sklepu. Jej twarz postarzała się, a czerń jej garnituru nieco wyblakła. Twarz ma teraz spłowiałą, a garnitur w kolorze sennym. Była Uczennica podbiega przywitać się z nią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była Uczennica: Oooo, Pani Profesor!&lt;br /&gt;Cisza.&lt;br /&gt;Była Uczennica: Oooo, Pani Profesor! &lt;br /&gt;Cisza.&lt;br /&gt;Była Uczennica: Oooo, jaka niespodzianka. Czy mogę wejść do Pani sklepu?&lt;br /&gt;Pani Profesor: Nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 2&lt;br /&gt;W sklepie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była Uczennica: Ładny sklep. Piękne bukiety z kwiatów Pani poukładała. Dlaczego się Pani do mnie nie odzywa?&lt;br /&gt;Cisza.&lt;br /&gt;Była Uczennica: Hm?&lt;br /&gt;Pani Profesor: Powinnaś sama wiedzieć, kochanie.&lt;br /&gt;Była Uczennica: Ale nie wiem. Nie mam pojęcia. Kiedyś było inaczej między nami…&lt;br /&gt;Pani Profesor: Proszę bardzo, skoro rzeczywiście musisz wiedzieć. Otóż nazwałaś mnie zachłanną i rozleniwioną. Nie, rozleniwioną i zachłanną.&lt;br /&gt;Była Uczennica: Co? Nieprawda! Kiedy? Nigdy czegoś takiego nie powiedziałam o pani! To jakiś absurd!&lt;br /&gt;Pani Profesor: Odkąd mnie tak nazwałaś, mój stosunek do ciebie uległ zmianie. Nie wiem, czy to dobry pomysł, abyśmy przebywały razem w tym sklepie. Poza tym nie czuję się dziś najlepiej. &lt;br /&gt;Była uczennica: Zdzwonimy się kiedyś?&lt;br /&gt;Cisza.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 3&lt;br /&gt;W podziemiach galerii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była Uczennica (myślny monolog): &lt;br /&gt;Gdzie tu jest jakaś toaleta? Będę potrzebowała całej rolki papieru do tych łez. Nie, więcej! Będę potrzebowała całej toalety wyściełanej papierem toaletowym, z kawałeczkami zwiniętymi w kulki i powtykanymi we wszystkie możliwe miejsca. Śpiewa ci Norbi z głośnika nawet tu? Śpiewa, że kobiety są gorące! Będę potrzebowała toalety wytłumionej i pomalowanej na czerwono, z której odprysły kawałki farby. Toalety najdalszej i najciaśniejszej - takiej, która mnie załatwi. Wchodzę. Czerwień farby mnie zadziwia, zielone prześwity wywołują dreszcze. Wszędzie powalane rolki, pasma i kawałki szarego papieru. Gdzie jest haczyk?&lt;br /&gt;Zachłanna i rozleniwiona! Rozleniwiona i zachłanna. Najwidoczniej taka musiała się stać, skoro o tym tylko mówiła. Przestała w myślach obliczać różnicę wieku między nami i tylko obarczyła mnie fałszywymi inwektywami. Nie wierzę, że tym się stała – kunsztowną torebką na pieniądze i kwiaty! Lecz jeśli tym się stała, lepiej niech utknie na wieszaku z różą! Nigdy nie ubierała się w lumpeksach. Zawsze w najdroższych butikach. A z butów swych zapominała zedrzeć metkę. Ile to razy podejrzałam na podeszwie bajońską sumę!&lt;br /&gt;Już mnie nie dziwi, że wszędzie tu w miejscach wolnych zazwyczaj od papieru pełno jest papieru. Na zlewie, pod zlewem, w progu, przewieszony przez drzwi do kabiny, upchnięty pod drzwiami. Ile ja mam lat? 8 czy 14? Czy jestem Arabskim czy Cygańskim dzieckiem? Czy jestem dziewczyną czy chłopcami? Czy ja jestem całą klasą na wojennej ścieżce?  Jestem i orgią zabunkrowanych dzieci. Stołem, po którym hasają obie płcie. Ciemnością przyczółka doniczki-świątyni, którą widziałam na górze. Ach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena 4&lt;br /&gt;Moja plamka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie w sklepie. Pani Profesor spogląda w lustro na zapleczu wydzielonym chińskim parawanem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Profesor (monolog-myślny): &lt;br /&gt;Moja plamka na szyi…rozrasta się. Wzięły ją poziome prążki skóry. Porysowana jest też po skosie i zaróżowiła się jeszcze bardziej.  Wczoraj wodziłam palcem po obwodzie, a dziś obwód postrzępił się i rozciągnął. Lgną do mnie nawet teraz. Oblegają jak świetlicę. Ciekawe czego chcą? Żebym ich drapała po plecach przed występem? Wydałam na świat najlepszą klasę i cześć. Teraz chcą mnie rozpoznawać. Mam wielką szarą głowę. Mam zwinne ciało łani. Postawię kołnierz. Ułożę bukiet z psich kwiatów, z kwiatów wiernych jak psy, z kwiatów, które są ogrodzeniem kwiaciarni. To nie malinka. Nie znoszę dramatów telewizyjnych z pokoleniowymi dialogami o powszechnym odniesieniu. Lubię je i rozumiem w czym rzecz lepiej niż niejedna młoda dramatopisarka. Nie lubię seksistowskiej perspektywy. Zresztą nie mam siły głośno rozmawiać. Ktoś gra na pianinie…Gdzie jest źródło tej muzyki?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-2182106143593602552?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/2182106143593602552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/cos-zrobiam-zle-krotki-dramat-dyngusowy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2182106143593602552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/2182106143593602552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/cos-zrobiam-zle-krotki-dramat-dyngusowy.html' title='Coś zrobiłam źle! (krótki dramat dyngusowy)'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-354333107257030830</id><published>2010-04-03T04:03:00.001-07:00</published><updated>2010-04-03T05:23:18.216-07:00</updated><title type='text'>Apostolskie Kazanie Wielkopiątkowe</title><content type='html'>Apostolskie Kazanie Wielkopiątkowe&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje Owce kąsające rzeżuchę, &lt;br /&gt;dziś pomedytujemy nad takim zdaniem:&lt;br /&gt;„Nigdy jeszcze droga krzyżowa nie była aż tak długa!”&lt;br /&gt;Nie unoście głów znad pastwiska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś Jan Tauler miał swoje mowy, &lt;br /&gt;w których roztrząsał porządne mistyczne kwestie,&lt;br /&gt;Tymczasem  miejsce płomiennego kaznodziei wypełniła Apostołka.&lt;br /&gt;Nieprzerwanie układa się fala dźwiękowa nowej egzegezy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ w tym roku do tradycyjnej drogi krzyżowej dodane zostały aż trzy stacje&lt;br /&gt;- „Serafitek”, „Tesco”, „Biuro Podróży MONIA”  z ofertą last minute - łąki poprzednich stacji rozkładają w świadomości, drogi wydłużają w przypomnieniu, zakręty gubią, gdy wybiegamy ku nim w rozpasaniu, a każdy kolejny ślad oddala nas od świętowania, &lt;br /&gt;- które nam nie w smak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie lubię przepychanki i ciepłoty dobrotliwych życzeń, &lt;br /&gt;ręce i nogi poszatkowane wózkami z Tesco są interesujące! &lt;br /&gt;Nawet ciepłota życzeń jest zajmująca. &lt;br /&gt;Każdy podróżuje według własnego rozeznania, a zwłaszcza to rozkoszne napięcie, lekko opozycyjne i splątane, odnalezione okazjonalnie w katolickim grodzie.&lt;br /&gt;„Nigdy jeszcze droga krzyżowa nie była aż tak długa!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli składasz życzenia, rób to tak dyskretnie jakbyś błogosławił/ła Alfa.&lt;br /&gt;Niekoniecznie po cichu.&lt;br /&gt;Lecz okaż zdystansowany wgląd w kudłate ludzkie ciemności,&lt;br /&gt;Zdmuchnij je, jakiekolwiek by były.&lt;br /&gt;Piekarz, lekarz, nauczyciel ciocia Jola na drabinie.&lt;br /&gt;I niech tak to wygląda!&lt;br /&gt;Nade wszytsko przestań intuicyjnie produkować miałki shit w sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiesz oczywiście,&lt;br /&gt;że już się nasłuchałaś/eś takich serdeczności, &lt;br /&gt;z których przepytanie z nienacka postawi cię w sytuacji, &lt;br /&gt;że oto dzwoni i sypie ci się coś z rękawa. &lt;br /&gt;Nie ważne, że pociąg jedzie, tracisz siły, &lt;br /&gt;„zdrowia, szczęścia i zgniłego jaja”. &lt;br /&gt;Tak, to twój głos, kontynuuj. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na mapie życzeń stawiam walizkę. &lt;br /&gt;Po autostradzie pędzą stare i nowe auta. &lt;br /&gt;Nie mogę już wycofać. &lt;br /&gt;Lista przystanków zostaje skrócona, &lt;br /&gt;próbuję bezpiecznie wetknąć tam rękę, &lt;br /&gt;lista moich życzeń będzie wywieziona do Szwecji.&lt;br /&gt;„Nigdy jeszcze droga krzyżowa nie była aż tak długa!”&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;No witaj dziecinko. Tu Ciocia Jola. Teges, śmieges i oweges.&lt;br /&gt;Jakbyś kiedyś czegoś. Brak mi kontaktu z tobą.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Szwedzka enklawo, czuj satysfakcję, że opanowałam gadkę. &lt;br /&gt;Znacie ten popęd, kiedy wszystko przerabia się na łajanie wielkopiątkowe. &lt;br /&gt;Nie ruszysz póki nie skończysz i machasz rękami postnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, że mam was, owce. &lt;br /&gt;Dobrze, że wywaliło już trawę i rzeżuchę. &lt;br /&gt;Każdy może zająć się sobą i dotknąć.&lt;br /&gt;W każdym zdąży jeszcze więcej narosnąć. &lt;br /&gt;Niejedna męka, niejedna tortura związana z powstrzymywaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym powiedziała co myślę, cały dom by się rozwalił.&lt;br /&gt;Czym zatem jest pisanie kazania?&lt;br /&gt;Jest kręceniem się pomiędzy wami,&lt;br /&gt;Jednak nie w tonie dobrotliwej bojaźni i przepięknych kolorów,&lt;br /&gt;Eleganckich hoteli i roślinności w Azji.&lt;br /&gt;Jest to kręcenie się pomiędzy wami,&lt;br /&gt;Bez kluczy od samochodu, bez myśli, że jak będziemy wracać,&lt;br /&gt;Majonez trzeba będzie kupić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zima zimę pogania, wkrótce żniwa zebrane zostaną w kożuchu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-354333107257030830?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/354333107257030830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/apostolskie-kazanie-wielkopiatkowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/354333107257030830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/354333107257030830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/04/apostolskie-kazanie-wielkopiatkowe.html' title='Apostolskie Kazanie Wielkopiątkowe'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5532691827169495320</id><published>2010-03-28T08:39:00.000-07:00</published><updated>2010-03-28T08:51:33.149-07:00</updated><title type='text'>Kazanie na łące</title><content type='html'>Drodzy Pasterze, Pasterki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już wkrótce nowe opowiadania, beletrystyczne wzloty i upadki. Jednak od jakiegoś czasu Czarna Owca rodzi siebie i nie wiadomo ile jeszcze ten proces potrwa. Jest tak jak gdyby coś było w trakcie, ale moment - podrap mnie własnym cieniem rzuconym na nadbrzeża warty - nie potrafię tego nazwać!  Jednak proszę was o cierpliwość. Póki co ten list apostolski. Zacznę ostro: nie rezygnujcie, nie bójcie się, nie powstrzymujcie własnych popędów! Jak bym chciała zgromadzić wszystkich was na jednym pastwisku i usłyszeć wasze wiosenne jęki! Odkąd piszę, wsłuchuję się jedynie we własne wewnętrzne dźwięki - odgłosy żucia trawy, trawienia, kontemplowania trawy, swoistego porodu - podczas gdy wy także macie zdanie. Chciałabym któregoś ciepłego dnia wysłyszeć ile jego piszczy w trawie pośród kwiatów...Nie, to nie jest metafora wspólnego grillowania. Poważnie myślę o wspólnym wiosennym pojękiwaniu. O na przykład:&lt;br /&gt;NIE STRZEPUJ OKRUCHÓW ŻYCIA Z CZERWONEGO DYWANIKU NA PIĘTRO DAWNO JUŻ ZMARŁEJ...&lt;br /&gt;NIE BĘDĘ OPROWADZAĆ WAS PO WROCŁAWIU, ANI CIEBIE DOKTORZE, ANI CIEBIE PROFESORZE...&lt;br /&gt;itp.itd.&lt;br /&gt;W ten sposób i ja chciałabym was wysłuchać, zanim stworzę kolejne cykle opowieści.&lt;br /&gt;Oddalam się za pastwisko, dodając że list apostolski napisany został pod wpływem inspiracji Ducha Świętego Odwróconego Do Góry Nogami.&lt;br /&gt;Doładowanie Metafizyczne Alfa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wasza Czarna Owca Apostołki&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5532691827169495320?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5532691827169495320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/03/kazanie-na-ace.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5532691827169495320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5532691827169495320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/03/kazanie-na-ace.html' title='Kazanie na łące'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-7033864866264902749</id><published>2010-02-20T03:32:00.000-08:00</published><updated>2010-02-20T03:32:12.780-08:00</updated><title type='text'>ŻYD-BATERIA</title><content type='html'>W szarym ubranku siedział zgarbiony przy biurku, bardziej jednak przez swoje skupienie przypominając zastygłą smugę wybałuszonego z komina dymu. Niegdyś żydowscy szewcy majstrowali igłą, a tymczasem już godzina jak pochylał się nad elektronicznym sprzętem, obracając go badawczo między palcami, zręcznie manipulując przyciskami. Mp3-player należał do niego, lecz właśnie tego dnia, piątego dnia kolejnego miesiąca, wyładowała się w nim bateria. Gdy dumał jak ominąć wydatek na małego paluszka - nie chodzi tu o żaden stereotyp, lecz o naprawdę biednego człowieka - wpadł na pomysł naładowania odtwarzacza muzyczką własnej energii, prądem swego kabalistycznego ducha. W tym celu wyobraził sobie, że oto sam jest baterią, jakiej świat nie widział, więcej - czterema bateriami zestawionymi obok siebie i zapakowanymi w taki sposób, jakiego świat nie widział, ani światło żadnego umysłu! Jego uboga rodzina nagle obruszyła się z powodu tych abstrakcji, które nowych butów na nogi nie wsuną. Według jej członków właśnie takimi sprawami należałoby się zająć zamiast egoistycznej zabawy gadżetem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic tu po nich. Oto nadarzyła się okazja. Żyd był bateriami w jednej baterii. Wszystkie baterie leżały w przeźroczystym plastykowym legowisku: dwa zwykłe paluszki leżały obok dwóch znacznie grubszych, oczywiście jakich świat nie widział. Gdy tak na nie patrzył, sam jednocześnie będąc nimi, mimowolnie zamieszany w ich hipostazę, przez chwilę miał wrażenie paramnezji: gdzieś już widział takie baterie, tak właśnie zestawione ze sobą, być może sam kiedyś nimi był, kto to wie... chociaż to były inne czasy, wtedy nie było przecież baterii, lecz kable, nie nie, to raczej on miał wprawę! I kiedy jego pamięć pracowała w oparciu o niedostatek, przypadkiem spojrzał na swą nagą stopę i szczegół sprawił, że zatrzymał na niej dłużej wzrok. Czy można jednak było ojca nie kochać - takiego osobliwego człowieka, jednego na milion?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jesteś, mężu - rzekła żona, głaszcząc zadumane ascetyczne oblicze, wodząc palcem po wysokim czole, spiczastym nosie, wąskich ustach...oblicze świętego, nie świętego, lecz oblicze, bez tabu, zakaz oglądania - piękny, ale chyba masz grzybicę przy najmniejszym paluszku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie - odparł jej. - To od prądu skóra rozpękła między palcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Od jakiego prądu? - spytała niewiasta, głaszcząc go bardziej pożądliwie, łasząc się do niego tak jak tylko Żydówki potrafią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Daj mi spokój. Kocham tylko to, co sam widzę, a sam widzę tylko baterie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czy można cibie nie kochać, takiego człowieka... jednego na milion? - rzekła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla oporu i niepodległa, aby pokazać mu, że jest i będzie inaczej niż on mówi - właśnie dlatego, że on wciąż ma zwidy oraz po to, żeby pokazać swe znaczenie w tym związku - rozplotła gęste ciemne włosy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Idź sobie. Masz dzieci, masz męża. Powiadam, idź. Nic tu po tobie. Nie widzę, nie słyszę, jestem baterią!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przecież jesteś moim mężem... - litowała się nad jego wrażliwą naturą. Wtedy z słuchawek leżących luzem na biurku wybrzmiała muzyka. Gdy umilkła, węgiel aktywny, sam &lt;i&gt;elekolit&lt;/i&gt;, mangan, lit, substancje niklowo-wodorkowe, wypłynęły z ich zapachem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mój drogi, przychodzi taki moment, kiedy bateria traci moc i wtedy albo nadaje się tylko do specjalnego pojemnika, albo trzeba naładować - mówiła cichym, kojącym głosem wpatrzona w w swego Żyda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-7033864866264902749?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.tesknie.com/index.php?id=430' title='ŻYD-BATERIA'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/7033864866264902749/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/02/zyd-bateria.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7033864866264902749'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/7033864866264902749'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/02/zyd-bateria.html' title='ŻYD-BATERIA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-723078440347628426</id><published>2010-02-20T03:29:00.001-08:00</published><updated>2010-02-21T13:25:51.175-08:00</updated><title type='text'>PODAJ MI RĘCE</title><content type='html'>PODAJ MI RĘCE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rodzinie mieszkającej na warszawskiej Pradze wyróżniał się syn, którego matka nazwała „Cały Świat”, a ojciec się nie sprzeciwiał, gdyż nie miał w tej sprawie zdania. W czwartym roku swego życia Cały Świat z wieszczącą werwą obwieścił wszem i wobec: „Jestem Żydem!” Z słów dziecka emanowała przekonująca siła: nikt nie protestował. Później zdarzyło się jeszcze w jednopokojowym mieszkaniu, że Cały Świat powtórzył swą kwestię, dodając układ choreograficzny: kręcił się w kółko jak bąk, wznosił do góry falujące rączki, a potem opasał nimi biodra i plecy, jakby obejmował kogoś w tym tańcu. Przez następne lata zajął się filozofią i literaturą, przemieniając wersalkę w katedrę mistyczną.&lt;br /&gt;Matka szalała za Całym Światem, który ignorował kulturowo-obyczajowe normy i zwłaszcza przy niej swobodnie rozwijał swe tożsamościowe popędy. Traktował ją aż za dobrze i z rozpędem, co podglądający zza firany sąsiedzi postrzegali jako niewłaściwe. Kiedy pani H. zajęta była lekturą – ich przerośnięte kąty oczu aż tak daleko nie sięgały! – zauważali, że jej syn, udając psa, brał rozbieg i z poziomu parkietu wskakiwał jej na kolana! Umoszczał się tam wygodnie ciałem, będąc powodem poufałej radości pomieszanej ze szczyptą bojaźni. Wśród tych z naprzeciwka taki widok wywoływał lęk, niepokój, niezdarne emocje. Podobnie ojciec, którego Cały Świat traktował jak piernika. A z bratem? Znów błoto - tym razem rówieśnik wymęczył swoje i był przy nadziei oraz bez chęci do zabawy.&lt;br /&gt;Przedziwnej urody chłopak wyrósł z Całego Świata. Jak na Żyda za jasny. Czupryna nieczęsto zaznawała grzebienia i gdyby jakiś przedmiot upuścić między te jego blond pejsy, trudno byłoby go z powrotem wyplątać. Rysy aryjskie. Oczy błękitne, rozlewne jak mazurskie jeziora, jedno mniejsze, drugie wiadomo, ale oba takie, że w spojrzeniu urywa się do nich droga i zdajesz sobie sprawę, że wiedzie też na prywatną posesję z tabliczką „Stalkerom wstęp wzbroniony! Zapomniany brat Heideggera welcome”. Nos całkiem nie jak u Żyda – Cały Świat rzadko wspomina czasy, w których ojciec podawał mu klamerkę i dworował sobie z niego: „Jesteś Żydem, to przynajmniej wyglądaj jak Żyd, albo spierdalaj!” Na spierzchniętych ustach dzieciaka często pojawiał się palec, pokazujący wszystkim, że mają się natychmiast uciszyć.&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Pewnego dnia przyjechał na Pragę wróżbita i trafił do mieszkania, w którym żyła rodzina z jednym Żydem. Była akurat niedziela i matka gościła na obiedzie Małgorzatę. Wszyscy siedzieli przy wielkim stole, brat Całego Świata leżał na wznak. Wróżbita wniósł do pokoju dwie walizki, jedną z laptopem, drugą z z czytnikiem oraz mały ołówek, z Ikei. &lt;br /&gt;- Ooooo?! - taka była zbiorowa reakcja na jego widok. &lt;br /&gt;Zrobiono miejsce i pozwolono się wróżbicie rozpakować. &lt;br /&gt;- Czy życzy pan sobie herbaty? - zapytała matka.&lt;br /&gt;- Szanowna pani, papadupolousowej, jeśli można prosić...&lt;br /&gt;- Jest schowana w specjalnej szafce w kuchni. &lt;br /&gt;- Pięknie dziękuję.&lt;br /&gt;Cały Świat wodził oczyma za matką, która w stosunku do kolejnego gościa wykazała się czarującą responsywnością. Był jeszcze za młody, aby w jej wykwintnym zachowaniu wyczuć troskę. Mniej skupiała na nim uwagę, lecz byłby trochę nieszczęśliwy tylko wtedy, gdyby to skończyło się ot tak, gdyby matka i Wróżbita nie wiedzieli, co mają sobie odpowiedzieć. Jednak do tego zmierzało właśnie całe zdarzenie!&lt;br /&gt;Tymczasem miejsce było gotowe do wróżenia: laptop uruchomiony, ustawiony na stole tak, żeby trudno było siedzącym zaglądnąć w ekran. &lt;br /&gt;- Jest to pozycja pomiędzy klawiszami „6” i „7” - rzekł wróżbita i położył tam ołówek,  naostrzonym grafitem zwrócony do ekranu. Po lewej stronie laptopa podłączył czytnik, który przyciągał spojrzenia rodziny jak magiczna kula. -  Zamiast myszki, moi mili - wyjaśnił z uśmiechem wynalazcy.&lt;br /&gt;Pierwsza na czytniku położyła swą dłoń Małgorzata. Wiotka i stawiała lekki opór. Już na tej podstawie Wróżbita mógł wiele powiedzieć. Ołówek drżał, a on, na przemian spokojnie i spektakularnie, uderzał palcami w klawisze. Efektem były pojawiające się na ekranie miny, grymasy i powidoki generowane przez tajemnicze oprogramowanie laptopa. Chyba tylko on znał ich sens, dlatego oczekiwano, co powie.&lt;br /&gt;- Pani czeka... - zaczął - aż się do pani zakrzyknie po angielsku i doceni się pani zmysłowy, radiowy głos...Lecz to pani jest spikerką, która niejedną ludzką istotę mogłaby zatrudnić przy mikrofonie...&lt;br /&gt;Nie zdążył powiedzieć reszty, gdyż Małgorzata z niesmakiem zdjęła rękę z czytnika.&lt;br /&gt;- Dosyć, jeśli chodzi o mnie. Żyjemy na Pradze, a ja wolę estetkę czeskich krajobrazów niż te cyfrowe omamy. Zresztą może teraz niech pan powróży naszemu Całemu Światu.&lt;br /&gt;-   O tak! - przyklasnął ojciec - Jestem ciekaw. Bardzo, bardzo ciekaw, co też Wróżbita powie nam o tobie - i sam położył dłoń Całego Świata na czytniku. &lt;br /&gt;Matce wcale się to nie podobało. Teraz już na dobre usunęła się z krzesłem w kąt, od czasu do czasu wysyłając Małgorzacie telepatyczny znak zapytania. Tamta zza ciemnych okularów, osuwających się po jej zgrabnym nosie, odwzajemniała się podobnym.&lt;br /&gt;Twarz Wróżbity zdradziła pierwszą oznakę powagi. W tym przypadku zaczęło się od  ołówka, który został wprawiony w silne drżenie, na co ekran natychmiast wyświetlił komunikat:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Tego rodzaju rezonansów nie było jeszcze w programie do wróżenia&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Podobnie powidoki. Na ekranie musiało dziać się coś takiego, że zmieniły one jego wyobrażenie o pikselach. Niespodzianie laptop wyłączył się... &lt;br /&gt;Cały Świat widział teraz jak rodzinny pokój zaczął zamieniać się w namiot: ściany w płachty, rogi ścian w kołki, sufit całkiem zniknął im z oczu. Miejsca było jeszcze mniej niż poprzednio, a pomiędzy nim a Wróżbitą rozpostarła się siatka o grubych i nieregularnych oczach - sploty różowych łachmanów. &lt;br /&gt;Zapłonęła świeca, której ogień wznosił się i wesoło zatańczył. &lt;br /&gt;- Co my tu mamy? - Cały Świat zapytał Wróżbitę.&lt;br /&gt;- Nie wiem - tamten nie mógł się nadziwić – naprawdę, nie jestem mędrcem. &lt;br /&gt;Wtedy jednak pogładził się wąskimi palcami po długiej brodzie i wypowiedział zaklęcie w języku angielskim:&lt;br /&gt;- "Could I"?&lt;br /&gt;- Tak, ale proszę przez prześcieradło - odparł spokojnie, pewny swojej pierwszej ważnej decyzji.&lt;br /&gt;I pochylił się Cały Świat plecami do parkietu tego namiotu, a prześcieradło opadło na front jego ciała. Przez cały czas wędrował za swoją matką, która pierwsza podniosła głos, rozdzielając białe:&lt;br /&gt;- Nie, to niemożliwe! Wiesz przecież, że to nie ja...Ja mam już swoje lata!&lt;br /&gt;A on znów uniósł ręce do góry i wszyscy przeszli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-723078440347628426?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/723078440347628426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/02/podaj-mi-rece.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/723078440347628426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/723078440347628426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/02/podaj-mi-rece.html' title='PODAJ MI RĘCE'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5391448683624996158</id><published>2010-02-13T23:39:00.000-08:00</published><updated>2010-02-14T00:13:13.646-08:00</updated><title type='text'>Short Valętine Story</title><content type='html'>&lt;i&gt;Tę Valnętynę chciałabym zadedykować zespołowi "Hanson", plecom i odciętym dłoniom chłopaków, którzy próbowali dostać się do mnie przez kuchenne okno...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wygląda twoja walentynka?: Jak dwa złote.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak ty wyglądasz?: 14 lutego podróżuję środkami komunikacji miejskiej w białym szlafroku. Mam obnażoną pierś. Ciekawskie oczy. Zastanawiam się, czy mnie wyrzucą z autobusu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejsce docelowe?: Wesołe miasteczko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie posyłasz wycięte serce?: do baku maszyny symulującej przejażdżkę cross-motorynką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co się dzieje, kiedy je tam wpuszczasz?: Uprawiam akrobacje jak na polu mini-golfowym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mówi ci dziad doglądający symulatorów?: Że mogę swoją Valętynę wrzucać bez końca, aż z torów i wzgórków na ekranie piach się usypie i pojedziemy razem nad prawdziwe jezioro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co na to odpowiada domofon Ambasady?: Wyświetla reklamę "Adidasa"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5391448683624996158?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5391448683624996158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/02/valetyna.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5391448683624996158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5391448683624996158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/02/valetyna.html' title='Short Valętine Story'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5124328732716248811</id><published>2010-01-26T10:09:00.001-08:00</published><updated>2010-01-28T10:04:52.105-08:00</updated><title type='text'>EFEKT PINOKIA</title><content type='html'>EFEKT PINOKIA&lt;br /&gt;- ...podobno „Pinokio” to najlepszy lumpeks w mieście. Mogę cię tam zabrać jeśli szukasz czegoś na wieczór.&lt;br /&gt;- Nie szukam. A co to za miasto? &lt;br /&gt;- Z.? Burmistrz, zanim został burmistrzem, podobno wygrał je w karty. &lt;br /&gt;- Ach tak. A jak się ludziom tam żyje? &lt;br /&gt;- Pomysłowo! Mają własne zagłębie sklepów takiego autoramentu oraz jeden, który mieści się poza zasięgiem zagłębia, na krańcu lokalnego Manhattanu. &lt;br /&gt;- Długo mnie nie musiałeś namawiać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdy poniedziałek na szybie witryny „Pinokia” pojawia się tekturowa strzałka z napisem „36 zł/kg” - znak firmowy nowej dostawy markowej odzieży zachodniej. Wtedy Eliza z najbardziej według niej reprezentacyjnych części garderoby komponuje konstelacje i przenosi je na dwa manekiny przypominające tarcze - męską i żeńską. Potem zapełnia ciuchami druciane wieszaki, jednak w nietypowy jak na chucholand sposób: zachowując sporą odległość pomiędzy jedną a drugą parą spodni, czy rozmieszczając swetry, bluzki i kurtki zgodnie z zasadą barwnego kontrastu, a nawet wzajemnego wykluczenia. Pośród mnóstwa kolorów, gatunków, materiałów, którym mimo naruszenia i nie pierwszej już świeżości organizuje się warunki dla pokazania własnej oryginalności, spojrzenie wytwarza rodzaj wizualnego napięcia, które umożliwia dostrzeżenie cechy jakiejś rzeczy bez zatracenia się w przeglądaniu towaru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów był poniedziałek. Nataniel od kwadransa stał pod drzwiami, jak zwykle pierwszy w kolejce, lecz tym razem przed sklepem oprócz niego nikogo nie było. &lt;br /&gt;Gdy go wpuszczono - punktualnie o 10 - od razu pognał pomiędzy wieszaki i nie zauważył nawet, że Eliza nie zdążyła jeszcze zapalić świateł. Panujący w środku lekki zaduch dopiero co rozpalonego kadzidełka o fiołkowym zapachu tylko rozjątrzył gorączkowe poszukiwania, które rozpoczął - bez rywalizacji - od najdalszego zakamarka sklepu. &lt;br /&gt;Że coś mogło być inaczej niż zwykle, wcale nie zauważył. Na przykład z czterech stron wydzielona została ciasna przestrzeń ekspozycji, którą po skosie zatarasowano regałem, pozostawiając jedynie wąskie przejście. Nataniel przez ten właśnie przesmyk wpadł do środka i stamtąd taksował wzrokiem zawartość wieszaków. Lecz nie dostrzegł również, że znikła przestrzeń pomiędzy ubraniami i wszystkie zlewały się w szczelny gałgan bez jednego prześwitu.&lt;br /&gt;Aż wreszcie zawołał nieśmiało „Elizo!”, lecz odpowiedziała mu cisza, a potem delikatny odgłos odpadającego pręcika popiołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim Eliza rozpoczęła swą przygodę z filozofią - na rozmowie kwalifikacyjnej często podkreślała słowo „przygoda” - studiowała pedagogikę, lecz szybko poczuła się na tym kierunku zbyt rozwinięta intelektualnie. Dobrze, że wreszcie mogła poszerzać umysłowe horyzonty gdzie indziej! Do tego jej niebywały gust, wrodzona, mówiła, artystyczna smykałka, która ze zwykłego lumpeksu, gdzie rozpoczęła pracę na ćwierć etatu, szybko uczyniła nie tyle popularne, co pożądane miejsce o nieco artystycznej atmosferze.&lt;br /&gt;Nataniela poznała stosunkowo niedawno, bo w te wakacje. Pewnego dnia usiadła wraz z nim na ławce na pomoście. Zaczął opowiadać ze szczegółami o odnowie elewacji Pałacu Ślubów w ich mieście. Mówił tak, jakby wiedział o czym mówi, żywo i plastycznie, pobudzając jej wyobraźnię do tego stopnia, że opisem gęstych i wysokich krzaków, które dawniej miały dookoła porastać Pałac prawie nie pozostawiając przejść do ogrodu,  wywołał w niej nastrój, który natychmiast zaowocował obrazem: zobaczyła siebie brodzącą po kolana w morskim brzegu. Wszędzie pełno było stworzeń, a każde z nich różniło się od siebie co do kształtu, rozmiaru i barwy: stąpała pomiędzy krabem i śmigającym rekinem, złotą rybką i żyjątkiem nurkującym w piasku, a znad powierzchni wody na moment, jakby z obawy przed statkiem do połowów, wyłonił się foczy pyszczek. Gdy Nataniel mówił, a ona oglądała jego słowa, położyła dłoń na jego udzie i poczuła, że robi jej się gorąco od słonecznego żaru. Jak mogła zauważyć, że z drugiej strony na jego ramieniu położył rękę ukontentowany ojciec, który przez cały czas siedział obok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nataniel nie otrzymał odpowiedzi po zawołaniu o światło, wyciągnął więc rękę i w półmroku zaczął rozchylać ubrania i przywracać dystans pomiędzy nimi. Dotykał i oglądał przód jednej rzeczy oraz tył drugiej. W pewnym momencie zastopował, gdyż jego oczom ukazała się rozpinana bluza, którą skądś dobrze znał, lecz ta na wieszaku była jakby większa i z wyciągniętymi rękawami. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, że przecież taką bluzę miał w tej chwili na sobie - niebieską, w chmurki i z naszytą wiosenną gałęzią, która pod nie sięgała. &lt;br /&gt;Chociaż wydzielała szczególnie okropny zapach i miała kilka niepokojących plam, nie mógł się nadziwić, więc ściągnął ją z wieszaka i poszedł do przymierzalni. Nie rozpiął, lecz włożył przez głowę, a potem stał i z uniesioną kurtyną grzywki spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Nie był zadowolony, zwłaszcza ze swojego czoła. Z przykrością zauważył, że począwszy od lewej skroni pokryło je mnóstwo groteskowych pryszczy, których rano nie było. Natychmiast je policzył: 14, a każdy z nich przypominał cycka zwieńczonego zaczerwienionym bąbelkiem, jak z obrazów Wasselmana, gdy malował kobiety. Jemu ten w miarę symetryczny wysyp - po dwa jeden nad drugim - przypominał dwurzędowy listek sporych tabletek, z tą różnicą, że pryszcze ciasno na siebie nachodziły, a skrajny nawet buńczucznie odstawał na bok i ku górze, wykrzywiając się i potężniejąc z ciasnoty. &lt;br /&gt;A jednak postanowił wydrylować jednego, gdyż w przeciwnym razie nici z przyjęcia, nici ze spotkania z...Cher! Przyłożył dwa palce do największego, który puchł i mocno ścisnął. Wtedy stało się coś jeszcze straszniejszego: po rozszarpaniu bąbla w powierzchni czoła pojawiała wyrwa, drugi cycek, dosłownie, tyle że w głąb. Opuszek kciuka idealnie pasował do zagłębienia. Jak szybko dziura napełniła się krwią, zupełnie jakby była rytualnym naczyniem. &lt;br /&gt;„Za późno już – westchnął Nataniel - ten mi powiedział sam: muszę być!” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Wetknięty w książkę fragment opowiadania napisanego przez Cher w dniu poprzedzającym złą dla niej wiadomość. Odsłuchała ją z sekretarki. Do mieszkania, jakie przejął po zmarłej babci urząd miasta, wprowadzi się para nowożeńców...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„On miał koszulę lekko rozpiętą - mniej było gorliwości z mej strony. Całował nie tak namiętnie jak zwykle, ale za to silniej, jakby próbował się w ten sposób dla mnie uobecnić. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Wtedy niemalże stopił się z murem, do którego został w swej kolejności przyparty. Gdy rozpięłam jego koszulę, moim oczom ukazały się kobiece piersi, którym i on się przyglądał. To był właśnie on i to on był właśnie, on! Rozpoznawał swoje małe kobiece, które rosły w naszych oczach. Tak wyraźnie spod ich skóry nie prześwitywało jeszcze liczne niebieskie żyłkowanie. Powyżej, dokładnie na środku i tuż pod szyją, miał również tarczę, jednak już nie herbową, lecz telefoniczną i to starego typu, że się wkłada palec i wykręca numer. Urocza była ta tarcza u niego, żadne tam jabłko Adama, ale wypustki, które przypominały...sama nie wiem, lecz były znacznie piękniejsze i w pewnej chwili rozmieszczone już na chybił trafił, coś karminowego wyrastało z pomiędzy nich... Taka była tarcza, gdy włożyłam swój język w jedno z jej ócz i zaczęłam wykręcać. W prawą stronę, po czym całość wymknęła mi się. Powtarzałam bez słowa, aż wybrałam numer w całości. A wtedy on ponumerował moją sukienkę inną barwą włóczki niż czerwona, zielona i żółta.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;W kanciapie dla pracowników „Pinokia” dziewczęca stopa toczyła po wykładzinie pusty pojemnik po „Mazolu”. Kupiła go w sklepie z środkami chemicznymi – coś jak spray odświeżający używaną odzież (pełno ich szefowa umieściła w szafie), ale nie tylko. Eliza splotła dłonie na brzuchu i patrzyła w ścianę przed sobą. Na stoliku kawowym siedział pluszowy św. Mikołaj i patrzył na nią. Obok leżała książka „Wstęp do filozofii”, którą obiecała sobie przeczytać - tym razem ze zrozumieniem i bez strachu, jaki wywołało w niej pierwsze podejście. Jednak jej obecne położenie nie pozwalało na lekturę.  Myśli miała rozproszone jak plamy spayu, którym się przed chwilą irracjonalnie posłużyła i jedyną czynnością, w której mogła się pogrążyć było pocieranie stopą o „Mazol”, w tę i z powrotem, jakby to błąkanie – czy to już czas, aby wejść na stronę internetową i zarezerwować sobie miejsce w sanatorium z hallem dla palących? - miało przywrócić jej krążenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemowa Krzysztofa Z., Burmistrza przecinającego wstęgę rozsnutą wzdłuż odresaurowanej elewacji Pałacu Ślubów w Z. nieznacznie się opóźniała. Można było zaobserwować, że władze lokalne zainwestowały w przygotowania do uroczystego odsłonięcia ten rodzaj energii i zaangażowania, które pozwalały odebrać je jako wręczenie podarunku dla wszystkich. Chociaż doprawdy niewiele było widać samej elewacji - fakt, że była to boczna, wąska elewacja, którą trzeba było oglądać tylko z pewnego miejsca i pod pewnym kątem - tak wielu zgromadziło się tego dnia mieszkańców w całym ogrodzie, a gdy wreszcie przyjechała telewizja, ojciec Nataniela, mający po swej stronie proboszcza, ustawiając się tle Pałacu zwrócił się do kamer odurzony szczęściem:&lt;br /&gt;„Od czasu, gdy jestem burmistrzem tego miasta, chronię je przed antyterrorystami, przepraszam, przed terrorystami. Dziś jednak nadeszła wiekopomna chwila, kiedy nic już nam nie grozi ze strony innych szkodników - tych, które żyją w materii mieszkalnej - i świętujemy ważne dla nas wydarzenie. Tak. Wspólnymi siłami udało nam się po żmudnych przygotowaniach i długich zmaganiach, pracując nierzadko w niesprzyjających warunkach pogodowych, ukończyć remont elewacji, a więc bocznej ściany zabytkowego Pałacu Ślubów. Właśnie następuje odsłonięcie części napisu na dekoracyjnym fryzie. Wybrałem go wraz z księdzem proboszczem.”&lt;br /&gt;Stojąca za Burmistrzem grupa młodzieży, z którą wymienił porozumiewawczy znak,  wtapiając swą figurę i w młodość (kamery wychwyciły moment, gdy z gracją zjednywał się z otoczeniem, a pominęły podobny do puszczenia oka pomylonego z zezem tik) pociągnęła z dwóch stron za sznury. Opadła udrapowana jak perizonium jasna tkanina, pod którą oczom zebranych ukazał się fragment do rzeczy:&lt;br /&gt;„UPADNIJ NA KOLANA... &lt;br /&gt;„Oddaję teraz głos księdzu proboszczowi. Poświęci on elewację budowli, w której gościć będą nasze dzieci. Jak wszyscy wiemy, proboszcz jest literatem. Z niecierpliwością oczekujemy na kilka przygotowanych przez niego słów.”&lt;br /&gt;Gdy ksiądz przejmował mikrofon, wiatr trącił leżącą na trawniku tkaninę i zafalowała.&lt;br /&gt;„Mamy XXI wiek. Jesień, czas spacerów i spokojnego szykowania się do zimy. Niezmiernie ciesząc się z powodu okoliczności, jaka nas tu zgromadziła, chciałbym jednak powiedzieć coś o liściach i guzikach. Ot, liście rosną na drzewach, a wczesną jesienią opadają na ziemię. Jesienne liście unoszą się ponad chodnikami, gdy ludzie wracają do swych domów. Mają już na sobie palta - w każdej chwili może spaść deszcz. A co w tych paltach? Fabrycznie umocowane guziki nie przeszkadzają im być w dobrych humorach! Tak, guziki z fabryki. Jak wiele ich widzę, gdy z przyjemnością przechadzam się wśród moich bliźnich. Jak symboliczne stają się przy człowieczym palcie. Komuś odpadł taki guzik od kieszeni i toczy się po ziemi - zachichotał -  wśród pożółkłych liści...lecz teraz nie musimy już spuszczać oczu, ponieważ miejscem, w którym będziemy się mijać, znów stanie się ogród przy Pałacu Ślubów. Zanim rozpocznie się remont fasady, z dumą spoglądając na bok będziemy...”&lt;br /&gt;Wtedy z tłumu przedarł się na przód chłopak o smagłej twarzy i czarnej czuprynie, przerywając mowę proboszcza:&lt;br /&gt;„A kto odremontował mieszkanie po mojej zmarłej babci, panie burmistrzu?” &lt;br /&gt;„Charlie...złaź” z przodu próbowano powstrzymać znanego chuligana, o którym krążyły głosy, że nigdy nie stał się prawdziwym chłopcem, lecz ten nie dawał za wygraną i mocnym głosem, kontrastującym z delikatnością twarzy, powtórzył swoje pytanie.&lt;br /&gt;„Jakie mieszkanie? O czym ty mówisz, smarkaczu?” zaatakował burmistrz.&lt;br /&gt;„Zaraz się zacznie...” padło ostrzeżenie z ludu.&lt;br /&gt;Charlie przejął od proboszcza megafon i zaśpiewał:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Znacie to? Znacie? To śpiewamy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Malowane na niebiesko okiennice,&lt;br /&gt;Słoneczniki wyglądają na ulicę.&lt;br /&gt;Na podwórzu kundel pręży się jak bury kot,&lt;br /&gt;A Twe oczy tak się śmiały, gdy patrzyły wprost.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ściany wybielone, okna wymienione,&lt;br /&gt;Tapczany rozstawione już na sztorc&lt;br /&gt;Żeby Ciebie spotkać w małym kącie świata,&lt;br /&gt;Żeby z Tobą zostać na calutkie lata." &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Burmistrz, próbując ukryć zażenowanie i obrócić całe zajście w żart, zaczął klaskać, lecz wtedy Charlie przestał śpiewać i spojrzał mu prosto w oczy:&lt;br /&gt;„A może chociaż wiesz, gdzie w tej chwili jest twój syn, bo ja nie!”&lt;br /&gt;„Z dala od mojego syna!” warknął i już miał rzucić się na chłopaka z pięściami, gdy na ratunek pospieszył proboszcz. &lt;br /&gt;„Drodzy mieszkańcy miasta. Postanowiłem odsłonić przed wami wielką tajemnicę, której aura unosi się nad niezbyt fortunnym spotkaniem naszego burmistrza z Charlim. Proszę cię drogi chłopcze, zejdź już z podium. Dziękujemy ci za występy. Ta piosenka ma w sobie coś, przyznam, momentami porywa. Lecz oto brakująca część napisu, jaki z Burmistrzem planowaliśmy umieścić na fryzie opasającym w przyszłości wyremontowaną fasadę. Podczas gdy pierwszą część bardziej wymyślił stojący obok mnie, autorem drugiej jestem już tylko ja sam. Niech zatem słowo i piękno znów ocalają!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...PRAWDA CIERNIEM JEST KORONOWANA!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widząc efekt, jaki ta część napisu wywarła na większości zebranych, gdy już słowa złożyły im się w przedwcześnie odsłoniętą całość, ksiądz postanowił skorzystać z ogólnego wzruszenia i zaprosił media do dalszego relacjonowania wydarzenia.&lt;br /&gt;„Proszę, niech dziennikarze podejdą bliżej. Przeznaczone zostały dla was miejsca w pierwszym rzędzie. Niniejszym poświęcam elewację: bim-bam-bom. Chciałbym, aby wypowiedziała się teraz audiencja, gdyż bez jej zaufania i hojności, nie bylibyśmy w stanie oddać tak okazałej elewacji. Oni słuchali, a nie widzieli. Mogli pomyśleć, że idzie &lt;br /&gt;o jakąś fałszywą fasadę, a nie pomyśleli.”&lt;br /&gt;Charlie zginął pomiędzy tłoczącymi się do mikrofonu, prędko podawanego z ręki do ręki:&lt;br /&gt;„No Matka Boża tu nas przyciąga i przyjeżdżamy do świętego Józefa, a dziś przyszliśmy zobaczyć Pałac Ślubów. I nawet nie patrzyliśmy na pogodę, tylko przyszliśmy, bo święty Józef czeka i Matka Boża pragnie nas i tutaj u siebie zgromadzić.”&lt;br /&gt;„Słucham na okrągło, dzień i noc, modlitwy, różaniec, bo radio mówi prawdę.”&lt;br /&gt;„Ja przyszłam też, bo tu jest nadzieja dla mojej córki, moje życie i nic więcej.”&lt;br /&gt;„Nasz kraj jest taki, że tylko to radio nas tu trzyma i Matka Boska. Żeby nie radio, Polska by...byśmy tu nic nie wiedzieli. A rodzina to jest świętość. Nie żałuję!”&lt;br /&gt;„Dużo otuchy, trzyma przy życiu! Przynajmniej można się czegoś dowiedzieć, odkąd zostało zlikwidowane radio Wolna Europa.”&lt;br /&gt;„...to znaczy był okres, kiedy nie słuchałam. Ale teraz bardzo mi się spodobały audycje prowadzone przez siostry zakonne, audycje z młodzieżą, z dziećmi, co chwytały za serce. I po prostu od dłuższego czasu już szukałam okazji, żeby jakoś się włączyć, nawet prywatnie. Ale tak się złożyło, że zawsze coś wypadło, nie mniej jednak skorzystałam z okazji, że została zorganizowana al a pielgrzymka do Pałacu Ślubów.” &lt;br /&gt;„Przyjść i zobaczyć co się tu robi, gdzie są nasze pie-nią-żki! Widzę, ze super, no nie wiem, nie wiem. Uściskanie dłoni to jest za mało. To jest wszystko tak piękne, że nie ma słów! Cieszymy się, jeszcze Polska nie zginęła! Wszystkim, wszystkim serdeczne Bóg zapłać!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nataniel stracił w przymierzalni poczucie czasu. Gdy wyszedł z "Pinokia", cisza wokół niego trwała nadal, a on nie czuł się najlepiej sam ze sobą. Już nawet nie chodziło o to, że wstydził się swojego wyglądu, co o dyskomfort, jaki doskwierał mu z powodu wielu drobnych zmyśleń, jakimi ostatnio posłużył się w obawie przed demaskacją czegoś, czego nie potrafił nazwać, a co było tylko dla niego. Myślał o Elizie i odczuwał, że przy jej wybujałej wyobraźni pewne rzeczy niepotrzebnie i zbyt lekko zostały powiedziane oraz o ojcu, który za bardzo na niego naciska. Myślał też o Cher. Chyba żadna z tych osób nie była mu szczególnie bliska, a nie odczuwali wobec niego żadnego dystansu. Projektowali na jego osobę co się dało. I jemu wszystkie możliwe wyobrażenia ciążyły w tej chwili od środka, szczelnie powstrzymywane przed ujściem przez dwie pstre bluzy.&lt;br /&gt;Robiło się coraz chłodniej, więc przyspieszył kroku. Gdy dotarł na przystanek, jego wzrok przykuł czerwony napis na jednej z planszy rozkładów jazdy autobusów:&lt;br /&gt;Ostatni nocny do Cher - przy czym litera „r” wyglądała jak podkręcona rzęsa. Była podwyższona w stosunku do reszty i częściowo wystawiona na podmuchy wiatru, który nagle się wzmógł. Poczynał sobie jak chciał, zwłaszcza liście ucierając w każdym kierunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- I ? Wybrałaś coś na dzisiejszy wieczór?&lt;br /&gt;- Wiesz ile mnie obchodzi dzisiejszy wieczór...&lt;br /&gt;- Spójrz, a może ta sukienka? Jest prosta, a z tyłu ma dość skomplikowane wiązanie. Co o niej myślisz?&lt;br /&gt;- Nie lubię eleganckich sukienek na sobie. Wolę powyciągane sweterki.&lt;br /&gt;- Lepiej konweniują z ekspresją twojej twarzy.&lt;br /&gt;- Już przestań...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5124328732716248811?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5124328732716248811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/efekt-pinokia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5124328732716248811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5124328732716248811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/efekt-pinokia.html' title='EFEKT PINOKIA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-425698669947701636</id><published>2010-01-26T05:36:00.001-08:00</published><updated>2010-01-26T05:36:24.678-08:00</updated><title type='text'>HIPN-OZA</title><content type='html'>- Proszę wejść – zaproponował gospodarz. – Jest tu trochę ciasno i ciemno, ale zapewniam was, że w takiej knajpie jeszcze nie byłyście. Na początek prowadzę do rogu. Mijamy okrągłe stoliki, puste jeszcze o tej porze. Po prawej równie pusty parkiet, a więc i tu także jesteśmy bez publiczności. Wydawałoby się, że tam dokąd prowadzę, będzie stać pianino, a tymczasem, jak widzicie, stoi tu bardzo stara skrzynia, a na jej wieko opadają trzy ustniki. Powiecie trzy trąbki, ale to ustniki, wierzcie mi. Każdy z nich połączony jest z rurką, spójrzcie na imponującą długość oraz barwę każdej z nich. Szlak tej rurki prowadzi o tędy, wyżej zahacza o wieszak – zauważcie, że każda rurka ma osobny hak – a potem opada w dół, za skrzynię, i ...nie wiadomo, czy dalej jest wieszak...czy włoszczyzna ? A może któraś z was chciałaby spróbować fajki wodnej? Zaciągnąć się dymem i odpłynąć? Jestem przekonany, że wybierzecie właściwy hak, tfu, ustnik. On będzie wskaźnikiem na drodze do własnych korzeni. Ty mi wyglądasz na onieśmieloną, panienko – czyżby mną? czy faktem, że jestem tu gospodarzem? Cóż, zawsze nim byłem - ale ty...ty, czuję, że chciałabyś się udać w podróż...do Afryki...Kto nie chciałby poznać swoich korzeni? Odkąd tu weszłaś, myślałem o jednym, mianowicie: skąd ta dziewczyna pochodzi, na murzynkę jest za jasna, na mulatkę jest jest za jasna, ale...&lt;br /&gt;Znakomicie! A teraz podejdźcie do baru. Pewnie chciałybyście się napić. Wasze klarowne widoki mogą być już nieco zmącone. Tak dzieje się jedynie podczas podróży. Powiem wam, co widzicie. Co my tu mamy... Nie wiele do zaoferowania, same warzywa, gdyż jest to bar warzywny. Na stołkach barowych stoją donice, w których posadzono bujny koper, piękną zieloną pietruszkę, a tam, w tej podłużnej donicy ustawionej za barem, rośnie kępa rozmaitych warzyw. Ty, panienko z Afryki, połóż się na podłodze. A ty, któraś się powstrzymała od podróży, tylko nie pomyśl o przyziemności spraw cielesnych, to porządna wegetariańska tancbuda! Twoja koleżanka nie odmówiła mi, sam jestem ciekaw, co z tego będzie. Ty pewnie myślisz, że ja jestem zły, że mam nieludzkie zamiary! Popatrz na te kobiety, które od wielu lat pracują u mnie za barem. Czy wyglądają na nieszczęśliwe, skrzywdzone, ba, nieprzytomne? No już dosyć o tobie, zaczynamy pokaz. Położyła się, ułożenie ciała swobodne, pod plecami chyba wycieraczka. Drzwi w mej knajpie otworzyły się i...mamy przeciąg! Jej dusza, tfu...jej alter-świadomość wędruje teraz w poszukiwaniu swego najskrytszego życzenia. Gdy wstanie, zrobi coś takiego, czego nikt by się nie spodziewał. Objawi coś i...w zasadzie będzie to nasze wspólne dzieło. Ma do dyspozycji cały bar i jego obsługę! Brawo! A może nam coś powiesz, laleczko? Co tam z poziomu podłogi słychać w świecie celebrytów?&lt;br /&gt;"PUFF DADDY ZOSTAŁ NOWYM MĘŻEM KRÓLOWEJ ELŻBIETY"&lt;br /&gt;- A skąd to wiesz?&lt;br /&gt;"WIDZĘ TYŁ JEGO CZARNEJ GŁOWY NA ZDJĘCIU, A OBOK SIWE LOKI KRÓLOWEJ ELŻBIETY"&lt;br /&gt;- A może to nie zdjęcie, tylko ciemny zakątek twojej galaktyki? Teraz wstań i pokaż, na co ciebie stać, o następczyni tronu naszych pierwszych królów, powracająca właśnie z potężnej ojczyzny przez Anglię i, rzecz jasna, przez kolorowe ilustrowane magazyny dla młodych pań.&lt;br /&gt;Ładnie, dobrze, ciekawie... Podchodzi do doniczki z rozmaitymi warzywami, od marchwi po brokuły, od kalafiora przez seler, odwraca się do nas tyłem i...z jakiegoś powodu zasłania doniczkę. A może wcale nie zasłoniła, lecz przygniotła? Nie widzę, co robi, tracę nad nią kontrolę, pozwalam jej na wszystko, gdyż nie mogę się doczekać, co nam przedstawi. Marzę, aby poznać jej najskrytsze skrytości. Chcę, aby je urealniła w tej chwili! Odwraca się do nas - dzień dobry pani - dłońmi ujmuje niewielkich rozmiarów kwadratowy arras. Nie jest to zwykły dywanik, lecz arras warzywny. Rzędy przepołowionych warzyw widzę, te z tych solidnych! To niebywale! Czy ktoś z pośród tu obecnych widział coś takiego? Żadna z moich barmanek, a każda ma długi staż pracy, dotąd nie wpadła na taki pomysł! Warzywa stoją całymi dniami, ludzie się na nie gapią popijając koktajle, albo po prostu jedzą, płacą i wychodzą. Ale ona! Jak ona tego dokonała i co chce z tym zrobić? Ty, panie za barem oraz moja skromna osoba – wszyscy się niecierpliwimy.&lt;br /&gt;...ach, zawiesić na głowie koleżanki chciała... Nakryć jej głowę własnoręcznie wykonanym arrasem. Już rozumiem, dziękuję bardzo za uwagę. Przecież ja nie wzbraniam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-425698669947701636?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/425698669947701636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/hipn-oza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/425698669947701636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/425698669947701636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/hipn-oza.html' title='HIPN-OZA'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8537131011120490778</id><published>2010-01-26T05:34:00.001-08:00</published><updated>2010-01-26T05:34:23.093-08:00</updated><title type='text'>OZ WRACA DO DOMU</title><content type='html'>Kiedy Czarnoksiężnik z krainy Oz, skądinąd cyrkowy sztukmistrz, brzuchomówca i specjalista od balonów, odbił się od Szmaragdowej Krainy i ruszył w drogę powrotną, targała nim wątpliwość co do tego, gdzie wyląduje i czym będzie, gdy wyląduje. Wiedział już, że nie mieści się cały w swych magicznych sztuczkach. Czuł, że ma głos podzielony, nadający się do wygłaszania zdań przewrotnych, niekoniecznie prawdziwych i niekoniecznie fałszywych. Pośród nich można było długo spacerować, gdyż głos z brzucha Oza nie miał ani echa ani dna. Gdy tak rozważał ten powrót od strony doprowadzania siebie do wariactwa, wielki ptak przypominający papugę trącił zaostrzonym skrzydłem jego balon i gwałtownie, na chybił trafił zaczął spadać na Ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wylądował po uszy w zaspie śniegu. Jakże różniło się to miejsce od szmaragdowej barwy, nadanej przez niego za pomocą specjalnych okularów poprzedniemu miejscu. Nie były jednak całkiem od siebie odmienne. Gdy tylko obolały powstał, zobaczył stojące na przeciw niego lustro w bogato zdobionej, srebrnej ramie. W nim ujrzał osobę w czarnym kostiumie, która od razu zaczęła pokazywać mu i mówić do niego, wciąż oszołomionego zlotem i marznącego. Ta w lustrze stroiła wesołkowate miny, wypowiadając słowa, które Oz zaledwie kojarzył z jakieś rzeczywistości. Rozpoznał natomiast, że oto ma przed sobą rzeczy dobrze mu znane - występy. "A ty nie poznajesz znajomej gęby?" usłyszał i ocknął się, gdyż jakby już gdzieś widział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Głupi Oz, dziwny Oz&lt;br /&gt;Dwa i widzę Oza&lt;br /&gt;W lustrze był, trochę pił,&lt;br /&gt;Szmaragdowy owal"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Gdzie tu jest przystanek autobusowy?" zapytał mimo wszystko, lecz ta osoba odpowiadała jak przystało na odbicie z krzywego zwierciadła, na przekór, rozumnie i nierozumnie zarazem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Całe życie występował&lt;br /&gt;Gdy mu balon zabąblował&lt;br /&gt;Gdy mu balon jego słodki&lt;br /&gt;od Dorotki do Dorotki..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oz odwrócił twarz od zwierciadła. Zaczął padać śnieg. Z ziemi podniósł swój kapelusz i nakrył nim głowę. Zabawnie to wyglądało, gdyż kapelusz był za mały i wystawała spod niego aureola białej, pożyłkowanej skóry. Zastanawiał się, gdzie w okolicy znajdują się przystanki autobusowe. Przydałby się również kiosk, gdyż nie miał przy sobie biletu. Gdy znalazł przystanek, odczekał swoje i wsiadł w autobus, który wiózł go, a on pytał ludzi dokąd. Różne były zdania w tej sprawie. Jedni, patrząc mu prosto w oczy powiadali, że ta linia zawiezie go na miejsce, inni - ignorując go - że powinien się przesiąść tam a tam. Byli też tacy, którzy poinformowali Oza, że o tej porze nie dostanie już nigdzie biletu, co prawie przyprawiło go o zawrót głowy. Gdyby dobrze poszukał, wygrzebałby jakiś z kieszeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nade wszystko był przygnębiony. Powoli przypominał sobie tę krainę i uzmysławiał dokąd jedzie autobus. Tu nie mogło być pomyłki. Nie patrzył na innych pasażerów, nie znał ich przecież. Spoglądał na swe dłonie. Na ich wewnętrznych stronach odcisnęły się ślady wiklinowego kosza balonu, na wierzchu były pomarszczone od chłodu. Czuł się w tym towarzyskie onieśmielony, gdyż przypominał sobie również, że jest przecież Głosem, Potworem, Ognistą Kulą, a nawet Kobietą. Tak, z pewnością był nimi wszystkimi i znacznie więcej; smutek jest przejściowy; w brzuchu na razie tylko burczy; wkrótce znów będzie mógł ich zabawiać przy naśladującym fortepian pudle, za rozchyloną nieco kurtyną i w przyciemnionym świetle, o!, chociażby wyczarowując na scenie uprzednio jedynie naszkicowany przystanek autobusowy i zaraz po nim autobus. Zawsze czuł awersję do podróżowania z biletem. Gdy on wyczaruje, gdy to z jego dłoni wjedzie, szabelką będą otwierać butelki szampana!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pasażerów było coraz mniej, aż został sam. Wysiadł na pętli i udał się znajomą drogą. Płaty śniegu bębniły o rondo jego czerwonego kapelusza. Nigdy nie mógłby się go pozbyć. Ta część garderoby podkreślała bowiem jego cudaczny charakter i sposób igrania ze światem. Ledwie trzymający się głowy kapelusz był jego najintymniejszym atramentem podczas pokazów sztuczek w cyrku. Widzowie mogli dostrzec w spadającym i podnoszonym z dworską manierą fałdy, pętle i zawirowania własnego zdziwienia, niedowierzania, uszczęśliwienia! Tak, lecz ich miejsce nie było w centrum sceny, a nieco z boku, lub z tyłu. Najważniejszy był spektakl, który dział się za jego sprawą, gdy on się uwijał poprawiając kapelusz - spektakl już niejako bez jego udziału. To podnosiło napięcie, poczucie jakiegoś olśniewającego bycia – nie mogło być inaczej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tej porze Oz zastał zaryglowaną bramę. Zmieszany zawiesił wzrok na grubym łańcuchu, jakim wielokrotnie zespolono obie jej części niczym tors Zanpano. Za bramą nie dostrzegł ani porozkładanych namiotów, ani niebieskich wozów, a po alejach nie przechadzały się słonie indyjskie. Słowem, śladu akrobacji zatrzaśniętego wewnątrz nastroju, krztyny zdumienia tego świata nad samym sobą w zamarłej, rodzinnej okolicy. Więc miał teraz zostać jej radczym? kuracjuszem? odrobiną krwi? upływem dnia? nadszarpniętym nerwem? ostatnim dźwiękiem harmonii? kronikarzem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierś rozsadzała mu tęsknota, gdyż stalowa brama z długimi prętami wyglądała jak odarta z ciała kurtyna. Wówczas wzmógł się w sobie i usłyszał słowa w jakiś najszczególniejszy sposób zaprzeczające tej jego dotychczasowej poszczególności oraz wewnętrznej próżni, kojące go nutami styczniowego zmierzchu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Cudny Oz, Dziwny Oz.&lt;br /&gt;Raz, dwa i pal sześć.&lt;br /&gt;Brama to, a to co?&lt;br /&gt;Wiatr zaczyna pleść"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8537131011120490778?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8537131011120490778/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/oz-wraca-do-domu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8537131011120490778'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8537131011120490778'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/oz-wraca-do-domu.html' title='OZ WRACA DO DOMU'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-6623633933317028793</id><published>2010-01-26T05:32:00.001-08:00</published><updated>2010-01-26T05:32:18.560-08:00</updated><title type='text'>BRODY SINOBRODEGO</title><content type='html'>BRODY SINOBRODEGO&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak napisał kronikarz: „każdego dnia słońce wschodziło nad pierwszą brodą o godzinie 6.30 i zachodziło o 19.15. Wiele głosów domagało się, by Sinobrody wstawał i prowadził skryte przed światem życie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szepty z obfitej baśni podszczypywały go za jej krańce. Elfie śmiechy tajemnych marzeń rozchylały ciężkie drzwi do jego sypialni. Pojękiwania własnego przebudzenia do połowy odciągały kołdrę z Sinobrodego i pierwsze poranne promienie zapadały w splątane wygniecenia jego zarośniętego podgardla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sinobrody śniadał powoli na tarasie wieży swego zamku. Przeżuwając posiłek i najbardziej własne z myśli, widział stamtąd całą okolicę: rozległe lasy bukowe na wschodzie – ich miękkie korony cieszyły jego oczy latem i z niesytym zadowoleniem dotykał dłonią swej brody; doliny pełne mieniących się jezior na zachodzie – zimą tafle zamarzały i mężczyzna odnajdywał w tym widoku szczególne zadowolenie, gdyż jasnobłękitna barwa lodu przypominała mu zawerniksowany gniewem odcień jego spojrzenia. Lecz zwłaszcza lubił przemierzać wzrokiem z północy na południe, gdzie rozciągało się miasto, którego nigdy nie widział dość wyraźnie, gdyż o każdej porze roku zasnuwała je jakby postrzępiona mgła, której żaden wiatr nie był w stanie rozgonić. Tam jego spojrzenie potrafiło spoczywać uporczywie, wytrwale szukać najmniejszej szczeliny, która w zmieniającym się zgęstnieniu powietrza udostępniłaby mu widok na ludzkie sprawy; o niego mu chodziło. Gdy kompletnie nic mnie mógł dostrzec, czuł ucisk w klatce piersiowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie był Sinobrody w żaden inny sposób związany z życiem, jakie toczyło się w mieście. Nie wiele wiedział o ludzkich obyczajach poza własnymi. Palcem nie kiwnął, żeby uczynić jakiś gest, który zjednałby go z kimkolwiek. Od wielu lat od nikogo nie usłyszał słowa. Znał jedynie te rozmowy, które ze sobą w milczeniu lub na głos prowadził w zamku. Głos miał bardzo donośny, lecz nieco zdarty i jakby przecedzony przez sito – w sam raz dla kogoś to mieszka sam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej chwili Sinobrody ziewnął i okazało się, że ma pełne, pięknie zarysowane usta i zdrowe uzębienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Oho. Znów wiatr powiewa chmurami na niebie – rzekła jedna handlarka do drugiej, rozkładając stoisko warzywne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Prawda, coś takiego, sama nie wiem co, i na niebie i w powietrzu powiewa – pani Bjern, handlarka jajkami złapała się pod boki i dodała - Wiatr się wzmacnia, powinnyśmy wyjąć paliki z magazynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Niech pani prędko patrzy w górę. Nie ogarniam zmian, jakie zachodzą na niebie. Co do kolorów i kształtów, mam na myśli. Wyznam, że boję się o mego męża. Za posadą w zamku wyjechał dziś z miasta długo przed wschodem słońca, a jeszcze żadnej wieści od niego nie mam. Czy mam powód do niepokoju?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Na pewno jest jeszcze niedaleko, kochana - uspokoiła ją tamta po swojemu i strzepała z policzka puszek z pościeli, który wiatr musiał przywiać tu z podwórza pani Rops, u której w sobotę robi się wielkie pranie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Lecz czy on sobie zdaje sprawę - kontynuowała pani Bjern przewiązując sznurkiem nogę stoiska - że pozostawiając mnie bez gońca, przyprawia chore serce kobiety o palpitacje? Już nawet nie chcę, żeby dostał tę posadę, lecz, na miłość Boga - mocno zawiązała supeł - niechże się do mnie odezwie przez pośrednika, że dotarł na miejsce!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Zgadzam się z Panią Sven. Nie mógł odjechać daleko - odezwała się kumoszka, która dotąd z boku przysłuchiwała się rozmowie i mocowała stoisko do ziemi - Jego koń na pewno stąpa ostrożnie. Zresztą nie raz widziałam ostrożność tego czarnego konia na własne oczy, więc dodam, aby panią pocieszyć, on jest... - kobieta zawiesiła głos w zadumie i po chwili dodała z osobliwym namaszczeniem - on prawie jest tu z nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powietrze jątrzyło coraz więcej pierza, które należałoby strzepywać z fasoli, ziemniaków, marchewki oraz jaj, lecz kobiety - zamiast pracować - nie mogły dojść ze swymi sprawami do ładu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pani Sven i Pani Torgen - ciągnęła pani Bjern - to wszystko prawda. I że mój mąż opuścił mury tego miasta przed wschodem słońca i że z niebem dzieje się coś nie tak. Prawdą jest również, że koń mego męża jest czarny. Lecz ja łącze ze sobą te wszystkie fakty i wierzcie mi, że mam ku temu powody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A jakie to, jeśli możemy wiedzieć? – zapytały, patrząc po sobie z nieskrywaną ciekawością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Bjern spuściła oczy i ciemne pajęczyny rzęs ubogaciły koloryt jędrnej i całkiem w tym momencie rumianej twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Bjern postanowił pojechać do zamku drogą okrężną, która wiodła wzdłuż strumienia, aby w każdej chwili móc napoić konia i nie zgubić się, jako że smugi gęstej, nieprzenikalnej mgły unosiły się nad wszystkimi drogami i polami. Wesoły szum potoku oraz śpiew niewidzialnych ptaków prowadziły go na przód i dodawały otuchy w misji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miał zatem ubiegać się o posadę rachmistrza u wielkiego pana z zamku. Na taki pomysł wpadła jego żona i to nagle, dla niego niespodznianie. Jadąc rozmyślał nad powodami, które skłoniły ją do wysłania go do zamku, kiedy on wolałby chociażby grzać się u jej boku. Jego dotychczasowe zajęcie dostarczało im przecież środków do życia. Pan Bjern miał nawet ambicję, aby ten swój własny, niewielki interes rozwinąć w coś większego. I chociaż sam nie wiedział jeszcze, co dokładnie miałoby to być, w tej chwili bardziej frasowało go jak zachować się przed człowiekiem, którego kompletnie nie znał, a o którym słyszał wiele legendarnych historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie mówili, że Sinobrody jest bardzo niezależny i nikogo się nie boi. Że postępuje tylko tak a tak, a zwłaszcza jak mu się podoba, gardząc przy tym całym światem. Powiadali, że gdy chce wskakuje na swego rumaka i wyrusza na polowanie, z którego zawsze na własnych barkach przywozi co najmniej dwa jelenie. Powiadają też, że w przypływie gniewu zabił człowieka i że jest niepoczytalny, skoro całymi latami sam przesiaduje w zamku. Jako że nikt nigdy na własne oczy nie widział Sinobrodego w mieście, również wokół jego rzekomych miłosnych podbojów narosły opowieści, które zaliczyć można do najodważniejszych. Podobno po kobiety wyprawia się tylko do odległych i dzikich krajów, gdyż jego upodobania są tak nieprzyzwoite i bezkształtne, a apetyt pozbawiony granic, że żadna normalna kobieta nie byłaby w stanie go zaspokoić. A gdy nie chce mu się jechać tak daleko, podobno... na tę myśl Panu Bjornowi zakręciło się w głowie i spadł z konia. To właśnie w tej chwili Pani Bjern nie ośmieliła się ponownie podnieść oblicza ku niebu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czujemy, że ciągłym mówieniem o Twoim mężu, zamykasz sobie usta na jakieś inne sprawy, które cię nurtują, pani Bjern. Prawda pani Torgen?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W zupełności się zgadam z Panią Sven. Ze mną też tak było, gdy jeszcze nie byłam kobietą względem siebie uczciwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- I w moim przypadku było podobnie - dodała pani Torgen, która była z nich najstarsza i mrugnęła okiem do pani Sven - gdy jeszcze byłam nieprzyzwoicie dziecinna w moim postępowaniu z mężczyznami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak, jesteśmy dojrzałymi kobietami - pani Sven trąciła biodrem panią Torgen - a nie aniołami czy świętymi, nawet jeśli nasi mężowie tak nas postrzegają. Dlatego ulżysz sobie, jeśli wyjawisz nam swe prawdziwe myśli i opowiesz nam, co takiego się wydarzyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Widzę, że nie pozostaje mi nic innego, jak zwierzyć się przed wami, drogie kobiety - odezwała się wreszcie pani Bjern - Ale ostrzegam, że takiej historii jeszcze nie słyszałyście i możecie mnie potępić, gdy dowiecie się o tym, co się stało oraz... co dopiero stanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień już mija od wydarzenia, które wstrząsnęło moim dotychczasowym życiem. Pod nieobecność mego męża wybrałam się do zamku, w którym mieszka Sinobrody. Zapytacie „po co?”, a mnie trudno będzie udzielić wam jasnej odpowiedzi na to pytanie. Być może rozumujecie same i nie trzeba niczego wam wyjaśniać. Powiadam więc: nie miałam żadnej konkretnej sprawy do tego pana, o którym huczy po karczmach nad ranem, gdy przyzwoite kobiety śpią, a mężczyźni podejmują z dala od nich temat, który karmi ich wyobraźnię i konfrontuje z tym, czym sami nie mają odwagi przed nami być. Zapukałam do wrót zamku, gdyż chciałam poznać człowieka, o którym mężczyźni nam mówią, a my potem na rynku rozstrząsamy. O którym plotkują, że nie jest człowiekiem, lecz zwierzęciem, gdyż jego człowieczeństwo zostało zastąpione przez instynkty. Zebrałam się w sobie i pognałam do zamku, a po drodze musiałam zażyć witaminy, gdyż wielokrotnie traciłam siły. U jego drzwi stanęłam jako osoba wyczerpana, niepewna, zawstydzona i do dziś zastanawiam się, dlaczego właściwie mnie przyjął. „A co to?” rzekł patrząc na mnie z góry, z rozbawionym niedowierzaniem. „To ja, niewiasta gotowa na wszystko!” odparłam dzielnie, a on buchnął śmiechem. „Na wszystko? Skoro tak, wstąp proszę w me progi”. Przyjął mnie w salonie. Pamiętam, że stało tam wielkie akwarium, a jako że był w trakcie zmieniania w nim wody, posadził mnie na wygodnej sofie, podał czarę z winem i rozmawiał nie przerywając poprzedniego zajęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czyścił akwarium, gdyś ty siedziała na jego sofie i popijała wino? - ze zwątpieniem zapytały chórem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak. Między potężnymi nogami miał niebieskie wiadro do połowy napełnione wodą. We wiadrze zanurzona była ryba oraz przeźroczysta gumowa rurka, która łączyła się raz z akwarium, to znów z jego ustami. A gdy ze mną rozmawiał wyjmował na chwilę rurkę z ust i zaciskał dopływ palcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- O czym rozmawialiście?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pytałam o jego życie. O to czy miał żonę. Odpowiedział, że miał ich wiele i że teraz też ma jedną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co się stało z tamtymi i dlaczego nikt nic nie wie o obecnej? - dopytywały się gorliwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie chciał mi powiedzieć, co stało się z poprzednimi żonami, a o obecnej powiedział, że jest na górze, że on nosi ją tam na rękach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A dlaczego nie chciała zejść do was?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Powiedział mi, że ta żona często bardzo źle się czuje, ale po godzinie rozchwianym krokiem zeszła do nas na chwilę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ja myślę - wtrąciła pani Torgen - że to kompletna fantazja, żeby nie powiedzieć kłamstwo!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- I ja też tak myślę - dodała pani Sven - A poza tym, co jeszcze działo się dalej między wami?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Gdy zaniósł tę chorowitą żonę z powrotem na górę, powiedział mi, że zamknął ją w szafie, a ja włożyłam mu dobry tytoń do kieszeni surduta, pytając dlaczego trzyma żonę tam, gdzie ją trzyma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co on na to?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Odparł, że nie chcę słyszeć jej oddechu przez cały dzień, gdy zajęty jest swoimi sprawami. Męczy go to. I przybliżył swoją twarz do mojej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przybliżył swą wielką brodę do twej twarzy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Opowieści, które krążą o jego sinej brodzie - rzekła uroczyście oświecona pani Bjern - można między bajki włożyć. Zbliżył do mnie policzek, z którego wyrastały kryształy cukru. Słońce wpadało do salonu i rozświetliło jego pobrużdżoną twarz pokrytą stożkami cukru. Zbliżył ją na odległość mojego języka, który wetknęłam w zagłębienie między kostkami. Niebywale szybko roztopiła się jedna z nich i pojawił się w jego policzku słodki dołek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jak szybko pojawił się ten dołek? - przerwała zahipnotyzowana tą opowieścią pani Sven.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Bardzo szybko i wtedy Sinobrody odwrócił ode mnie twarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ach - westchnęła pani Torgen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Moja wizyta w zamku nie trwała długo i powiem wam, że nie zapomnę smaku brody Sinobrodego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dlaczego jednak posłałaś tam swojego męża? - zapytała rozumnie pani Sven.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Chciałam, żeby poznał człowieka z charakterem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czy wiesz, że to się może źle skończyć dla pana Bjern? Chodzą słuchy o bezwzględności Sinobrodego zarówno względem kobiet jak i mężczyzn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiem o tym. Wobec mnie był bezwzględny. Być może też, że straciłam głowę myśląc o pożytku z tego dla mogo męża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czy uważasz, że groźba śmierci byłaby dobra dla twojego męża? - zapytała pani Sven i między kobietami zapadła cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy pan Bjern przebudził się po upadku, odnalazł siebie na łożu w obcym zamku. Biła godzina 19. W fotelu na przeciw niego siedział najbardziej postawny mężczyzna jakiego dotąd widział. Jego dłoń zanurzona była w takiej gęstwinie, że z całej jego twarzy wyróżniały się jedynie przenikliwe oczy o chłodnej, melancholijnej barwie. Pan Bjern był gładki jak niemowlę, co przez lata jego małżeństwa budziło radosne zdziwienie żony. Lecz w tej chwili poczuł się nieswojo, w milczeniu patrząc na spokojny ocean, który dotykał bel łoża. Ostatnie promienie dnia rdzawo zabarwiały faudy pościeli. Sinobrody wyczuł przestrach i niepewność pana Bjerna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Podczas polowania znalazłem cię nieprzytomnego na terenach mojej posiadłości i tymi ręcami tu przyniosłem. Lasy, jeziora i strumień należą do mnie, czy nie wiesz! Kim jesteś? Mogę zrobić z tobą wszystko - rzekł właściciel zamku poważnym głosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jestem żoną twojej żony, tfu, jestem twoją żoną. Będę dbać o zamczysko, będę igrać z bródką - odparł prędko i niezdarnie gość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sinobrody roześmiał się odejmując rękę od swej brody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W takim razie może powinienem cię lepiej pilnować? - zapytał, odwracając twarz w stronę okna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręce pana Bejrna nagle szarpnęły go porządnie za brodę! Wspinały się po niej prędko coraz wyżej, aż dotarły do oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Rozejrzyj się dobrze - gospodarz odjął twarz gościa od swojej. - Czy widzisz jaki tu mam porządek? Czy ty u siebie też masz taki porzadek jak ten?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczom pana Bejnra ukazało się krzesło ustawione przy oknie oraz półka z kilkoma zakurzonymi książkami. - Dlaczego więc podsuwasz się pod moje oczy tak blisko? - zapytał hardo Sinobrody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Bo chcę być miłą twym oczom, panie - cienkim głosem zaśpiewał mężczyzna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Abyś wiedział, jak okrutne i przypadkowe może być życie... - rzekł Sinobrody i zaplótł dwa nurty wokół szyi pana Bjerna, pociągając go na taras wieży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Powstrzymaj się! - krzyczał pan Bjern - Sekcja zwłok jeszcze nie została na mnie dokonana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie podobasz mi się zarówno jako kobieta jak i mężczyzna. Nie podobasz mi się w tej samej chwili, gdy ktoś inny podoba mi się choć trochę. Niech mi brodę utną, ale ty nie podobasz mi się wcale! Jesteś zwykłą latawicą, za którą nie mógłbym po schodach tego zamku latać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I siłą rozpędu wyrzucił Sinobrody pana Bjerna za okno, które wychodziło na fosę pełną pirani, pozbawiając się strzępka swego najcenniejszego atrybutu. Pan Bjern przez chwilę spadał w dół uchwycony kawałka brody, od której dzieliło go naprężone ramię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-6623633933317028793?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/6623633933317028793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/brody-sinobrodego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6623633933317028793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/6623633933317028793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/brody-sinobrodego.html' title='BRODY SINOBRODEGO'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-5341189907566452</id><published>2010-01-26T05:30:00.001-08:00</published><updated>2010-06-25T09:56:52.172-07:00</updated><title type='text'>CZARNA OWCA APOSTOŁKI. doc</title><content type='html'>&lt;i&gt;Apostołka XXI wieku przybyła do Polski na statku towarowym, w kontenerze ze skrzynkami soczystych pomarańczy. Na brzegu rodzinnego domu zostawiła swą babcię, murzynkę o rozkołysanych biodrach. Gdy po długiej, transoceanicznej podróży ponownie znalazła się na lądzie, ze statku wytoczyły się owoce, a wraz z nimi ona. Brana za mulatkę, smagana kijami uciechy, otrzepała poły swej szaty misyjnej wykonanej z najsztuczniejszej dzianiny i również pod nosem dworując sobie z tych, którzy nie czują specyfiki dzisiejszych czasów, ruszyła przez XXI wiek, wraz z innymi, którzy się przyłączyli.  Podążając śladem swej przyjaciółki, wstąpiła na Uniwersytet.  Lecz nie po to, by tylko pobierać nauki, lecz aby głosić wieści osobliwej treści, co do których nie miała wątpliwości, że przepuszczone zostały przez jej własne charyzmaty. W międzyczasie trafił się ukochany syn.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Innych wiernych wszędzie było pełno, dosłownie wyrastali z ziemi jak grzyby po deszczu, ci ludzie marginesu, te śmieci!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;New York Times&lt;br /&gt;„Rzeczywistość opisywana przez Apostołkę XXI wieku jest rzeczywistością białego ludka o niewyraźnych konturach, dostrzegalnego pośród ciszy, szarości i odmowy.  Jego chłodne błękitne spojrzenie jest miękkie.  Szarość zakwita we wrzosy. Nie dajcie się zwieść  hermetyczności przekazu. Ona dzierży w dłoni szampana!” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Guardian&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„21, 25, 29...” liczy po raz drugi „lecz to nie jest komplet, to nie jest komplet tego stada!” dodaje w myślach, po łuku przetaczających się w jej głowie z prawa na lewo.&lt;br /&gt;Przez otwór wycięty z czarnej krepy wpada światło, wypada stado. Apostołka XXI wieku położyła swe łapy na stole i rozgląda się po niewielkiej sali po brzegi zapełnionej publicznością. Przyszły posłuchać, co ma do powiedzenia, być może chcą przedyskutować pewne kwestie. Nie pośle ich do Grzecha, lecz pozwoli paść sprawy inaczej, przy wspólnym stole, tam gdzie powinno się je paść. Uwaga jej kieruje się jednak ku zawieszonej na oknie dziecięcej wycinance, która zaciekawia w tym poważnym miejscu. Na stół, przy którym zgromadziły się owce w różnym kolorze, pada światło układające się w najjaśniejszą, niematerialną owieczkę.&lt;br /&gt;„14,18, 20” przelicza znów wybrany fragment sali. „Nie ma. Nie podoba mi się to. Czuć brak. Dzień wstał dziś bez nocy, jakby powiedział mistrz Koeljo!” Owce ufnie przeżuwają trawę, co rusz powierzając jej beztroskie spojrzenia znad pastwiska stołu. Jej oczy zachodzą mgłą. „Niech trwa ten spokojny wypas!” &lt;br /&gt;Apostołka to the Operator:&lt;br /&gt;...I widzi, że znajduje się u bramy prowadzącej do starego domu. Są tu dwie drogi. Jedna wiedzie schodami w górę, prosto do drzwi wielkiego domu. Druga, w bok, prosto ku wysokiej, obsypanej wapnem ścianie. Staje na pierwszym stopniu i wyciąga czarnego pilota, aby wycelować go w straszliwy, dziurawy dom. Ponieważ czuje, że jeśli pójdzie tam w górę, znów będą działy się dziwne rzeczy. Wznowią się negocjacje między żywą i umarłą.       Pomiędzy żywą i umarłą jest ekran, który się wyświetla nieoczekiwanie w różnych pomieszczeniach domu. Staje na wydeptanej ścieżce i słyszy nawoływanie – tiruriru, tituriru - jakby ktoś, ośmielony jej niezdecydowaniem pukał tam z zewnątrz w tę ścianę, pukał uporczywie, cicho, w każdym rejestrze domagał się co pół godziny przerwy na papierosa. Niepotrzebnie wpatruje się w tę ścianę. Jeśli wpuści tu kogokolwiek, szybko zorientują się, że jest jedyną żywą panią tego domostwa, jedyną zatroskaną o żywych i umarłych. A gdy się zorientują, nie zechcą jej gościny, lecz pójdą gdzie indziej, bez różnicy gdzie. Któż nie zląkł się znajomości z medium?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„28, 26... jest! Nie będzie rzezi!” raduje się w duchu apostolskim. „Noc przywrócona zostanie dniowi, a wokół liczb zawiążą się wieńce, które je ze sobą połączą!”&lt;br /&gt;Do sali weszła Czarna Owca i jak teolog za artystą, rozsiadła się na krześle za jej plecami. Miała na sobie poplamiony T-shit, a na kolanach wygniecioną drożdżówkę w woreczku, większą od Dagmary. &lt;br /&gt;„Większa od Dagmary! Większa od Dagmary!” chóralnie odezwały się głosy znad stołu.&lt;br /&gt;„Me-e-e-e!” odbiło się jej, gdyż sączyła przez słomkę gazowany napój „Chciałabym przeczytać swój tekst na zaliczenie. Czy można?”&lt;br /&gt;&lt;i&gt;DZIECKO&lt;br /&gt;Napisałam o dziecku, które się między nami rodzi.&lt;br /&gt;Czyje to dziecko? Gdzie ono się znajduje? Czy jest brzydkie? Czy jest piękne? Jak się rodzi? Podstawowe pytania...&lt;br /&gt;Nie jest to dziecko naszych wspólnych znajomych, chociaż pojawia się w ich mieszkaniach, w ich korytarzach, w naszych ciemnych pomieszczeniach icebookowych. &lt;br /&gt;Jak już się pewnie domyślasz, często docieramy tam różnymi drogami, po omacku. Ty z jednej strony, ja z drugiej. Niezależnie.&lt;br /&gt;Ponieważ niewiele o sobie wiemy, niewiele osób wie, dla ciebie jest policzek i dla mnie jest policzek. Trudno doprawdy powiedzieć, do kogo podobne jest to dziecko. &lt;br /&gt;Czy jest dziewczynką, chłopcem, owieczką? Z prawej strony trochę włosów, z lewej strony trochę pejsów, a pod dupcią pilot tv i kanapa naszych znajomych. Na czole loczek, którym lepiej nie kręcić...Gdzie ci znajomi poszli? Nieważne pytanie.&lt;br /&gt;Wyciągasz dłoń do policzka, do którego jest ci najbliżej. Jeśli spytam „czy po swej stronie rozpoznajesz to dziecko?” odpowiesz: „Trudno powiedzieć. Przez chwilę wydaje mi się znajome, lecz gdy tylko zbliżam dłoń do policzka, ten natychmiast odkształca się i zmienia wyraz reszty twarzy”.&lt;br /&gt;Co ja powiem, gdy mój palec tam dotrze? „Po mojej stronie jest dziecko. Pod wpływem dotyku ciurkiem spływa łza i rozrywa dziecięcy policzek. Przez chwilę było pięknie, teraz dziecko jest rogate. Odrzuca mnie, a chcę wyssać alchemię z mojego palca.”&lt;br /&gt;Nigdy nie zwracałam większej uwagi na dzieci. Lecz to dziecko urodziło się w mroku pomiędzy nami. Obok wąskiej szpary światła wychylającej spod drzwi jest ono jasnością przypominającą bobasa. &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apostołka XXI wieku najchętniej już w tej chwili zapięłaby Czarną Owcę i powidoła pod nasze wiktoriańskie niebo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-5341189907566452?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/5341189907566452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/czarna-owca-apostoki-doc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5341189907566452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/5341189907566452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/czarna-owca-apostoki-doc.html' title='CZARNA OWCA APOSTOŁKI. doc'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-8427907696799242006</id><published>2010-01-22T02:32:00.000-08:00</published><updated>2010-01-22T02:32:17.637-08:00</updated><title type='text'>ALIBABA I GŁOŚNE WOŁANIA CZCIGODNEGO SŁUGI</title><content type='html'>Znalazłam opowiadanie z LO :)): tylko dla fanów kampowych wymysłów literackich jakie pojawiają się na tym blogu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;     Ze stadniny książek wybyła oczytana. Alibaba ziewnęła, a powiew z jej ust strącił z drzewa gruszki. Zadumała się  nieodpowiedzialnie, bo wiedziała, że jej mózg nie zmieni świata. Posypała głowę żytem i żwirem, popędziła tyłem. Komm, usłyszała głos. &lt;br /&gt;   Azjatyckie rośliny kuły ją w uszy nieznaną wymową swych imion. Spacerowała wokół okopu, w którym zamieszkała we wszelkim dobrobycie. Potrzebowała Alibaba jeno osła i sługi, który  dbałby o strawę, spokojny nocleg i kwestie dyplomatyczne w tych dzikszych niż busz najeżony tubylczymi dzidami miejscach. &lt;br /&gt;   Podrapała się pod pachą i cudnie ująwszy pod bok elegancką laskę, grawerowaną i inkrustowaną lichością tego świata, ruszyła na łowy, co nigdy nie było w jej zwyczaju. Po drodze przyglądała się jak promienieli  ludzie, wykonujący swe zawody: rybak niósł na połyskującym haku najprzedniejsze ryby, kupiec buszujący między towarami, przerzucał monety, woźnica już miał krzyczeć wio wio, gdy podbiegła doń wyczerpana Alibaba. Po chwili razem ruszyli w stronę  wód, gdzie gromadzili się rozkapryszeni żebracy, gardzący jałomużną  w postaci jadła. To tu gnieździli się niewolnicy. Złowróżebne szepty między pędrakami czyniły miejsce przekupnym, gwarnym, niecnym władcom.&lt;br /&gt;    Raptownie ktoś oddał krzyk z głębi fontanny, zwanej Czepcem Razów. Brzmiało to straszliwie: `Z padaczki kłopotów finansowych wyrwij mnie zbawczyni o szlachetnych manierach. Kładłem się na dnie wśród monet, rzucanych podróżniczym marzeniem. Znajdź we mnie wolę, zacna pani.` Tu, spłoszony własnym odchrząknięciem, nieznajomy umilkł. Alibaba podeszła do fontanny, która na metamapie jej planów jawiła się jako źródełko niezłego pożytku. Buchnęła zatem swą laską o krawędź fontanny i wtem wyłonił się z wody sługa. Mętna jego postać budziła wszak zaufanie i ten rodzaj poufałości spotykany między przyjaciółmi. Tak, to był ten człowiek.&lt;br /&gt;   Nieoczekiwanie sługa wciągnął Alibabę do wody. Plusk męskiego ciała spłoszył drzemiące na tafli łabędzie. Był to gest przedziwnie zawartej przyjaźni, który Alibaba przyjęła bezsprzecznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liceum III klasa&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8669973356910240119-8427907696799242006?l=czarnaowcaapostoki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/feeds/8427907696799242006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/alibaba-i-gosne-woania-czcigodnego-sugi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8427907696799242006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8669973356910240119/posts/default/8427907696799242006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czarnaowcaapostoki.blogspot.com/2010/01/alibaba-i-gosne-woania-czcigodnego-sugi.html' title='ALIBABA I GŁOŚNE WOŁANIA CZCIGODNEGO SŁUGI'/><author><name>Czarna Owca Apostołki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00309125847894673936</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-c7G1ArY9hyY/Tc2s7elZNPI/AAAAAAAACMQ/Z-jWA6EAQRs/s220/DSC03960.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8669973356910240119.post-175766294276108</id><published>2010-01-21T03:41:00.001-08:00</published><updated>2010-01-21T04:56:19.589-08:00</updated><title type='text'>O POMINIĘTYM PAWILONIE W WENECJI ;)</title><content type='html'>O POMINIĘTYM PAWILONIE W WENECJI&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisanie o zeszłorocznym weneckim biennale w momencie, gdy wszystkie artystyczne cuda i złote monety w wyniku naporu wodnego żywiołu zostały już wypłukane z migotliwego brzegu, nie wydaje mi się jednak spóźnione. Przypomina spacer w nieznane, jakby trzymanie się nici wybranego kanału, aż do miejsca, w którym zobaczy się jego dno, a na nim – no właśnie co - oślizgłe kamienie, śmieci?&lt;br /&gt;Postanowiłam nie odpuścić tego szlaku i mimo śniegu, który spadł nawet w Wenecji, po skończonej imprezie pójść do końca przez labirynt i dowiedzieć się, ile jeszcze warta jest sztuka współczesna! O tej porze roku pokryta białym puchem okolica trochę przypominała Polskę. Brakowało tylko szarych rozczapirzonych gałęzi nad głową, ale nie trudno było je sobie wyobrazić, tak się narzucały jako uzupełnienie, aż wreszcie w Parku Giardini pojawiły się i one.&lt;br /&gt;Śnieg odbijał dziwnie jaskrawe światło, mistyczne w nastroju, nieco ciemniejsze niż słoneczne i jakby wyblakłe. Gdyby nie jeden czynny pawilon, wokół którego kręciło się kilka osób, park świeciłby pustkami. Udałam się tam z niejasną nadzieją na to, że coś się wydarzy, że zdobędę materiał na długo wyczekiwaną przez redakcję pisma o sztuce recenzję z wystawy. Zadawałam sobie jedno pytanie: jak rozumieć fakt, że Lion Giambello ma swą wystawę poza sezonem, lecz pośród przeważająco kobiecego gwaru  na zewnątrz, trudno mi było znaleźć odpowiedź. Dowiedziałam się natomiast, że aby zapewnić pełnię artystycznego przeżycia, Giambello wpuszczał do środka maksymalnie dwie osoby. &lt;br /&gt;Gdy wreszcie przyszła moja kolej, zostałam dopuszczona do sacrosanctum wraz z jakąś nadekspresjną dziewczyną, która od razu eksklamując różne włoskie „ochy i achy” rozłożyła się na nar
